Sobota, 12:55 Osobiste piekiełko

Piękny weekend

Słoneczny i spokojny

Ostatnio bywam

Znajoma

Warszawa

koncerty

znajomi

moja miejscowość

koncert

Byłam wczoraj w lokalu znajomych. Nie byłam tam od pamiętnego marca. Namówiła mnie druga znajoma. Powiedziałam, że jeżeli z nią to i owszem, bo sama to raczej nie, bo to nie miejsce dla samych, to nie kino, czy sala koncertowa, to lokal, gdzie przychodzi się z kimś, lub w ogóle.

Byłam. Usztywniona i obserwująca. M rozmawiała z B. Miały wspólny temat a ja jak palma siedziałam i się uśmiechałam. Nie wiedziałam o czym mówią. Udawałam, że słucham. Uśmiechałam się. Przytakiwałam. Udawałam zainteresowanie.
- Tak, tak, hmmm
Żenada, po prostu, ale byłam…
Muzyka fajna. Jazz. Młodzi ludzie. Kupiłam płytę.
Znajoma w drodze powrotnej zauważyła, że jestem małomówna.
- Nie mam o czym mówić. Tematy mi się skończyły…- chciałam być zabawna.
Naprawdę nie miałam o czym mówić. Burze ucichły, sztormy się przetoczyły. Do domu zapukał spokój,a problemy typu „kot mi gdzieś zniknął”, to żadne problemy…Pogadałyśmy o Malutkiej i jej nieszczęściu z nogą.

Myślałam o K i o tym, że w rozmowie z nią staje się monotematyczna. Napieprzam wciąż o terapii, terapeucie, moich odczuciach. Są inne tematy, ale ja z uporem osła wciąż wracam. To jak w tym kawale o egzaminie, gdzie zdający opracował temat konia a dostał pytanie dotyczące mrówki. W swoich dywagacjach doszedł do łańcuszka, gdzie mrówka to małe stworzenie, które można spotkać np. w trawie, trawę je koń a koń to … i potoczyła się wartka struga słów o koniu.

No i przechodzimy do tematu terapii. Hahahahaha

No…

Rozmyślałam nad tymi jałowymi godzinami i moją blokadą. Zamiast mówić o ważnych sprawach, docierać do siebie i swoich strachów blokuję się i jedyne co mogę, to się uśmiechać i zbaczać na błahe tematy i wciąż słuchać tych samych kwestii wypowiadanych przez terapeutę. Chronię go. On często powtarza, że ma swojego superwizora i razem z nim rozpracowuje trudne relacje z pacjentami. Często to słyszę a wciąż się o niego boję, że nie udźwignie mojej agresji i złości zmagazynowanej przez lata. Mogę tak chodzić do usranej śmierci. Uśmiechać się i pleść głupoty i mieć mu za złe, że się nie domyśla o co mi chodzi, nie łapie w lot i nie mówi „No, A dotarłaś do sedna. Uważam, że dalsze przychodzenie nie ma sensu”. To chyba jest ten rdzeń terapii – przestać chronić innych przed moimi prawdziwymi odczuciami, zdaniami, których nie chcę wypowiedzieć, bo boję się, że urażę tych innych, że stanie się coś strasznego…

Magiczne koło blokady

Kiedy odważę się mówić, świat się zmieni…

Kiedy obcych zacznę traktować jak „swoich” uwolnię się od lęku… lęku przed życiem, byciem, istnieniem…

Proste…

Fuck

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>