Wtorek, 00:30 Po północy…

Dopiero skończyłam „obrabianie” się z robotą do pracy – Facebook!!! Tyś królem a jam Fecebooginią. Pożeracz czasu!!!

Byłam na koncercie Anny Wyszkoni. Bilety drogie – jak dla mnie. 100 zł. Ludzi na sali ok 400.

Pięknie nam zaśpiewała. Przerzuca się na jazz. Ma w zespole faceta, który gra na trąbce jazzowe kawałki, ale jak gra… Oddałabym pół królestwa i męża za żonę ;-) , nie wróć, bez tego męża na żonę, bo takiej drugiej połowy nikomu nie życzę. Piękny koncert.

Myślałam o wczorajszym śnie. Była tak rzeczywisty, że kiedy się obudziłam dalej bałam się stwierdzonej ciąży. Czy się boję „nowej” siebie??? Chyba tak. Ona mnie przeraża i bardzo pociąga. Obserwuję siebie z boku i dziwię się… Bo nie lecę z pomocą do siostry, która cierpi z powodu syna, który wystawił ich do wiatru i naraził na długi. Nie, nie jest mi ich szkoda. Co zasiali, teraz zbierają. Kiedy ja byłam sama i kiedy cierpiałam, nikt mi nie pomógł. Nikt nawet nie chciał mnie wysłuchać. Nikt z rodziny. Mam teraz satysfakcję, że karma wraca. I co z tego, że mogę zostać sama, bo nie spieszę z pomocą??? Nic, i tak jestem sama i będę sama. Przerabiałam wszystkie wersje „bycia miłą”. Czy polecę, czy nie, nie będzie miało znaczenia. A tak mam spokój. Nic nie pomogę… I, kurwa, nie chcę!!!!

Idę spać…