Piatek, 13:16 – sen o moim wewnetrznym dziecku

Tydzień minął bardzo szybko

W nocy miałam sen. Chyba miły sen…

Byłam u znajomych. Nie odwiedzałam ich już długo, a myślami jestem cały czas przy nich.
Zaprosili mnie na kolację. W pokoju zamiast nich siedziała dziewczynka. Może trzyletnia, mała. Bawiła się sama, chyba układała jakąś układankę. Miała smutną minkę. Zrobiło mi się jej szkoda, więc podeszłam i usiadłam obok niej na podłodze. Ona była taka bezbronna, z delikatnym, bezbronnym uśmiechem. Duże, niebieskie oczka wpatrywały się we mnie. Wydawała się zagubiona i samotna. Zaczęłyśmy rozmowę. Ona coś mówiła słodkim, dziecinnym głosikiem a ja słuchałam z uwagą i odpowiadałam. Pocieszałam ją i coś tłumaczyłam.
Siedząc przy niej, czułam jej ciepło i słodki, dziecięcy zapach.
Czułam się za nią odpowiedzialna.
Wiedziałam, że nie jestem jej matką, ale była mi bardzo bliska.
Siedziałyśmy ramię, przy ramieniu. Bałam się ją objąć i przytulić, bo przecież nie była „moja”, bałam się ją spłoszyć… Nie moja, ale bardzo mi bliska.

Było w tym śnie dużo spokoju i ukojenia.

Co by powiedział Jung?

Spotkałam moje wewnętrzne „ja”. Moje wewnętrzne dziecko i po raz pierwszy poczułam do niego coś pozytywnego. Poczułam troskę i uwagę. Zajęłam się moim wewnętrznym dzieckiem. A skąd znajomi? Oni załatwili mi terapię – zaprosili mnie „na kolację”.

To był dobry sen

***

Przyszły tkaniny do szycia. Mam piękny materiał na płaszcz, sukienkę i drugą sukienkę. Z jednej tkaniny nie wiem, co zrobić, bo jest bardzo sztywny. Nadaje się na ozdobna poszewkę na poduszki, ale czy coś z niego będzie do ubrania, jeszcze zobaczę.

 

 

uwielbiam ich…

 

****

23:19

Właśnie skończyłam oglądać film „Dziewczyna z pociągu”  i wiem dlaczego nie mogłam zmóc książki. Czyżby szósty zmysł podpowiadał mi fabułę???
Opowieść o destrukcyjnej przemocy domowej, psychicznym i fizycznym znęcania się nad kobietami.
Erotoman, któremu znudziła się żona, wpędza ją w poczucie winy i alkoholizm. Wmawia jej historie, które nie miały miejsca. Po rozwodzie żeni się z następną. Ma z nią dziecko, ale nawiązuje nowy romans z nianią. Kiedy ta ostatnia zachodzi w ciąże, zabija ją z zimną krwią.
Sceny, kiedy Rachel jest u psychoterapeuty – tak samo podkłada dłonie pod uda jak ja, tak samo jest zagubiona, płacze, chce zrozumieć…
Sceny zabójstwa, kiedy on uderza kamieniem w głowę Megan… Przeniosły mnie do mojej rzeczywistości, kiedy mąż uderzał drągiem w głowę swojej matki…
Słowa Toma skierowane do Rachel, że jest jak pies, kochający pies, którego kopie właściciel a on się łasi, bo myśli, że jak będzie miły, to właściciel w końcu go pokocha… Ja też byłam takim psem… Bita, poniewierana, wracałam, bo myślałam, że to ze mną jest coś nie tak…
I ostatnia scena, kiedy Rachel broni się przed Tomem, który ją dusi. Zabija go… Moje życie… Doprowadzona do ostateczności też bym zabiła. Nie musiałam. Uciekłam…

Tyle podobieństw

Książka jeszcze nie przeczytana. Utknęłam na 130 stronie.

Podświadomość???

Na wszystko przychodzi pora i nie ma przypadków.

Film obejrzany. Tak wiele przerażających podobieństw…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>