W poniedziałkowy ranek.

Chciałabym zacząć życie od białej kartki

Czystego konta wypełnionego amnezją

Zadziwia mnie lekkość życia, innych

Ja tak nie umiem

Rozdzielam włos na czworo

Sczytuję przyszłość z grymasów twarzy

Nie mojej twarzy, innych

Wciąż nie umiem uwierzyć

Że życie zależy tylko ode mnie

Zaplątana w obrazy, wspomnienia, emocje

Szukam wyjścia

Jest

Wiem, że jest

Tylko tak trudno do niego trafić

Smutno…

Znalazłam modlitwę napisaną przez Koraczaka

Pasuje do dzisiejszego nastroju

„Modlitwa skargi”

Opuściłeś mnie Boże, cóżem Ci zawinił?

Samotny teraz jestem i drogi nie wiem.

Zabłądziłem w posępnym zmierzchu, zabłądziłem w ponurej życia gęstwinie.

Opuściłeś mnie Boże; czyżem się uprzykrzył?

Miga światło; a boż wiem, czy chata, czy zdradny ogni, co klika na topiele?

Widzę zdrój; a boż wiem czy nie miraż zmysłów?

Spieczone wargi moje. Choć mrok, który jak słońce piecze, a może mrozi, może ogień zewnątrz mu naprzeciw we mnie.

Nie wiem.

Cóżem Ci Boże zawinił, ze teraz właśnie Cię zabrakło, gdy mi się stopy w ciernie uplątały a ręce i serce krwawią?

Wołam „ludzie”! – Żadnej odpowiedzi. Wołam „mamo” ! I nic.  Ostatnim wołaniem wołam „Boże”! I cóż? Nic – sam.

Anioła mi daj smutku. Nie o radość proszę, nie o zielone szczyty, nie sny błękitne, nie skrzydlate snopy promieni. Bodaj smutek, bo tak znów samemu, bo sam jednusieńki, mam dalej błądzić, przedzierać się i krwawić w mroku?

Sobie się skarżę, duszy własnej zwierzam mój do Ciebie żal, mój do Ciebie Boże żal. Nie proszę – upominam się, Boże.

Z Tobą wyszedłem w drogę porzucony, czy mam samotny teraz dalej, gdym zdrożony, znużony i w gęstwinie drogi nie znam?

Czy pamiętasz Boże, ufałem Ci, czyś zapomniał Boże naiwne z Tobą szepty, tajemnice ciche, ciche wyznania, rzewne Tobie łzy?

Nie żal a zdumienie, nie wątpienie a niepokój, nie gniew a prośba, gdy widziałem, że mnie opuszczasz, że się oddalasz, że znikasz.

Bez słowa.

Winy w sobie szukam, ale żadna nie tak wielka, że nie skarcić, nie zagrozić, ale sobie zaraz zupełnie odejść musiałeś.

Jakże teraz powrócisz, co do Ciebie zagadam, co powiesz?

Zabłądziłem w posępnym zmierzchu a Bóg poszedł sobie gdzieś daleko, samego mnie zostawił.

Skargę na łez paciorkach na piersi zawiesiłem. Twoja wina, Boże.

Janusz Korczak, Modlitewnik dla tych, którzy się nie modlą.

One thought on “W poniedziałkowy ranek.

  1. Dzięki trudnościom bardziej szanuje się to, co się zdobędzie. Przeszłość czasem wraca, ale można sprawić, by nie zdominowała przyszłości. Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>