Kolejna wizyta za mną. Przełamywanie strachu.

rozmowa-kwalifikacyjna-na-wesolo.jpeg

No i była…

No i była spinka. Qred każda wizyta dla mnie to spinka. Jak przed egzaminem. Nie wiem tylko jakie będą pytania. Jestem zdenerwowana. Wzięłam do kieszeni wydrukowany list do P.. Chciałam go przeczytać i miałabym z głowy. Tak jak z listem do ojca. Nie przeczytałam. I tego i tamtego listu zresztą też nie przeczytałam. Nie kleiła się ta dzisiejsza rozmowa. Miałam coś ważnego powiedzieć, ale uciekałam w banalne tematy. Zaczęłam mówić o wizycie sprzed miesiąca i utknęłam. Patrzyłam w okno i zamilkłam. Zacząć mówić o gwałcie i porównaniach dotyczących zachowania J.  Nie umiałam zacząć, jakby zabrakło mi głosu. Uciekłam w inny temat. Mówiliśmy o moim lęku przed byciem sobą, przed oznajmianiem swojego zdania i swoich poglądów. Trochę jałowe było to spotkanie. Jałowe z powodu mojego strachu przed P. Mówiłam, że jest dla mnie za dobry, za spokojny, zachowuje się w sposób bezpieczny, dlatego nie wybucham złością, kiedy mnie prowokuje. Owszem denerwuje mnie tym wiecznym spóźnianiem i tym odwlekaniem spotkań, ale osobiście mu tego nie powiem. Uśmiecham się i „rozumiem”, zamiast wyrazić swoje niezadowolenie. Zezłościć się, wqrwić, jakby to on ujął. Ja nie, ja się uśmiecham i zgadzam, potakuję, żeby on czuł się dobrze. Mówiliśmy o tym. Nareszcie! Mówiłam, że odgaduję jego stany emocjonalne, odczytuję je z grymasów twarzy, ułożenia nóg, przekrzywienia twarzy, żeby go niczym nie zdenerwować. Zachowawczo. Mam być dobra. Nie prawdziwa, ale dobra. Qrwa, ja to wiem. Mnie to przeszkadza, ale jest mi strasznie trudno powiedzieć mężczyźnie, że mam inne zdanie. Zawsze, kiedy tak robię (robiłam), spotyka mnie coś złego, jakaś przykrość, strach, ból, rozczarowanie. Tego się boję.

Dzisiejsza sesja była perfekcyjna pod względem unikania tematu, który powinnam/mogłam podjąć. Powiedziałam mu, dlaczego nie mówię mu po imieniu. Tak jak napisałam mu o tym w liście. Racjonalizowałam. On odpowiedział, że parę razy zwróciłam się do niego po imieniu.

- Tak, ale to były sytuacje ekstremalne, kiedy coś się działo, albo kiedy byłam przyparta do muru i nie wiedziałam, jak reagować

Nie wiem kiedy ośmielę się mówić mu to, co myślę. Być zła, kiedy coś mnie denerwuje i odważnie o tym informować. Dla mnie to rudne.

Właściwie to powiedziałam mu prawie wszystko to, o czym napisałam w liście. Nie robiłam tylko „wycieczek” z dociekaniem, co z nim jest nie tak, że wybrałam właśnie jego na terapeutę.

Dziś się spóźnił i rzucił idiotyczną uwagę o korkach. Qrwa, to nie Warszawa, ale oczywiście ja  z przepraszającym uśmiechem zrozumiałam. Nie mogłam się jedynie powstrzymać od uwagi, że pewnie na każdym świetle miał czerwone i to jeszcze go opóźniło. Spóźnia się celowo. Pewnie celowo też odkłada wizyty a ja go usprawiedliwiam, bo jest facetem a facetów się nie denerwuje i nie krytykuje, bo…

Stary schemat.

Nie umiem głośno powiedzieć tego co myślę.

No może nie do końca.

Dziś poszłam na spotkanie, na które powinien iść dyrektor. Wysłał mnie. Zdobyłam się później na uwagę  w rozmowie z nim, żeby mnie więcej nie wysyłał, że takie spotkania leżą w kompetencjach  dyrektora a nie moich. Chyba, że mam to odebrać jako dobrą wróżbę, że kiedyś zostanę dyrektorem.

Po porannej wizycie zaczęłam mówić uczniom jak bardzo denerwuje mnie ich zachowanie, że swoim zachowaniem traktują mnie jak idiotkę. Ja ich szanuję a oni mają mnie w nosie. Niech wypełnią deklarację o rezygnacji z przedmiotu, jeżeli mają się tak zachowywać i przeszkadzać.

- Ale ja jestem chrześcijaninem – odpowiedział jeden z nich.

- To zachowuj się jak chrześcijanin – godnie – odpowiedziałam – a jak cię nie interesuje lekcja, to na nią nie przychodź.

- Tak, co by powiedziała babcia. Ja chodzę do kościoła.

Tak do kościoła chodzi a na lekcji religii sobie folguje i wychodzi cham.

Dowiedziałam się, że rekolekcje wielkopostne będą prowadzone przez tą samą grupę, co w zeszłym roku. Grubo! P. powiedział, że mogę to zgłosić do kuratorium. Nie mogę! Chcę pracować! Byłabym wyklęta, że nie wspomnę o ekskomunice. Mogę jedynie powiedzieć dzieciakom, że nie będę ich rozliczać z obecności na rekolekcjach i wtedy nie przyjdą. Pamiętam, jak podczas tamtych rekolekcji widziałam przerażoną uczennicę, która nie chciała wejść na salę, bo „tam ludzie padają, a ja nie chcę, ja się boję”. Widziałam, jak jeden z uczniów długo chodził w stanie pobudzenia emocjonalnego, aż się o niego bałam, czy nie będzie jakiejś psychozy. To nie były rekolekcje dla nieprzygotowanej do takich przeżyć młodych ludzi. W takich rekolekcjach mogą uczestniczyć ludzie będący w jakiejś formacji chrześcijańskiej, typu Odnowa, ale nie szarzy uczniowie. Oni albo mocno to przezywają psychicznie, albo wyśmiewają i w efekcie do niczego to nie prowadzi.

Na porannej wizycie wywiązał się między nami ciekawy dialog o strachu przed mówieniem tego, co powinno się powiedzieć.

- Gdybyś musiała płacić za wizyty też byś tak robiła?

- Tak. Płaciłabym i była grzeczna. Czasami mam wrażenie, że traktuję te wizyty jak spotkania towarzyskie. Rozmowy przy kawce.

- To może ja wstawię tu kozetkę? I będzie rozmowa bez kontaktu wzrokowego.

- Wtedy bym przychodziła trzy razy w tygodniu, żeby sobie pogadać.

- Terapia z leżeniem na kozetce odbywa się trzy razy w tygodniu.

- Tak i trwa latami a ja nie chcę, ale widzę, że jak będę tak postępować, to czeka mnie ładnych parę lat przychodzenia – roześmiałam się.

Wychodząc zażartowałam, że na następną wizytę przyniosę kawę w termosie i własnoręcznie upieczone ciasto.

Qrwa ja nie umiem, wróć, mnie jest strasznie trudno okazać swojego niezadowolenia i negacji mężczyznom prosto w oczy. Cierpię, ale na wszystko się zgadzam. Żeby rozładować emocje chodzę na kijach. 8 km a jak bardziej nerwowo 16, żeby się uspokoić.

Wspomniałam, że ten bardziej poczytny blog jest właściwie pisany przez niego. Tam są lektury, które on mi polecił i inne, które wyjaśniały rożne sytuacje i relacje międzyludzkie. Jego opowieści i opowieści polubione przez ich stronę internetową. Roześmiał się, że powinien brać dywidendy od wydawcy. Blog jest poczytny i gdybym miała jakieś wynagrodzenie z tego tytułu to pieniądze powinny być jego. Ok – odpowiedziałam – jak wydam książkę, to 10% będzie dla ciebie.

- Tylko 10%? Ja chciałbym całość.

- Pomysł bloga był mój, to ja jestem właścicielem.

To prawda, tamten blog jest pisany przez niego moimi rękami i słowami a ja w relacjach z mężczyznami powinnam być szczera, tak jak na zdjęciu wyżej!

Następna wizyta za tydzień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>