Niedziela, 11:26 Pozytywnie, nareszcie

Wczoraj wspaniały wieczór w klubie znajomych. Wyszłam w końcu z domu, a tak mi się nie chciało.

Ponieważ Młody ma już prawo jazdy, mogłam nareszcie wypić sobie wino w klubie.

Super muzyka – jazz, covery jazzowe, a później utwory autorskie zespołu bardzo energetycznego, pozytywnie zakręconego. I wino… To chyba tygryski lubią najbardziej.

Wino miało smak poziomek i wiśni, lekko szczypało w język i delikatnie uderzało do głowy.

Zagadałam jakieś młodego człowieka siedzącego obok. Opowiedział mi prawie o całym swoim życiu. A ja słuchałam. Bardzo się zdziwił, kiedy powiedziałam, że za barem stoi mój syn. Jego reakcja bezcenna. Wielkie oczy, spojrzenie na mnie, na syna, na mnie i w końcu stwierdzenie „Trochę wyrośnięty…”. Uśmiałam się…
Chłopak trzy razy zaproponował mi wino. Dwa razy odmówiłam. Za trzecim razem, stwierdziłam ze śmiechem, że jest bardzo uparty a on przyniósł mi kieliszek mojego ulubionego wina.
Młody, uprzejmy i bardzo wycofany młodzieniec ze Śląska, który uciekł ze swojego miasta, bo miał dosyć rówieśników, dla których najważniejszy był alkohol i narkotyki a on chce innego, lepszego życia. Pracuje bardzo ciężko fizycznie, ale jest zadowolony ze swojego teraźniejszego życia. Dużo się o nim dowiedziałam. Bardzo pozytywna osoba.
Na koniec chciał wyjść bez pożegnania, „po angielsku”. Wybiegłam za  nim i podziękowałam za towarzystwo. Podałam mu dłoń, którą on pocałował. Miłe i takie… staroświeckie a on taki młody.

Przyjechałam do domu ze znajomymi. Samochód został dla Młodego.

To był dobry wieczór, z dobrą muzyką i dobrym towarzystwem – znajomi i ten młody chłopak.

A ten zespół grał w klubie:

Dobry wieczór…

Wystarczyło wyjść z domu…

 

***

Na FB, na stronie „Zdrowa głowa” zobaczyłam wpis dotyczący postów „Mam terapeutę” -

„Nie wstydzę się tego, że chodzę do terapeutki. Jest to walka o siebie samą. Nie udźwignęłabym tego sama. Terapia jest dla mnie inwestycją w siebie, uczę się m.in. technik relaksacji, jak dbać o samą siebie, jak żyć tu i teraz, jak radzić sobie w ciężkich chwilach. Warto dać sobie pomóc – zawsze warto przynajmniej spróbować.”

#MamTerapeutę

Kurdę, dlaczego ja tego nie mam??? No, tych technik relaksacyjnych nie mam!!!! Ja musiałam do wszystkiego dogrzebywać się sama. (Celowo nie napisałam „dochodzić” – bo jak by to zabrzmiało, kiedy moim terapeutą jest facet)  :roll:

A i w końcu ufarbowałam włosy. Żegnaj siwizno! (do następnego farbowania :-? )

Środa, 18:09 In treatment… czyli terapia

Po prawie miesiącu kolejna sesja terapeutyczna.

Na moje pytanie, dlaczego tak długo nie było spotkań, dostałam zdawkową odpowiedź „Wiesz, miałem dużo zajęć…”. No tak, rozumiem…

Ja wszystko rozumiem, wszystkich kocham, uśmiecham się do każdego, przemilczam…

On prowokował a ja zamilkłam.
Pojechałam tam, chociaż mi się  nie chciało.
Miałam napisać, że wypadło mi coś ważnego. Nie napisałam.
Rano wstałam, umyłam głowę – ścięłam włosy na bardzo króciutką fryzurkę (na chłopaka), ogarnęłam się i za piętnaście ósma wyjechałam. O dziwo zdążyłam. Nie chciało mi się z nim gadać.
Właściwie to milczałam prawie 45 minut.
On mówił dużo.
Zauważył (podobnie jak kiedyś okularnik), że przestraszyłam się i wycofałam. Jestem lękliwa…
Zapamiętałam dzwoniący dość długo telefon. Nie było komu go odebrać. Później zaczęła dzwonić komórka. Zauważyłam, że to może być ważny telefon, więc lepiej odebrać. Nie odebrał.
Chciałam mieć więcej czasu a może zmarnować więcej czasu.
Pojechałam tam z obowiązku, a może z przekory. Na złość sobie…
On zauważył na koniec, że byłam tam obecna ciałem, ale duchem wyszłam po pół godziny terapii.
Próbował mnie zdenerwować. Plótł jakieś głupoty, które kiedyś słyszałam. Kiedyś… Może mu się udało mnie wkurzyć, ale uśmiechałam się tylko i kiwałam głową.
Bez sensu…
Nawiązał do wyniku biopsji. Nie chciałam o tym rozmawiać. Nie chciałam poruszać tematu raka.
Uśmiechałam się i kiwałam głową.

Przewalony dzień.

Idę tam, gdzie nie chcę. Mówię i zachowuję się tak, jak nie chcę. Zabiegam o akceptację każdego. Jest mi wszędzie źle i czuję się nie na miejscu.
Wkurzam się, ale uśmiecham.
Umarłam w wieku 6 lat i wciąż oszukuję się, że żyję i że znakomicie daję sobie radę. Życie to jest teatr…

On wciąż próbował mnie wkurzyć a ja implodowałam przykrywając to uśmiechem.

W domu się rozryczałam…

Na szczęście za tydzień 1 listopada. Będzie wolne.

A później 3 listopada…

A później zobaczymy…

 

Obejrzałam „The Secret Scripture”. Rzeczywiście, dobry film. Z opisu na stronie dowiedziałam się, że: „Roseanne to stuletnia pacjentka szpitala psychiatrycznego. Po wielu latach jeden z lekarzy analizuje tak długi pobyt kobiety w zakładzie, nie wiedząc, że ukrywa ona tajny pamiętnik.” – no i przesada. Ktoś niezbyt dobrze obejrzał film. Roseanne owszem jest starszą panią, ale nie stuletnią. Jeżeli jej syn miał ok 40 lat (na tyle wyglądał), to ona miała ok 65, 70 lat. Ale pomińmy ten szczegół. Początek może niezbyt zachęcający, bo wątek dzieje się w szpitalu psychiatrycznym a główną bohaterką jest kobieta w podeszłym wieku, która od 40 lat jest stałą pacjentką i wciąż powtarza, że nie zabiła swojego syna. Przyjeżdża do niej doktor, który jest bardzo zainteresowany jej historią. Powoli poznajemy jej życie – samotność, miłość i śmierć. Śmierć kogoś jej bliskiego. Fabuła wciąga…
Końcówka jest przewidywalna dla wnikliwego widza, ale pomińmy to.
Popołudnie poświęciłam na film.
Po pracy włączyłam niedokończony wczoraj film, owinęłam się ciepłym kocem i obejrzałam do końca. Za oknem szaro. Niska temperatura nie zachęca do spacerów. A siąpiący deszcz nie jest przyjemnym kompanem na dworze.
Obejrzałam film. Pod koniec mogłam bezkarnie sobie popłakać (wiadomo dzieciaki obserwują). Rodzone są przyzwyczajone do mojego płaczu na filmach, więc mokre oczy mają usprawiedliwienie.

A teraz marsz do kuchni. Kopytka czekają… do zrobienia ;-)

Wtorek, 21:33 „Skillet” na ostro

 

Jedyne co widzę to
rozbite kawałki
Nie mogę tego ukrywać, jak tajemnicy
Nie mogę odwrócić wzroku
Od całego bólu na świecie, który stworzyliśmy

Codziennie potrzebujesz
Kamizelki kuloodpornej
By obronić się przed niespodziewanym
Czy jestem dziś bezpieczny?
Kiedy dołączam do wojen, które opłacamy!

Nasza przyszłość tu i teraz
Czas na odliczanie

Wykrzycz to, to wezwanie
Powstań w rewolucji
To nasz czas by wszystko zmienić
Powstań w rewolucji
Zjednoczmy się i walczmy o lepsze życie
Wszyscy razem
Wykrzyczmy to, to jest wezwanie, tej nocy powstaniemy

Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy
Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy

Jak granat
rzucony w huragan
Kręcąc się w chaosie
próbując uciec od płomieni
Wczorajszy dzień przeminął
Szybciej niż wybuch car bomby (patrz: wikipedia)

I kiedy blizny się goją
Ból przemija
Gdy nadzieja płonie, powstajemy z popiołów
Ciemność przemija
I światło oświetla nowy wspaniały dzień

Nasza przyszłość tu i teraz
Czas na odliczanie

Wykrzycz to, to wezwanie
Powstań w rewolucji
To nasz czas by wszystko zmienić
Powstań w rewolucji
Zjednoczmy się i walczmy o lepsze życie
Wszyscy razem
Wykrzyczmy to, to jest wezwanie, tej nocy powstaniemy

Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy
Powstaniemy
Tej nocy powstaniemy

W świecie, który oszalał
W tak smutnym miejscu
Czasami wydaje się szalone
By walczyć o to, w co wierzymy
Ale nie możesz się poddać
Jeśli chcesz zatrzymać to, co kochasz
(Zatrzymać to, co kochasz)
(Zatrzymać to, co kochasz)
(Zatrzymać to, co kochasz)
(Zatrzymać to, co kochasz)
Nigdy się nie poddawaj, nie!

Powstań
Powstań w rewolucji
Powstań
Powstań w rewolucji

Wszyscy razem
Wykrzyczmy to, to jest wezwanie

Powstańmy
jakbyśmy byli żywi
Tej nocy powstaniemy
Stwórzmy lepsze życie
Tej nocy powstaniemy

Powstań, powstań, powstań w rewolucji
Powstań, powstań, powstań w rewolucji
Powstań

 

Stańmy do rewolucji o nasze życie

 

Terapeuta wstawił takiego mema

mem

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie skomentować go w taki sposób:

Jestem narodem
Jestem milionem twarzy zebranych razem, stworzonych dla podniesienia się
Jestem żołnierzem, nie poddam się
Wiara jest jak ogień, który nigdy do cna się nie wypali
(Kto zamierza powstać, kto zamierza walczyć?)
Głos niewysłuchanych
(Kto zamierza przerwać te łańcuchy i kłamstwa?)
Miłość jest odpowiedzią
Muszę mówić o tym, wierzyć w to, oto, jak się w środku czuję
Ja nie mogę, nie potrafię siedzieć tutaj cicho.

[Wstęp do Refrenu]
Możesz wziąć moje serce, możesz wziąć mój oddech
Kiedy wyrwiesz je z mojej zimnej, martwej piersi

[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstaniemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

[Zwrotka 2]
Hej, słyszysz mnie? Hej, słuchasz?
Spanie pośród cieni może być tworzeniem historii
Przejdź przez ogień, przejdź po wodzie
Zwykłeś być niewolnikiem, ale teraz jesteś pogromcą

[Wstęp do Refrenu]
Mogą wziąć moje serce, mogą wziąć mój oddech
Kiedy wyrwą je z mojej zimnej, martwej piersi

[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstajemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

W górę, w górę, w górę, w górę, w górę,
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Głos niewysłuchanych
Podnosi się w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Miłość jest odpowiedzią
Podnosi się w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
My powstajemy w górę, w górę, w górę, w górę, w górę
Miłość jest odpowiedzią
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

[Refren]
Oto jak powstajemy
Mocni jak huragan, głośniejsi niż pociąg towarowy
Oto jak powstajemy
Serce bije szybciej, zdaje się grzmieć
Magicznie, niezmiennie; nazwij mnie fanatykiem
To nasz świat, oni nigdy nie będą go mieć
Oto jak powstajemy
To nasz opór, nie możesz nas odeprzeć

I to tyle w tym temacie.

Ostro!!!

Skillet – chrześcijańska grupa rockowa, pochodząca z Memphis w stanie Tennessee w USA, utworzona w 1996 roku. Zespół składa się z 4 osób: John Cooper, Korey Cooper, Seth Morrison, Jen Ledger.

Wow! Chrześcijańska!!!! grupa rockowa. No, ładnie. Zamiast łagodnie śpiewać o Jezusie dają czadu!! Lubię to!

Lubię czasami sobie posłuchać takiej muzy. Bardzo! Nich krzyczą!!!!!

Piątek, 10:49. O życiu i śmierci. Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Młody wczoraj przeczytał wiadomość o śmierci wokalisty Linkin Park. Facet miał 41 lat. Powiesił się.

Tak jak mój brat. Powiesił się w wieku 42 lat.

Może dlatego ja w chwilach załamania też o tym myślałam.

A życie jest piękne…

Znalazłam piosenkę tego zespołu

I tekst:

Nie lubię mojego umysłu teraz
Nawarstwianych problemów, które są niepotrzebne
Marzy mi się to, bym mógł spowolnić te sprawy
Chciałbym odpuścić, ale znajduję ukojenie w panice
I doprowadzam siebie do szaleństwa
Myśląc, że wszystko jest o mnie
Taa, doprowadzam siebie do szaleństwa
Bo nie mogę uciec grawitacji

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Mówisz, że jestem paranoikiem
Ale jestem pewny, że świat chce mnie dopaść
To nie jest tak, że dokonuję wyboru
Aby mój umysł pozostawał w tak cholernym bezładzie
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
I doprowadzam siebie do szaleństwa
Myśląc, że wszystko krąży wokół mnie

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

 

Tak myślałam i mówiłam przed terapią. Byłam centrum wszechświata i wszystko kręciło się wokół mnie. Byłam wszystkiemu winna i odpowiedzialna za wszystko. Nie umiałam odpuścić.
Od niedawna coś się zmienia.

Wypadłam z epicentrum.

Czuję jeszcze lekką panikę z tego powodu, ale ważniejsze jest dla mnie poczucie spokoju, które daje leniwe krążenie po orbicie. Bo jeszcze krążę. Jeszcze boję się leniwej strefy bez żadnej grawitacji. Myślę, że ten stan mnie unicestwi i spowoduje moją samotność, a przecież to co mam teraz wpakowało mnie właśnie w taką sytuację – samotność i uczucie ostracyzmu.
Właśnie to mówię B na terapii.
On milczy.
Mój umysł umieszczony w próżni nie wie, w którą stronę iść, co robić. Stare było destrukcyjne a nowe jest niewiadomym, ale dającym spokój i ukojenie.

Współczuję temu piosenkarzowi.

Jeżeli nie dotrzemy do źródła naszych lęków, życie będzie tylko pasmem udręk. Nic nie dadzą „dobre rady”, bo to droga innych a nie nasza. Każdy ma swoją drogę, którą idzie przez życie. Ja swoją ścieżkę zaczynam doceniać dzięki terapii, która jest kurewsko trudna (oczywiście terapia… a później życie, które miałam – są trudne).