Wtorek, 21:35. Dziś są moje urodziny

 

Jeszcze ten jeden raz
Czy ostatni kto wie
Niech mnie porwie prąd
I w nieznane niech niesie
Jeszcze ten jeden raz
Kości rzucić ot tak
I całkiem nowy los
Wylosować w ciemno, w ciemno

Nie rosnąć i nie chodzić spać
Przyzwoitości w twarz się śmiać
Przyjaciół nigdy nie bać się
I z romansów tylko miłość znać
Wierzyć, że można zmienić świat
Nie czuć, jak szybko mija czas
„Żyć nie umierać” słów poznać sens
Nim na opak całkiem zmienią się

Jeszcze ten jeden raz
Nie słuchać niczyich rad
Robić za błędem błąd
Walczyć o byle co, byle co
Jeszcze ten jeden raz
Na wsi gdzieś jabłka kraść
Przeżyć znów pierwszy dreszcz
Wiedząc to, co dziś wiem, co dzisiaj wiem

(Ania Dąbrowska)

Właśnie tak! Nie czuć, jak szybko mija czas! Wierzyć, że można zmienić świat!

Dziś są moje 45 urodziny!

Dwa dni szkolenia

Mam doła

Moje kochane dzieci zrobiły mi piękne niespodzianki. Mała zrobiła magiczna kartę z życzeniami. Kiedy wyciąga się kartkę z napisem z okienka, napis zmienia kolor a w środku karty wkleiła nasze zdjęcie ze „snapa”. Obie mamy zajęcze uszy i pyszczki. Słodkie… Młody kupił różyczki i czekoladę. Pamiętają…

W takie dni czuje się mega samotna. Mega…

Jeszcze te szkolenie…

Pary małżeńskie. Ta ich bliskość… Ta możliwość polegania na sobie, rozumienia się bez słów… Wiem, idealizuje. Widzę tylko to, co chcę widzieć. Widzę lukier na torcie. Oni mają chociaż jakiś tort…

Wiem, ten dół minie

Czas szybko leci

To moje przesrane życie też musi kiedyś w końcu minąć…

Jestem zmęczona

Jutro wolne od terapii

Trzeci tydzień

Na szkoleniu wykład miała żona terapeuty. Wysoka, szczupła starsza pani, z króciutką, męską fryzurką. Przyglądałam się jej. Po raz pierwszy widziałam ją w roli wykładowcy. W moim życiu pojawiła się jako psycholog – na moment (w 2004 r). Na jesieni 2013 zobaczyłam ja w przychodni. Trzeba było do niej mówić głośno, bo niedosłyszy. Czułam się niezręcznie, kiedy musiałam powtarzać kilka razy jakieś zdanie. Przybita i przestraszona, było to dla mnie ogromna torturą. W 2014 r. trzy razy orzekała jako biegła w sprawie poczytalności męża. Wydawała opinię o nim.
Podczas wykładu spoglądała w moją stronę…
Pod koniec 2014 rozmawiała ze mną w przychodni. Rozmawiałyśmy przez przypadek. Byłam w szpitalu i nie mogłam poinformować o tym przychodni. Naskoczyła na mnie, że przerwałam terapię. Musiałam się grubo tłumaczyć. Nie chciałam przerywać terapii. Ona była zła.  Później zgadałyśmy się na temat mojego głupiego zauroczenia okularnikiem. Wydawała się bardzo władcza, oschła, apodyktyczna a w prywatnej rozmowie okazała trochę ciepła.
Podczas przerw pomiędzy wykładami, w holu widziałam też terapeutę. Przechodził kilka razy przede mną.
Pamiętam jego słowa, że poza gabinetem się nie znamy. Więc go „nie poznałam”. Nie było kurtuazyjnego „dzień dobry”, nawet wymiany spojrzeń. Po prostu go widziałam. Kręcił się dookoła swojej żony, wziął jej laptop, wychodził na dwór na papierosa. Niska, krępa sylwetka, w szarej bluzie. Pochylona głowa i zgarbione barki, jakby dźwigał na tych barkach problemy swoich pacjentów. Na dworze stał z papierosem, a głowę miał schowaną w obszerny kaptur bluzy. Dojrzały, niepokorny, w wyciągniętej bluzie i trampkach na nogach. Na luzie, młodzieżowo, mimo wieku.

Kurwa, jak ja bym zapaliła papierosa… Matko…

Właśnie w takich chwilach, kiedy widzę znajomych – terapeutę i jego żonę, M i jej męża i wręcz „widzę” tę ich bliskość, otwiera mi się w piersiach jakaś dziura, przepaść, rozpadlina i zionie mroźnym powietrzem. Tęsknię za odrobiną ciepła, którą wytwarzają między sobą. Chciałabym pooddychać ich  powietrzem. Stać się ich atmosferą… I wyobrażam sobie, że są taką jednością, że rozumieją się bez słów. Zazdroszczę im tej symbiozy i umieram na samotność. Nigdy nie byłam w stanie utworzyć takiej rzeczywistości dla siebie. I tego im zazdroszczę. I tego mi brak…

No więc jutro mam wolny poranek.

Do pracy zamówiłam ogromny tort. Na 45 urodziny…

Podobno nie wyglądam na tyle lat…

No cóż, kurwa, mam doła :-(

Wtorek, 23:23 O programie

Program Ekspres Reporterów w telewizyjnej dwójce, a tam historia o zabójstwie.

Bardzo podobna historia do mojej

Chory psychicznie zabił mężczyznę

Chory nie chciał się leczyć, nie przyjmował leków, był agresywny

Po półrocznym leczeniu w szpitalu biegli orzekli o wypuszczeniu go i wtedy po jakimś czasie zabił

Skąd ja to znam???

Biegli zachowują się jak dzieci, jak ludzie, którzy urodzili się wczoraj.

Mają styczność z chorymi a naiwnie wierzą i najgorsze, że wydają opinię, dzięki którym chorzy agresywni wychodzą ze szpitala i zabijają. Biegli naiwni… Przez nich cierpią rodziny zdrowych…

Kurwa mać…

naiwność, czy głupota?!

A może jedno i drugie. Biegli, którzy wydają takie opinie powinni być pociągani do odpowiedzialności prawnej za błędne decyzje. Przez nich giną ludzie. Jeżeli chory nie jest zdolny do racjonalnego postępowania, jeżeli nie ma zdolności prawnych, to odpowiedzialność powinny ponosić osoby, takie jak biegli psychiatrzy, którzy orzekają o możliwości przebywania chorych wśród ludzi, którym w przeszłości grozili i istnieje zagrożenie pozbawienia życia. Zaleczony chory, na wolności, znów przestanie brać leki i wpadnie w psychozę i w końcu zabiję osobę, której w przeszłości groził. Przykład i dowód – moje życie, niestety…

………………………………………………………………………………

……………………………………………………………………………..

Mogłam nie oglądać tego programu!!!

Poniedziałek, 11:52 Wielki wkurw

Poraża mnie nienawiść ludzi do siebie

Zadziwiają mnie wciąż „nowe filozofie”, które ulepszą jakość życia

Zwalanie odpowiedzialności za własne życie na innych ludzi.

Uratować nas i dać szczęście ma sposób odżywiania, udział w warsztatach  i treningach personalnych, wiara, bycie idealnym…

Bawi mnie wiara w spirulinę, chlorofil, witaminę C lewo i prawoskrętną (to chyba cud), wegetarianizm, weganizm, jakieś inne izmy,

diety cud

kremy cud

święte wody

bioenergoterapię

inne energie, włącznie z kosmicznymi.

Przeraża fundamentalizm religijny i i ludzie którzy narzucają jedynie dobry sposób postępowania

Dwulicowość ludzi

Ich maski

Wszechobecna nienawiść, zwłaszcza w rodzinie i narzucanie komuś swoich poglądów

Radzenie innym – nie ma nic gorszego niż Wujek, albo Ciocia Dobra Rada

 

Zamiast dotrzeć do samych siebie, poznać siebie samych i to, dlaczego reagujemy tak a nie inaczej, dlaczego wciąż wybieramy takich a nie innych ludzi do towarzystwa, dlaczego wytrzymujemy z toksyczną rodziną, szukamy nowych „wybawicieli” z naszego piekła. Uwieszamy się na „filozofiach” i ludziach, jakby byli naszą arką do lepszego życia. To nie jest „arka”!!! To ponton, który przy najbliższej rafie zostanie przebity i ujdzie z niego powietrze a my zostaniemy po uszy w gównie, albo mówiąc kulturalniej „w naszej okrutnej rzeczywistości” i znów będziemy się użalać nad sobą :-(

Prawda jest zawsze bolesna a „filozofie” są takie aksamitne i pociągające. Lepiej przytulać się do aksamitu niż zostać na zimnej i szorstkiej skale prawdy. Ale na czym buduje się dom? Na miękkim aksamicie, czy na twardej skale, na trwałej podmurówce???? Nic dziwnego, że nasze aksamitne domy są gówno warte…

Trudno zostawić złą (toksyczną, dysfunkcyjną) rodzinę, bo jak to? Być samym??? Lepiej wykańczać się psychicznie niż zostawić najbliższych…

A najgorsze, że bardzo wierzymy w aksamitne iluzje, jesteśmy spętani religią, albo ideologią…

Rzeczywistość jest taka jaka jest, więc trzeba na nią zakładać filtry i przystosować ją do siebie i dlatego prawda tak boli

***

Od wielkiej miłości do wielkiej nienawiści niewiele trzeba

Moje rodzeństwo, kiedyś bardzo się kochające, teraz zionie do siebie nienawiścią i jeszcze chce w tę nienawiść wciągnąć mnie.

Niedziela, 11:18

Mimo wolnego obudziłam się wcześnie

Wczoraj przemarzłam. Mam nadzieję, że się nie rozchoruje.

Podróż była fajna. Naśmiałam się ze znajomym. Gadaliśmy o głupotach. Droga szybko minęła. Dobrze mi się jechało. Bezpiecznie i beztrosko. Dobrze być pasażerem. Obserwować, śmiać się, gadać i o nic się nie martwić.

W domu zaskoczyła mnie Mała. Wysprzątała cały dom. Było w nim tak czyściutko, ciepło i pachniało goframi. Upiekła dla mnie pyszne gofry. Wycałowałam ją za to i byłam pod wrażeniem. Później oglądałyśmy filmy a ona zachęcała mnie do jedzenia. Mmmmm, jak mi było dobrze.

Znalazłam fajny artykuł o projekcji, „czyli dlaczego denerwują nas inni ludzie i ich konkretne cechy”. Hmmm, wiem, że mówiłam o „psychologicznym bełkocie”, ale może dlatego, że psycholodzy mają rację?! I to mnie tak denerwowało?! Hahahahahaha

Szaro za oknem i strasznie wieje…

Samochód w naprawie

Niedługo biorę się za obiad.

A tymczasem

 

a na dzisiejszy dzień

 

 

 

***

15:44

Za części do samochodu 1500 zł

Kurwa mać, tylko za części

***

Płyta Diany Crall „Wallflower” REWELACJA ♥

Ptaki w ogrodzie śpiewają wiosennie

Brakuje mi komentarzy jednej z czytelniczek. Zamilkła. Co prawda ja zmieniłam adres bloga, może dlatego ona się zgubiła. Kochana jeżeli czytasz, odezwij się :-)

Sobota, 21:46

Deszczowo i zimno

Byłam na pogrzebie

Daleko

Byliśmy aż w Ornecie

Małe, stare miasteczko. Stare w sensie zabudowań. Wąskie uliczki z kocich łbów. Budynki ze starej, czerwonej cegły i stary cmentarz z malutką kaplicą.
Podobno w tym miasteczku kręcone były sceny do „Papuszy” i do „Niewinnych”.

Ponad 250 km w jedną stronę

Pojechaliśmy we trójkę. Taka delegacja z pracy.

Nie wiedziałam, w jakim obrządku będzie pogrzeb, bo rodzina zmarłej to ateiści.

Zmarła została zkremowana. Czarna, niewielka, marmurowa urna stała na stoliku na środku kaplicy. Obok zdjęcie ładnej kobiety z zamkniętymi oczyma. Była ładna…

Obecnie była to 79 letnia babcia, chora na alzheimera.

Odbyła się msza w obrządku rzymskokatolickim

A rodzina jak jeden mąż przystąpiła do komunii pod dwiema postaciami

Może nie są do końca takimi ateistami?!

A może boją się do tego otwarcie przyznać, że jednak wierzą?!

I w małym, starym miasteczku są ludźmi wierzącymi…

I don’t know…

This is magic!!!!

Dwa oblicza

Przywara wielu ludzi

Matrix

Ludzie lubią życie w matrixie

Prawda dla nich jest zbyt straszna

Iluzja jest bardzo pociągająca i bezpieczniejsza

Wiem coś na ten temat…