Poniedziałek, 09:34. Feeling good

Przeżyłam

Kiedy przyjechałam w niedzielę wieczorem, od progu oznajmiłam, że więcej nie pojadę na taka „imprezę”

Dzicz

Sajgon

To nie były rekolekcje, to był zjazd dzików (przynajmniej mogę tak powiedzieć o młodzieży z mojego pietra)

Dwie noce zarwane

Spałam chyba po trzy godziny

Ogromna odpowiedzialność, bo pod opieką mieliśmy młodzież w „trudnym wieku”

W nocy zamiast spać, biegali, walili w ściany, zniszczyli klamkę a co najgorsze odurzali się dezodorantami.
Już nie w modzie jest alkohol!!! O nie!!! Gimnazjaliści znaleźli nowy sposób. Biorą dezodorant, paczkę czipsów w foliowej torebce i spryskują zawartość torebki. Nie wiem, czy to jedzą, czy wdychają, ale chodzą później jak otumanione koty. Zataczają się, gubią orientację, nie rozumieją co się do nich mówi.
Skonfiskowałam parę dezodorantów, jedna zapalniczkę i rozkręciłam „dym” ze zniszczeniem pokojów i zachowaniem podopiecznych.
W głowie tłukło się, że teraz to na pewno mnie znienawidzą, za to co zrobiłam, bo przecież powinnam być „dobra”.

Zgłosiłam szkody do opiekunów . Sporządzono listę „winowajców”. Najpierw nie było chętnych do przyznania. Kiedy postraszyłam ich odpowiedzialnością karną i materialną za wyrządzone szkody, które poniosą osoby z całego piętra i zaapelowałam do odwagi cywilnej, o dziwo, osiem osób przyznało się do zrobionych zniszczeń. Organizatorzy nie chcieli dzwonić do rodziców. Tłumaczyli ich, że to wiek, że oni w ich wieku też odstawiali numery, itd. Popatrzyłam na nich i powiedziałam: „Ja bym zadzwoniła. Niech rodzice wiedzą, jak zachowywały się ich pociechy. Ośrodek jest nowy. Gdyby ktoś zniszczył mój dom byłabym bardzo wkurzona i żądałabym gratyfikacji materialnej za poniesione szkody”. Poparła mnie jeszcze dziewczyna, z którą mieszkałam w pokoju a i menadżerka obiektu też nie kryła zdenerwowania. Pokój był mega zdewastowany. Na drzwiach namalowane były penisy, ściany i podłoga pochlapane pastą i jakimś żelem. Zostawić to bez reakcji???
W końcu organizator zadzwonił do rodziców. I co??? I rodzice byli wdzięczni, że informuje się ich o zachowaniu dzieci, że pokryją wszelkie szkody, że dziękują za telefon.
Satysfakcja :-)
A dzieciaki???

Zobaczyły, że nie są bezkarne.
Pięknie posprzątały po sobie pokoje a nawet naprawiły klamkę. Jedna z dziewczynek podeszła do mnie i powiedziała, że wstydzi się za swoich kolegów i że dobrze zrobiłam, że tak zareagowałam. Kiedy zwróciłam jakiemuś uwagę, żeby posprzątał papierek leżący na podłodze, posłusznie niósł go do kosza. Dzieciaki same zapraszały do pokojów i pokazywały porządek po sobie. Chwaliłam ich za to a one patrzyły na mnie z szacunkiem. Przed obiadem i po obiedzie sami sprzątali ze stołów. Pomagali sobie nawzajem.
Siedziałam i obserwowałam. Zwracałam uwagę i chwaliłam.

Wygrałam

I wcale się do nich miło nie uśmiechałam. Byłam bardzo poważna. Stara ja krzyczałaby, że nikt mnie nie polubi, ale chyba szacunek jest lepszy od lubienia.

Organizatorzy też, o dziwo, przy wyjeździe, pożegnali mnie słowami: „To do spotkania na następnym”. Zrobiłam zdziwione oczy, bo myślałam, że będą na mnie źli za takie postawienie sprawy, a tu niespodzianka.

Dziewczyna z pokoju (nota bene psycholog) była po mojej stronie. Obie mówiłyśmy o konsekwencji swoich słów i zachowań. Że nie można zacząć jakiegoś postępowania i zakończyć go niekonsekwentnie. Najpierw straszyć a w końcu pogłaskać po głowie ze słowami, że nic się nie stało. Jest początek to musi być konsekwentny koniec i jeden front postępowania inaczej nie będzie porządku.

Rozpętałam rewolucje i doprowadziłam ją do pozytywnego zakończenia.

A gimnazjaliści??? Po tym spotkaniu zobaczyłam zagubioną młodzież, z którą rodzice nie rozmawiają, którzy pragną rozmowy, miłości, ciepła, wsparcia, przyjaźni, zrozumienia. Napisali to na plakatach. I to ma im dać Bóg. Zwróciłam się wtedy z zapytaniem do mojej współlokatorki: „A gdzie są ich rodzice?”

Masakra

Dobrze, że chociaż miejsce było bardzo urokliwe. W zakolu rzeki Pisy.
W sobotę lał deszcz, ale z parasolem pochodziłam po okolicy.
Pięknie: rzeka, las, świeże powietrze, piękne widoki.

Wczoraj padłam o godzinie 19.30.

A dziś rano obudziłam się z bólem głowy, jakbym miała kaca.

A to parę zdjęć z sobotniego spaceru

 

 

Piękny ośrodek

Piękne miejsce

Uffff

Dobrze, że ten wyjazd był dwudniowy, chociaż, kiedy wzięło się najgorszych „za mordę” wszyscy doznali cudownej przemiany. Nawet panie z kuchni były pod wrażeniem.

Mam nadzieję że menadżer ośrodka nie wyszacuje żadnych zniszczeń. Młodzież potrafiła pięknie ogarnąć chlew, jaki zrobili.

A dziś, dzień jak co dzień. Niedługo do pracy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>