Znajomi przychodzą i odchodzą. Życie… (18.07.15)

No i skończyła się znajomość z sąsiadką. Skończyła się bardzo burzliwie. Nawet się nie spodziewałam, że w taki sposób przestaniemy się do siebie odzywać – bo przestałyśmy się do siebie odzywać. Niby jedna do drugiej mówi cześć, rzuci jakieś słowo, ale czuć, że to koniec. Nie ma „herbatek” i wysłuchiwania. Czułam, że to znajomość z ciekawości. Zawarta z powodu nudy. Potrzebny był świeży temat do rozmów i mówienie „a wiesz tamtej to…”. Potrzebne było „świeże mięso”. Ich tematy spowszedniały a tu ja ze swoimi. Z ciekawym tematem „żony schizofrenika”. Poróżniłyśmy się o praktyki religijne. Śmieszne. Wiedziałam,że tak się skończy. Nie pozwoliłam sobą rządzić i powiedziałam, co myślę. Sorry, jeżeli się komuś nie podoba, to jego problem. Ja usłyszałam też mnóstwo przykrych słów. Było – minęło. Trzeba iść do przodu.

kuku.jpgŚmieszy mnie podpytywanie przez drugą sąsiadkę, co myślę na temat tej pierwszej i czy będę się do niej odzywać. A co mam powiedzieć? Przecież wiem, że „kanał informacyjny” działa i wszystko co powiem będzie przeniesione. Taka głupia i naiwna nie jestem, żebym uwierzyła w w „troskę” o mnie.

Wspierałyśmy się prawie dwa lata, ale nie zdziwiły mnie jej przykre słowa. Byłam na nie przygotowana. Ona nie była ze mną szczera. Opowiadała mi historie ze swojego życia, ale nie do końca szczerze. Co innego słyszałam przez cienkie ściany blokowego domu a co innego ona opowiadała następnego dnia, kiedy pytałam się, co słychać.

Ostatnia awantura. Ciężki tupot i przeraźliwy krzyk. Przeraziłam się. Pomyślałam o ich synu. Młodym chłopaku i z tych krzyków wywnioskowałam, że chodzi o niego. Jest bardzo mądrym chłopcem. Problem polega na tym, że nie jest synem partnera sąsiadki. Oni nastawieni przeciwko niemu. Ona wieczne zakazy i nakazy a on krzyczy, że „gnój” nie jest jego. Kąpałam się, kiedy dobiegły mnie te przeraźliwe odgłosy. Zesztywniałam ze strachu. Przypomniały mi się sceny ze S-ku. Automatycznie wstrzymałam oddech, żeby zachowywać się ciszej, jakbym to ja była zagrożona a tak nie było. Ja tylko słyszałam.

Później, na drugi dzień rozmawiałam z drugą sąsiadką, z E. Ona też słyszała to wszystko i też była przerażona. Zaczęła ode mnie wyciągać, co ja o tym myślę. Powiedziałam, z premedytacją kierując uwagę na Młodego. Powiedziałam, że nie mają prawa go krzywdzić i że jak jeszcze raz usłyszę coś takiego, to wezwę policję. On jest bardzo mądrym chłopcem a oni go krzywdzą. Przyznała mi rację i powiedziała, że A. lubi rządzić wszystkimi a Młody przez to cierpi. Zamiast rozmów są rządy. Co mnie to obchodzi? Tu chodzi o dziecko, które cierpi. Od poniedziałku jest cisza. E. chyba przekazała A. moje zdanie. Dobre i to. Mam nadzieję, że się w końcu opanują. Oni wiedzą, że ja jestem zdolna do wezwania policji i byłby taki wstyd dla nich. Moralność Dulskiej. Zachowanie w kategorii – Krzywdzę wszystkich, ale robię to we własnym domu i nikomu nic do tego. Sąsiadkom mówię, jest super a w czterech ścianach panuje piekło. Skąd ja to znam? A później problem, bo dzieci nie takie jak by się chciało. A jakie mają być? Nauczone podwójnego zachowania, zakłamane. Do obcych słodki uśmiech a w domu – poczuj moją złość. Wyżywanie się na domownikach. Nic dziwnego, że mąż ucieka z takiego domu do kolegów. Takie domy nikogo nie cieszą… I jeżeli komuś potrzebna terapia to nie mężowi, ale A. Ona ma wielkie problemy z komunikacją z najbliższymi i despotyczny charakter. W domu rządzi, ale obcym lubi pomagać. Tak było ze mną. Jeżeli była potrzebna pomoc, pierwsza leciała z pomocą.

Nie gniewam się na nią. Każdy ma swoją drogę, której pilnuje. Nasze się rozeszły. Tak skończyłam wtedy wymianę zdań między nami. Ta rozmowa nie miała sensu, bo ona na jedno moje słowo znajdowała tysiąc zaprzeczeń i w końcu wypaliła, że poniżam każdego i się wywyższam. Nigdy coś takiego nie miało miejsca. Zobaczyłam jak wielkie są jaj kompleksy i poczucie niższości. Zrobiło mi się jej po prostu szkoda. Szkoda zagubionej A., która myśli, że kiedy krzyczy wszyscy będą jej słuchać i robić to, co ona chce. Szkoda :-(

Szykuje się następna sprawa w sądzie o pozbawienie praw rodzicielskich J. Kolejna! Ile ich jeszcze będzie? Teraz trochę inaczej, bo sprawą będzie kierował prokurator z O-ki a nie miejscowy. Może się w końcu uda pozbawić go praw rodzicielskich.

Dowiedziałam się, że J. został umieszczony w szpitalu w Stargardzie Szczecińskim. Dowiedziałam się bocznymi kanałami, bo mnie osobiście nikt nie informuje, jaki jest los małżonka (jeszcze). Skarga na tutejszą policję wysłana do prokuratora w Przsnyszu została skierowana do mojego miasta. Powód – „przedmiotem powyższego postępowania jest przestępstwo z art. 231& 1kk. popełnione przez personel medyczny, a nie policjantów”. Tak, tylko gdyby policjanci zareagowali tak jak potrzeba, czyli przyjechaliby z interwencją tego dnia, teściowa by żyła. Interwencja z nim związana była dzień wcześniej a ja następnego dnia dzwoniłam, że czeka na mnie przed wejściem do bloku. Gdyby przyjechali i zrobili z nim porządek sprawa skończyła by się szpitalem i bez ofiar.Winni niedopełnienia obowiązków są nie tylko ludzie z personelu medycznego, ale też policjanci, którzy  nie chcieli przyjechać na interwencję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>