W DOMU jest pięknie

Dzień w pracy po dłuższej nieobecności. Dobrze się śpi na nowym miejscu. W ogóle jest dobrze. Dobrze w DOMU. Kabinę prysznicową obsadzamy dzisiaj. Ma przyjechać chłopak ok. 15-tej.

Na pranie czeka wyładowany po brzegi kosz z brudnymi rzeczami. Podłączyłam pralkę, domale jeszcze nie prałam, bo nie miałam suszarki. Kupiłyśmy ją w sobotę, ale prać mi się nie chciało. Chcę odpocząć. Gdybym mogła, to wzięłabym urlop, ale niestety nie mogę. Taka praca.

Skóra na szyi (dookoła), dłonie, przedramiona „zakwitły” uczuleniem. Taka somatyzacja. Innych boli głowa a ja „kwitnę”. Próbuję smarować kremem dla dzieci, piję wapno i biorę zololę, ale nie widać efektu. Za dużo emocji związanych z przeprowadzką.

Zostały jeszcze jakieś drobiazgi do rozłożenia. Część do piwnicy a część do szafy wnękowej, którą trzeba poprawić. Wkręcić drążek do wieszania i zrobić dolną półką.

Jeszcze parę drobiazgów i nic, tylko mieszkać.

************

Kabina prysznicowa już zamocowana. Nieźle wygląda. Pomiędzy muszlę a kabinę będzie można wstawić szafkę łazienkową. Właśnie oglądałam w OBI takie szafki. Znalazłam. Trzeba będzie podjechać i kupić.

W DOMU jest mi bosko. Spokój…

Niedziela, wczesny ranek a może noc

Jest 4.16

Obudził mnie ból

Śniło mi się, że się chowam w głębokim rowie a później w ciemnej piwnicy. Chowam się przed kimś, kto mi zagraża. Ze strachu czułam ucisk w klatce piersiowej. Czułam zimno. Otworzyłam oczy i ten ból nie puścił a wręcz się nasilał. Było po godzinie trzeciej. Starałam się leżeć z otwartymi szeroko ramionami i głęboko i równo oddychać. Nie minął, więc poczłapałam do kuchni napić się zimnej wody.

Teraz siedzę przed ekranem laptopa i wypuszczam strach w wirtualny świat mojego bloga.

Nie wiem, czy pomoże, ale zajmę czymś uwagę.

I tak nie mogę zasnąć…

Moja kochana K.

Już wiem dlaczego K. nie może jeść i pić pożywienia z dużą ilością cukru. Lekarze stwierdzili u niej raka tarczycy. Menda nazywa się rak brodawkowy. Dziewczyna jest przerażona. Zaczęła wtedy do mnie mówić, coś zasygnalizowała, ale była tak przerażona, że nie kontynuowała tematu a ja paplałam o swoim crazy świecie.

Wczoraj z nią porozmawiałam przez telefon. K. ma się spotkać z jeszcze dwoma lekarzami i chirurgiem. Zbiera informacje i boi się operacji.Tarczyca jest usiana wieloma guzkami. Nie jest powiększona, nie wydziela nadmiaru czy niedoboru hormonów, wszystko jest ok, oprócz… Tego guzka (jednego z wielu), który lekarze nazwali rakiem brodawkowym. Lekarze doradzają usunięcie tarczycy, bo guz rośnie. Ona nie wie, co ma robić. Mówiła o bolesnej biopsji, o tym, że boi się operacji, bo słyszała wiele opinii i każda jest zła. Kobiety długo dochodziły do siebie, traciły głos, nie mogły ustawić dobrego poziomu hormonów. Powiedziałam K., że ja też przeszłam operację tarczycy z powody trzech ogromnych guzów. Tarczycę mam wyciętą. Po operacji nie było źle, oprócz normalnych sensacji dotyczących wybudzenia z narkozy i dyskomfortu dotyczącego dużej ilości rurek podłączonych do szyi, tzw. sączków. Szybko dochodziłam do siebie. Szybko wyszłam ze szpitala ( w domu zapanował chaos – dwoje małych dzieci i mąż ze schizofrenią – nie ogarniał sytuacji). Operację miałam w piątek a we wtorek byłam w domu. 10 lat po operacji i hormony są w porządku. Fizycznie też jest dobrze, czasami tylko odczuwam szew pooperacyjny – ciągnie. Mówiłam o tym wszystkim K., ale ona nasłuchała się tych negatywnych przykładów i wyolbrzymia swój strach. Decyzje podejmie sama.

A co do cukru? Duża ilość cukru w pożywieniu powoduje szybkie namnażanie się komórek rakowych. Tak jest przy opcji DUŻA ILOŚĆ a K. całkowicie chce wyeliminować cukier i produkty pszenne z jadłospisu. Szaleństwo i szok dla organizmu. Ona lubi zjeść od czasu do czasu czekoladkę, bakalie do musli, biały chleb. Myślę, że zamiast wyeliminować trzeba ograniczyć i wilk będzie syty i owca cała. Jeżeli coś jest za bardzo zabronione do tego się tęskni i tego pożąda. Po co mieć jeszcze jeden problem na głowie i płakać za czymś co się bardzo lubi a co jest zabronione. Powiedziałam to K.

Zapytałam ją dlaczego nie chciała mi o wszystkim powiedzieć wcześniej. O strachu trzeba mówić. Trzeba go oswoić i „sprzedać” innym, wtedy jest mniejszy i nie panoszy się tak bardzo. Wiem coś o tym. Strach rośnie w samotności i staje się ogromny i nie do przezwyciężenia.

Moja kochana K. ma ogromny problem.