Sobota, 00:33

Wczoraj moja koleżanka po fachu sprzedała mi newsa.

Może lepiej, gdyby tego nie zrobiła.

A jednak…

Jedna z naszych znajomych, której nota bene, nie widziałam od dwóch lat,  spotkała miłość swoich marzeń. Zakochana była w swoim wybranku niemiłosiernie. Kobieta mocno dojrzała (ok 40 lat) zakochała się w starszym od siebie kawalerze.
Wzięli ślub i zniknęła na miesiąc razem ze świeżo upieczonym mężem…
Sielanka, nie?
Otóż, nie.
Zniknęli, ponieważ wspaniały, kochany mąż więził ją przez miesiąc w piwnicy. I nie tylko więził, ale też gwałcił, głodził i poniżał. Podsuwał jej jedzenie raz na dzień kijem…
Sytuacja jak w horrorze.
Kiedy wszystko się wydało, ona trafiła najpierw do szpitala  ogólnego a później do psychiatrycznego. Stres spowodował nowotwór kości.
„Wspaniały mąż” zapytany przez policję, dlaczego dopuścił się takiego czynu, odpowiedział, że jego największym marzeniem było mieć kobietę, którą będzie mógł mieć tylko dla siebie i którą będzie regularnie gwałcił…
Chore
Kiedy koleżanka mi to opowiadała, pomyślałam o J i poczułam lodowaty podmuch na plecach.
- A ty się nie boisz, że on wróci? – zapytała – powinnaś być upoważniona do takiej wiadomości.
- Otóż nie – odpowiedziałam – tajemnica lekarska i informacje zastrzeżone przez pacjenta blokują przepływ takich informacji.
Tym razem ona zrobiła wielkie oczy.
Ludzie naprawdę niewiele wiedzą o prawach rodziny pacjentów chorych psychicznie. Chory jest zabezpieczony a rodzina musi radzić sobie sama :-(

Mnie pozostaje jedynie nadzieja, że zdążę przed nim uciec.