Sobota, 18:02 Trwaj chwilo…

Trwaj chwilo!!!!

Sobota…

Byłam u siostry

Jak dobrze, że ją jeszcze mam, że mogę z nią rozmawiać, śmiać się, być.

Mała w kuchni piecze babeczki!!! Mniam…

Młody pojechał do pracy. Sam

W uszach przepiękna muzyka Havasi.

Milutko, cieplutko, bezpiecznie…

A i jeszcze kocur wyciągnięty na kanapie, a teraz i Mała wyciągnięta obok niego.

I TO JEST SZCZĘŚCIE ♥

Piatek, 21:31 Kolejny dzień… albo kolejny tydzień

Kolejny dzień

Raczej spokojny

W naszym mieście rozgorzała akcja dla Martynki, dziewczynki chorej na glejaka mózgu. 5 letniej dziewczynki. Rodzice powinni zebrać  ponad 700 tysięcy na leczenie za granicą, w Meksyku. Nowoczesne leczenie… i bardzo kosztowne. Dziewczynka jest z podlaskiego, ale jej stryj pracuje w naszej szkole. Ruszył Facebook, strona „Się pomaga” i ludziska zaczęli wpłacać ile kto może.
W takich chwilach zadziwia mnie ludzka hojność.
Na zdjęciu słodka buzia dziewczynki a w tle ogromna miłość rodziców i ich bezradność finansowa w obliczu takiego wyzwania i nadziei na wyzdrowienie dziecka.

Licznik cyka. Licznik z wpłacanymi pieniędzmi. Każdy grosz się liczy.

To straszne, że nadzieja na życie jest tak drogocenna i tak niepewna. Nikt nie zagwarantuje rodzicom, że w momencie rozpoczęcia leczenia ich dziecko nie umrze. Dla milionerów 700 tysięcy jest niczym. Dla normalnych ludzi jest barierą nie do przeskoczenia.

A co u mnie?

Dziękuję. Wypieram…

A co w pracy?

Wyścig szczurów. Kto lepszy, kto szybszy, kto więcej, kto pierwszy i kto zadowoli dyrektora w stopniu idealnym. Czyżby następny etap??? Stoję z boku i obserwuję. Nie chcę brać udziału w tym cyrku.
Dyrektor odniósł sukces o jakim jego poprzednik mógł jedynie marzyć – zaktywizował nauczycieli, rozpalił ich do białości i wprawił w ruch machinę. Chyba dobrze. Nareszcie się starają, aby zadowolić nowego pracodawcę, szkoda tylko, że zapomnieli o ludzkich uczuciach i dobrych, wzajemnych relacjach. Teraz każdy jest rywalem.
A może tylko tak mi się wydaję… Może…

Wszak nie było mnie w pracy prawie dwa tygodnie. Najpierw zwolnienie, później wycieczka do POLIN, a później szkolenie dotyczące profilaktyki uzależnień. I tak minęło dwa tygodnie.

Jeszcze tydzień do wyniku…

 

Środa, 09:47 Jak być odważną kobietą?!

„W zgodzie ze sobą żyją te kobiety, które potrafią utrzymać równowagę pomiędzy zaspokajaniem własnych potrzeb, a spełnianiem oczekiwań otoczenia. Szukają własnej drogi i nie boją się ryzyka. Skupiają się na własnych planach, nie paraliżuje ich obawa, co inni o nich powiedzą. W rezultacie wcale nie stają się podłe i bezwzględne, lecz odważne, niezależne i pełne radości życia.”

[Ute Erhardt]

 

Nie, dziś terapii nie było ;-)

 

Screenshot-2017-11-15 Facebook

I teraz wiem dlaczego mam kłopoty z gardłem, przełykaniem, żołądkiem. Nic nie bierze się z niczego…

Niedziela, 11:26 Pozytywnie, nareszcie

Wczoraj wspaniały wieczór w klubie znajomych. Wyszłam w końcu z domu, a tak mi się nie chciało.

Ponieważ Młody ma już prawo jazdy, mogłam nareszcie wypić sobie wino w klubie.

Super muzyka – jazz, covery jazzowe, a później utwory autorskie zespołu bardzo energetycznego, pozytywnie zakręconego. I wino… To chyba tygryski lubią najbardziej.

Wino miało smak poziomek i wiśni, lekko szczypało w język i delikatnie uderzało do głowy.

Zagadałam jakieś młodego człowieka siedzącego obok. Opowiedział mi prawie o całym swoim życiu. A ja słuchałam. Bardzo się zdziwił, kiedy powiedziałam, że za barem stoi mój syn. Jego reakcja bezcenna. Wielkie oczy, spojrzenie na mnie, na syna, na mnie i w końcu stwierdzenie „Trochę wyrośnięty…”. Uśmiałam się…
Chłopak trzy razy zaproponował mi wino. Dwa razy odmówiłam. Za trzecim razem, stwierdziłam ze śmiechem, że jest bardzo uparty a on przyniósł mi kieliszek mojego ulubionego wina.
Młody, uprzejmy i bardzo wycofany młodzieniec ze Śląska, który uciekł ze swojego miasta, bo miał dosyć rówieśników, dla których najważniejszy był alkohol i narkotyki a on chce innego, lepszego życia. Pracuje bardzo ciężko fizycznie, ale jest zadowolony ze swojego teraźniejszego życia. Dużo się o nim dowiedziałam. Bardzo pozytywna osoba.
Na koniec chciał wyjść bez pożegnania, „po angielsku”. Wybiegłam za  nim i podziękowałam za towarzystwo. Podałam mu dłoń, którą on pocałował. Miłe i takie… staroświeckie a on taki młody.

Przyjechałam do domu ze znajomymi. Samochód został dla Młodego.

To był dobry wieczór, z dobrą muzyką i dobrym towarzystwem – znajomi i ten młody chłopak.

A ten zespół grał w klubie:

Dobry wieczór…

Wystarczyło wyjść z domu…

 

***

Na FB, na stronie „Zdrowa głowa” zobaczyłam wpis dotyczący postów „Mam terapeutę” -

„Nie wstydzę się tego, że chodzę do terapeutki. Jest to walka o siebie samą. Nie udźwignęłabym tego sama. Terapia jest dla mnie inwestycją w siebie, uczę się m.in. technik relaksacji, jak dbać o samą siebie, jak żyć tu i teraz, jak radzić sobie w ciężkich chwilach. Warto dać sobie pomóc – zawsze warto przynajmniej spróbować.”

#MamTerapeutę

Kurdę, dlaczego ja tego nie mam??? No, tych technik relaksacyjnych nie mam!!!! Ja musiałam do wszystkiego dogrzebywać się sama. (Celowo nie napisałam „dochodzić” – bo jak by to zabrzmiało, kiedy moim terapeutą jest facet)  :roll:

A i w końcu ufarbowałam włosy. Żegnaj siwizno! (do następnego farbowania :-? )

Piatek, 23:49. 7 minut przed północą

No i przetrawiłam to co działo się w środę.

Dziś skończyło się moje byczenie na zwolnieniu.

Już spokojniej. Nie ma się co nakręcać. To tylko podejrzenie. Podejdę tak jak skwitowała to lekarka z Wawy – „taki jest typ mojej urody”. Urody, którą nabyłam po przeżyciach w małżeństwie i z okularnikiem. Przekładam nerwy i stresy na somatykę i najgorsze, kurna mać, że dzieje się to bez mojej świadomej zgody i wiedzy. Nie umiem wywalić swoich emocji na wierz, więc ciało samo się rządzi i sygnalizuje złe emocje chorobą.

Terapia wciąż trwa, więc jest nadzieja, że w końcu wywalę to, co powinnam tak, jak powinnam, zdrowo i normalnie.

Jest lepiej.

Zadzwoniła do mnie B (ta z nadbużańskiego odpoczynku). Ta to dopiero ma kociokwik. Wyżaliłyśmy się, naśmiałyśmy. Pora podnieć łeb do góry i … ogarnąć się. I w końcu ufarbować te siwe odrosty, bo maskara. Gęba jeszcze względnie młoda, a siwe włosy w 80%.

P.S.
Moja Kochana Longino lejesz miód na moje serce.  A co do spotkania, to coś czuję, że wcześniej, czy później się zobaczymy… Pozdrawiam Cię cieplutko :-* jesteś pozytywnie nastawioną osobą, bardzo silną, mimo choroby. Pa