Poniedziałek, 23:35 W pogoni za przeszłością

Poszukiwania tożsamości ciąg dalszy…

Siostra zapytana o moje dzieciństwo, bez namysłu odpowiedziała „bo ty chowałaś się po kątach…”

No fajnie

Czytam książkę o dziewczynie, która dowiaduje się, że została porwana przez ojca. Żyła z przeświadczeniem, że jej matka nie żyje a tu okazuje się, że nie tylko żyje, ale że była też alkoholiczką i ojciec aby chronić córkę, wolał ją wywieść do innego stanu.
Dziewczyna chce poznać swoją matkę, jakby to miało w magiczny sposób zmienić całe jej życie.
W książce jest taki fragment:
„Szkoda, że nie mogę sobie przypomnieć wszystkiego. (…) nie wiem, kim byłam” Na co odpowiada jej przyjaciel: „Rozejrzyj się dziewczyno, znasz całą rzeszę ludzi, którzy ci o tym przypomną, zacznij zadawać sobie pytanie, kim będziesz teraz, po tym wszystkim, co się stało. (…) ważniejsze jest to, gdzie będziesz mieszkała za pięć lat. Co z tego, że kiedyś miałaś na podwórku drzewko cytrynowe? Bardziej mnie interesuje, czy teraz posadzisz sobie cytryny w ogródku?
I w tym momencie wszystko stało się jasne. Jakby ktoś umył brudne okno, przez które człowiek całymi dniami bezskutecznie próbował coś wypatrzeć. Niektórzy ludzie wiedzą o sobie wszystko i są też tacy, którzy nie wiedzą o sobie nic. W rodzinach zastępczych żyje mnóstwo adoptowanych dzieci, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim byli ich biologiczni rodzice (…) W każdej chwili życia można zacząć od nowa. I to nie jest życie na niby, to jest prawdziwe życie. Naprawdę.” *

To życie, które mam teraz jest prawdziwe i dobre i mam w dupie przeszłość. Ona nic dobrego nie przyniesie. To wiem naprawdę. Wypróbowałam to…

 

* Jodi Picoult , Zagubiona przeszłość, Kolekcja Jodi Picoult 6, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

Z dn. 16.07. Spokojne dni. Wróciłam do domu. Michalak o żonach alkoholików.

Autorka pisze o kobietach, które zostają z mężami alkoholikami. Policjant, który jedzie na interwencję do rodziny z „problemem” porównuje je do wisielca. Godzą się na bicie,picie, poniżanie, bo są jak wisielec, który kołysze się na sznurze. Lubią się „kołysać”.

Kolejny spokojny dzień.

Dobrze mi się śpi.

Przeczytałam ostatnio książkę Katarzyny Michalak „Nie oddam dzieci”. Nie o książce chcę pisać. Autorka pisze o kobietach, które zostają z mężami alkoholikami. Policjant, który jedzie na interwencję do rodziny z „problemem” porównuje je do wisielca. Godzą się na bicie,picie, poniżanie, bo są jak wisielec, który kołysze się na sznurze. Lubią się „kołysać”. One już wiszą i kołyszą się od zgody na swoją sytuację do sprzeciwu, ale „sznur” trzyma. Same go nie przetną. I przypomniała mi się moja sytuacja małżeńska. Ja „kołysałam” się 15 lat. Płakałam, klęłam, prosiłam, krzyczałam, groziłam odejściem, starałam się grać na jego emocjach. On nie pił. Był chory psychicznie. Stwierdzono schizofrenię paranoidalną. Poznałam wielu chorych na tę chorobę, ale żaden nie był tak wyrachowany jak on, żaden nie był inny przy swoich a inny przy obcych. On miał w dupie pracę, pomoc przy dzieciach i rozmowę ze mną. Ciche dni ciągnące się miesiącami… Przemoc… Sznur trzymał mocno… Mogłam odejść, ale wolałam zostać i płakać. Tłumaczyłam to strachem przed tym, czy dam sobie radę… Dziś po terapii widzę, że było mi cholernie dobrze w tym bagnie. Dobrze, cieplutko i swojsko. Znałam to. Znałam z domu rodzinnego. Powielałam stare wzorce zachowań. Wolałam krzyczeć, że J. mnie wykańcza, że nie mam już siły, że nie chcę mi się żyć, ale przerwać sznura nie chciałam. Lubiłam się bujać… Jest wiele kobiet, które to lubią…

Dziś po wielu godzinach na terapii doceniam siebie. Doceniam swoją siłę. Widzę spokój, który jest. „Sznura” nie ma i nie mam zamiaru go szukać. Wolę być sama niż „wisieć” i się „bujać”.

Wróciłam do domu. Do domu w swoim sercu. Dom jest wszędzie, gdzie jest spokój, miłość i zrozumienie. Mój dom będzie zawsze ze mną.Nauczyłam się o niego dbać.