Czwartek, 19:50

Jest diagnoza – to jednak przeżuty do kości…

Mogę przy niej być i ją wspierać, jeżeli tylko tego będzie chciała.

Nie można jej odbierać nadziei. Nie mogę jej odbierać nikomu, kto ze mną o niej rozmawia. Wciąż powtarzam „trzeba mieć nadzieję”. A ja? Wciąż porównuję ją do matki i czuję ogromną bezradność. Ona powoli się nam wymyka. Dobrze, że stać ich na leczenie. Jeżdżenie do szpitali i do lekarzy. Robienie kolejnych badań. Wszystko to wzbudza nadzieję na wygraną a jeżeli nie na wygraną, to przynajmniej na więcej czasu do życia. Mnie na to nie byłoby stać i to nie psychicznie, ale finansowo. Nie stać mnie na chorowanie… Żyję dniem dzisiejszym – dosłownie i w przenośni.

Młody po raz pierwszy poszedł dziś do prawdziwej pracy. W lokalu znajomej, jako barman.

W mojej pracy jakiś kocioł, galimatias, złe nakręcanie nastrojów w związku ze zmianą dyrektora. Nic przyjemnego i w takiej atmosferze zaczynamy nowy rok szkolny. Brrr

Nie mogłam spać w nocy. Wróciłam do leków.

Nie chciałabym tyle czuć. Być taką wnikliwą obserwatorką i dobrą słuchaczką. A jestem… I za dużo rozmyślam. Niestety :-(

Obok mnie śpi kot. Ostatnio przeniósł się do mojego łóżka.
Kiedy rano wraca z nocnego „wypadu” od razu wpasowuje się w nogach łóżka, zwija w kłębek i zasypia. Wcześniej spał u Małej. Teraz zmienił lokalizację.

 https://www.youtube.com/watch?v=KgmFXye1FLc

Środa, 20:16

Poszły hamulce w samochodzie. Jestem lżejsza o 850 zł.

Oczywiście nie pojechałam do brata na naprawę. Byłoby taniej może o 200 zł, ale oczywiście najpierw obowiązkowo byłby foch, później kwaśna mina, później… Czy muszę przedkładać jakieś marne 200 zł nad spokój? NIE!!!!  Samochód zrobiony a ja mam święty spokój.

Dziś terapii nie było, ale to dzięki terapii nie jestem „poddaną” rodziny. Odłączyłam się od nich. Dobrze czuć się panią samej siebie, bez chorych zależności i poddańczej wdzięczności. Bycie niezależną  osobą ma same zalety. I jeszcze coś zauważyłam – przestałam się pakować w głupie związki, to jest w takie, w których ja dawałam wszystko a druga strona nic, albo dużą dawkę agresji. Początki zawsze były miłe i obiecujące, ale rozwój wydarzeń i końcówka były opłakane. Już tego nie robię :-) Przypomina mi się pewne powiedzenie „Nie ma co kłaść zdrowej głowy w chore łóżko”, a poza tym już nie potrzebuję, żeby ktoś potwierdzał moją wartość, bo ja wiem, że jestem wartościową osobą. Czegoś nauczyła mnie ta czteroletnia terapia :-)

A tak z innej beczki – dostałam antybiotyk na bakterię w żołądku i dodatkowe leki na jakiegoś paskudnego pierwotniaka. Podobno przez pierwsze dni będę się czuła źle. Pani doktor chciała mi nawet wypisać zwolnienie, ale mam jeszcze wakacje, więc nawet jak będzie źle, będę w domu.

Beatka od poniedziałku jest w Wieliszewie. Chemia. Na razie czuje się dobrze, ale podobno straci włosy. Rozmawiałyśmy o peruce. Podałam jej namiary na fundację, która robi peruki dla kobiet po leczeniu chemią. Po leczeniu i dojściu do siebie włosy odrosną, ale wiadomo, jak ważne są dla kobiety.

Poniedziałek, 08:27

Wspaniały, wczorajszy dzień.

Wizyta w W-wie, u bratanka. Chrzciny.

Młody założył nowy garnitur. O mamusiu! Mam mega przystojnego syna! Wysoki, postawny, teraz z super fryzurą i delikatną bródką . Super! Kiedyś nosił długie włosy i wyglądał jak Kudłaty ze Scooby Doo a teraz, po ogarnięciu przez fryzjera, nareszcie wygląda jak człowiek.

Maleńka nareszcie założyła spódnice. Oczywiście do tego sportowy t-shirt i koniecznie sportowe buty. Nie oponowałam, bo i tak nic by to nie dało. Jest teraz na etapie robienia sobie tatuaży (na szczęście z henny), malowania włosów na różne kolory i zachwytu nad kolczykami w różnych miejscach (sama nie ma żadnego). Tym razem wytatuowała sobie słowo „love” na palcach ręki. Dziwnie to wyglądało – młoda śliczna blondynka z długimi włosami, których końce są turkusowe i tatuażem na dłoniach.

Do kościoła przeszliśmy piechotą.

Na chrzcinach spotkały się dwie rodziny. Rodziny żony K nie znałam wcześniej, więc w kościele wszyscy się rozdzieliliśmy. Oni siedzieli po lewej stronie, my po prawej.
W lokalu usiedliśmy blisko nich i nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę, o czym mówić. Neutralnie zaczęłam o pogodzie a później o szkole. Rozmowa kleiła się o tyle o ile, czyli raczej kulawo.

Moją uwagę zwrócił siwy pan, który pojawił się u boku K. Był sam, bez partnerki. Pomagał prowadzić wózek. Później siedział blisko K i S. Zastanawiałam się kto to jest. Myślałam, że to fotograf, ale nie robił zdjęć. Był cały czas blisko K i S i ich dziecka.
Utkwił mi w pamięci. Zdziwiłam się, że taki facet jest sam, w sensie bez partnerki, ale później wyjaśniłam sobie, że na pewno żona jest mocno zajęta i nie mogła przyjść. Na palcu nie było obrączki, w więc dziewczyna.
K zaprosił nas w swoją stronę i mogłam z nim porozmawiać. Facet włączał się do rozmowy. Maleńka zaczęła chwalić się swoimi zdjęciami i rysunkami. Pokazywała swoje dzieła umieszczone w komórce, a ma talent plastyczny, że hej. Mimo 15 lat potrafi pięknie rysować i robi suuuuper zdjęcia. Niejeden nie zrobiłby takiego ujęcia mega aparatem fotograficznym, jak ona zwykłym aparatem telefonicznym z androidem. Pokazywała więc swoje dzieła i prężyła się z dumy, kiedy Facet chwalił, mówił o ujęciach, ekspozycjach, naświetleniu i tym podobnych sprawach. I nagle dałam się wciągnąć w rozmowę o zdolnościach mojej córki. Facet okazała się super rozmówcą. Zwykłym, nie zadzierającym nosa człowiekiem, z którym można gadać godzinami o wszystkim. Oczywiście, nie gadałam z nim godzinami :-) o nie, tyle czasu nie mieliśmy. Ale fajnie było patrzeć na Maleńką, jak dumnie podnosi głowę, uśmiecha się, i chętnie kontynuuje rozmowę.
Jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła w Facecie. Kiedy byliśmy już u K i zaczęła się rozmowa na temat naszej rodziny i żalu K do rodziców i siostry, że nie przyjechali na chrzciny, że rodzice tak traktują K, Facet zaczął tłumaczyć całą sytuację K. Uderzyła mnie mądrość jego słów i dziwne podobieństwo do B (terapeuty). Sytuacja, kiedy facet okazuje się „normalnym” człowiekiem, kiedy bez zadęcia opowiada o tym, co robi, kiedy potrafi słuchać innych i nie przerywa im, żeby powiedzieć „a ja to…”, no jednym słowem, takie sytuacje wprowadzają mnie w osłupienie. Okazało się, że oglądaliśmy takie same filmy i to samo nas rozczulało i rozśmieszało. I mamy takie samo zdanie na temat relacji rodzinnych i zachowania ludzi. On jest drugi, po B, który potrafi tę trudną sztukę. Tylko, że B jest moim terapeutą a ten, samoistny psycholog, jest pewnie „własnością” jakiejś pani o krwistych, wypielęgnowanych paznokciach, z długą blond fryzurą i nienaganną sylwetką.
Fajnie było go słuchać a rozmowa z nim była przyjemnością.
W domu szybko zajrzałam do Facebooka i znalazłam go wśród znajomych K. Facet jest 7 lat ode mnie młodszy, mimo, że wygląda jakby był w moim wieku, przez siwe włosy. Pracuje w policji i jak wyśledziłam na profilu jest „wolny”. Kurde, taki fajny facet i wolny. Szkoda, że jest młodszy i to tyle lat. W ten jego status facebookowy nie wierzę. Oczyma wyobraźni widzę przy nim jakąś wystrzałową blondi.

No tak, zaintrygował mnie ten Facet i to bardzo. I to przez sposób rozmowy właśnie… Dobrze, że K ma takiego przyjaciela, mądrego i wyważonego, który nie dolewa oliwy do ognia a wręcz usiłuje wyciszać uraz do rodziny. Przypomniało mi się, jak tłumaczył K, że siostra, która nie przyjechała na chrzciny i do której K chciał wysłać dołującego sms-a i bez tego czuje się głupio a wiadomość jeszcze bardziej jej „dołoży”. I tu pojawił się B – kurde jakbym go słyszała podczas sesji. I od tego momentu zaczęłam zwracać baczniejszą uwagę na Faceta i na to co mówi …
A Facet jest uroczy, nie, właściwie jest normalny, z tym swoim ciepłym uśmiechem i roześmianymi oczami, z rzęsami długimi i ciemnymi jak u dziewczyny. No, to prawda, trochę go poobserwowałam.

I tak, czuję żal, że moje życie już minęło i że ja nie spotkałam i nie spotkam takiego faceta… Pomimo tego, że jak zauważyła bratanica: „Ciociu jaka ty wylaszczona! Pięknie wyglądasz w tej sukience! Nie mogłam się napatrzeć na ciebie” . „Staram się jak mogę!” – odpowiedziałam ze śmiechem. Rzeczywiście, staram się, bo mam dla kogo. Dla ślicznej Maleńkiej i przystojnego Młodego. I niech tak zostanie :-D

Udał się wczorajszy dzień i to bardzo. Wspaniały dzień z rodziną!

Piątek, 08:15

Jak na złość! Kiedy mam zajęty ranek – śpię jak najdłużej a kiedy mam wolne, budzę się bardzo rano! No, nieźle…

Wciąż myślami jestem przy Beacie.
Przyjechała do niej mama. Beata już w domu. Wie o diagnozie. Wie, że ma przeżuty do kości, że ból kręgosłupa jest spowodowany naciekiem nowotworowym. W poniedziałek jedzie do  Wieliszewa. Jej matka jest przerażona – widać to po oczach. Ona jest przerażona.
Pokazała mi leki od psychiatry.
- Zerknij – poprosiła.
- O, na wieczór masz takie same jak ja – odpowiedziałam ze śmiechem – a te drugie to nowsza, bezpieczniejsza pochodna seronilu. Pewnie te drugie są na rano?
- Tak…- spojrzała na mnie z pytaniem, którego nie zadała.
- Beata nie musisz się ich bać. Są bezpieczne i nie uzależniają. Po trittico szybciej usypiasz i przesypiasz spokojnie całą noc. Jesteś wypoczęta a te drugie są na poprawę nastroju. Trittico biorę i jak widzisz pracuję, jeżdżę samochodem, nie jestem dziwna, otumaniona, ani nie śpię w dzień. A ten podobny do seronilu miałam kiedyś. Tych leków nie trzeba się bać. One ułatwiają życie. Wiem, stygmatyzacja i łatka świra, ale są takie momenty w życiu, że bez chemii ani rusz… – zaśmiałam się – bez chemii – powtórzyłam.
- No właśnie i twoja chemia też pomoże. Najpierw zrobią naświetlenia, żeby zmniejszyć guz na kręgosłupie a później będzie chemia. Beatka to się teraz leczy. To nie wyrok i jest szansa na wyleczenie – paplałam.
Jej mama patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
Wcześniej opowiadałam o moich wyjazdach wakacyjnych.
- No słucham pani i nie mogę się nadziwić. Pani się nie boi tak sama jeździć samochodem i to w tyle miejsc?
- Wcale. Chciałam kiedyś nawet zabrać Beatkę, ale nie chciała…
Wiele strachu. Najważniejsza jest nadzieja na wyzdrowienie i chęć życia. Najważniejsza.

Jakiś wszędobylski chaos zapanował w moim świecie – Beata, nowa dyrekcja w szkole…

W pracy atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Ludzie nieprzychylni nowej dyrekcji nakręcają siebie i innych jak spirale. Trudno wytrzymać. Jakaś pieprzona eskalacja. Już nie ma znajomych. Utworzyły się dwa obozy – PIS i PO a osią niezgody jest nowa dyrekcja. Popieprzony czas. Już nie ma kompetencji i normalnego, ludzkiego podejścia – są partie, media, nagonka, ukradkowe łypanie okiem, pogardliwe spojrzenia, inwigilacja i denuncjacja. Chyba nie będę wychodzić ze swojej pracowni, bo nawet pogadać nie będzie z kim.

Nadchodzą mega ciężkie czasy…

Albo ja wszystko widzę w ciemnych kolorach, ostatnio.

20994271_957924954350475_7906105201070967497_n

Środa, 13:29 In tereatment

Wstałam z potężnym bólem głowy, za późno. Myślałam, że się spóźnię na wizytę.

Nie spóźniłam się.

A tam się poryczałam.

Miałam być mocna. Miałam się kłócić i obstawać za swoim a w rzeczywistości się poryczałam.

Za dużo tego wszystkiego…

Za dużo jak na mnie.

Najpierw gastroskopia i wycinek. Podejrzenie nowotworu u mnie…

Później sytuacja z Beatą i moje myśli, że nie mogę jej pomóc. Że odchodzi ktoś wspaniały. Ktoś, kto nie pcha się w cudze życie z butami, nie instruuje, do doradza, nie krytykuje. Po prostu jest obok i taki ktoś umiera. Zostawia dwoje dzieci i męża…

B oczywiście przełożył to na mnie i na moje odczucia. Na moje wyparcia i chronienie drugiej osoby zamiast siebie.

A mnie w tym wszystkim nie ma. Czuję się jak w bańce mydlanej. Oglądam świat dookoła. Mojej choroby nie ma. Ot, wzięli wycinek, jakby to była zwykła czynność podobna do borowania w zębie. NIE CHCĘ MYŚLEĆ O SOBIE!

Ryczałam nad Beatą…

Byłam zła na fochy u córki. Okres dorastania. Była u córki znajomej, która kiedyś mi dokopała. Miałam ogromne zaufanie do tej znajomej, wręcz powierzyłam jej całe swoje poranione życie i dostałam ogromnego kopa. I do jej córki zawiozłam swoją, bo się przyjaźnią. A ja cała jestem na nie, ale … Niech tam. Córka chciała zostać u niej na noc. Nie zgodziłam się i w zamian otrzymałam mega focha. Córce przeszło dopiero dziś.

Dziś zadzwoniłam do Beaty. Jest lepiej. Żwawszy głos. Była na wizycie u psychiatry, nota bene, tej samej, która wspierała mnie. Rozmowa wypadła bardzo pozytywnie. Będzie miała leki na poprawę nastroju. Jest lepiej. Dziś w nocy nawet spała.

Jadę do niej.

Nie jest łatwo wspierać kogoś bardzo bliskiego.

Deszczowy ten dzień…