Piątek, 00:21 Po północy. Jeszcze nie śpię…

Wciąż pamięcią wracam do środy i terapii. Przeczołgał mnie i wcale nie był uprzejmy. Był bardzo złośliwy. Upierdliwy. Każde jego zdanie odbierałam jak ostrą krytykę a jednak siedziałam tam i się uśmiechałam. Po co?? Czekam na własny wybuch???

Za cztery godziny jadę do Częstochowy.

A teraz jestem wkurwiona i wspominam środę.

Czemu boję się mówić tego co myślę????

Dobra, dosyć tego rozkminiania. Młody przywieziony z pracy. Idę się kąpać i może usnę.

Boli mnie ucho…

Mam nadzieję, że to nie będzie nic chorobowego.

6 thoughts on “Piątek, 00:21 Po północy. Jeszcze nie śpię…

  1. Może czemuś ma słuzyc taka jego [ostawa? Może próbyje wyciagnąć z Ciebie pazur własnego zdania i walki o swoje zdanie ?
    Nie wiem…mnie tym by nie przekonał..
    Powiedz jemu, co czujesz..Wywal mu wszystko…

      1. Ty jestes dobry ludź, po prostu..
        Wiesz, ja jak tak sie zastanowię dłużej, to tez chyba nie umiałabym wywalić jemu…
        Myślę, że on to robi celowo, a ja celowo siedziałabym cicho i patrzyłabym, jak walczy ze mną i cieszyłabym się w duchu…że wygrywam :)
        Nie wiem, czasami tak mam :)

          1. Co masz powiedzieć? Nic… Lepiej nie mówić nic. Moje życie do 2013 r. było życiem pod tytułem „muszę przetrwać”, bo… Bo praca, bo co ludzie powiedzą, bo dzieci muszą mieć ojca, bo… Terapeuta określił to „syndromem sztokholmskim”. Przez cztery lata terapii próbuję się z tego syndromu wyrwać. Wcześniej była tresura rodziców. No i jak po 41 latach można się nauczyć w cztery lata odważnego bronienia swoich granic??? Raczej słabo.. Ale się uczę. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>