Wtorek, 21:33 „Skillet” na ostro

 

Jedyne co widzę to
rozbite kawałki
Nie mogę tego ukrywać, jak tajemnicy
Nie mogę odwrócić wzroku
Od całego bólu na świecie, który stworzyliśmy

Codziennie potrzebujesz
Kamizelki kuloodpornej
By obronić się przed niespodziewanym
Czy jestem dziś bezpieczny?
Kiedy dołączam do wojen, które opłacamy!

Nasza przyszłość tu i teraz
Czas na odliczanie

Wykrzycz to, to wezwanie
Powstań w rewolucji
To nasz czas by wszystko zmienić
Powstań w rewolucji
Zjednoczmy się i walczmy o lepsze życie
Wszyscy razem
Wykrzyczmy to, to jest wezwanie, tej nocy powstaniemy

Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy
Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy

Jak granat
rzucony w huragan
Kręcąc się w chaosie
próbując uciec od płomieni
Wczorajszy dzień przeminął
Szybciej niż wybuch car bomby (patrz: wikipedia)

I kiedy blizny się goją
Ból przemija
Gdy nadzieja płonie, powstajemy z popiołów
Ciemność przemija
I światło oświetla nowy wspaniały dzień

Nasza przyszłość tu i teraz
Czas na odliczanie

Wykrzycz to, to wezwanie
Powstań w rewolucji
To nasz czas by wszystko zmienić
Powstań w rewolucji
Zjednoczmy się i walczmy o lepsze życie
Wszyscy razem
Wykrzyczmy to, to jest wezwanie, tej nocy powstaniemy

Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy
Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy

W świecie, który oszalał
W tak smutnym miejscu
Czasami wydaje się szalone
By walczyć o to, w co wierzymy
Ale nie możesz się poddać
Jeśli chcesz zatrzymać to, co kochasz
(Zatrzymać to, co kochasz)
(Zatrzymać to, co kochasz)
(Zatrzymać to, co kochasz)
(Zatrzymać to, co kochasz)
Nigdy się nie poddawaj, nie!

Powstań
Powstań w rewolucji
Powstań
Powstań w rewolucji

Wszyscy razem
Wykrzyczmy to, to jest wezwanie

Powstańmy
jakbyśmy byli żywi
Tej nocy powstaniemy
Stwórzmy lepsze życie
Tej nocy powstaniemy

Powstań, powstań, powstań w rewolucji
Powstań, powstań, powstań w rewolucji
Powstań

 

Stańmy do rewolucji o nasze życie

 

Terapeuta wstawił takiego mema

mem

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie skomentować go w taki sposób:

Jestem narodem
Jestem milionem twarzy zebranych razem, stworzonych dla podniesienia się
Jestem żołnierzem, nie poddam się
Wiara jest jak ogień, który nigdy do cna się nie wypali
(Kto zamierza powstać, kto zamierza walczyć?)
Głos niewysłuchanych
(Kto zamierza przerwać te łańcuchy i kłamstwa?)
Miłość jest odpowiedzią
Muszę mówić o tym, wierzyć w to, oto, jak się w środku czuję
Ja nie mogę, nie potrafię siedzieć tutaj cicho.

[Wstęp do Refrenu]
Możesz wziąć moje serce, możesz wziąć mój oddech
Kiedy wyrwiesz je z mojej zimnej, martwej piersi

[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstaniemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

[Zwrotka 2]
Hej, słyszysz mnie? Hej, słuchasz?
Spanie pośród cieni może być tworzeniem historii
Przejdź przez ogień, przejdź po wodzie
Zwykłeś być niewolnikiem, ale teraz jesteś pogromcą

[Wstęp do Refrenu]
Mogą wziąć moje serce, mogą wziąć mój oddech
Kiedy wyrwą je z mojej zimnej, martwej piersi

[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstajemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

W górę, w górę, w górę, w górę, w górę,
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Głos niewysłuchanych
Podnosi się w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Miłość jest odpowiedzią
Podnosi się w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Miłość jest odpowiedzią
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstajemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

I to tyle w tym temacie.

Ostro!!!

Skillet – chrześcijańska grupa rockowa, pochodząca z Memphis w stanie Tennessee w USA, utworzona w 1996 roku. Zespół składa się z 4 osób: John Cooper, Korey Cooper, Seth Morrison, Jen Ledger.

Wow! Chrześcijańska!!!! grupa rockowa. No, ładnie. Zamiast łagodnie śpiewać o Jezusie dają czadu!! Lubię to!

Lubię czasami sobie posłuchać takiej muzy. Bardzo! Nich krzyczą!!!!!

Niedziela, 09:49

Młody pojechał do Grecji. Na dwa tygodnie.

W piątek wzięłam zaświadczenie z przychodni. Zaświadczenie do sprawy rozwodowej.

Czuję ogromne zniechęcenie, pustkę, bolącą niechęć…

Byłam w miejscowości, w której kiedyś mieszkałam. Córka podsunęłam mi pomysł, żeby nasza sąsiadka była świadkiem w sprawie. To do niej wtedy uciekliśmy. U niej znaleźliśmy schronienie.
Nie chciałam tam jechać. Za dużo złych wspomnień. Za dużo bólu, ale…
Była zdziwiona naszą wizytą, i zgodziła się.
Jedna osoba więcej.

I tak to moje życie przeminęło…

Miało być takie wspaniałe. Taka wspaniała rodzina. Mąż, ja, dzieci. MIŁOŚĆ! Opieka. Dbanie, żeby nikomu niczego nie zabrakło. Siłaczka, która miała dać radę ze wszystkim składa broń. Z mojej perspektywy to przegrana a z perspektywy osoby nieuwikłanej w takie relacje jak moje (zdrowej) to krok do przodu. Dzieci z przemocowych domów mają na oczach „filtry”. Chcą zbawiać świat, pomagać innym. Dla nich to normalne, że mają być „do pomocy i opieki” a nienormalne jest oczekiwanie, że ktoś się nimi zaopiekuje.
Gubiłam się między tym, czego chciałam a tym „co powinnam robić”. Oczekiwałam od niego, że mnie pokocha i zaopiekuje się mną, że wszystkie dobre uczucia w nim znajdę, tylko muszę być cierpliwa i najpierw sama mu wszystko ofiarować. On, osoba po przejściach. On, osoba, której nikt nie kochał, syn alkoholika i ja osoba po przejściach, córka alkoholika, wzięli ślub… I co? Ano 15 lat płaczu, 15 lat niespełnienia i wzajemnych pretensji i jeszcze ta jego paskudna przyjaciółka SCHIZOFRENIA.  Osoby, które były niekochane od początku swojego istnienia mają zawsze trudności z okazywaniem uczuć. Ta miłość jest w nas, jest w nas idealny obraz, wykreowany przez naszą wyobraźnię, który niczym kryształ rozpryskuje się na tysiące kawałków w zetknięciu z realnym życiem. Dwa ptaki z połamanymi skrzydłami nigdy nie wzbiją się w powietrze. NIGDY! Pozytywne myślenie w takich przypadkach trzeba zastąpić realizmem. Niekochane osoby mają w sobie ogromny głód miłości – nie potrafią kochać samych siebie a przez to nie pokochają innych. Zawsze będzie czegoś brak. Uczuciowa pustynia…

No, taka prawda niestety boli.

Czego ja chcę?

Już niczego. Terapia powoli zdejmuje mi filtry. Pożegnałam ojca i matkę a teraz pora rozstać się z mężem.

Pewnie, że boli, bo jeszcze bym coś ponaprawiała, kogoś zbawiła, komuś uchyliła nieba i kimś bym się zaopiekowała, a tu… Dzieci już duże. Znajomi… A właśnie, jacy znajomi?

Wychodzę z domu a tam każdy pędzi za swoimi sprawami. Uśmiecham się więc, mówię, że wszystko ok. Jest super. Słucham… A później wracam do domu, gdzie czeka na mnie S.

S nigdy mnie nie opuści. Była ze mną od urodzenia i zostanie do śmierci.

Moja S. Moja Samotność

 

 

Piosenka pasuje jak ulał!

Po prostu przestań płakać!!!

Taka jest kolej rzeczy…

 

Czwartek 15:36 Po terapii

Utkwiło mi w pamięci parę słów B – o tym, że dorastam.
Taaa, baba ponad czterdziestoletnia w końcu ma szansę dorosnąć.
Dobrze, że on mi to umożliwia. Tak powinien zachowywać się ojciec, albo matka. Pozwolić na dorośnięcie, ale skoro nie dane mi było, więc obcy człowiek dokonuje tego procesu.
Dobrze…

Podobno moje dorastanie charakteryzuje się tym, że zaczynam dostrzegać odcienie szarości. A dla mnie oznacza margines spokoju. Skoro nie ma bardzo złych i bardzo dobrych ludzi a są jacy są, pozwala mi to na wyciszenie się i popatrzenie na wszystko, co się dzieje dookoła mnie z odrobiną dystansu. Tak, ludzie się bronią, nawet wtedy kiedy nie muszą i atakują, nawet wtedy kiedy nie ma realnego zagrożenia. Są agresywni, opryskliwi, wrzaskliwi, kłótliwi, bo się boją. Zostali poranieni przez swoich rodziców, przez niepowodzenia życiowe, przez samotność. „Kolce” dawały możliwość przetrwania, ale teraz, kiedy nie ma zagrożenia, ranią innych. Trudno to zrozumieć, ale to jest właśnie „odcień szarości” – zostawić innych takimi jacy są. Pozwolić im istnieć, bez potrzeby ich naprawiania. Ominąć, zamiast toczyć bój. Ludzie się nie zmienią, jeżeli tego nie chcą. Odcień szarości bardzo mi się podoba.

Rozmawialiśmy wczoraj o wielu rzeczach.
Rozmawialiśmy o mim eksperymencie społecznym i o jego wyniku i pierwszy raz przyznałam się do tego, że zaczynam marzyć. Dotąd nie miałam marzeń a teraz marzę o wyjazdach, ciekawych miejscach, zmianach, których przestaję się bać.

Opowiedziałam historię sprzed dwóch lat, z biletomatem, w Warszawie. Nie umiałam kupić z niego biletu na tramwaj. W przerażenie wprowadziło mnie wielość stref i to, że nie wiem jaki bilet wybrać i jak go w ogóle kupić. Byłam wtedy z córką.W planach był teatr a wcześniej wizyta u znajomej. Do wizyty nie doszło, bo mnie sparaliżował strach. Wpadłam w taką panikę, że najchętniej usiadłabym pod biletomatem i zaczęła płakać. Poczułam się jak w potrzasku. Pytani przeze mnie ludzie, w jaki sposób kupić bilet, też nie wiedzieli. Było mi wstyd przed córką. Jedyne co mogłam zrobić, to zadzwonić do znajomej i przeprosić ją, że nie przyjadę i spotkamy się przed teatrem. Byłam przerażona…

Dziś traktuje to jako doświadczenie. Bilety na tramwaj kupuję w kiosku i zawsze mam dodatkowe w portfelu, żeby znów nie spanikować.

Pytanie o swoje miejsce wciąż nade mną wisi. O poczucie siebie… Tak podobno mają dzieci DDA – uczucie wyobcowania, niezrozumienia, ostracyzmu, osamotnienia.

Wiec, dorastam…

Na to nigdy nie jest za późno…

Przypomina mi się wpis na moim blogu” dotyczący poczucia siebie a właściwie toksycznego wstydu:

Na imię mi toksyczny wstyd
Byłem obecny przy Twoim poczęciu
W adrenalinie wstydu Twej matki
Czułeś mnie w wodach płodowych jej łona
Dopadłem, Cię nim mogłeś mówić
Zanim zrozumiałeś
Zanim znalazłeś drogę poznania
Dopadłem Cię, gdy uczyłeś się chodzić
Gdy byłeś bezbronny i odsłonięty
Gdy byłeś podatny na ciosy i odczuwałeś potrzeby
Zanim chroniły Cię granice Twojego ja
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Dopadłem Cię, gdy byłeś magiczny
Zanim mogłeś pojąć, ja już byłem
Okaleczyłem Twą duszę
Przeszyłem Cię do szpiku kości
Dałem Ci poczucie wad i skaz
Dałem Ci poczucie nieufności, brzydoty, głupoty,
zwątpienia, bezwartościowości, niższości, niegodziwości
Sprawiłem, że czułeś się inny
Powiedziałem Ci, że coś jest z Tobą nie w porządku
Splamiłem Twą Boskość
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Istniałem przed sumieniem
Przed winą
Przed moralnością
Jestem panem emocji
Jestem głosem wewnętrznego potępienia
Jestem wewnętrznym dreszczem grozy, która przeszywa
Cię znienacka, nieprzygotowanego psychicznie
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Żyję w tajemnicy
W głębokich, ciemnych moczarach przygnębienia i rozpaczy
Zawsze podkradam się chyłkiem i chwytam Cię,
Gdy nie masz się na baczności
Wchodzę tylnymi drzwiami
Nieproszony, niechciany
Przybywam pierwszy
Byłem tu od początku czasu
Z Ojcem Adamem i Matką Ewą
Bratem Kainem
Byłem w wieży Babel i podczas Rzezi Niewiniątek
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Rodzą mnie „bezwstydni” opiekunowie, porzucenie, kpiny, nadużycia, zaniedbania,
systemy perfekcjonistyczne
Dodaje mi sił gniew rodziców
Okrutne uwagi rodzeństwa
Drwiące poniżanie przez inne dzieci
Niezdarne odbicie w lustrach
Dotknięcie odczuwane jako sprośne i przerażające
Spoliczkowanie, uszczypnięcie,
Szarpanie niszczące ufność
Wzmacnia mnie rasizm, kultura seksu
Słuszne potępienie ze strony religijnych bigotów
Lęki i presja systemu nauczania
Hipokryzja polityków
Wielopokoleniowy wstyd dysfunkcyjnych rodzin
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Mogę zmienić kobietę, Żyda, Murzyna, geja,
człowieka Wschodu, drogocenne dziecko
W dziwkę, gudłaja, czarnucha, ciotę, lesbę,
żółtka, samolubnego bękarta
Przynoszę nieustanny ból, który nie ustąpi
Jestem myśliwym, tropię Cię dzień i noc.
Codziennie i wszędzie
Nie mam granic
Starasz się skryć przede mną,
Ale nie potrafisz
Bo żyję w Tobie
Sprawiam, że czujesz się zdesperowany
I nie masz wyjścia
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Sprawiam ból tak nieznośny, że musisz przenieść go
na innych przez kontrolowanie, perfekcjonizm,
wzgardę, krytycyzm, bluźnierstwa, zawiść,
osądzanie, władzę i wściekłość
Ból, który sprawiam, jest tak dotkliwy
Że musisz go łagodzić nałogami, surowością,
odreagowywaniem i nieświadomą obroną swojego ja
Ból, który sprawiam jest tak dotkliwy
Że musisz się znieczulić, by przestać go odczuwać
Przekonałem Cię, że zniknąłem – że mnie nie ma -
abyś odczuł brak i pustkę
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Jestem sednem współuzależnienia
Jestem duchowym bankructwem
Logiką absurdu
Przymusem powtarzania
Jestem zbrodnią, przemocą, kazirodztwem, gwałtem
Jestem żarłoczną dziurą – źródłem wszelkich nałogów
Jestem nienasyceniem i żądzą
Jestem Ahaswerusem, Żydem Wiecznym Tułaczem,
Wagnerowskim Latającym Holendrem,
umarłym człowiekiem Dostojewskiego,
uwodzicielem
Kierkegaarda, Faustem Goethego
Przemieniam to, kim jestem, w to, co robisz i masz
Morduję Twą duszę
A Ty przekazujesz mnie z pokolenia na pokolenie
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.

John Bradshaw  ”Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odnaleźć i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”, s.86-89, Medium, Warszawa 1995.

Wiersz jest bardzo podobny do innego utworu Thomasa Mertona:

Dam Ci wszystko, czego pragniesz.
Poprowadzę Cię w samotność.
Poprowadzę Cię drogą,
której nie potrafisz absolutnie zrozumieć,
bo chcę, żeby to była droga najkrótsza.
Wszystko, co Cię dotknie, będzie Cię palić z bólu,
będziesz cofał Twoją rękę,
aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych.

Wtedy znajdziesz się zupełnie sam.

Nie pytaj: kiedy, ani gdzie,
ani jak to się stanie.
Czy na jakiejś górze,
czy w więzieniu,
czy na pustyni,
czy w obozie koncentracyjnym,
czy w szpitalu,
czy też w Getsemani.
To nie ma znaczenia.
Nie pytaj mnie więc,
bo Ci i tak nie odpowiem.
Nie będziesz wiedział,
dopóki się tam nie znajdziesz.

Zakosztujesz prawdziwej samotności,
mojej męki i mojego ubóstwa:
poprowadzę Cię na wyżyny mojej radości.
Umrzesz we mnie
i odnajdziesz wszystkie rzeczy
w głębi mojego Miłosierdzia,
które stworzyło Cię w tym celu…

Thomas Merton, Siedmiopiętrowa góra.

 

 

O Jhonie Bradshaw  pisałam <<<tu>>>

 

Jestem z siebie dumna, z tego, że dane mi jest dorosnąć :-) Jeszcze trochę i będę odpowiedzialną dorosłą kobietą, tylko coś czuję, że zmienię to moje życie diametralnie. Zmienię rzeczy, które mnie uwierają, które powodują moje „stanie w rozkroku”, bo nie umiem się zdecydować, co jest lepsze. Dorosłość to umiejętność dokonywania racjonalnych wyborów, bez patrzenia „co inni powiedzą” i „czy przypadkiem kogoś nie uraziłam?”.
Aby wejść w fazę dorastania musiałam poświęcić prawie cztery lata terapii 8-O . Ile zajmie mi stawanie się dorosłą????

Nieważne! Nie żałuje ani jednej godziny terapii. Jestem z siebie dumna :-D