Środa, 10:58

Dziś w nocy zabiłam swojego męża

Byliśmy na jakiejś sali i tańczyliśmy

a później był posiłek

jadł on i jadłam ja, ale wiedziałam, że ten posiłek jest zatruty

Po posiłku, kiedy zaczęliśmy się czuć źle, powiedziałam mu o zatrutym jedzeniu

Widziałam, jak wymiotował

Ja też usiłowałam zwymiotować to, co zjadłam

Nie mogłam, nie potrafiłam, uznałam, że to obrzydliwe włożyć palce do gardła, żeby sprowokować wymioty

Wiedziałam, miałam świadomość, że umrę

Obudziłam się

W piersiach zaczynał wylęgać się znajomy ból

Zaczął dławić i przygniatać

W gardle zaczęło burczeć i przeszkadzać, jakbym połknęła za duży kęs

- Nie, nie teraz, nie chcę żeby bolała, nie chcę – myślałam i zwinęłam się w kłębek

Dziwne, ale ból minął

Powoli się rozwidniało za oknem

Dziś terapia

Byłam

Powiedziałam o mojej obserwacji, że on (terapeuta) spycha mnie wciąż do dzieciństwa

Kiedy ja coś opowiadam o teraźniejszości, on stopuje i każe mi zwrócić uwagę na to, co było w dzieciństwie.

Oczywiście odwrócił kota ogonem, że to ja wracam… Niech mu będzie

Powiedziałam o nienawiści do ojca i braku przebaczenia z mojej strony

O wielkim strachu i zagubieniu między byciem dobrą a wkurwioną

Powiedział coś o tworzeniu „kładki” pomiędzy skrajnościami. Wychwyceniu dobrych chwil, aby nie stać na skrajnościach

Odpowiedziałam, że to tak jakbyśmy brzydką rzecz zapakowali w piękny papier i udawali, że otrzymaliśmy wspaniały prezent

Ja nie chcę takich prezentów!!!

Wiem, co będzie pod papierem. Jedno wielkie gówno! Wciąż jestem na niego zła. Na ojca! Mam mu za złe, że nauczył mnie życia w strachu, albo udawania altruistki. Mam mu za złe, że nie umiem żyć w spokoju, tylko poruszam się po ekstremach. Kiedy chodzę na cmentarz, bardziej idę do matki niż do niego. Wciąż go nienawidzę i nie wiem czy to się zmieni…

Pielęgnuje to uczucie

I strasznie się z tym męczę

Nie chcę odpuścić

Nie umiem odpuścić

 

Zapytałam terapeutę co widzi, kiedy kieruje moją uwagę na zdarzenia i osoby z dzieciństwa. Obserwatorzy z zewnątrz widzą więcej. Uśmiechnął się i powiedział:

- Nawet gdybym odpowiedział ci na to pytanie, zapomniałabyś – a później zaczął tłumaczyć tym swoim psychologicznym żargonem. Oczywiście nie zapamiętałam…

Na słowa, że wątpię, żeby terapia mi pomagała, zaczął mówić podniesionym lekko głosem:

- Jak to nic? A to, że zakończyłaś toksyczną relację, poszłaś na studia, przeprowadziłaś się, wciąż się rozwijasz, zakwalifikowałaś się na szkolenie, rozwijasz swoje zainteresowania – to wszystko jest nic?

Uśmiechnęłam się i wyburczałam: no nie…

Ma rację, bez terapii dalej byłabym uwieszona pana okularnika i przeżywała, że mnie oszukuje, albo nie dzwoni… Ma rację

Zupełnie inaczej myślę o większości rzeczy. Tylko nie wiem, czy to terapia, czy czas zaczął leczyć rany. Może jedno i drugie. Któregoś dnia sama sobie się dziwiłam, że tak szybko to wszystko ogarnęłam. B ma rację – to pomoc terapeuty, że ogarnęłam moje traumy przez dwa lata.

Ok

Szykuję się do wyjazdu. Mam przed sobą ładny kawałek drogi

Za tydzień wizyta

2 thoughts on “Środa, 10:58

  1. Kilka godzin wcześniej napisałam bardzo długi komentarz , jednak los i tym razem zdecydował inaczej, przewrotnie, z chichotem zadrwił sobie z mojej pisaniny do Ciebie i wszystkie moje słowa odleciały w eter. Cóż robić, z losem ponoć się nie dyskutuje. Wyłączyłam laptopa i zajęłam się bardziej i mniej ważnymi sprawami, a przy tym…No właśnie…Myślałam o Tobie. Cholera, Cholera, Cholera…Przecież nie miałam już niczego pisać, niczego komentować, nie miałam pozwolić sobie na kolejne tak bardzo niebezpieczne porywy serca. Przecież, nie miałam…Nieważne. Wróciłam. Tym razem nie będzie już długiej epopei, a kilka zdań od takiej tam Marysi.

    Myślę, że wybaczysz swojemu ojcu, nie masz zresztą za bardzo wyjścia, chyba, że…No właśnie, chyba, że co? Chyba, że wolisz stać się wrakiem sponiewieranym psychicznie i fizycznie. Wrakiem, który wegetuje i nieustanie modli się by starczyło mu dość odwagi by skończyć z własnym nędznym i nic nie znaczącym życiem. Niestety, tak to się właśnie kończy. Wierz mi, przerabiałam ten stan kilka długich lat. Na chwilę obecną być może nie jestem jeszcze do końca zdrowa ale z pewnością z nienawiści jestem uleczona.

    Kiedy żywimy do kogoś nienawiść, zdobywa on nad nami przewagę: wpływa na nasz apetyt, nasz sen, ciśnienie tętnicze, serce, zdrowie i szczęście. Myślę, że ludzie, których nienawidzimy z pewnością skakaliby z radości, gdyby wiedzieli ilu zmartwień nam przysparzają, jak nas przyszpilają, wdeptuję w ziemię, jak sprawiają, że powoli jednak coraz to bardziej stopniowo stajemy się nic nie znaczącymi wegetującymi w świecie wrakami. nasza nienawiść nie rani ich w żaden sposób. Ale za to zmienia nasze dni i noce w piekło. Naprawdę warto żyjącym czy też tym w grobie dawać aż taką satysfakcję???

    Żył sobie niegdyś człowiek, zaufany doradca sześciu prezydentów: Wilsona, Hardinga, Coolidge’a, Hoovera, Roosevelta i Trumana. Zapytano go kiedyś jak radzi sobie z nienawiścią do swoich wrogów. Bernard Barucha odpowiedział: „Żaden człowiek nie jest zdolny poniżyć mnie do tego stopnia bym zaczął go nienawidzić.”
    Dopiero od niedawna zrozumiałam sens i dokładny wydźwięk owych słów. Żaden człowiek nie jest w stanie poniżyć nas do tego stopnia abyśmy go znienawidzili, chyba, że mu na to pozwolimy.

    Jakiejś tam grudniowej, bardzo mroźnej nocy, znalazłam w domu znicz i poszłam na cmentarz. Ot tak po prostu…Nie zapomniałam i z pewnością nigdy już zapomnę, ale wybaczyłam swojej matce. Tylko i wyłącznie przez wzgląd na własne dobro i na własne życie. Ponad to, nie można w nieskończoność dać się poniżać. Stojąc wciąż w przeszłości, zastygasz w betonie coraz to bardziej i bardziej, bo tylko teraźniejszość daje początek nowej zupełnie innej przyszłości. A musisz wiedzieć, i myślę, że jednak to wiesz, że od stagnacji nie ma nic gorszego.
    Nie zastygaj. Nie warto…

    Marysia.

    PS.
    Odnośnie terapii i wszelakich terapeutów – Masz rację. To nie pomaga. Wiem to. Próbowałam wielokrotnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>