Piatek, 22:55

Kurde, chyba mam jakąś obsesję.

Rozmyślam o… terapeucie.

Ostatnio zauważyłam, że jest wielu facetów łudząco podobnych do niego.

Np. w szpitalu – przechodził pan bardzo do niego podobny. Dziś na mieście zobaczyłam „go” z małym chłopcem – obaj się śmiali i opowiadali sobie coś, mocno gestykulując. Nad morzem…

A jednocześnie zadaję mu pytanie (oczywiście w wyobraźni), czy trudno jest dostosować się do pacjenta diametralnie różniącego się. Ja np. nie mogłabym prowadzić terapii z osobą chorą na schizofrenię, albo zanęcającą się nad rodziną. Nie umiałabym spojrzeć z perspektywy takiej osoby, być empatyczną. Ja boję się takich osób.

Nie umiałabym. Nawet bym się nie starała. Dorze, że nie jestem terapeutą. Jestem za to nauczycielem.

Od poniedziałku zaczyna się rok szkolny.

Dziś dostałam wypłatę. 500 zł mniej niż zwykle. Już myślę, jak rozdysponować kwotę, która pozostała po opłaceniu „przymusowych” rachunków. Pozostało niewiele, a to dopiero pierwszy 8-O

No, ok. Lepiej chyba przejść do „obsesji” terapeutycznej.