Poniedziałek, 21:32 Poniedziałek jak niedziela :-O

Święta, święta i po sylwestrze…

No, owszem, wyspałam się…

Rano zwiozłam dzieciaki i odpoczywanie w domu…

Po środowej sesji zostało słowo „złość”, „jesteś zła”

On to powiedział. Nie zapytał, nie stwierdził, po prostu zawiesił głos po tych słowach.

Zasiał ziarno, które powoli kiełkuje w mojej głowie.

Resztę dopowiadam sobie sama.

Tak, jestem zła. A właściwie bardzo wkurwiona. Za te wszystkie lata, kiedy zła być nie miałam prawa, bo miałam być grzeczną dziewczynką. Jestem wkurwiona i to bardzo mocno.

Nie mogę pokazywać tej złości. Zakładam maski. Tłumie ją. Przemieniam w choroby – uczulenia, anginy, depresję a nawet ostatnio w objawy nowotworowe.

Jestem wkurwiona i nie wiem jak ujawnić to co czuję, bo po ludzku się boję. Boję się reakcji otoczenia. Nie boję się własnych dzieci. Przed nimi nie zakładam masek. One znają mnie prawdziwą. Znają i kochają (taką mam nadzieję).

Wczoraj znów oglądałam „Buntownika z wyboru”. Jak trudno przyznać się do własnych słabości przed kimś obcym, przed nim. Mam być twarda a mnie przeszywa wkurw i strach.

On o tym wie. Ta złość za brak terapii to tylko wierzchołek góry lodowej, przykrywka a pod nią wrze!!!

Na zewnątrz… Miła, ciepła, wspaniała pani :-O

Czwartek, 23:50 Podobno pogres…

Była terapia!!!!

No, wręcz niespodzianka, jak prezent pod choinkę ;-)

Weszłam… Niby spokojna, ale…

Nie wytrzymałam i po krótkim wstępie powiedziałam, że te przerwy są wkurwiające.

Dosłownie.

Nie pozwoliłam na jakiekolwiek jego tłumaczenie.

Byłam sarkastyczna, pyskata (powiedziałam, że nie szkoda mi, że popsuł mu się samochód) i nie chcę słuchać jego usprawiedliwiań.

Nie, nie wyszłam z gabinetu wcześniej.

Nie, nie jest mi wstyd z tego powodu.

On na to, że mamy progres.

Chciałam mu powiedzieć, że w dupę sobie może wsadzić ten progres, ale… tego nie powiedziałam.

Poniedziałek, 15:13

Nareszcie mogę powiedzieć, że kocham święta ♥

Siedzę sobie. Słucham Diany Karall „Let’s Fall in Love” i czuję błogi spokój. Dzieciaki za ścianą zajęte… Emi rysuje a R śpi. Spokój jest wszędobylski i rozlewa się po całym domu.

Na obiad łazanki z kapustą.

Wczorajszy dzień pełen wrażeń. Rano prezenty a później wigilia z siostrą. Wspólne zdjęcie z „mamą” zastępczą. Tak. Kocham ją… Kurde, chyba się starzeje, bo kiedy to piszę szczypie mnie nos a w oczach kręcą się łzy.

Jest pięknie.

O jedenastej poszłam na kije. Mżył deszcz a właściwie wodny aerozol, zamiast śniegu. Mimo to jest pięknie.

 

Poniedziełek, 00:11

Zamykają blog.pl

I już mnie tu nie będzie.

Mam czas do końca stycznia i szlus.

Przyzwyczaiłam się do tego miejsca. Do pisania, a tu niespodzianka. Życie lubi zaskakiwać.

Trwają święta.

Bardzo szczęśliwe święta.

Nareszcie.

Spokojnie, świątecznie, z prezentami, choinką, wigilią u siostry.

Jestem szczęśliwa.

Odsunęłam się od toksycznych ludzi. I wyszło mi to na zdrowie.

A propos zdrowia… Wyniki z centrum onkologii już mam w domu. Nie wykryto komórek nowotworowych. NIE MAM RAKA!!! Moje ciało spłatało mi figla. Odreagowuje wszystkie te nerwowe lata na swój sposób. Kłopoty z przełykaniem zostały, ale teraz wiem, że to somatyka a nie rak.

W pracy sukces – wspaniałe przedstawienie bożonarodzeniowe. Uczniowie pięknie zagrali „Jasełka na strychu”, niczym rasowi aktorzy. Jestem z nich taka dumna.