Wtorek, 17:03

Wczoraj wizyta u rodzinnego i prośba o skierowanie na ponowną biopsję. Lekarka była oburzona bałaganem panującym w laboratorium. Pobrano cztery wycinki. Zniszczono jeden, a gdzie pozostałe trzy? Tego nie wie nikt. Badanie trzeba powtórzyć. Ona biadoliła nad moim bólem i dodała, że nie zgodziłaby się na ponowne badanie. Więc co mam robić?????
Napisałam wiadomość do znajomego lekarza z pytaniem, czy istnieje inny sposób badania, mniej inwazyjny, żeby stwierdzić, czy to jest rak czy nie. Odpowiedź brzmiała „nie”. Zmiana jest umiejscowiona w takim miejscu, że wyklucza inny sposób badania. Miałam pecha przy badaniu wycinka.

Denerwuję się. Szyja w miejscu pobierania wycinka boli już od kilku dni i nie wiem, czy to jest ból po biopsji, czy ból na tle nerwowym. Co dalej z ewentualnym leczeniem?

Czuję olbrzymią niepewność i zdenerwowanie.

Nasłuchałam się wczoraj od lekarki…

 

Środa, 18:20

Odebrałam wynik.

Pojechałam do szpitala, bo nie mogłam się dodzwonić. A tam dowiedziałam się, że oni nie mogli dodzwonić się do mnie.

Trochę mnie ścięło.

To chyba źle?

Na razie spokojnie… Tylko spokojnie…

Na rozpoznaniu słowa: „Bardzo drobny strzępek tkankowy zbudowany z kwasochłonnych komórek. Wykonano barwienie S 100 w kierunku guza zarnistokomórkowego, jednak wycinek uległ skrojeniu i nie można potwierdzić rozpoznania”.

Następne badanie gastrologiczne za tydzień i znów miesiąc czekania na rozpoznanie.

Nie wiem, co oznacza ten opis????

Wiem tylko tyle, że badanie trzeba powtórzyć.

Hmmm

Niedziela, 09:48

Byłam wczoraj u Beaty.

Buzia cała w kożuchu krost. Jakaś okropna maska, która swędzi, piecze, pęka, sączy się wydzielinami. Dotyka tej maski opuszkami palców, gładzi… Krosty są też, ale w mniejszej ilości, na szyi i plecach. Stosuje maści łagodzące, ale daje to tyle, co umarłemu kadzidło.
Jest poddenerwowana, a na moje słowa „Nie drap”, patrzy morderczym wzrokiem w moją stronę. Odpowiadam wtedy „Wiem, mam nie pierdolić”, na co ona odpowiada „Właśnie”.
- Nie wiem, co gorsze. Wymioty, czy to kurewstwo? – mówi ze zrezygnowaniem.
- Po wymiotach byłabyś słaba, odwodniona a tak masz przynajmniej siłę to znosić…
Widzę jej morderczy wzrok.
- Wiem mam nie pier…
- No właśnie.
- Dla mnie jesteś śliczna. Nie wiem, jak bardzo cierpisz. Nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. Łatwo mi mówić, to wszystko, ale teraz nie umiem ci konkretnie pomóc.
Przytuliłam ją mocno.

Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Ja o pracy i wielu błahych sprawach.

Pokazała mi jaką dokumentację musi wypełniać co tydzień, przed każdym wlewem. Wciąż te same papiery, jakby szpital wciąż na nowo ją widział. Zgody, upoważnienia, przebyte choroby. Papiery, druki, rubryczki… Wciąż od nowa.

Jej mama wyjechała do domu.
Akurat przyjechałam, kiedy wsiadała do samochodu. Uścisnęłyśmy się mocno. Wyrwało mi się kilka słów o nadziei, ale jej oczy były tak umęczone i zrezygnowane, że tylko mocniej przywarłyśmy do siebie.
- Jadę z roboty do pracy – oznajmiła ze smutnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się i ja.

W domu usłyszałam od B:
- Czas zająć się domem. Będę miała zajęcie, a tak tylko leżę i nic nie robię.
- Korzystaj z odpoczynku.
- Anka, kurwa, jaki to odpoczynek???
No to palnęłam. Jak kulą w płot. Wiem, że ona chciałaby być już zdrowa, żeby ten rak w końcu zginął i nie musiała już cierpieć. Wiem to wszystko, ale nie czuję tego co ona i nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. Chociaż nie… Też boję się diagnozy związanej z wycinkiem z przełyku, której do tej pory nie ma. Też boję się tego końca świata, który zawali się w momencie złej diagnozy.

Siedziałam u B ze trzy godziny.

Na koniec B wyjęła z szafki mały pakunek.
- Co o tym myślisz? – zapytała, pokazując trzy małe buteleczki.
Jedna była z przezroczystym płynem, druga z białym drobniutkim piaskiem, chyba solą a trzecia z żółtym płynem.
- A co to takiego?
- Znajoma była na mszy z egzorcystą. Przywiozła mi coś takiego…
- Acha, to woda, sól i olej…
- No tak, co o tym myślisz?
- A co kazała ci z tym robić? – zapytałam – i czy nie kazała ci przypadkiem odstawić leków??
- Nie, dała mi tylko i powiedziała, żebym to wzięła…
- B słuchaj, przecież ty nie jesteś opętana, tylko chora. Kobieto, tobie jest potrzebny lekarz a nie magiczne obrzędy i magiczne myślenie.
- Ale co ja mam z tym robić?
- Wiesz, nigdy nie miałam styczności z takimi rzeczami. Zawsze tylko o nich słyszałam. Sól rozsypują po mieszkaniu. Wodą się święci, niektórzy dolewają też do jedzenia i napojów a olej… Olejem, chyba podobnie jak do krzyżma, namaszcza się wnętrza dłoni, miejsce przy sercu, czoło, okolice kostek – „tak jak przy ostatnim namaszczeniu”- pomyślałam, ale tego już nie powiedziałam. Nie chciałam nawet myśleć o B jako osobie za chwile martwej.
- No to co? – B utkwiła we mnie oczy – Co o tym myślisz?
- Wiesz modlitwa jest dobra, wiara jest dobra, bo przynosi ukojenie, podświadomą pewność, że Bóg wyciągnie nas z największej opresji, ale to…
Kurde, co miałam odpowiedzieć??? Ja to wszystko już przeszłam z matką!!! Magiczne obrzędy, bioenergoterapeutów, szamanów leczących ziołami z dalekiej Azji i efekt był jeden – matka zmarła.
- B, jeżeli przyniesie ci to jakąś ulgę, to stosuj. Ten żółty płyn to oliwa z oliwek, możesz posmarować sobie te mniej zajęte miejsca, ale czy to przyniesie ulgę, to nie wiem. Najważniejsze, to nie przerywać leczenia.
- Wiem – popatrzyła na mnie smutno.
Chorzy i ich bliscy „czepiają się” najróżniejszych nadziei i magicznych rytuałów.
Wszyscy boimy się śmierci. Pomagając innym, pomagamy sobie.Chroniąc innych, chcemy chronić siebie. Robimy to tym intensywniej, im bardziej kochamy samych siebie. Hmmm, przecież o tym samym mówił terapeuta, kiedy płakałam nad Beatą. Zapytał, czy nie płaczę nad sobą?
W takich przypadkach chyba wszyscy to robimy. Podświadomie bronimy siebie zewnętrznie okazując empatię i altruizm.

Przed B jeszcze naświetlania. Naciek nowotworowy na kręgosłupie, na szczęście mały, więc pole naświetlania nie będzie duże. Też będzie się czuła po nich źle.

Najważniejsze to być przy niej…

Piątek, 08:15

Jak na złość! Kiedy mam zajęty ranek – śpię jak najdłużej a kiedy mam wolne, budzę się bardzo rano! No, nieźle…

Wciąż myślami jestem przy Beacie.
Przyjechała do niej mama. Beata już w domu. Wie o diagnozie. Wie, że ma przeżuty do kości, że ból kręgosłupa jest spowodowany naciekiem nowotworowym. W poniedziałek jedzie do  Wieliszewa. Jej matka jest przerażona – widać to po oczach. Ona jest przerażona.
Pokazała mi leki od psychiatry.
- Zerknij – poprosiła.
- O, na wieczór masz takie same jak ja – odpowiedziałam ze śmiechem – a te drugie to nowsza, bezpieczniejsza pochodna seronilu. Pewnie te drugie są na rano?
- Tak…- spojrzała na mnie z pytaniem, którego nie zadała.
- Beata nie musisz się ich bać. Są bezpieczne i nie uzależniają. Po trittico szybciej usypiasz i przesypiasz spokojnie całą noc. Jesteś wypoczęta a te drugie są na poprawę nastroju. Trittico biorę i jak widzisz pracuję, jeżdżę samochodem, nie jestem dziwna, otumaniona, ani nie śpię w dzień. A ten podobny do seronilu miałam kiedyś. Tych leków nie trzeba się bać. One ułatwiają życie. Wiem, stygmatyzacja i łatka świra, ale są takie momenty w życiu, że bez chemii ani rusz… – zaśmiałam się – bez chemii – powtórzyłam.
- No właśnie i twoja chemia też pomoże. Najpierw zrobią naświetlenia, żeby zmniejszyć guz na kręgosłupie a później będzie chemia. Beatka to się teraz leczy. To nie wyrok i jest szansa na wyleczenie – paplałam.
Jej mama patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
Wcześniej opowiadałam o moich wyjazdach wakacyjnych.
- No słucham pani i nie mogę się nadziwić. Pani się nie boi tak sama jeździć samochodem i to w tyle miejsc?
- Wcale. Chciałam kiedyś nawet zabrać Beatkę, ale nie chciała…
Wiele strachu. Najważniejsza jest nadzieja na wyzdrowienie i chęć życia. Najważniejsza.

Jakiś wszędobylski chaos zapanował w moim świecie – Beata, nowa dyrekcja w szkole…

W pracy atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Ludzie nieprzychylni nowej dyrekcji nakręcają siebie i innych jak spirale. Trudno wytrzymać. Jakaś pieprzona eskalacja. Już nie ma znajomych. Utworzyły się dwa obozy – PIS i PO a osią niezgody jest nowa dyrekcja. Popieprzony czas. Już nie ma kompetencji i normalnego, ludzkiego podejścia – są partie, media, nagonka, ukradkowe łypanie okiem, pogardliwe spojrzenia, inwigilacja i denuncjacja. Chyba nie będę wychodzić ze swojej pracowni, bo nawet pogadać nie będzie z kim.

Nadchodzą mega ciężkie czasy…

Albo ja wszystko widzę w ciemnych kolorach, ostatnio.

20994271_957924954350475_7906105201070967497_n