Piątek, 18:54

Już po kolacji.

Zastanawiam się, dlaczego tak zareagowałam na terapii w środę? Fakt, wtorek był dla mnie okropny.

Całe zachowanie M odebrałam jako upokorzenie, zawstydzające i odsuwające na bok. Ja tak to odebrałam. Ona nawet o tym nie wie. W środę odebrałam od niej wiadomość, że ma dla mnie wylosowany talon na zabiegi pielęgnacyjne dłoni. Odpowiedziałam, obrażona, że bardzo dziękuję, ale nie będę miała kiedy wykorzystać.

A w środę na terapię pojechałam zdenerwowana, zdołowana, zrezygnowana.

Usiedliśmy w fotelach. On zwrócił się do mnie a ja odsunęłam się tak energicznie, że przesunęłam cały fotel do tyłu. Byłam zdenerwowana, odruchowo zaczęłam gładzić się po udach i nerwowo uśmiechać. Zauważyłam, że zawsze tak robię, kiedy nie wiem co mam powiedzieć, jak się odezwać. Patrzę na niego z ukosa, z nerwowym uśmiechem i przesuwam dłoniami po udach, albo wkładam dłonie pod uda, jakbym na nich siedziała.

Okazał zainteresowanie moim stanem a ja nie chciałam przed nim płakać i się skarżyć. Poczułam się głupia i taka emocjonalna, bo przecież nic złego się nie stało, bo ja tylko poczułam „jakieś” negatywne dla siebie emocje. To takie żenujące – pomyślałam. On chciał wysłuchać jak to wyjaśnię a ja nie chciałam niczego wyjaśniać, bo uznałam to za porażkę samej siebie, takiej nieogarniętej i uczuciowej. Zdołałam tylko wykrztusić, że nie chcę o tym mówić i że ta dzisiejsza wizyta nie ma sensu. Poderwałam się i wyszłam. Kątem oka zobaczyłam, że on też wstał i podszedł w stronę okna. Uciekałam z tego gabinetu, bo nie chciałam tam ryczeć i żalić się. Bo to takie nieważne. Takie głupie.

W domu i w małżeństwie też nie mogłam się „rozkleić”. W domu rodzice rzucali, że w dupie mi się przewraca, bo mam wszystko, więc czego jeszcze chcę. Mam co jeść, w co się ubrać i jeszcze wydziwiam. W małżeństwie on po prostu wychodził a kiedy ja podnosiłam głos dostawałam. Do kogo miałam się żalić? Do kołków w płocie? Biegłam wtedy do lasu i krzyczałam do Boga dlaczego jest taki okrutny? Dlaczego nic nie robi? Dlaczego go nie zmienia w dobrego i kochającego męża? Może dlatego w gabinecie uciekłam i nie chciałam się żalić. Przeniosłam na terapeutę wszystkie swoje doświadczenia z rozmów z bliskimi osobami. One mnie nie słuchały, albo używały przemocy. Jego zainteresowanie odebrałam jako sztuczne i złośliwe.

Nie mam siły się przed nim żalić, denerwować, krzyczeć, bo uznaję, że to nie ma sensu. Nigdy nie miało. Nieważne, czy byłam miła, zła, cicha, czy krzycząca. Nigdy nikt mnie nie słuchał!!! A teraz boję się jeszcze jego litości i użalania się nade mną. Litość jest gorsza od faszyzmu.

Podświadomie czuję strach dotyczący jego oceny całej sytuacji i tego, że zdecyduje o końcu terapii.

Jestem tym wszystkim zmęczona i zaniepokojona.

Bez małej tabletki na noc nie zasnęłabym.

Sen sprawia, że zapominam o wszystkich moich lękach.

Matrix

Niestety

Nie umiem głośno mówić o swoich stanach emocjonalnych. Mówią o mnie oaza spokoju a ja taka często nie jestem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>