22 sierpnia 2015 – sobota. Kuchenne obserwacje ;-)

Znów siedzę wtulona w lodówkę ;-) Kącik jadalny w kuchni to stół i trzy krzesła, przy czym jedno jest ustawione tak, że z boku stoi lodówka. Jeżeli siedzę tyłem do okna, za plecami mam oparcie krzesła, ale kiedy siedzę przodem do stołu za plecami mam bok lodówki. Siedzę więc wtulona w lodówkę i zerkam za okno.Na dole znów „biegają” ludzie. Panie obciążone reklamówkami z zakupami i panowie szybko wsiadający do aut. Dziwne a może nie, panów z siatami jak dotąd nie widziałam. Kobiety strażniczki ognia domowego, wieczne dromadery obładowane siatami z doczepionymi spódnicy dziećmi. Wszystko na ich głowach a panowie? Zatrzymują się na pogaduszki z kolegami – im się nie spieszy. Wszystko za nich zrobią one – ich kury domowe.

Siedzę i obserwuję…

O idzie pan z siatami. Oryginał. Dobry mąż i ojciec. Daje odpocząć swojej żonie mówiąc „Kochanie pośpij, ja dziś zrobię zakupy! Jest sobota. Pośpij sobie” Hahahaha! Tak może być. Może?! Może… i są tacy mężowie, partnerzy, przyjaciele. Ja niestety tego nie doznałam :-( Sąsiadka piętro niżej ma takiego partnera. Robi zakupy, wyręcza ją we wszystkim, otula ciepłą kołdrą, donosi słodycze i głaszcze po głowie. Jak małą dziewczynkę. Kochanie, dziubusiu, uśmiech i spojrzenie w oczy. Moja ty jedyna. Słodziutko a nawet zbyt. Patrzyłam z rozrzewnieniem a moje oczy były wielkie ze zdziwienia. On to zauważył i zaczął się głośno śmiać.

Qrwa, co jeszcze straciłam oszukując się w małżeństwie, że dam radę, że trzeba się poświęcić i cierpieć. Widzieć w mężu Chrystusa, jak mi doradzał jeden z księży. Dlaczego nasza wiara ma z ludzi robić ofiary? Życie nie jest wcale piękne kiedy cierpimy. Wcale! Cierpienie nie uszlachetnia. Opiekowałam się mamą w ostatnim stadium raka żołądka i widziałam, że cierpienie niszczy ludzi, odczłowiecza i nie ma nic wspólnego ze szlachetnością. Dlaczego mamy miotać się pomiędzy skrajnościami – albo cierpienie, albo ekstaza a to pomiędzy, to co nazywamy normalnym życiem to co?? Wypadło sroce spod ogona? Właśnie przyzwyczajam się do normalnego życia. Dziwne przyzwyczajać się do czegoś normalnego.

Podoba mi się!

Podoba mi się widok z okna, dotyk zimnej lodówki na plecach, kubek kawy w dłoniach (teraz też zimnej). Dopijam ją powoli. Słyszę oddechy moich śpiących dzieci i pohukiwanie gołębia gdzieś na dachu jednego z bloków. Kiedyś myślałam, że to sowa a okazało się, że to ptak podobny do gołębia. I jest to sierpówka.

Już odechciało mi się spieszyć z pomocą albo z tłumaczeniem sąsiadkom. Nie jestem im do niczego potrzebna. Znakomicie sobie radzą beze mnie. Byłam dla nich rozrywką, niczym więcej. Przez tyle lat byłam sama w S-ku. Bez znajomych, tylko praca i dom i teraz kiedy zamieszkałam w mieście myślałam, że każdy będzie mnie odwiedzał, będę miała mnóstwo znajomych, że nie będę odcięta od świata a tu klops. Dalej jesteśmy sami. Sytuacja się nie zmieniła co do odwiedzania, ale mamy spokój, którego tak pragnęłam. Może nie umiem egzystować z ludźmi? Jestem zbyt prostolinijna a widzę, że trzeba kłamać, pokazywać się w najlepszym świetle, chwalić, albo płakać, narzekać, i udawać strasznie pokrzywdzoną, albo taką być a ja nie chcę. Już nie! To co było, minęło. Jestem bogatsza w doświadczenia, ale nie mam zamiaru epatować swoimi tragicznymi przeżyciami. One gdzieś tam siedzą, bardzo płytko, złymi emocjami i strachem. Dowód – reakcja na zachowanie sąsiadki i wieczny strach o to, co będzie, jeżeli stracę pracę. Praca na razie jest. Więc dlaczego martwić się na zapas?

Teraz, w tej chwili jest mi bardzo dobrze!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>