Wtorek, 10:08

Wolna godzina

Przybiegłam do domu, bo kot był na dworze. Musiałam go wpuścić, bo szkoda mi sierściucha a młodzież czasami jest okrutna.

Wpadłam do domu. Kot już czekał na schodach, jak zwykle przestraszony.

Wstawiłam wodę na herbatę i odpaliłam laptopa

Przejrzałam pocztę

List od K już był:

Zatytułowała go ” Jakie to podobne”
Dwie różne rodziny, dwie różne kobiety…, a tak podobne historie. Dziś rano mąż zadał mi pytanie: „Z kim się pierdolisz”? w brzmieniu mniej więcej takim jak: „o której wracasz z pracy kochanie…?”. Ma dziś jechać do Warszawy do terapeuty. Może jeździć i nawet tam nocować – i tak nic nie pomoże, bo widzę co się dzieje. Denerwuje się, bo od wystąpienia rzutów choroby nie sypiam z nim, nie okazuję mu czułości, bo nie umiem tego robić, a nie mam zamiaru robić czegoś wbrew sobie. Mam wynajęte mieszkanie – tyle, że daleko – na drugim końcu miasta. Gdyby oddał mi samochód mogłabym wynajmować je nadal, bo miałabym wtedy czym wozić dzieci do szkoły. Dziś  – po tej terapii spróbuję z nim porozmawiać. Będę chciała, żeby napisał mi oświadczenie, że przekazuje mi w darowiźnie samochód…może się uda. Muszę ewakuować się póki czas…, a czuję, że jest go coraz mniej. Straszy mnie, że załączy smsy, w których niemal rok temu rzucałam w niego wulgaryzmami – złoży doniesienie do prokuratury, a ja nie mogę być karana, bo stracę pracę. Jest okrutny w tej swojej psychozie…masakra. Nie ma skrupułów…., mimo wszystko chyba jednak on czuje, że coś z nim dzieje się nie tak, że jest nie wesoło, bo skoro sam chciał jechać do Warszawy to już nie przelewki. Nasze prawo jest kulawe. Chroni chorego, a rodzinę pozostawia na pastwę…Najbardziej boję się tego, że będzie szarpał się ze mną o dzieci, że jak weźmie je do siebie to nie będzie chciał ich oddać. Nie mogę liczyć na jego słowo, bo ono zmienia się jak chorągiew na wietrze. I koło się zamyka. Ma pełnię praw rodzicielskich. Może zabrać dziecko ze szkoły, z przedszkola…może to, co każdy rodzic. To jest mój największy straszak. Nie wiem czemu ja się tak cholernie boję…prokuratury? …Sądów?….Nie chce mi się łazić tam i prać swoje brudy przez psychicznego męża…Wiem jedno: mimo tego strachu muszę spieprzać póki jeszcze nie nastąpił 3 etap choroby – ostatni i najgorszy. Teraz Ci się czymś pochwalę…Wiesz, że zapłaciłam 1000 zł za mieszkanie i rachunki i z wypłaty zostało mi jeszcze jakieś 100 zł na plusie – dodam, że wyprawki dla dzieci kupowałam sama :)… tak się pocieszam, że dałam jakoś radę i wcale nie było tak tragicznie :)”

Bardzo podobne

Zimno już na dworze

Idzie jesień

Odpisałam:
Sytuacja bardzo podobna. Ty mówisz o cykającej bombie – ile razy ja używałam tego określenia czując się jak w potrzasku.
Wiem, że się boisz, że nie dasz sobie rady sama a mimo to dajesz sobie rade będąc z nim, będąc w permanentnym strachu i pod presją. Radzisz sobie.
Ja też bałam się sądów. Dulszczyzna przede wszystkim. Pranie brudów we własnym domu, ale czasami ten dom staje się pralnią zbyt przeładowana brudami, których nie jesteśmy w stanie ogarnąć. I co wtedy??? Czy nie lepiej radzić sobie z tym metodycznie i z pomocą innych. To żaden wstyd i żadna ujma na honorze. Czasami trzeba być suką… albo bardziej elegancko „zołzą”. A co do pieniędzy – kiedy będziesz sama, będziesz mogła ubiegać się o podwójne 500+, kiedy będziesz wynajmować mieszkanie
legalnie, będziesz mogła się ubiegać o dofinansowanie od urzędu miasta, BĘDZIESZ MIEĆ alimenty – sąd na pewno je przyzna, masz wypłatę… Kobieto…
Piszesz o psychozie męża i o tym, że żaden lekarz nie stwierdził schizofrenii. Odważ się w końcu jechać z nim do psychiatry. Opowiedz najpierw swoją wersję a później poczekaj na wersję męża i wysłuchaj tego co mówi lekarz. To niemożliwe, żeby żaden lekarz specjalista nie stwierdził objawów chorobowych. Pozostawiając jemu wolną rękę w przypadku leczenia, zostajesz z niczym. Rozpoznana schizofrenia jest podstawą do działań w temacie rozwodu, zatrzymania przy Tobie dzieci, alimentów i Twojego
spokoju. Rozwód tylko z orzeczeniem o jego winie. To Ciebie uchroni przed możliwymi roszczeniami finansowymi z jego strony. Jeżeli nie będzie sobie radził, może się ubiegać o alimenty od ciebie. Nie zaniedbuj wspólnej wizyty u psychiatry. Nie dawaj mu wolnej ręki, jeżeli chcesz konkretów. W naszej sytuacji – takich kobiet jak my – nic nie można zostawić, aby działo się samo. Nic, co dotyczy bezpieczeństwa Twojego i Twoich dzieci.

K:
A , o wspólnej wizycie u psychiatry nie ma mowy. On nie ma zamiaru nigdzie ze mną iść. Nie ma takiej opcji. Próbowałam na różne sposoby, kombinowałam…nic tego…To, że nikt nie stwierdził mu objawów, to niestety prawda  – pierwszy psychiatra, stwierdził F.20 Zespół Paranoidalny, drugi zaburzenia adaptacyjne, a trzeci – biegły, uznał, że potrzebna jest mu konsultacja psychiatryczna, ale w zasadzie to on nic nie stwierdza, bo za mało ma materiału….Mi nie pozostaje nic innego, jak zostawić go w świętym spokoju. Na siłę nie zaciągnę go do lekarza – bo się nie da. Nie chce iść i koniec. Nie mam zamiaru sądzić się z biegłym, który wydał opinię i żądać powołania jeszcze jednego zespołu biegłych…, żeby udowadniać, że jest chory. I tak dużo mnie to wszystko kosztowało…na więcej nie mam siły, boję się, nie wykrzesam więcej…chyba, że sytuacja zmieni bieg i będę zmuszona. W razie czego mogę prosić, aby sąd wyciągnął dokumentację z przebiegu konsultacji, na które jeździ do Warszawy. Sytuacja byłaby prostsza, gdyby dzieci były starsze, bo wtedy same mogłyby zadecydować z kim chcą mieszkać…, ale nie są starsze, są małe :(…Z drugiej strony nie wiem czy mój mąż będzie zabiegał o opiekę nad dziećmi, godziny pracy mu nawet na to nie pozwalają. Norbert kończy po 13.00, Maja po 15.30, a wtedy on wychodzi do pracy. Kto miałby się nimi zająć? Teściowa ? – wykluczone!!! nie będzie jej się chciało. Jest za wygodna…Po wtóre – nie powinnam szukać racjonalnych posunięć u psychicznie chorego człowieka – za każdym razem to sobie powtarzam i za każdym razem robię tak samo. Nie mogę mu też zakazać kontaktów z dziećmi, bo nie jest wobec nich agresywny. Jest dość dobrym ojcem i nie zauważyłam nic, do czego mogłabym w tych relacjach się przyczepić. Żaden sąd mu tego nie zakaże, bo nawet w sprawie o ustalenie pobytu dzieci sąd w trybie zabezpieczenia postanowił, że dzieci są przy mnie, ale jemu umożliwił kontakty, zabieranie dzieci poza miejsce zamieszkania – za zgodą matki. Nic mnie to nie ratuje…..w szkole ma zajebistą opinię. Dyrektorka napisała mu taką, że każdy chciałby, aby pracodawca miał o nim takie zdanie…

Odpowiedziałam:
To pozostaje czekać. Od Ciebie zależy, co wybierzesz…

To wszystko

Koniec tego wspierania. Ja nic już nie mogę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>