Środa, 15:18 In treatment

Była

Mnóstwo słów

Zapytałam o znaczenie jego słów sprzed dwóch tygodni. O korzyściach dla mnie płynących z powrotu do historii z J, do jej rozpamiętywania. Przecież to nie są korzyści, to straty. Złość, strach, ból, poczucie ograniczenia i beznadziejności… To nie są korzyści.

Właściwie to nie otrzymałam odpowiedzi…

Za to wiele rozmawialiśmy o moich autorytetach i o tym, że jego też traktuje jak autorytet, osobę kompetentną, która wie co robi. No i rozczarowanie… On nie wie, gdzie ja chcę iść. Podąża za mną. Towarzyszy mi. Jest moim lustrem. Pomyślałam o starym powiedzeniu „wiódł ślepy kulawego”. Hmmm
Prawdę mówiąc ostatnio myślałam o tym, jacy ludzie chcą „pomagać”. Najczęściej tacy, którym w życiu coś nie wyszło, ale coś przeżyli. Coś, co spowodowało, że wydostali się ze złej sytuacji, albo dalej w niej tkwią, ale wiedzą w i e d z ą jak z tej sytuacji wyjść, jak sobie z nią poradzić, więc pomagają innym, aby ustrzegli się od błędów, jakie pomocowcy popełnili. A więc „ciocia dobra rada” ma się dobrze :-( Terapeuci najczęściej sami przeżywają wiele problemów, których nie potrafią rozwiązać, ale wiedzą jak pomóc innym… Raczej dołujące. Wiem, że nie są idealni. On potrafi się do tego przyznać.

Zasiał w mojej głowie zamęt.

Co z tymi autorytetami? Co z kompetencją?

Cieszę się, że był przy mnie przez te prawie cztery lata, ale czy takie deprecjonowanie własnej osoby uwolni we mnie odwagę mówienia tego, co myślę? Kiedy będzie mnie wkurzał w końcu wypalę, co o tym wszystkim myślę???

Zastanowiło mnie jeszcze jedno. Opowiedziałam o wyglądzie pani adwokat, uśmiechając się przy tym a on… wypalił o seksualizmie. Ja tu o pani adwokat, że wyglądała seksownie. Że nie była stereotypową prawniczką w spódnicy do kolan i białej bluzce a on o  fantazjach homoseksualnych. Fuck! Co jest? Może wysyłam jakieś fluidy homo, sama o tym nie wiedząc? Nawet teraz, kiedy o tym piszę, uśmiech nie schodzi z mojej twarzy. Sorry, ale śmieszy mnie taka hipoteza. To, że unikam mężczyzn nie znaczy, że jestem lesbijką. Unikam ich, bo kojarzą mi się z przemocą a kobiet unikam, bo porównuje je wszystkie z matką. Ogólnie jestem z kategorii odludków a ty B wyjeżdża z takimi tekstami. Już po raz drugi… Nie chciałam zaprzeczać przy nim, bo zaraz by to przetłumaczył na swój sposób. Uśmiechałam się tylko… Nie wyobrażam sobie siebie z kobietą. Hahahahaha A jeśli nawet, to ona nie jest w moim typie ;-)

Dziwak

Zasiewa durne hipotezy. Dwa tygodnie temu o korzyściach a teraz o homoseksualizmie.

Hmmm, też coś…

Wtorek, 20:11 Wszystko ma swój czas

Rano dwie wizyty u pani adwokat.
Najpierw podpisałam papiery, wysłuchałam treść pisma do sądu.
Słuchałam, jak o obcej kobiecie. Wciąż mnie zadziwia, jak ja mogłam to wszystko wytrzymać…
Później dowiozłam brakujące dokumenty.

Kilka godzin w pracy. Już na spokojnie. Uczniom zależy na ocenach, więc przestają dokuczać i zaczynają mówić „ludzkim głosem”.

Przyszłam do domu.
Odgrzałam wczorajszy obiad. Małej nie było…
Włączyłam telewizor. Jedyny kanał jaki odbierał, to jakiś program o zabójstwach… Hahahahaha Zmorzył mnie sen. Usnęłam…
Niedawno się obudziłam
Okazało się, że Mała była w domu a ja jej nie widziałam. Bardzo wielki mamy dom ;-) Też spała. Wróciła wcześniej ze szkoły i położyła się spać.

Odsypiam

To wszystko, co ostatnio się dzieje, nie działa dobrze na mnie.
Jest mi ciężko. Domykam sprawę, którą powinnam skończyć w 2013 roku, zaraz po ucieczce. Razem ze sprawą o rozdzielność majątkową powinnam złożyć pozew o rozwód a nie czekać i usprawiedliwiać to pracą.
Wszystko ma swój czas.

Wszystko ma swój czas

Czas sadzenia

I czas wyrywania tego, co się zasadziło…

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.*

CZAS WOJNY I CZAS POKOJU

Czas

Poniedziałek, 21:30 Słoneczna Grecja

Młody już w Grecji

Przesyła snapy. Jechali prawie 30 godzin.
A tam piękne widoki. Góry, morze ciepłe jak woda w wannie, błękitne morze, nawet kamienie na plaży są niebieskie.

Zazdroszczę mu i cieszę się jak głupia, że mógł pojechać.

A ja jestem lżejsza o tysiąc złotych. Tyle kosztowała dziś wizyta u pani adwokat.

Czekam na czwartek.

Na sądny dzień…

Niedziela, 09:49

Młody pojechał do Grecji. Na dwa tygodnie.

W piątek wzięłam zaświadczenie z przychodni. Zaświadczenie do sprawy rozwodowej.

Czuję ogromne zniechęcenie, pustkę, bolącą niechęć…

Byłam w miejscowości, w której kiedyś mieszkałam. Córka podsunęłam mi pomysł, żeby nasza sąsiadka była świadkiem w sprawie. To do niej wtedy uciekliśmy. U niej znaleźliśmy schronienie.
Nie chciałam tam jechać. Za dużo złych wspomnień. Za dużo bólu, ale…
Była zdziwiona naszą wizytą, i zgodziła się.
Jedna osoba więcej.

I tak to moje życie przeminęło…

Miało być takie wspaniałe. Taka wspaniała rodzina. Mąż, ja, dzieci. MIŁOŚĆ! Opieka. Dbanie, żeby nikomu niczego nie zabrakło. Siłaczka, która miała dać radę ze wszystkim składa broń. Z mojej perspektywy to przegrana a z perspektywy osoby nieuwikłanej w takie relacje jak moje (zdrowej) to krok do przodu. Dzieci z przemocowych domów mają na oczach „filtry”. Chcą zbawiać świat, pomagać innym. Dla nich to normalne, że mają być „do pomocy i opieki” a nienormalne jest oczekiwanie, że ktoś się nimi zaopiekuje.
Gubiłam się między tym, czego chciałam a tym „co powinnam robić”. Oczekiwałam od niego, że mnie pokocha i zaopiekuje się mną, że wszystkie dobre uczucia w nim znajdę, tylko muszę być cierpliwa i najpierw sama mu wszystko ofiarować. On, osoba po przejściach. On, osoba, której nikt nie kochał, syn alkoholika i ja osoba po przejściach, córka alkoholika, wzięli ślub… I co? Ano 15 lat płaczu, 15 lat niespełnienia i wzajemnych pretensji i jeszcze ta jego paskudna przyjaciółka SCHIZOFRENIA.  Osoby, które były niekochane od początku swojego istnienia mają zawsze trudności z okazywaniem uczuć. Ta miłość jest w nas, jest w nas idealny obraz, wykreowany przez naszą wyobraźnię, który niczym kryształ rozpryskuje się na tysiące kawałków w zetknięciu z realnym życiem. Dwa ptaki z połamanymi skrzydłami nigdy nie wzbiją się w powietrze. NIGDY! Pozytywne myślenie w takich przypadkach trzeba zastąpić realizmem. Niekochane osoby mają w sobie ogromny głód miłości – nie potrafią kochać samych siebie a przez to nie pokochają innych. Zawsze będzie czegoś brak. Uczuciowa pustynia…

No, taka prawda niestety boli.

Czego ja chcę?

Już niczego. Terapia powoli zdejmuje mi filtry. Pożegnałam ojca i matkę a teraz pora rozstać się z mężem.

Pewnie, że boli, bo jeszcze bym coś ponaprawiała, kogoś zbawiła, komuś uchyliła nieba i kimś bym się zaopiekowała, a tu… Dzieci już duże. Znajomi… A właśnie, jacy znajomi?

Wychodzę z domu a tam każdy pędzi za swoimi sprawami. Uśmiecham się więc, mówię, że wszystko ok. Jest super. Słucham… A później wracam do domu, gdzie czeka na mnie S.

S nigdy mnie nie opuści. Była ze mną od urodzenia i zostanie do śmierci.

Moja S. Moja Samotność

 

 

Piosenka pasuje jak ulał!

Po prostu przestań płakać!!!

Taka jest kolej rzeczy…