Poniedziałek, 09:23

Wkurw od samego rana

Na jawną niesprawiedliwość i nieliczenie się z moim zdaniem

Norma

Boję się głośno powiedzieć, że ktoś nie ma racji, bo:

- i tak nikt mnie nie będzie słuchał :-(

- zareaguje agresją (tak jak mój ojciec)

- jestem głupia i nieważna

Jestem wkurwiona

Na bagaż z dzieciństwa, który wciąż wlokę za sobą

***

21:16

No, ośmieliłam się powiedzieć, chociaż bałam się jak cholera.
Powiedziałam głośno do mojego pryncypała, przy wszystkich, że w piątek zostałam opieprzona za stawianie samochodu na małym parkingu.
- Postawiłam dziś na dużym – dodałam – ale na moim miejscu samochód postawił ktoś inny!!!
- Ja tylko zasugerowałem przestawienie
Popatrzyłam w jego kierunku bez słowa.
Bardzo się denerwowałam. Nadrabiałam miną. Zwróciłam też uwagę, że ktoś stawia samochód na trawniku i kierownictwo nie zwraca na to w ogóle uwagi. Czy oni mogą tak bezkarnie stawiać samochód w takim miejscu? – dodałam
Matko jaka ja byłam wkurwiona. A jak ja się bałam!!

***

Odezwała się K. Bardzo niespodziewany obrót zdarzeń. Bardzo

„A, mój mąż nie wytrzymał i oznajmił mi, że sam się wyprowadzi. Powiedział, że nie jest w stanie żyć obok mnie, że go olewam i jestem skupiona tylko na dzieciach i na sobie. Powiedział, że chce ułożyć sobie życie na nowo. Niestety nie byłam tym ani trochę zrozpaczona i straszne jest to, że zamiast się zasmucić i zamartwić ja poczułam ulgę i radość. Pytanie tylko na jaki czas się wyprowadzi? Ma zamieszkać u mamusi, a ja z dziećmi mam zostać w jego mieszkaniu. Powiedziałam mu, że jeśli odda 50 tyś, które wtopiłam w jego mieszkanie ( mamy rozdzielność majątkową ) to dobiorę kredyt i kupię sobie własne, a jeśli nie to muszę czekać na pieniądze ze sprzedaży działek. Jak mniemam u mamusi wytrzyma może tydzień, a może dwa, a ona będzie nachodzić mnie w pracy i wyzywać – jaka to ja podła i okrutna jestem dla jej syna, jak mogłam go zostawić w takim stanie, będzie mnie szantażować, straszyć i wyzywać. Tym bardziej, że ostatnio i jej i jego siostrze napisałam, aby nie wtykały nochali w nie swoje sprawy, bo robią tylko większy zamęt. Obie straszyły mnie i wymuszały na mnie, że mam z nim siedzieć – mimo wszystko. Kiedy ja już nie mogę i mam taki przesyt, że wyłazi mi uszami. Przeraża mnie tym bardziej, że on nie krzyczy, nie wrzeszczy ale mówi tonem iście spokojnym: „zabije ciebie i jego”, „z kim się pierdolisz suko”…nagrywam to wszystko, bo w razie czego będę miała dowód. Nikt mi nie wierzy ( poza osobami, którym dałam to odsłuchać i tymi wtajemniczonymi od samego początku, które widziały go w psychozie ). W relacjach z ludźmi stara się zachowywać normalnie, chociaż ja widzę jak jest inny. Dzieci nie chcą z nim zostawać. Dostałam dodatkową pracę i na zajęcia zabieram ze sobą dzieci, bo nie ma szans, żeby z nim zostały. Teściowa pewnie obleje mnie benzyną i rzuci na mnie podpaloną zapałkę…Pani Dulska. Dzisiejsza wiadomość o jego wyprowadzce była najlepszą jaką usłyszałam od ostatniego czasu. Poczułam jakby ktoś zdjął mi na moment krzyż z pleców. Wiem, że to strasznie brzmi i wiem co ktoś może sobie o mnie pomyśleć…, ale A – Ty chyba jak nikt inny wiesz co to znaczy. To bardzo tymczasowe rozwiązanie, chociaż wydaje mi się, że niedługo to on złoży papiery o rozwód…czekam.”

Odpowiedziałam: „K, przeczytałam. Wykorzystaj ten czas bez niego. Nie daj się zastraszyć (wiem, łatwo się mówi). Jesteś silna. Buziaki”

***

Młodemu zdjęto szwy z głowy.

W szpitalu dorwał mnie silny ból w piesiach. Nerwica. Bolało jak cholera. Poszłam powoli do barku po wodę. Wiedziałam, że mnie dorwie. Wiedziałam… Po takiej dawce emocji to było nieuniknione.

 

Czwartek, 10:12

We wtorek odebrałam listy z sądu.

Opinia biegłych i wniosek o częściowe ubezwłasnowolnienie

Listy w całości przeczytałam dopiero wczoraj rano. We wtorek późno wróciliśmy z Warszawy. Nie chciałam ich otwierać. Wcześniej przeczytał je R. Zbladł. Bał się, że ojca wypuszczą po pół roku najmarniej.
- R, to niemożliwe.
- Z naszym wymiarem sprawiedliwości to jest możliwe…
- R, nie zadręczaj się. Jestem stroną w sprawie, więc będę informowana o wszystkim. Będziemy wiedzieć a na razie trzeba się cieszyć życiem. Wykorzystywać każdy dzień… Nie martwmy się o przyszłość… Nie ma po co…
Mówiłam do niego, ale chyba bardziej uspakajałam siebie.

Czytałam w środę opinię biegłych. Fragmenty jego wypowiedzi, jego plany na życie, słowa o mnie i o dzieciach. Powrót do przeszłości.

Gruby plik kartek…

Dnia 11.05.2015 r. prokurator zwrócił się do sądu o ubezwłasnowolnienie całkowite J z powodu choroby psychicznej – schizofrenii paranoidalnej.

We wniosku odnotowano m. in., że uczestnik leczy się psychiatrycznie od 2004 r. Początkowo rozpoznano u niego zaburzenia urojeniowe. Od 2008 r. J znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją zoną i dziećmi. Niniejsze zachowanie było przedmiotem postępowania Prokuratury, w toku którego dopuszczono dowód opinii biegłych psychiatrów i psychologa. Biegli rozpoznali schizofrenię paranoidalną, stwierdzili jednocześnie, że wymaga internacji, albowiem stanowi zagrożenie dla porządku prawnego. Sąd postanowieniem z dn. 04.09.2014 orzekł umieszczenie J w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym tytułem środka zabezpieczającego.

W dn. 27.10.2014 r. J dokonał zabójstwa swojej matki. W toku prowadzonego postępowania powołani biegli rozpoznali u niego schizofrenię paranoidalną, stwierdzili niepoczytalność w czasie zarzucanego mu czynu, orzekli, że jest niebezpieczny dla porządku prawnego. Postanowieniem sądu został umieszczony w zakładzie psychiatrycznym o wzmocnionym zabezpieczeniu w Ch.

Obecnie przed sądem toczy się postępowanie o zawieszenie władzy rodzicielskiej.

W toku prowadzonych postępowań biegli psychiatrzy stwierdzili, że J pozostaje w powierzchownym kontakcie słownym, jest zupełnie bezkrytyczny do swojego stanu i czynu. Jest bierny, bez zainteresowań, autystyczny, wymaga leczenia szpitalnego.

W ocenie wnioskodawcy stan zdrowia uczestnika świadczy o tym, że nie jest on w stanie pokierować swoim postępowaniem i prowadzić własnych spraw. W szczególności należy mu zapewnić na bieżąco pomoc i podejmowanie decyzji  w zakresie spraw urzędowych, majątkowych oraz leczenia, w tym psychiatrycznego.

J stwierdził w piśmie do sądu z dn. 22.01.2016 r., że wniosek o ubezwłasnowolnienie jest pomyłką i absurdem, gdyż prokurator pomylił upośledzenie umysłowe z choroba psychiczną. Ocenił, że obecnie jego choroba jest w remisji, co dowodzi, że jest człowiekiem zdrowym psychicznie oraz jest sprawny intelektualnie, potrafi zadbać o swoje interesy, sam decyduje, co kupić w sklepie, jak zrobić pranie. Podaje, że prowadził samodzielnie gospodarstwo rolne, ale okazało się ono nierentowne. Po opuszczeniu szpitala planuje  zaciągnąć kredyt w PEFRON i otworzyć działalność gospodarczą, chce zatrudnić ludzi  w swojej firmie. Będzie samodzielnie wypełniał dokumenty i prowadził firmę „Wyrób i sprzedaż drewna opałowego”. Nadto podaje, że ukończył szkołę podstawową, potrafi liczyć, pisać, myśleć logicznie. Uważa, że jest człowiekiem, który potrafi funkcjonować samodzielnie.

Wysłuchanie przez sąd w obecności psychiatry i psychologa odbyło się dn. 01.07.2016 r.  na terenie ROPS w Starogardzie Gdańskim.

W czasie wysłuchania podał, że nazywa się J, ma 47 lat, jest żonaty z A.. Ma dwoje dzieci: E – 14 lat i R – 17 lat. Mieszka w miejscowości S. W tutejszym ośrodku przebywa  od 15.06.2015 „za zabójstwo matuli, bo wcześniej leczył się psychiatrycznie”. Leczył się od 2004 r. Zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną. Był wcześniej 3 razy hospitalizowany psychiatrycznie ( Przasnysz, Pruszków, Choroszcz). Hospitalizacje trwały po około 2 miesiące. Gdy przebywał w domu, jak podaje: „sam załatwiałem swoje sprawy”. Do szpitala trafiał, gdyż żona oceniała, że: „źle się czuje”, co objawiało się tym, że: „nie pracował, wydawało mi się, że ktoś chce mi zrobić krzywdę”.

Obecnie czuje się „lepiej”. Zażywa leki. Wymienia ich nazwy: „Clopixol, Olzapin”.

Na pytanie sędziego, czy wie, co to jest ubezwłasnowolnienie? Odpowiada: „Nie bardzo”. Po wyjaśnieniu przez sędziego istoty ubezwłasnowolnienia, stwierdza, że nie chce być ubezwłasnowolniony. Ocenia, że po opuszczeniu ośrodka poradzi sobie bez pomocy innych osób.

W tut. zakładzie ni jest odwiedzany, „Bo za daleko”. Nie utrzymuje także z nikim, z bliskich mu kontaktu telefonicznego. Ocenia, że obecnie jego choroba jest „zaleczona, ale jeszcze trochę mógłbym zostać w szpitalu, jeszcze chciałbym się tutaj poleczyć”. Po hospitalizacji chciałby wrócić do domu, tj. do zamieszkania z żoną i dziećmi. Wie, że toczy się postępowanie o pozbawienie lub zawieszenie jego władzy rodzicielskiej nad dziećmi. Uważa, że nie powinien być pozbawiony tej władzy. Uważa się za dobrego ojca. Na pytanie, czy dzieci się go bały i nie chciały rozmawiać, odpowiada, że tak bywało. Powodem tego były kłótnie z zoną. Na pytanie, czy zgadzał się z opiniami psychiatrycznymi w jego sprawie stwierdza, że się z nimi nie zgadzał. Uważa, że da sobie radę w sprawach sądowych.

Badanie psychiatryczne i psychologiczne uczestnika przeprowadzone w SG

Wywiad badanego:

Prawidłowo podaje swoje dane osobowe. Urodził się 24.05.1969 r. w OM. Na temat przebiegu ciąży i porodu nie posiada żadnych informacji – „Wszystko było chyba w porządku”. W dzieciństwie poważnie nie chorował. Nie wymagał pobytów w szpitalu. Jest najmłodszy z czwórki rodzeństw. Ma trzy starsze siostry. Siostry są starsze o 10, 7 i 6 lat. Przed dokonaniem czynu miał z siostrami dobry kontakt. Od czasu czynu rodzeństwo nie kontaktuje się z nim. Siostry są zdrowe. Wszystkie są mężatkami, mają własne rodziny. Ojciec pacjenta zmarł w 1992 r. w wieku 55 lat. Ojciec nadużywał alkoholu. Z tego powodu w domu dochodziło do awantur i przemocy. Matka pacjenta wyprowadziła się. Matka zmarła w wieku 79 lat, po pobiciu przez badanego. Do piątej klasy szkoły podstawowej uczył się dobrze, potem słabiej „nikt mi w nauce nie pomagał”. największe problemy sprawiała mu matematyka.Z tego powodu powtarzał siódma klasę. Do szkoły rolniczej pacjent uczęszczał niechętnie i został „wydalony”. Przez 2 lata odbywał służbę wojskową podczas której nie miał problemów. potem pracował w rożnych miejscach, m.in. przy kopaniu rowów, w lesie, u sąsiada, wyjeżdżał do Niemiec na zbieranie winogron i truskawek. Ożenił się po roku znajomości.  – miał wtedy 29 lat, zona o 3 lata młodsza. Mają dwoje dzieci: syn ma 16 a córka 13 lat. dzieci są zdrowe. Dobrze się uczą. Małżeństwo na początku układało się dobrze, jednak później zona zaczęła mieć do niego pretensję, że nie pracuje. Niechętnie potwierdza, że bił zonę: „Bo ona ciągle miała do mnie pretensje”. W 2013 roku zona z dziećmi odeszła od niego „z powodu tej choroby”.

Psychiatrycznie zachorował w 2004 roku. Zaczął podejrzewać żonę, że go zdradza. Był 3 razy hospitalizowany psychiatrycznie – „szedłem do szpitala, bo zona tak chciała”. Przyznaje, że powodem kolejnych hospitalizacji było przerywanie terapii.

Pytany o picie alkoholu podał, że kiedy mieszkał z żoną „zdarzało mi się wypić piwo” natomiast po rozstaniu z zoną przestał w ogóle pić alkohol.

Pytany o okoliczności czynu zabronionego podaje, że przed czynem pewien czas nie przyjmował leków, halucynował słuchowo. To zaniepokoiło jego matkę i siostrę, które zadzwoniły po pogotowie. Pogotowie zabrało go, jednak został przewieziony do szpitala ogólnego, gdzie po rozmowie z lekarzem wrócił do domu. Następnego dnia do jego domu przyszła matka z siostrą. „Nie wiem, co mi się stało, że tak zrobiłem, uderzyłem matkę cztery razy kijem, potem wróciłem do domu”. podczas początkowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym niechętnie informuje, że wymagał stosowania przymusu bezpośredniego, odmawiał przyjmowania posiłków i leków.

Aktualny stan psychiczny

Świadomość jasna, prawidłowo zorientowany co do miejsca, czasu i własnej osoby. Spokojny. Wygląd zewnętrzny bez oznak dziwaczności. Afektywni blady, jednostajny. kontakt emocjonalny powierzchowny. Spontanicznie nie rozpoczyna rozmowy. Wypowiedzi zdawkowe. Urojeń nie wypowiada. Zaprzecza aktualnie doznawaniu halucynacji, ale potwierdza, że w przeszłości słyszał głosy, które namawiały go do robienia „różnych rzeczy”. Głosy ustąpiły po włączeniu leczenia w Choroszczy. Funkcje poznawcze w badaniu orientacyjnym w normie. Sen, apetyt w normie. Neguje występowanie agresywnych zamiarów wobec innych osób.

Wnioski z omówieniem

Po badaniu psychiatrycznym i psychologicznym uczestnika J przebywającego w ramach środka zabezpieczającego w Regionalnym Ośrodku Psychiatrii Sądowej w SG, zaznajomieniu się z aktami sprawy oraz dokumentacją aktualnego leczenia w szpitalu psychiatrycznym stwierdzamy:

1. U uczestnika postępowania J rozpoznajemy chorobę psychiczna w postaci schizofrenii paranoidalnej obecnie w okresie poprawy uzyskanej w czasie obecnej trwającej od 2014 r hospitalizacji w ramach wykonywania środka zabezpieczającego. Choroba ta występuje u niego od co najmniej 2004 r i przebiega przewlekle  z okresami wyraźnego nasilenia i okresami niepełnej poprawy. W okresach nasilenia U J występują wyraźne objawy choroby i bardzo zaburzone zachowanie. W okresach poprawy ostre objawy choroby są wyraźnie mniej nasilone, poprawia się jego funkcjonowanie. W czasie obecnego badania nie stwierdziliśmy u J tzw. wytwórczych objawów psychozy. Otrzymują się miernie nasilone tzw. użytkowe objawy choroby psychicznej. Nie potrafi on w pełni krytycznie ocenić swojego stanu zdrowia. Ma niepełny wgląd chorobowy. Niedostatecznie krytycznie ocenia wcześniejsze zaniedbania w prowadzeniu leczenia psychiatrycznego oraz swoje nieprawidłowe zachowania w relacjach z innymi osobami.

2. Uważamy, że aktualnie zdolność J do samodzielnego kierowania swoim postępowaniem a także do prowadzenia swoich spraw jest ograniczona. Rozumuje on swoją sytuację prawną i socjalną w stopniu umożliwiającym podejmowanie rozsądnych decyzji odnośnie właściwego odżywiania się, dbania o wygląd zewnętrzny i ubiór, gospodarowania pieniędzmi w zakresie codziennych wydatków. Z uwagi jednak na fakt przewlekłego utrzymywania się u uczestnika niektórych objawów choroby psychicznej, zwłaszcza jego niedostateczny krytycyzm w ocenie swojego stanu zdrowia i potrzeby leczenia a także swoich relacji rodzinnych uważamy, że powinien korzystać on, przy podejmowaniu decyzji dotyczących ważnych spraw życiowych i urzędowych, np. majątkowych lub dotyczących jego leczenia (np. zgody na leczenie), z pomocy innej osoby godnej zaufania. Nie sądzimy natomiast, aby taka pomoc była mu potrzebna w codziennych sprawach życiowych.

3. Aktualnie uczestnik rozumie zadawane mu pytania i na wiele z nich odpowiada rzeczowo. W naszym przekonaniu może być wysłuchany przez sąd.

4. Uczestnik potrafi czytać i aktualnie rozumie treść pism urzędowych. Uważamy, że celowe jest dostarczenie mu korespondencji sądowej.

To tyle

I aż tyle

Jest bezkrytyczny wobec tego co zrobił.

Gdyby mnie zabił tez by nie wiedział co zrobił. Tak jak matkę, powiedziałby, że „przytrzymałem ją dłużej za szyję a ona przestała oddychać. Nie wiem dlaczego…” Ciało zaciągnąłby do piwnicy… A dzieci… NIE!!!!! STOP!!!! Tak mogło być, ale tak nie było.  Zdążyłam się wyrwać i uciec razem z dziećmi.

R przestraszył się, że go wypuszczą. Kiedyś na pewno, ale teraz jest jeszcze za wcześnie.

Powiedział, że chce wrócić do domu, do żony i dzieci. Przecież TEN DOM przestał już istnieć. TEGO DOMU już nie ma.

Suche fakty.

Listy leżą. Muszę dać znać prawnikowi, że je mam. Pora na rozprawę rozwodową…

****

K napisała:

A , być może uda mi się wyczaić dodatkową pracę. Nie zarobię kokosów, ale miesięcznie jak się sprężę powinnam zarobić z 500 zł :). Działam i nie ustaję…każdy dzień przynosi coś nowego. Dzięki Tobie zmieniłam podejście do sytuacji…przestałam wnikać…zostawiłam to…dbam o siebie, a przede wszystkim o dzieci, codziennie szukam mieszkania…Psychoza rozwija się na maksa. Doszły mnie słuchy, że zastępca dyrektora dopytywał nauczycieli co dzieje się z Jarkiem, bo jej się nie podoba, bo jest jakiś dziwny…Powoli zaczyna wychodzić szydło z wora. Myślę, że zbliża się trzeci etap choroby – robi się autystyczny i pomalutku traci kontrolę nad sobą, wypala się, a świat jego przeżyć robi się pusty, blednie…,a ja cierpliwie czekam. Od ostatniego czasu praktycznie ze mną nie rozmawia – mijamy się. Rano często zadaje mi pytania jak mogłam zniszczyć własnego męża? Ile mi za to dali? Czego od niego chcą? Prosi, abym zostawiła go w spokoju i nie spiskowała…milczę wtedy….w atakach ostrej psychozy nie ma co dyskutować. Stronię od niego i wszędzie zabieram ze sobą dzieci, nawet śpię z nimi…pilnuję ich. Pod poduszką trzymam gaz ( chociaż wiem, że muszę być ostrożna – wnosząc po Twojej historii ), ale go mam, bo czuję się bezpieczniej. Znajomi są poinformowani, śpią z telefonami – wszyscy czekamy na wybuch. W kościach czuję, że to już niebawem nastąpi…cierpliwie czekam. Choroba wyjdzie, a czas zrobi swoje. Pani u której byłam na konsultacji wczoraj w poradni rodzinnej, powiedziała mi bardzo mądre słowa: przyjdzie taki moment, że on będzie chciał się leczyć, bo nie wytrzyma sam ze sobą…to będzie moment, w którym ty musisz być silna. Generalnie pokierowała rozmową tak, że uświadomiłam sobie jeszcze bardziej słuszność swojej decyzji o odejściu – zdecydowałam, postanowiłam, nie chcę z nim mieszkać. Uważam, że ta cisza w psychozie i pozorny spokój wcale nie wróżą nic dobrego. Zawsze bałam się milczących i dziwnie spokojnych ludzi….P.S. N dostał 6 z angielskiego – oboje przygotowaliśmy się do kartkówki :). To duży sukces!!! Nie zrobił ani jednego błędu. Jestem dumną mamą :) dwójki cudownych dzieci – jestem szczęściarą :)

 

Tak…

Odpowiedziałam: :-)

Nic więcej. Nie czuję się upoważniona, do zabierania głosu. I tak za dużo powiedziałam.

Wtorek, 10:08

Wolna godzina

Przybiegłam do domu, bo kot był na dworze. Musiałam go wpuścić, bo szkoda mi sierściucha a młodzież czasami jest okrutna.

Wpadłam do domu. Kot już czekał na schodach, jak zwykle przestraszony.

Wstawiłam wodę na herbatę i odpaliłam laptopa

Przejrzałam pocztę

List od K już był:

Zatytułowała go ” Jakie to podobne”
Dwie różne rodziny, dwie różne kobiety…, a tak podobne historie. Dziś rano mąż zadał mi pytanie: „Z kim się pierdolisz”? w brzmieniu mniej więcej takim jak: „o której wracasz z pracy kochanie…?”. Ma dziś jechać do Warszawy do terapeuty. Może jeździć i nawet tam nocować – i tak nic nie pomoże, bo widzę co się dzieje. Denerwuje się, bo od wystąpienia rzutów choroby nie sypiam z nim, nie okazuję mu czułości, bo nie umiem tego robić, a nie mam zamiaru robić czegoś wbrew sobie. Mam wynajęte mieszkanie – tyle, że daleko – na drugim końcu miasta. Gdyby oddał mi samochód mogłabym wynajmować je nadal, bo miałabym wtedy czym wozić dzieci do szkoły. Dziś  – po tej terapii spróbuję z nim porozmawiać. Będę chciała, żeby napisał mi oświadczenie, że przekazuje mi w darowiźnie samochód…może się uda. Muszę ewakuować się póki czas…, a czuję, że jest go coraz mniej. Straszy mnie, że załączy smsy, w których niemal rok temu rzucałam w niego wulgaryzmami – złoży doniesienie do prokuratury, a ja nie mogę być karana, bo stracę pracę. Jest okrutny w tej swojej psychozie…masakra. Nie ma skrupułów…., mimo wszystko chyba jednak on czuje, że coś z nim dzieje się nie tak, że jest nie wesoło, bo skoro sam chciał jechać do Warszawy to już nie przelewki. Nasze prawo jest kulawe. Chroni chorego, a rodzinę pozostawia na pastwę…Najbardziej boję się tego, że będzie szarpał się ze mną o dzieci, że jak weźmie je do siebie to nie będzie chciał ich oddać. Nie mogę liczyć na jego słowo, bo ono zmienia się jak chorągiew na wietrze. I koło się zamyka. Ma pełnię praw rodzicielskich. Może zabrać dziecko ze szkoły, z przedszkola…może to, co każdy rodzic. To jest mój największy straszak. Nie wiem czemu ja się tak cholernie boję…prokuratury? …Sądów?….Nie chce mi się łazić tam i prać swoje brudy przez psychicznego męża…Wiem jedno: mimo tego strachu muszę spieprzać póki jeszcze nie nastąpił 3 etap choroby – ostatni i najgorszy. Teraz Ci się czymś pochwalę…Wiesz, że zapłaciłam 1000 zł za mieszkanie i rachunki i z wypłaty zostało mi jeszcze jakieś 100 zł na plusie – dodam, że wyprawki dla dzieci kupowałam sama :)… tak się pocieszam, że dałam jakoś radę i wcale nie było tak tragicznie :)”

Bardzo podobne

Zimno już na dworze

Idzie jesień

Odpisałam:
Sytuacja bardzo podobna. Ty mówisz o cykającej bombie – ile razy ja używałam tego określenia czując się jak w potrzasku.
Wiem, że się boisz, że nie dasz sobie rady sama a mimo to dajesz sobie rade będąc z nim, będąc w permanentnym strachu i pod presją. Radzisz sobie.
Ja też bałam się sądów. Dulszczyzna przede wszystkim. Pranie brudów we własnym domu, ale czasami ten dom staje się pralnią zbyt przeładowana brudami, których nie jesteśmy w stanie ogarnąć. I co wtedy??? Czy nie lepiej radzić sobie z tym metodycznie i z pomocą innych. To żaden wstyd i żadna ujma na honorze. Czasami trzeba być suką… albo bardziej elegancko „zołzą”. A co do pieniędzy – kiedy będziesz sama, będziesz mogła ubiegać się o podwójne 500+, kiedy będziesz wynajmować mieszkanie
legalnie, będziesz mogła się ubiegać o dofinansowanie od urzędu miasta, BĘDZIESZ MIEĆ alimenty – sąd na pewno je przyzna, masz wypłatę… Kobieto…
Piszesz o psychozie męża i o tym, że żaden lekarz nie stwierdził schizofrenii. Odważ się w końcu jechać z nim do psychiatry. Opowiedz najpierw swoją wersję a później poczekaj na wersję męża i wysłuchaj tego co mówi lekarz. To niemożliwe, żeby żaden lekarz specjalista nie stwierdził objawów chorobowych. Pozostawiając jemu wolną rękę w przypadku leczenia, zostajesz z niczym. Rozpoznana schizofrenia jest podstawą do działań w temacie rozwodu, zatrzymania przy Tobie dzieci, alimentów i Twojego
spokoju. Rozwód tylko z orzeczeniem o jego winie. To Ciebie uchroni przed możliwymi roszczeniami finansowymi z jego strony. Jeżeli nie będzie sobie radził, może się ubiegać o alimenty od ciebie. Nie zaniedbuj wspólnej wizyty u psychiatry. Nie dawaj mu wolnej ręki, jeżeli chcesz konkretów. W naszej sytuacji – takich kobiet jak my – nic nie można zostawić, aby działo się samo. Nic, co dotyczy bezpieczeństwa Twojego i Twoich dzieci.

K:
A , o wspólnej wizycie u psychiatry nie ma mowy. On nie ma zamiaru nigdzie ze mną iść. Nie ma takiej opcji. Próbowałam na różne sposoby, kombinowałam…nic tego…To, że nikt nie stwierdził mu objawów, to niestety prawda  – pierwszy psychiatra, stwierdził F.20 Zespół Paranoidalny, drugi zaburzenia adaptacyjne, a trzeci – biegły, uznał, że potrzebna jest mu konsultacja psychiatryczna, ale w zasadzie to on nic nie stwierdza, bo za mało ma materiału….Mi nie pozostaje nic innego, jak zostawić go w świętym spokoju. Na siłę nie zaciągnę go do lekarza – bo się nie da. Nie chce iść i koniec. Nie mam zamiaru sądzić się z biegłym, który wydał opinię i żądać powołania jeszcze jednego zespołu biegłych…, żeby udowadniać, że jest chory. I tak dużo mnie to wszystko kosztowało…na więcej nie mam siły, boję się, nie wykrzesam więcej…chyba, że sytuacja zmieni bieg i będę zmuszona. W razie czego mogę prosić, aby sąd wyciągnął dokumentację z przebiegu konsultacji, na które jeździ do Warszawy. Sytuacja byłaby prostsza, gdyby dzieci były starsze, bo wtedy same mogłyby zadecydować z kim chcą mieszkać…, ale nie są starsze, są małe :(…Z drugiej strony nie wiem czy mój mąż będzie zabiegał o opiekę nad dziećmi, godziny pracy mu nawet na to nie pozwalają. Norbert kończy po 13.00, Maja po 15.30, a wtedy on wychodzi do pracy. Kto miałby się nimi zająć? Teściowa ? – wykluczone!!! nie będzie jej się chciało. Jest za wygodna…Po wtóre – nie powinnam szukać racjonalnych posunięć u psychicznie chorego człowieka – za każdym razem to sobie powtarzam i za każdym razem robię tak samo. Nie mogę mu też zakazać kontaktów z dziećmi, bo nie jest wobec nich agresywny. Jest dość dobrym ojcem i nie zauważyłam nic, do czego mogłabym w tych relacjach się przyczepić. Żaden sąd mu tego nie zakaże, bo nawet w sprawie o ustalenie pobytu dzieci sąd w trybie zabezpieczenia postanowił, że dzieci są przy mnie, ale jemu umożliwił kontakty, zabieranie dzieci poza miejsce zamieszkania – za zgodą matki. Nic mnie to nie ratuje…..w szkole ma zajebistą opinię. Dyrektorka napisała mu taką, że każdy chciałby, aby pracodawca miał o nim takie zdanie…

Odpowiedziałam:
To pozostaje czekać. Od Ciebie zależy, co wybierzesz…

To wszystko

Koniec tego wspierania. Ja nic już nie mogę…

Poniedziałek, 09:38

Śniła mi się matka. Prała moje rzeczy. Miała mi za złe, że mam tyle brudów, które upycham w koszu. Coś krzyczała.

Obudził mnie ból w klatce piersiowej. Silny i gniotący. Poszłam do kuchni po wodę. Szklankę postawiłam na parapecie okiennym. Blisko mojej głowy. Popijałam z niej parę razy. Nie wyspałam się. Jestem bardzo zmęczona…

Odpowiedziałam K na list:

K Ty już decydowałaś. Rozumiem Twoje postępowanie. Jesteś przerażona tym, co dzieje się od jakiegoś czasu. Moja historia też nie podbudowała Cię pozytywnie. Zawładnęły Wami silne emocje. Boicie się siebie na wzajem…
Po odejściu też nie będzie lekko…
Wiesz dlaczego tak przypominam o terapii? Bo na terapii odkryjesz podświadome mechanizmy, które kierują Twoim postępowaniem. Sytuacja się nie zmieni, ale zmieni się Twoje spojrzenie na sytuację. Z chorobą, jakąkolwiek, i kogokolwiek, trudno się pogodzić. Choroba zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie i wywraca nasz świat do góry nogami. Dobry terapeuta pozwoli zrozumieć siebie i swoje postępowanie.
W mojej pracy jest księgowa, której mąż choruje na schizofrenię paranoidalną. Są ze sobą. Niektórzy mówią, że ze względu na jego wysoką rentę… Wychowali trzech synów. Rozmawiałyśmy kiedyś często ze sobą. Ona mówiła o swoim mężu a ja o swoim. Jej nie był agresywny, tylko upierdliwy w psychozie. Tak jak Twój w nocy rozświecał światło, wychodził, przyczepiał się o kochanków, hałasował, czasami w ostrym stanie urządzał kłótnie i wyrzucał ją z domu.
Kurde, nie wiem dlaczego to piszę…Może dlatego, że sytuacja sytuacji nierówna… Nie wiem…
Ja chciałam uciec przez małżeństwo z przemocowej sytuacji w swoim domu rodzinnym. Od alkoholu i przemocy. Wpadłam w przemoc i chorobę psychiczną męża. W domu sobie nie radziłam i nie poradziłam sobie w małżeństwie. Po ucieczce też sobie nie radziłam ze sobą – wynajęłam mieszkanie od faceta przemocowego i z zaburzeniami psychicznymi (depresja po stracie żony) – znów powieliłam swoją matrycę. Wszystko byłoby ok, gdybym dała się oszukiwać i była dla niego pielęgniarką, opiekunką do jego dzieci,
ale… Coś zaczęło mi się nie podobać. (opisałam to w postach na blogu – „Słowa jak węże do ucha” i a później w poście „Zamknij buzię…”) Udało mi się wyprowadzić od tego człowieka do spokojnego miejsca, obecnego mieszkania.
Chodząc na terapię dowiedziałam się, dlaczego dokonywałam takich wyborów. Zaczęłam poznawać siebie. Teraz jestem dużo spokojniejsza – o siebie. Po to jest potrzebna terapia. Nie jest łatwa i przyjemna, ale pozwala dotrzeć do siebie prawdziwej i dowiedzieć się dlaczego postępujemy w taki sposób.
Pozdrawiam

 

Nie wiem, czy dobrze robię wchodząc z nią w dialog. Nie wiem. Jej sytuacja, mimo choroby, jest inna od mojej. Oni, dwoje wykształconych ludzi, z tzw. klasy średniej a ja … z alkoholowego domu, przemocowego, później ….

A w dupie to mam. Jak długo będę rozdrapywać stare rany????

 

Dlaczego te bóle w klatce nie  mijają? Dlaczego nie przechodzą? Męczę się z nimi

List od K :
„Nie wyobrażam sobie”
Nie wyobrażam sobie takiego życia i wiem, że na dłuższą metę to nie zda egzaminu. Nie da się żyć z psychicznie chorym człowiekiem, bo to życie jak na bombie. Nie jestem zdolna do takiego poświęcania – kosztem dzieci i swoim. Zdecydowałam, że odchodzę…, zresztą ja już dawno odeszłam. Myślałam tylko, że coś przemyśli, że się zastanowi, że pójdzie do lekarza i weźmie leki… To jednak scenariusz dla optymistów. Mnie to nie dotyczy. Przez ten weekend otworzyłam oczy: nic lepszego w kwestii leczenia się już nie wydarzy, a ja powiedzmy otwarcie: boje się schizofrenii – tym bardziej nie leczonej i jej następstw. Nie mam na co czekać, bo na co? Aż będzie lepiej? Nie będzie…Jak może być lepiej, kiedy on tego nie leczy? Mam dość tego jego chorego świata i tej „dyskoteki” w jego głowie, słuchania opowieści jak z Jamesa Bonda. Nie chce…to nie. Marnuję tylko czas i energię, którą mogłabym poświęcić na coś zupełnie innego. Już na samą myśl jak mam wracać do domu to robi mi się nie dobrze i najchętniej spałabym w tej pracy, gdybym miała taką możliwość. Wkurza mnie to!!!!!!!!!!!! Jestem wściekła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Mam dość!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie dawno skończyłam przyjmować antydepresanty i leki, które niwelowały lęk…za chwilę będę je brać ponownie, bo przestanę wytrzymywać. Dla dzieci to też za dużo – ojciec, który ma loty  i matka wiecznie przejęta, z przyklejonym uśmiechem na twarzy i depresją. Nie mogę na to patrzeć. I powiem więcej…wczorajsza sytuacja rozwaliła mnie na kawałki: N miał swoje 2 zł – dostał je od babci, żeby kupić sobie batona. W drodze do domu zajechaliśmy wszyscy do sklepu. N wszedł do środka, żeby dokonać zakupu, a ja z M i mężem czekaliśmy w samochodzie. Synek wrócił, wsiadł do samochodu, zapiął pas..ruszyliśmy…w drodze moje dziecko wyciąga z kieszeni szminkę do ust i mówi: „mamusiu, kupiłem dla Ciebie, bo widziałem, że nie masz…wybrałem cytrynową”, a mnie aż ścisnęło gardło…mówię: „Synuś to były pieniążki dla Ciebie, żebyś kupił coś dla siebie”…, a on na to: „Chciałem, żebyś Ty miała, a jak będę miał więcej, to kupię dla Ciebie sukienkę – taką, żebyś miała do pracy”…Wiesz co się dzieje w mojej rodzinie? ….Zaczynają pojawiać się mechanizmy – jak w rodzinie dysfunkcyjnej – Najstarsze dziecko zaczyna przejmować rolę rodzica, gdyż widzi jego niewydolność, opiekuje się matką, bo czuje jej niepokój, jej strach, podświadomie wykluczyło ojca z rodziny. Jest do niego wrogo nastawione, bo postrzega go jak potencjalne zagrożenie dla jego matki, czuje do niego wściekłość i rozgoryczenie, gniew za to jaki jest…Niemniej jednak, szminka za 1.99 jest moim najcenniejszym kosmetykiem i nie oddam jej nikomu, ani nie zamienię się z nikim…Jest bardzo wartościowym prezentem. Mój mąż oczywiście tylko się uśmiechał…nic nie czai…Powiedział do mnie, że żałuje, że nie dałam mu jeszcze jednej szansy. On w ogóle nie bierze pod uwagę tego, że jest chory. Wczoraj przyszedł i mówi: „K , a co jak okaże się, że ja sobie to wszystko wymyśliłem?, że się pomyliłem? Że to nie prawda”…odpowiadam: „Wtedy okaże się, że jesteś po rozwodzie – bo poświęciłeś rodzinę za cenę swojego ego, bo nie chciałeś iść do lekarza i wziąć leków. Wtedy okaże się, że nie masz przyjaciół, bo wszyscy się od Ciebie odwrócili – bo stali się dla Ciebie obcy, po tym jak oskarżyłeś ich o udział w spisku. Wtedy okaże się, że za cenę swoich przekonań – które nie są prawdziwe zostałeś sam w swoim szaleństwie”…”Ja już nie zrobię nic poza tym co zrobiłam do tej pory. Starałam się, ale mi nie wyszło. Próbowałam, ale na marne. Daje Ci więc wolną rękę. Nie mogę decydować za Ciebie i wybierać tego, co moim zdaniem dla Ciebie jest lepsze. Sam musisz chcieć, sam musisz rozumieć, sam musisz dostrzec. Jedyne czego mogę Ci życzyć i czego z całego serca Ci życzę to to, abyś odnalazł spokój…”. Powiedziałam też, że więcej nie podejmę już tematu choroby, leczenia itp. i nie mam zamiaru więcej tego robić. Jestem na etapie szukania mieszkania – na razie do wynajęcia. Mam nadzieję, że uda mi się wynająć coś w miarę dobrej cenie i z perspektywą zakupu.

A , Ty jak odeszłaś jak dałaś radę finansowo? Miałaś jakieś oszczędności? Z czego żyłaś? Ja chyba najpierw załatwię rozwód, alimenty itp., a potem wyprowadzka, choć nie wiem czy to dobra kolejność, bo może powinnam inaczej…no nie wiem. Zastanawiam się, tu chyba nic nie można planować…taka choroba.

I później napisała jeszcze:
I takie to jest życie…ciągle się waham, ciągle nie wiem co pierwsze, co załatwiać najpierw. Jak przemyśle to tak sensownie, to rzeczywiście lepiej poczekać aż sąd zasądzi alimenty i rozwód, bo wtedy będzie musiał się z tego wywiązać. Jeśli wyprowadzę się teraz, a on nie będzie płacił? Bo i tak może być…Nie wiem….wiem jedno – za cenę spokoju zrobiłabym wiele….choć tego spokoju pewnie długo nie będę miała. Dobrze, że mi o tym piszesz…., dobrze, bo coś sobie uświadomiłam – wyrzucanie z domu? Zdrady?….grrrrr……….współczuję tej kobiecie, tak jak współczuję sama sobie i całej swojej rodzinie. Czy ja mam żyć w permanentnym strachu? Czekać od psychozy do psychozy? Nakłaniać do leczenia? Prosić? Chodzić na paluszkach i obchodzić się jak z jajem, aby czasem nie dostał szajby? A gdzie my? Gdzie tu miejsce na dzieci i na mnie? Gdzie tu bezpieczeństwo i spokój? Gdzie tu troska? I wiesz co? Z nim jest jeszcze gorzej niż z dzieckiem? Bo moim dzieciom da się wytłumaczyć, a jemu nie…!!!! Komu mam tłumaczyć? Schizofrenii? Ona tego nie zrozumie…Prawa matematyki zadziałały – albo 3 ofiary, albo 1. Wiem, że to brutalne, niestety jednak tak cholernie prawdziwe….Ja nie jestem zła….Ja jestem WKURWIONA!!! Nasze życie stoi pod znakiem zapytania, co bym nie zrobiła to i tak źle…życie to ciągłe wybory, ciągle podejmowanie decyzji, ciągłe dojrzewanie do czegoś. Nigdy nie zrobię już dalekosiężnego planu na przyszłość…CHCESZ ROZŚMIESZYĆ BOGA? TO POWIEDZ MU O SWOICH PLANACH…

Odpisałam do K :Przeczytałam
Myślałam o Tobie
Ty już wybrałaś – wiem powtarzam się.
Masz rację, spokój dzieci jest najważniejszy. Twój spokój jest najważniejszy.
Jak to było u mnie…
On od świąt wielkanocnych przestał brać leki. Minęła końcówka marca. W połowie kwietnia zaczęłam się rozglądać za mieszkaniem. W międzyczasie on zmienił konto bankowe, odciął nas od swoich pieniędzy. Wściekłam się. W maju złożyłam wniosek o alimenty. On się przestraszył i powiedział, że jednak będzie dawał 200 zł na dzieci. Śmiech na sali. Moja wypłata była na wszystkie opłaty, utrzymanie domu, dzieci, samochód, na wszystko a on wspaniałomyślnie będzie dokładał 200 zł.  Kiedy wezwanie z sądu do niego dotarło był wściekły a jego matka wzywała mnie od kurew, dziwek i pasożytów!!!! Dlaczego? Dlatego, że nie chciałam już utrzymywać jej syna a przecież robiłam to 12 lat. I wiesz co było najgorsze, że czułam się winna, że obarczam go kosztami. Chore!!! Sąd przyznał 500 zł na dwoje dzieci.
Pod koniec czerwca, kiedy psychoza była już bardzo rozwinięta ja wpadłam na „wspaniałomyślny” pomysł, żeby porozmawiać z nim o tymczasowej separacji. Mieszkanie już czekało. Przewiozłam po cichu osobiste rzeczy. Pamiętam jak wieczorem zaczęłam z nim rozmawiać. Wiedziałam, że chcę odejść, wziąć rozwód a mówiłam o separacji, o tymczasowej wyprowadzce… Pamiętam jak powiedziałam, że chcę zobaczyć, czy będzie o siebie dbał, czy zacznie leczenie, czy będzie odpowiedzialny, bo przecież jest ojcem dwójki dzieci. On słuchał… Poprosił nawet o leki… Wziął opakowanie i przy mnie włożył sobie do ust jedna tabletkę i poszedł do piwnicy. Tam mieliśmy kotłownię. Później okazało się, że spalił leki. Dzieciaki się pomyły a ja położyłam się do łóżka. Przyszedł i usiadł na krawędzi. Napisałam o tym w poście „Wspomnienie jak ciernie” No i zaczęła się jazda… Efekt był taki, że w piżamach, z dziećmi, ja spryskana gazem pieprzowym, znaleźliśmy schronienie u sąsiadki. Rano pojechałam na obdukcję. Jego wzięło pogotowie do szpitala, z którego uciekł dwie godziny po przywiezieniu. W domu zostały moje rzeczy. Nie mogłam ich wziąć, bo bałam się tam jechać. Zostaliśmy w ubraniach od sąsiadki. To co się działo tamtej nocy to horror. Brat zawiózł mnie do prokurator, bo chciałam wziąć chociaż łóżka dla dzieci i chciałam ją poprosić o pomoc.  Na czymś musieliśmy spać. Nie dostałam asysty policji. Prokurator zapewnił mnie, że policja będzie w pogotowiu, w razie czego mam tylko zadzwonić. On był w domu. Miałam załatwiony samochód do przeprowadzek. Sprawnie zabrałam podstawowe sprzęty z domu, które wcześniej kupowałam, jakbym wiedziała i przygotowywała się do wyprowadzki.
Mówiłam podobnie do Ciebie – ja już wcześniej od niego odeszłam, odeszłam od pierwszego rzutu chorobowego. Byłam z nim tylko z obowiązku, dla ludzi, dla pracy – księdza. Męczyłam się i tak jak Ty, zaliczałam depresję i poczucie bezsensu swojego życia.
Wiesz co usłyszałam od niego, kiedy się wyprowadzałam, że jestem dziwką, łasą na pieniądze. Spuścił spodnie i kazał sobie… Kurwa, Karolino, dlaczego chorzy mają więcej praw od zdrowych, lepszą ochronę, nawet w sądzie będą mówić, że oni nie wiedzą co robią i co mówią, nie odpowiadają za swoje czyny i słowa a te słowa i czyny tak cholernie ranią i niszczą. I to my mamy czuć później winę, że nie zostaliśmy, że nie wytrzymaliśmy. Nie wiesz nawet jak ja jestem wkurwiona, jak bardzo rozgoryczona i upokorzona.
Jak sobie radziłam?
Normalnie. Od początku małżeństwa to ja byłam żywicielem rodziny. Nauczyłam się jak za 1200 zł ogarnąć 4 osobową rodzinę. Później, wraz z wyższymi stopniami awansu zawodowego, dostawałam podwyżki. Pracowałam w dwóch szkołach. Odłożyłam sobie pieniądze na samochód. Nauczyłam się oszczędzać. Kiedy odeszłam od niego najbardziej bałam się opłat za wynajem. Dałam radę. Płaciłam za mieszkanie 1200 zł i dojeżdżałam do szkoły 5 km. Alimenty raz były raz nie. Dopiero kiedy trafił do szpitala za
zabójstwo, alimenty zaczęły spływać regularnie. Może nie mamy kokosów, ale starcza na życie. 13-tkę i zwrot z podatku odkładam na wakacje. Dzieci nie chodzą głodne, źle ubrane. Teraz mam tańsze mieszkanie. Starczy na wszystko i mam mega bonus – ŚWIĘTY SPOKÓJ. Było warto!!!
Kiedyś przeczytałam opowieść Ingi Zawadzkiej – zamieściłam go na blogu „Skok – jest wiele kobiet, które się go boją” przeczytaj. Mi pomógł.
Ufff, ciężko wracać do przeszłości. Cholernie ciężko.
Dziewczyno, rób co chcesz, żeby czuć się bezpiecznie. Życia nic nie zwróci a dzieciom potrzebna jest zdrowa matka. Zdrowa i pogodna.
Nie napisałaś mi, że leczyłaś depresję. Z tego co przeczytałam, Twoi rodzice żyją, więc jakieś wsparcie będziesz miała.
Do Ciebie należy decyzja.
A co do planów??? Wiesz, mój terapeuta przez długi czas pracował ze mną nad poczuciem „tu i teraz”. Widać to po wpisach na blogu. Wczorajszy dzień już był, jutrzejszy dopiero będzie a najważniejszy jest dzień dzisiejszy. Plany??? Planem jest uśmiech na dziś, przytulenie dzieci, buziaki dla nich, śniadanie, obiad i kolacja. Noc i sen… A później, jutro, będzie następny dzisiejszy dzień. To jest plan!

Niedziela, 21:08. Kiedy nim rządzi chory umysł…

Chcę się przyjrzeć ostatniej „korespondencji” z chorym psychicznie

Zaglądał na mojego bloga, wpisywał komentarze aż w końcu to co zaczął wypisywać przestało mi się podobać. Nagle zaczął atakować…

Wysłany 05.09.2016 o 09:33 (On)

Somatyzacja? Dzięki Tobie przynajmniej umiem nazwać to, co mnie sparaliżowało.

 Ja -Wysłany 05.09.2016 o 09:36
Ooooo witam!!! A już myślałam, że zrezygnowałeś z pisania bloga! Witaj wśród żywych! No opowiadaj, co Cię dorwało…

On -
Wysłany 05.09.2016 o 13:57
Gdybym pił, powiedziałbym że to klasyczne delirium, choć bez białych gryzoni i różowych słoni. Na wszelki wypadek od wczoraj odstawiłem nawet papierosy (będzie jakiś pożytek). Nie ma niczego, co mogłoby naruszyć moją równowagę chemiczną, więc to się gdzieś wydobywa z głowy. Może to dlatego, że niedługo minie rok. Może za dużo rzeczy codziennych, bieżących nawarstwiło się i gniecie. Może nadchodzące urodziny. Nie umiem stwierdzić.

Ja – Od czego rok??? Wypowiedz to na głos, napisz i się temu przyjrzyj.A co do delirium są na to rady – lekarz i terapeuta. Najłatwiej dać spokój i odejść. Najtrudniej walczyć

Poniedziałkowy wpis (mój) o samobójstwie brata i braku chęci do leczenia Jarosława, na który on odpowiedział:

Wysłany 07.09.2016 o 21:51
Może powinnaś zostać terapeutą? Właściwie już wszystko wiesz o wszystkim.

Niczego nie świadoma odpowiedziałam:
Hej – wyczuwam sarkazm. A terapeutą nie zostanę – jestem na to za stara i nie mam tylu pieniędzy :-P A pisanie pomaga. Prawdziwe pisanie, takie odsłanianie siebie, ekshibicjonistyczne, ale bez twarzy. Kiedy prowadziłam tamtego bloga nie pisałam tego co tu. Tu jest inaczej. Wyrzucam a później wiem o czym mam mówić na terapii. Przyglądam się temu a później całe te gówno mniej boli, aż przestaje boleć zupełnie. Cała tajemnica

Wysłany 07.09.2016 o 22:42
A to po to piszemy? Żeby mniej bolało? Rozumiem. Bo wiesz, przez moment myślałem, że piszemy po to, żeby dać komuś okazję do obdarzenia nas kilkoma sekujących i kastrujących uwagami, oraz możliwość rozpłynięcia się w narcystycznym samozadowoleniu. Zaprawdę nie wiem, skąd mi się wzięło to wrażenie.
Ja odpowiedziałam następnego dnia:
Kurde nigdy nie wiem co was kastruje a co daje wzmocnienie waszego męskiego ego. Nigdy tego nie wiedziałam. Dla mnie ciągle jesteście z innej planety. W notce o sobie napisałam fragment tekstu, nie mojego, niestety: „Słowa same poprowadzą. Słowa wszystko na wierzch wywleką. Słowa i z najgłębszej głębi wydrą, co gdzieś boli i skowycze. Słowa krwi upuszczą i od razu lżej się robi (…). Bo słowa to wielka łaska.” i tego się trzymam. Prowadzę dziennik terapii. Nie obchodzi mnie czy ktoś będzie się nad tym rozpływał w zachwycie, czy będzie krytykował i tak będę pisać. Czasami tylko zastanawiam się, co by było gdyby osoba którą opisuję to przeczytała. Byłaby pewnie draka i zajebisty foch do końca jego dni, ale podobno tak mają dzieci DDA – takie myśli, co ktoś o nich myśli i koniecznie, żeby dobrze myślał. A co do Twojego narcystycznego zadowolenia – owszem panie się rozpływają nad Twoim pisaniem, więc… keep on going
Długo nie musiałam czekać:
Wysłany 08.09.2016 o 16:33
Ale to nie jest licytacja na schorzenia. Ja mam cyklofrenię od trzydziestu lat i pierwszy raz o tym słyszysz teraz, bo nie obnoszę się wszem i wobec ze swoimi „cierpieniami”. Tutaj cierpią wszyscy. Tu nie przychodzą zdrowi i zadowoleni ludzie. Tutaj się szuka życzliwości a nie kopniaków w krocze. To było moje spokojne miejsce, w którym Ty zaatakowałaś mnie personalnie, po imieniu. To już nie jest dziennik Twojej terapii, tylko opublikowany na forum publicznym atak na moją osobę. Gdyby nie twój narcyzm i egoizm, to może byś to spostrzegła. Ale ostatecznie, cóż wymagać od kogoś, kto pozbywa się chorego męża dla wygody i dobija swojego brata w depresji doprowadzając go do samobójstwa. Gratulacje! Brawo Ty!
Zdenerwowałam się wtedy. Wkurwił mnie  po całej linii. W klatce piersiowej zabolało.
Odpowiedziałam Wysłany 11.09.2016 o 08:34
Faceci…Co jest z wami nie tak, że zachowujecie się czasami jak małe dzieci. Nie radzicie sobie sami ze sobą a przy okazji dokopujecie innym.
Podobno swoimi słowami „kopnęłam cię w krocze”. To załóż ochraniacz na swoje klejnoty i broń ich jak Rejtan, z odsłoniętą klatą a nie płacząc jak dziecko.
Mój „szanowny” małżonek, którego zostawiłam w chorobie, nie chciał się leczyć i był bardzo niebezpieczny. I co hejterze, zadowolony jesteś? I to nie ja naruszam twoje spokojne miejsce, tylko ty wchodzisz na teren mojego bloga. Dalej będziesz użalać się nad sobą i mieszać z błotem innych. Poczuj się tak jak ja wczoraj! Nie naruszyłam twojej prywatnej przestrzeni, bo ta przestrzeń w której oboje się znajdujemy, jest przestrzenią publiczną. Jestem na ciebie mega wkurwiona. Zazdrościsz, że ja sobie radzę a ty nie? Ściśnij dupę i zabierz się za siebie, zamiast dowalać innym. To, że masz chorobę psychiczną nie zwalnia cię od brania leków i terapii.
Kurde, jak magnes przyciągam takich facetów, którzy mają problemy ze sobą a ty ewidentnie masz problemy. Ja ich nie rozwiążę za ciebie. Rozwiązuj je sami. Potrafisz??? A jeżeli nie, to znajdź sobie inny obiekt zainteresowań, albo znajdź sobie dobrego lekarza i terapeutę, albo (i) kobietę „pielęgniarkę”. Na świecie jest mnóstwo „pielęgniarek”, które będą ocierać twoje załzawione oczy i pocieszać w ucisku. Znajdź sobie inne strony, inne blogi i tam wylewaj swoją żółć do kobiet. Nędzny mizoginie.
A kogo ty się pozbyłeś swoją nieleczoną chorobą??? Choroba psychiczna nie zwalnia cię z bycia człowiekiem – jeśli wiesz o co mi chodzi.
Ja o siebie walczę. Życie mnie nie oszczędzało i nie pozwolę, żeby jakiś pseudo „facet” miał satysfakcję, że mi dowalił. Nawet chory psychicznie facet!!!
Współczuje rodzinom osób, które są chore psychicznie. Przeszłam przez swoje piekło i wiem w jakich „butach” chodzą rodziny takich chorych. Chory ma wsparcie medyczne, terapię a rodziny są pozostawione same sobie i cierpią i często boją się o swoje życie. Rodzinami nikt się nie zajmuje, nikt ich nie wspiera. Chorych psychicznie, tak.
I jeszcze jedno nie czuję się odpowiedzialna za śmierć brata. Razem z żoną lubili alkohol i to dzięki niemu popłynął. Zamiast się leczyć, wolał odpuścić.
Polecam przeczytanie artykułu:Gra o życie do końca

On odpowiedział:
Wysłany 11.09.2016 o 19:08
Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.

Fryderyk Nietzsche

Napisałaś do mnie:
„załóż ochraniacz na swoje klejnoty i broń ich jak Rejtan, z odsłoniętą klatą a nie płacząc jak dziecko”
i
„będziesz użalać się nad sobą”
i
„Ściśnij dupę”
i
„Na świecie jest mnóstwo „pielęgniarek”, które będą ocierać twoje załzawione oczy i pocieszać w ucisku”
i
„Nędzny mizoginie”
i
„pseudo facet”
Nic nie znaczące inwektywy. Wymierzone w to, żeby poniżyć, wyśmiać, wydrwić. Wymierzone w to żeby drugiego człowieka okrutnie powalić w rozpacz. Ale Ty przecież czytasz mojego bloga, Ty przecież wiesz, że ja już jestem w rozpaczy. Ciekawe. Bardzo to ciekawe. Jak Ci wspomniałem, masz w zwyczaju agresywnie posługiwać się zwrotami sekującymi adwersarza, a nie niosącymi żadnej treści. Nikt nie mógłby tego lepiej potwierdzić niż Ty sama tego typu sformułowaniami. Stałaś się tymi ludźmi, którzy wyrządzali Ci krzywdę. Stałaś się potworem. Stałaś się otchłanią i udowodniłaś to. Widzisz, jeśli rzeczywiście uwierzyłaś w moją chorobę, to nie możesz nie wiedzieć, czego nigdy nie można powiedzieć człowiekowi w depresji. Jesteś inteligentną osobą. Masz wiedzę. Więc w czym rzecz? Otóż rzecz w okrucieństwie, które Cię bawi, ale ja mam już na to odporność zdobytą przez lata obcowania z ludźmi takimi jak Ty. Psychiatrzy twierdzą, że osobę w stanie (w fazie) depresji należy koić. Mnie tam można mieć w dupie, ale ten Twój brat, co to alkohol i żona. Powiedz, ale tak szczerze, koiłaś go, czy gnoiłaś, jak próbujesz gnoić mnie? Nie zamieścisz tego wpisu, bo już wiesz, że jeśli pójdziemy dalej, to dojdziemy do sedna.

Przypomniała mi się sytuacja z grupą modlitewną, sektą, która zaczęła mnie bezceremonialnie straszyć cytatami z pisma św.

Odpowiedziałam natychmiast:
Wysłany 11.09.2016 o 20:47
Człowieku odpuść sobie. Wracaj na swój blog i nie sekuj mnie! To już nie jest śmieszne, to jest żałosne. Sam zacząłeś, więc jak mężczyzna skończ. Nikt cię tu nie zaprasza. Wracaj do siebie i koi swoje zszarpane nerwy. Tacy jak ty sycą się strachem innych. Kręci cię to? Podnieca? Możesz sobie pisać co chcesz, więcej odpowiedzi nie będzie. Pilnuj swojej otchłani, bo „Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.” Spójrz, mruga powiekami do ciebie. Uważaj, bo cię wciągnie… Buuuu

On Wysłany 11.09.2016 o 21:52
Ale ja bym jednak pochylił się nad pewnymi zagadnieniami w sposób odrobinę mniej prymitywny, niż jak ty masz w zwyczaju. Żadne buuuu nie są w stanie zasłonić Twoich działań. Człowiek nie żyje i był Twoim bratem , a wiemy skądinąd że lubisz gnoić ludzi. Szczerze mówiąc całą ta konwersacja jest o tyle męcząca, że prowadzona zaledwie z człekokształtną małpą, bo widzisz Aniu nawet nie jesteś w stanie nic wymyślić sama i używasz sformułowań żywcem zaczerpniętych ze mnie. Mówisz „nie sekuj mnie”, to miło że się nauczyłaś nowego słowa. Mam nadzieję, że dostałaś za to banana. Ważne jest co innego. Chciałaś konfrontacji, z teraz jęczysz „jesteś facetem to skończ”. Faceci, moja droga, doprowadzają sprawy do końca. Mogliśmy rozstać się w pokoju, a teraz zajmiemy się tym jak zabiłaś swojego brata i jak spuściłaś w kibel swego męża. Nie licz na taryfę ulgową po tym, co mi powiedziałaś.

I zahasłowałam bloga

A on wpadł na pomysł, żeby pod obcą nazwą napisać wiadomość na pocztę, ale o tym pisałam…

 

Pisać, pisać, oswoić się z takimi jak on…

Dać sobie możliwość przeżywania i okrzepnięcia

*****

Byłam na mszy rocznicowej ucznia, który cztery lata temu się powiesił.

Później wizyta u siostry

A w domu czekała na mnie list od K :
„A , ja tak bardzo staram się robić to o czym mówisz…Jestem instruktorem fitness i rozmaitych jego form. Korzystam często z siłowni – mam nawet taki wypasiony karnet – open karnet.Tylko to takie trudne…Wczoraj J powiedział, że nie widzi jak jestem styrana. Powiedział, że jak na mnie patrzy to widzi nieszczęśliwą kobietę… Widzisz – wczoraj poszliśmy do kina na „Smoleńsk”, po kinie zaproponowałam kawę. Będąc u rodziców w pobliżu S, czasami zajeżdżamy do O – do galerii…i wczoraj był taki niby normalny wypad…niby. Mój mąż powiedział przy kawie, abym zostawiła go z jego chorobą, że jest mu dobrze z jego szaleństwem. Zaproponował układ – czysty deal – „dajesz mi rozwód za porozumieniem stron, dzieci są przy Tobie, ja płacę alimenty, oddaję Ci samochód, a z dziećmi kontaktuje się kiedy będę mógł” – A , nie wiem na ile on jest w stanie podejmować jakieś racjonalne decyzje, ale ja się na to zgodziłam. Pomyślałam, że lepiej jest spieprzać póki jeszcze można się z nim porozumieć. Alimenty i pobyt dzieci u mnie załatwię postanowieniem Sądu na rozprawie rozwodowej. Muszę się zabezpieczyć. Mój mąż nie chce się leczyć. Nie przyjmuje do wiadomości, że jest chory, a ja otwarcie mu powiedziałam, że się męczę – cholernie, że nie mogę na to patrzeć, nie mogę tego słuchać, że wypija ze mnie całą energię, że jedyne czego chcę to świętego spokoju. Spokoju od niego i J – jego matki, choć wiem, że te babsko nie da mi go tak łatwo. Jestem już zmęczona – z każdym dniem coraz bardziej. Marzę o spokojnych porankach i spokojnych nocach…,Myślę sobie, że choć kocham męża, na dłuższą metę nie ma to sensu. To będzie jak niekończąca się opowieść, a raczej koszmar. Wiem, że mój mąż jest teraz w trudnej sytuacji finansowej, nie chciałabym go obciążać za bardzo alimentami, ale z drugiej strony nie dam rady ze swojej wypłaty – kwestia przedyskutowania. Zastanawiam się, czy on czasem się z kimś nie spotyka. Już od jakiegoś czasu mam takie podejrzenia, jednak nie drążę tematu – wiem, że się nie przyzna…a na moją odp. „Mi z rozwodem tak się nie spieszy i tak mamy rozdzielność majątkową”, zareagował: „nie mam zamiaru, że jak zacznę się z kimś spotykać, żebyś wymyślała zdrady i rozwód z orzeczeniem o winie.” Dla mnie nie jest to problem, bo ja bym nigdy wobec niego tak nie postąpiła – nawet gdyby kogoś miał…ale ok – boi się mnie i chce się czuć pewniej więc nie ma sprawy. Myślę tylko o tej jego potencjalnej dziewczynie – wpakuje się w koszmar, bo po rozmowie z Jarkiem nie zauważyłabyś w życiu, że jest z nim nie tak. Gada bardzo sensownie, logicznie, opowiada, dużo się śmieje, jest taki jak zwykle. Jak ktoś go nie zna, to nie zauważy…, ale kiedy brak jest spokoju i nadchodzi rzut – masakra. Zobaczymy co przyniesie czas. Mam nadzieję, że uda mi się to załatwić w miarę ugodowo i przede wszystkim szybko…i mam nadzieję, że zrobi tj. powiedział. Można jednak się wszystkiego się spodziewać. A , bardzo Ci dziękuję. Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomagasz. Na początku będzie mi cholernie ciężko…,ale początki zawsze są trudne…przewróciłam się to poleżę, poleżę i WSTANĘ!!! :)

W głowie kluje się jakaś teoria, zdanie na temat tej dziewczyny. Niewiele o niej wiem. Bardzo niewiele…