Środa, 10:02 In Treatment

Była

I co?

I nic…

Nic w sensie, że nie wiem, co napisać…

Nie wiedziałam, jak zacząć, więc zaczęłam mówić o dupie maryni i o spokoju, który mam, ble, ble, ble…

Wtedy on rzucił bombę o zakończeniu terapii a ja się wystraszyłam, bo ja w głębi swojego chcenia jeszcze nie chcę skończyć. Siedzi we mnie jakaś zadra, która jątrzy się złością, poczuciem niższości, gorszości, postawą poddaństwa w stosunku do innych, zadowalania ich, znikania… a ja mam szczerze dość takiej postawy. Ona mnie męczy, więc spięłam się w sobie i coś zaczęłam mówić.
Oczywiście obśmiewam jak mogę powrót do dzieciństwa, do uczuć, które wtedy czułam. Obśmiewam to, ale dobrze wiem, że matryca z dzieciństwa głęboko wrosła w moje jestestwo. I boje się samotności – samotności bez rodziny, bez tych mega toksycznych ludzi, którzy wykańczają innych i siebie, wykańczają mnie. I słyszę głos matki „To twoja rodzina, wszystko co masz. Musisz być dla nich dobra a nie być zła i niewdzięczna”.

Chciałabym „rozprawić się” z matką, z jej głosem w mojej głowie i ze strachem jaki wywoływał ojciec. Dwie rzeczywistości, które chciałabym wywalić ze swojego życia. Jeśli tego nie zrobię, dalej będę udawała, że daję sobie radę a w środku będzie ruina.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>