Środa, 10:14. In treatment

Była

..

.

Terapia była…

..

.

A wczoraj była też wizyta u pani adwokat.
Powitała mnie pani w kusej spódniczce i obcisłej bluzeczce. Właściwie to cały ubiór miała obcisły i wysokie, czerwone szpilki.
- Matko, chyba źle trafiłam – pomyślałam.
Potulnie poszłam do jej biura. I zaczęłam wszystko objaśniać.
I pierwsze wrażenie, typu „głupia seksowna blondynka” prysło.
Kazała wszystko opowiedzieć. Notowała istotne rzeczy, dopytywała.
Wzięła wszystkie dokumenty, które przyniosłam.

Sprawa o alimenty pewnie będzie się się odbywać parę razy, bo brak podstawowych dokumentów. Pozew jest napisany prawidłowo, ale nie ma potrzebnych załączników.

Dowiedziałam się, że teraz najlepiej jest złożyć pozew rozwodowy. Inaczej sprawa o alimenty zablokuje sprawę o rozwód. Jeżeli rozwód wyprzedzi alimenty, sprawa potoczy się gładko.

Boję się o moją wydolność finansową. Adwokat nie udzieliła mi ostatecznej odpowiedzi co do wysokości opłat. Mam nadzieję, że starczy mi moich oszczędności.

Wkurwiła mnie dzisiejsza terapia.
Wszyscy tłumaczą J. On może wszystko a ja nic.
Może pisać durne pozwy, wiadomości na FB, a ja nawet nie mogę się obronić. Można sobie w dupę wsadzić jakieś działania prokuratora o zakazie kontaktu, on obejdzie wszystko. I nic z tego powodu go nie spotka – JEST, KURWA, CHORY!!!!
Dlaczego nie oddzielą agresywnych schizofreników od normalnych? Dlaczego agresywni mają dostęp do internetu, mogą wysyłać pisma do sądu. Nawet jak wypisują głupoty i tak nikt takiego pisma nie wstrzyma. Toczą się sprawy na koszt podatnika. Durne sprawy.

Mam dość!!!

A nad nim klosz ochronny…

Terapeuta zapytał jakie korzyści mam z myślenia o całej sprawie? Co mi to daje?

Oniemiałam. Co on miał na myśli? Jakie ja mogę mieć „korzyści”?

Przecież pozwy przyszły bez mojej zgody. Robię co mogę, żeby skutecznie oddzielić go od nad nas. Staram się wszystko usankcjonować… Jakie ja mogę mieć „korzyści”?

Mam tego dość!!!

Poniedziałek, 22:39. DOŚĆ!!!

Ok, wzięłam dupę w troki!

Koniec tego płaczu i dzikiej rozpaczy. Przeżyłam agresję J. , przeżyję jego durny pozew.

Pismo poprawione przez znajomą. A tak a propos, to ona postawiła mnie na nogi.
Wczoraj zadzwoniłam do niej z prośbą o poprawienie pisma i zaczęłam zawodzić a ona ostro postawiła mnie do pionu. Nie rozczulała się nade mną, ale poradziła, żebym wzięła się w garść. Byłam na nią wkurwiona, że jak to, nie zawodzi ze mną. Nie, nie zawodziła. Pomogła w zredagowaniu pisma.

Byłam z wizytą u normalnego adwokata. Facet bardzo do rzeczy. Wysłuchał z czym przychodzę i od razu zapytał (tak, jak niejedna osoba): „Czy chodzi o tą sprawę z ….?” . „Tak” odpowiedziałam „o tego człowieka, o tą  sprawę”. Dalej wytłumaczyłam z czym przychodzę. Pismo było napisane dobrze.
Zapytałam, czy może mnie reprezentować na sprawie i tu okazało się, że nie… Reprezentuję rodzinę J. Powstałby konflikt interesów. Okazało się, że rodzeństwo J żre się o jego dom i ziemię. Chcą go wydziedziczyć i przejąć jego majątek.
No… Pięknie!!! Wiedziałam, że tak będzie. Boże, jak dobrze, że stamtąd poszłam. Przecież ja bym się tam wykończyła. Oni by mnie „zażarli”. Wiem, jak są chciwi. Łatwy pieniądz im zapachniał więc nie będą przebierali w środkach, żeby dotrzeć do celu. Dla mnie najważniejszy jest spokój. Pieprze ich majątki. Niech sobie skaczą do swoich gardeł. Ja wolę spokój.
Nie wiedzą tylko jednego. Spadek jest nie do ruszenia. Nawet jeżeli uda im się wydziedziczyć J, na jego miejsce „wskoczą” jego/moje dzieci. Połamią sobie zęby na tym majątku! I bardzo dobrze!

Dostałam namiary na drugą prawniczkę. Musimy się bronić. Pan J ma dzieci. To są jego dzieci! Nigdy go nie obchodziły, więc teraz będzie musiał zwrócić na nie uwagę.

20  zł na dzieci!!! Dobre!!! Nie jego doczekanie!! Nie będzie dalej nękał mnie i dzieci. Już nie!

DOŚĆ!!!

Niedziela, 08:53.

Napisałam pismo – odpowiedź na pozew

Nie mogę się otrząsnąć

Wszystko, co najgorsze wróciło

W piątek byłam w biurze podawczym sądu. Przeglądałam akta sprawy.

Z dokumentów dowiedziałam się, że sprawa odbyła się w kwietniu 2016 r. ale została przeniesiona na termin późniejszy z powodu mojego i jego nieobecności.

Mnóstwo kartek w aktach. Dokumenty ze szpitala. orzeczenia. Dowiedziałam się, kto jest jego kuratorem, w jakim szpitalu obecnie przebywa. Siedziałam w biurze i trzęsącymi dłońmi przewracałam kolejne dokumenty. Czułam się tak, jakbym była tam bezprawnie, jakby ktoś za chwilę miał złapać mnie za kołnierz i z wulgarnymi słowami wyrzucić, dokładając jeszcze solidne razy…

Tak czułam się w tym domu, w którym razem z nim mieszkałam. On był panem. Do kontroli miał jeszcze mamusię, która sprawdzała co robię. Nie raz zaznaczali, że to nie jest mój dom. A ja tak bardzo chciałam mieć swoje miejsce. Tak bardzo… Zgadzałam się na takie traktowanie, bo chciałam mieć dom, swoje miejsce. I co? Co mi zostało? Tułanie się po wynajętych mieszkaniach.

Co czuję? Bezsilną rozpacz, wkurwienie, i przeświadczenie, że cokolwiek zrobię, on mnie dorwie.

Nie mogę zrozumieć sensowności tego pozwu.
W aktach czarno na białym jest, jakim on jest człowiekiem. Czemu powołuje się na wokandę taką sprawę???? Czuję się znów jak wtedy, kiedy byłam bita i wzywałam policję i pogotowie a pogotowie nie chciało go zabrać do szpitala pomimo wypisów ze szpitala psychiatrycznego i orzeczenia o schizofrenii, albo zabierali go i przywozili, bo obiecał iść do lekarza. Nie wierzono mi, zdrowej psychicznie, pobitej matce, tylko wierzono jemu, agresywnemu schizofrenikowi. Czemu mogę to mówić w rożnych instytucjach i mieć wrażenie, że nikt mnie nie słyszy????

CZEMU MNIE NIKT NIE SŁYSZY???!!!!

NIE SŁYSZELI MNIE W DZIECIŃSTWIE I NIE SŁYSZĄ MNIE TERAZ!!!! CZEMU????

Czuję się taka bezsilna, taka sama z tym wszystkim…

Nie wiem, co wymyśli sąd. Sprawa o znęcanie nade mną też ciągnęła się w nieskończoność. Przerażało mnie to. Pomimo obdukcji, opinii biegłych, jego zachowania, sędzia zwlekała z orzeczeniem wyroku. Nawet kiedy wyrok był orzeczony, on dalej przebywał w domu. Nie umieszczono go w szpitalu. Nikt nie dopilnował wykonania wyroku aż do dnia,w którym dopuścił się zabójstwa. Dopiero wtedy na miejsce zabójstwa nazjeżdżało się mnóstwo „strażników prawa i porządku” i zawieziono go do szpitala. Musiało dojść do przestępstwa, żeby wszyscy dowiedzieli się, że jest niebezpieczny.

Mnie i dzieci nikt nie widział. Nikt nie widział naszego strachu…

Czemu większe poważanie mają ludzie agresywni? Wszyscy się ich boją?

W poniedziałek kolejne spotkanie z adwokatem. Mam 14 dni na odpowiedź na pozew.

Nie umiem zrozumieć, dlaczego? Dlaczego on ma więcej praw ode mnie. On, schizofreniczny zabójca ode mnie, matki, która samotnie wychowuje dwoje dzieci z pensji nauczyciela. On, któremu utrzymanie zapewnia państwo, łożąc miesięcznie 4 tyś zł i ja wynajmująca mieszkanie i płacąca słono za wszystko. Może też pozwolę, żeby depresja jednak zawładnęła moim życiem do tego stopnia, że umieszczą mnie w szpitalu a dzieci zostaną same sobie z alimentami w wysokości 20 zł.

Nawet złość, którą czuję, przykrywam płachtą bezsilności, bo niewiele mogę…

Zobaczymy, jak sąd rozpatrzy sprawę? Nie spodziewam się niczego dobrego :-(

Czwartek, 22:17. Pozytyw zdecydowania

Być zdecydowanym! To daje efekty

Szczeniaki podkuliły ogony. Nagle okazało się, że jestem ważna. Zmiękli. Jeszcze trzymam ich w niepewności. Teraz ja rozdaję karty :-D

Byłam u radcy prawnego.
Kiedy przeczytał kwotę wymienioną jako alimenty na dzieci, gruchnął śmiechem. Przeprosił za swoje zachowanie, mówiąc „Je per…prze”
- Ja wczoraj skwitowałam to dosadniej – odezwałam się.
Powiedział mi co mam zrobić, gdzie iść i jakie pismo wystosować do sądu.
Ulżyło mi.

Wcześniej zadzwoniłam do pani prokurator i powiedziałam o pozwie i bełkocie w nim spisanym. W pozwie jest mój adres, chociaż zastrzegłam go w prokuraturze. J nie przeszkodziło to w zdobyciu adresu.  Ona była mocno zdziwiona.

Następnym krokiem będzie złożenie pozwu rozwodowego, który mnie uchroni przed kolejnymi roszczeniami ze strony „mężusia”.

Tak, w szpitalu psychiatrycznym przebywają nie tylko chorzy psychicznie, są tam też prawnicy, którzy kryją się przed wymiarem sprawiedliwości, symulując chorobę i właśnie tacy prawnicy później są doradcami takich osób jak J. Paranoja :-(

Nie mam zamiaru się poddać!!!

Środa, 23:12. To mam niezłe tąpnięcie

Fuck!!! Jak się pieprzy, to lawinowo. Wczoraj roszczeniowe gnojki i jeszcze gorsi rodzice, a dziś były mąż i, niestety, ojciec moich dzieci.

Fuck, fuck, fuck X n do potęgi n

Dostałam pozew do sądu rodzinnego.

Wnioskodawca, czyli „tatuś”, pozwana, czyli ja i powód, czyli syn i powódka, czyli córka, a rzecz idzie o zmniejszenie alimentów. „Tatuś” wnioskuje o zmniejszenie alimentów do… ta dam!!!! Panie i panowie!!!! Weeeeeeeeerrrrrrrblllleeeee! No, właśnie!

10 zł na powoda i 10 zł na powódkę!

Tak, wycenił swoje dzieci – na 20 zł.

Ja wiem, że choroba, ja wiem, że niepoczytalność, ja to wszystko kurwa wiem, tylko że takie bełkoty kiedyś były dla mnie dniem powszednim. Gdybym nie pracowała, nie mielibyśmy z czego żyć.

Mam więc powtórkę z rozrywki!

Cytując: „śmiej się pajacu”, bo tylko pusty śmiech mi pozostał.

List zastał mnie w szkole. Pani listonoszka przyniosła dwie niewinnie wyglądające koperty. Były pękate. Odebrałam. Podpisałam. Rozerwałam. Przeczytałam. Zbladłam. Zabrakło mi powietrza. Zabluzgałam soczyście. Wyszłam na korytarz.

Koszmar małżeński powrócił. Śmiej się pajacu :-(

Znów jestem wszystkiemu winna.

Ex małżonek napisał:

„Wnioskodawca i pozwana są małżeństwem i z tego związku urodził się powód małoletni i powódka małoletnia” (Brzmi obleśnie. Dzieci stały się przedmiotami. Hej, ty mała, leć po wódkę :-( małoletnia. Leć. Podążaj. A ty powodzie, suń po wodzie. Suń małoletni! Niestety a może stety już pełnoletni. Już dorosły. )

„Pozwana 21.05.2013 r.” (niezła pamięć pomimo choroby) „złożyła pozew o alimenty na małoletnie dzieci”
No, złożyła… „Pozwana w tym Pozwie kłamała twierdząc, że wnioskodawca nie łożył na dzieci kiedy pozwana zabierała całą Rentę Wnioskodawcy gdyż wnioskodawca choruje na przewlekła chorobę psychiczną schizofrenia.” No, tu zawiodła dobra pamięć. Pozwana nie zabierała renty, ale prosiła, a wręcz żebrała o marne 200 zł, bo cały dom był na jej głowie. Dom a więc opłaty, faktury, podatki, opał, wyżywienie, wykształcenie i łożenie na dzieci. Ok, to wina schizofrenii, że pamięć bywa wybiórcza u Wnioskodawcy. Wnioskodawca przez 15 lat małżeństwa pokalał się pracą przez 5 lat. Reszta tego czasu przypadła na leżenie w łóżku, albo leżenie na kanapie u mamusi. Trzecie dziecko :-(
„Na tamten czas chory był w silnej chorobie i niemógł z tego powodu stawić się na rozprawę w sądzie o czym wiedziała pozwana” O tak, bardzo dobrze wiedziała. Nie spała przez trzy miesiące od zaobserwowania zaostrzenia się objawów schizofrenicznych. Nie mogła go przekonać do wizyty u lekarza. Na jego agresje i arogancję, kurczyła się i przemykała po pokojach. Dzieci żyły w ciągłym stresie razem z matką. Tak, ze mną. Pochowałam wszystkie noże, bo kiedyś zagroził mi stojąc w drzwiach, z nożem w rekach, że więcej stąd nie wyjdę, więc je pochowałam. Przez trzy miesiące schudłam 10 kg. Niezła dieta. W akcie desperacji poszłam do jego lekarza i prosiłam o interwencję, pomoc, cokolwiek. Może ubezwłasnowolnienie, bo chodzi o nasze życie i życie naszych dzieci. I co??? I nic. Wyszłam po otrzymaniu wiadomości, że dopóki nie zgodzi się na leczenie, to nikt nic nie może zrobić. Więc pozostało NIC i mój strach. Czuwanie w nocy, czy nic się nie dzieje. Chociaż gdyby się działo, to i tak nic bym nie zrobiła. Przekonałam się w czerwcu, wychodząc ledwie z życiem z jego łap. Prokurator wszczął sprawę o znęcanie a ja dostałam drugie życie. Zabrałam z domu aż… dwoje dzieci i ubrania. Wszystko zostawiłam.  Wyremontowany własnoręcznie dom, wypieszczony i barwny ogród. 70 tyś utopione w coś, co nigdy nie było moje. Kiedy ocalałam, bardziej ceniłam życie swoje i dzieci. BARDZIEJ!!! On był w „silnej chorobie”.
„tym samym nie mogłem złożyć zeznania w sądzie i podołać swojej obronie w związku z czym sąd zasądził alimenty 500 zł na małoletniego powoda i 400 zł na małoletnią a wnioskodawca płacił te alimenty z Renty w wysokości 720 zł, tym samym wnioskodawca na przeżycie, odzież, higiena żywność, czynsz za mieszkanie, gaz, światło i inne media wnioskodawcy pozostało jedynie 220 zł” – no, nieźle. Sąd zasądził 600 zł. Przez pół roku on nie wpłacał tych pieniędzy. Nie dociekałam dlaczego, bo rozumiałam, że może mu być ciężko. Mieszkał na wsi. Ziemię oddał w dzierżawę. Dostawał niemałe kwoty od dzierżawcy. Dodatkowo dostawał dopłaty. Sprzedał ciągnik. Sprzedawał drewno z własnego lasu!!! Bajkopisarz! Kiedy zagroziłam, że sprawę oddam do komornika, zaczął wpłacać po 500 zł. Zaciągnął pożyczki w bankach, brał sprzęt elektroniczny na raty i nie spłacał.  Brał telefony i tablety i nie płacił. Uratowała mnie rozdzielność majątkowa. Ale…
„Wnioskodawca od czasu łożenia na dzieci popadł w nędzę, biede i niedostatek i z powodu braku pieniędzy na leki, wnioskodawca zaczął chorować a stan choroby się zaostrzył i z powodu braku leków w wyniku czego wnioskodawca popadł w konflikt z prawem i obecnie znajduje się bezterminowo w szpitalu psychiatrycznym na internacji i z przyczyn niezależnych niemoże podjąć pracy zarobkowej”. Tak było?! Dwa razy trafiał do szpitala, bo odmawiał brania leków. Trafiał tam w psychozie. W końcu miał przepisane zastrzyki, które miał przyjmować raz w tygodniu w okolicznej przychodni. Oczywiście nie zgłaszał się. Psychoza zaostrzyła się do tego stopnia, że zabił swoją matkę. To miałam być ja. Po raz drugi ocalałam.
„Powód obecnie prowadzi gospodarstwo 1 osobowe i ma na swoje utrzymanie jedynie kwotę 220 zł co w całości przeznaczał na napój do zaspakajania pragnienia po przyjmowaniu leków psychotropowych. Powód obecnie żyje w nędzy, niedostatku, jest ciężko chory i całkowicie niezdolny do pracy” Oj, tak. Ma rację. JEST CIĘŻKO CHORY! I żyje mu się, mam nadzieje, nieźle, w szpitalu psychiatrycznym dla niebezpiecznych chorych. Umieszczony bezterminowo, na pewno nie przymiera głodem. Sądzę, że jest zaopatrzony lekowo. Ma terapię. Nie pozwolą mu tam umrzeć z głodu. Nędzy też nie cierpi.
„A pozwana jest nauczycielką otrzymuje wynagrodzenie w kwocie 4 tys miesięcznie, co wzupełności wystarczy na zaspokojenie potrzeby małoletnich, ponadto z nową ustawą Żądu Prawa i Sprawiedliwości każde dziecko otrzyma kwotę po 500 zł na każde dziecko, co w konsekwencji zaspokoi potrzeby małoletnich.” Tak, pozwana jest nauczycielką, ale 4 tyś to raczej kosmiczna suma, którą można oglądać na… niebie, ale nie w portfelu. Ustawa „Żądu PIS” już nie obowiązuje :-( Małoletni stał się „letni” i 500+ odleciało po 9 miesiącach otrzymywania. A w konsekwencji drugie dziecko stało się „pierwszym” a na „pierwsze” 500+ nie przysługuje, więc nici z „Żądowych” dotacji. Więc, sorry winetu :-(
I wisienka na torcie – „Mój pozew jest w pełni uzasadniony tylko proszę o przychylność i zrozumienie oraz życzę miłego dnia z poważaniem”. Cóż za szarmancja i kultura. Miłego dnia! A mnie, kurwa, nikt miłego dnia nie pożyczy :-(

Niech se wnioskodawca wsadzi w dupę te 20 zł, albo w buty, albo wyda na wodę, sorry, napój, którym popija psychotropy.

A tak swoją drogą, jak można rozpocząć przewód sądowy z udziałem osoby, która nie posiada zdolności prawnych. Może ma pełnomocnika. Nie wiem. On, nie ma biedny pieniędzy na leki, ale na rozpoczęcie płatnej sprawy ma…

I żebyśmy tak wszyscy zdrowi byli i jeszcze jedno mam życzenie – te 4 tyś na rękę. Please!!!

Czy nikt ich w tym szpitalu nie pilnuje?! Mogą wypisywać i wyciągać społeczne pieniądze na takie pozwy i rozpoczynanie spraw. Przecież to wszystko kosztuje. Najpierw dręczenie córki wiadomościami na FB a teraz dręczenie durnymi pozwami.
Kurwa, ja tego nie ogarniam.

Wczoraj usnęłam dopiero o 3.30. O której dziś usnę????

7 km z kijami. Pół na pół. Bieganie i szybki marsz. Przyleciałam spocona jak mysz

We łbie dudni

O której pójdę dziś spać???

Za wulgaryzmy sorry, ale na trzeźwo ;-) ta złość ze mnie nie wyjdzie… Wiec soczyste FUCK!!! YOU!!!