Środa, 17:12 In treatment

Była

A ja byłam mocno wkurzona

Za ignorowanie mojego pytania, czy dziś terapia będzie

Za ciągłe, przewlekłe nieobecności

Za to, że kiedy nic się nie dzieje, terapia jest a kiedy coś się dzieje u mnie, terapii nie ma…

Nie chciało mi się wychodzić z samochodu.

Widziałam jak przyjechał, jak wychodził…

A ja siedziałam w swoim aucie i nie chciało mi się wychodzić. Chciałam odpalić silnik i odjechać. Tak, takie ucieczki mam opanowane do perfekcji. Więc czas opanować do perfekcji inne zachowania. Wysiadłam po ósmej i ciężko powędrowałam w stronę przychodni.

Byłam wkurwiona i… uśmiechnięta. Wkurwia mnie ten uśmiech… Chętnie bym go wymazała.

Nie wiedziałam o czym mówić. Dawniej bym wyszła, ale dziś siedziałam tam, z tym idiotycznym uśmiechem i zapytałam:
- Jak to jest ignorować cudze wiadomości??
- Jakie wiadomości?
- Pytałam o dzisiejsza terapię…

Ubawiło mnie jego przejęzyczenie, dotyczące informacji, że dziś terapii nie będzie…
Uśmiechnęłam się tryumfalnie a on się poprawił „…hm, że dziś będzie”

Byłam wkurwiona

Ok, reszta później. Teraz piekę chleb a później jadę do znajomej. Zapomniałam, że się z nią umówiłam.

Niedziela, 10:01. Niegrzeczne dziewczynki idą tam, gdzie chcą!!!

Młody z Gracji przesyła snapy.

Rejs statkiem. Dyskoteka. Nauka tańca Zorba. Piękne widoki… Ech. Jak ja mu zazdroszczę…

A u nas słońce i ziiiiiiimno.

W piątek dzwoniłam do sądu biskupiego. Przelew dotarł. Zapytałam o postępy w sprawie. Utknęła na etapie badania psychologicznego pozwanego. Jego stary adres nie został zmieniony. To, co ustalili wiosną 2014 roku zostało na niezmienionym poziomie. Ksiądz odbierający telefon był mocno zdziwiony obrotem sprawy. Poradził napisać wiadomość zgodną ze stanem na dzień dzisiejszy, więc napisałam, gdzie jest pozwany i z jakiego powodu. Podałam jego adres i fakt, że jest częściowo ubezwłasnowolniony. Już biegli nie muszą go badać i rozpatrywać jego poczytalności. Życie zrobiło to za nich. Nie napisałam tylko, że złożyłam pozew rozwodowy w sądzie cywilnym. Sądy kościelne bardzo powoli mielą. Od 2013 roku przesłuchano tylko świadków z mojej strony i mnie. Nic więcej. Jego zostawiono. Hmmm… Może teraz, kiedy dopłaciłam 800 zł ruszą ze sprawą.
Tysiąc tu, tysiąc tam…
Siała baba mak… No, drogocenny mak…

Te minione cztery lata to była hibernacja. Gdyby nie ten jego durny pozew o obniżenie alimentów dalej tkwiłabym w tym stanie. Dobrze, że dostałam takiego kopa.
Co z pieniędzmi? Jakoś dziwnie nie jest mi ich szkoda. Nareszcie czuję, że są wydawane po coś, w dobrym celu.
To zaskoczenie w sądzie, kiedy usłyszałam, że sprawy zostają zawieszone na czas sprawy rozwodowej i ulga, że nie będę musiała przeżywać wszystkich negatywnych emocji podczas składania zeznań, bezcenne.

Jedna bitwa wygrana.

Wojna trwa…

Przede mną batalie w sądzie okręgowym.

W środę na terapii B powiedział, że żałuje mnie.
- Jest mi cię szkodą – popatrzył na mnie chwilę – Przed tobą znów rozprawy w sądzie…
Nie słuchałam go dalej.
Popatrzyłam w jego oczy i przez chwilę miałam mętlik w głowie. Przez chwilę miałam ochotę się rozpłakać, ale zaraz zalała mnie fala złości. „Kurwa, niepotrzebnie. Nie potrzebuje litości!!!” – krzyczałam hardo w myślach. Uśmiechnęłam się i cicho powiedziałam:
- W moim życiu nic nie jest łatwe…  – „Przyzwyczaiłam się do tego” – pomyślałam.
Właściwie to „przyzwyczajenie” zaczyna mi uwierać. Potrzebuję spokoju!!!! I mam nadzieję wygrać tę wojnę!

Po raz pierwszy w życiu robię COŚ dla siebie samej. DLA SIEBIE SAMEJ!!! I to kurewsko mi się podoba! Egoistka! TAK! ZDROWA EGOISTKA! Świat niech zbawia się sam! Nikogo tym nie krzywdzę.

Tak drogi B! Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne, tam gdzie chcą! Miałeś rację! :-D

Niedziela, 08:53.

Napisałam pismo – odpowiedź na pozew

Nie mogę się otrząsnąć

Wszystko, co najgorsze wróciło

W piątek byłam w biurze podawczym sądu. Przeglądałam akta sprawy.

Z dokumentów dowiedziałam się, że sprawa odbyła się w kwietniu 2016 r. ale została przeniesiona na termin późniejszy z powodu mojego i jego nieobecności.

Mnóstwo kartek w aktach. Dokumenty ze szpitala. orzeczenia. Dowiedziałam się, kto jest jego kuratorem, w jakim szpitalu obecnie przebywa. Siedziałam w biurze i trzęsącymi dłońmi przewracałam kolejne dokumenty. Czułam się tak, jakbym była tam bezprawnie, jakby ktoś za chwilę miał złapać mnie za kołnierz i z wulgarnymi słowami wyrzucić, dokładając jeszcze solidne razy…

Tak czułam się w tym domu, w którym razem z nim mieszkałam. On był panem. Do kontroli miał jeszcze mamusię, która sprawdzała co robię. Nie raz zaznaczali, że to nie jest mój dom. A ja tak bardzo chciałam mieć swoje miejsce. Tak bardzo… Zgadzałam się na takie traktowanie, bo chciałam mieć dom, swoje miejsce. I co? Co mi zostało? Tułanie się po wynajętych mieszkaniach.

Co czuję? Bezsilną rozpacz, wkurwienie, i przeświadczenie, że cokolwiek zrobię, on mnie dorwie.

Nie mogę zrozumieć sensowności tego pozwu.
W aktach czarno na białym jest, jakim on jest człowiekiem. Czemu powołuje się na wokandę taką sprawę???? Czuję się znów jak wtedy, kiedy byłam bita i wzywałam policję i pogotowie a pogotowie nie chciało go zabrać do szpitala pomimo wypisów ze szpitala psychiatrycznego i orzeczenia o schizofrenii, albo zabierali go i przywozili, bo obiecał iść do lekarza. Nie wierzono mi, zdrowej psychicznie, pobitej matce, tylko wierzono jemu, agresywnemu schizofrenikowi. Czemu mogę to mówić w rożnych instytucjach i mieć wrażenie, że nikt mnie nie słyszy????

CZEMU MNIE NIKT NIE SŁYSZY???!!!!

NIE SŁYSZELI MNIE W DZIECIŃSTWIE I NIE SŁYSZĄ MNIE TERAZ!!!! CZEMU????

Czuję się taka bezsilna, taka sama z tym wszystkim…

Nie wiem, co wymyśli sąd. Sprawa o znęcanie nade mną też ciągnęła się w nieskończoność. Przerażało mnie to. Pomimo obdukcji, opinii biegłych, jego zachowania, sędzia zwlekała z orzeczeniem wyroku. Nawet kiedy wyrok był orzeczony, on dalej przebywał w domu. Nie umieszczono go w szpitalu. Nikt nie dopilnował wykonania wyroku aż do dnia,w którym dopuścił się zabójstwa. Dopiero wtedy na miejsce zabójstwa nazjeżdżało się mnóstwo „strażników prawa i porządku” i zawieziono go do szpitala. Musiało dojść do przestępstwa, żeby wszyscy dowiedzieli się, że jest niebezpieczny.

Mnie i dzieci nikt nie widział. Nikt nie widział naszego strachu…

Czemu większe poważanie mają ludzie agresywni? Wszyscy się ich boją?

W poniedziałek kolejne spotkanie z adwokatem. Mam 14 dni na odpowiedź na pozew.

Nie umiem zrozumieć, dlaczego? Dlaczego on ma więcej praw ode mnie. On, schizofreniczny zabójca ode mnie, matki, która samotnie wychowuje dwoje dzieci z pensji nauczyciela. On, któremu utrzymanie zapewnia państwo, łożąc miesięcznie 4 tyś zł i ja wynajmująca mieszkanie i płacąca słono za wszystko. Może też pozwolę, żeby depresja jednak zawładnęła moim życiem do tego stopnia, że umieszczą mnie w szpitalu a dzieci zostaną same sobie z alimentami w wysokości 20 zł.

Nawet złość, którą czuję, przykrywam płachtą bezsilności, bo niewiele mogę…

Zobaczymy, jak sąd rozpatrzy sprawę? Nie spodziewam się niczego dobrego :-(

Piątek, 20:09

Zamówiłam w Empiku film „A Monster Calls”. Będę go miała na własność i będę mogła go oglądać, kiedy będę chciała. Hę!!!
Mało tego!!!!

Zamówiłam książkę o tym samym tytule. Ha!!!! Będę mogła poczuć, wcielić się w głównych bohaterów, poczuć ich uczucia, poznać ich myśli. Bardziej wczuć się w klimat.

A tak a propos klimatu…

W środę terapeuta opowiedział mi o fragmencie książki, którą teraz czyta. Książkę kupiła mu córka. „Sekretne życie drzew”
- Czytałem o bukach. Czy wiesz, że stare buki zasłaniają młode drzewko przed słońcem, aby wolniej rosło. Zabierają mu światło, roztaczając nad nim swoje korony. Młody buk bardzo powoli rośnie. Kiedy stare drzewa umierają a jest to około osiemdziesiątego roku życia, młody buk strzela w górę i rośnie bardzo szybko. Bardzo szybko dojrzewa. Zaopatrzony w pokarm, który latami czerpał, teraz w mgnieniu oka nabiera siły i wielkości. Rośnie piękne i potężne. Nie wiem, dlaczego ta historia przyszła mi do głowy akurat w twoim przypadku…
- Tak… Ja też zostałam sama. Stare buki już dawno poumierały – pomyślałam a głośno powiedziałam, z uśmiechem – No to jak teraz strzelę w górę, tooooo…

Teraz, kiedy o tym myślę robi mi się ciepło na sercu. Taka analogia wywołuje u mnie ciepłe uczucia. Jestem silna… Rozwinę powyginane gałęzie, a właściwie to już je wyprostowałam i czerpię coraz więcej światła…

Analogie…

Metafory…

Opowieści…

One zasiane w naszej pamięci, kiełkują, rosną i rozwijają się. Dzięki nim życie nabiera głębi, barw i przestrzeni. Staje się trójwymiarowe. Dobra opowieść potrafi zdziałać cuda.

„Sekretne życie drzew” też zamówiłam. Będę miała co czytać :-)

Zaciekawiła mnie ta książka.

Będzie co czytać :-D

Czwartek 15:36 Po terapii

Utkwiło mi w pamięci parę słów B – o tym, że dorastam.
Taaa, baba ponad czterdziestoletnia w końcu ma szansę dorosnąć.
Dobrze, że on mi to umożliwia. Tak powinien zachowywać się ojciec, albo matka. Pozwolić na dorośnięcie, ale skoro nie dane mi było, więc obcy człowiek dokonuje tego procesu.
Dobrze…

Podobno moje dorastanie charakteryzuje się tym, że zaczynam dostrzegać odcienie szarości. A dla mnie oznacza margines spokoju. Skoro nie ma bardzo złych i bardzo dobrych ludzi a są jacy są, pozwala mi to na wyciszenie się i popatrzenie na wszystko, co się dzieje dookoła mnie z odrobiną dystansu. Tak, ludzie się bronią, nawet wtedy kiedy nie muszą i atakują, nawet wtedy kiedy nie ma realnego zagrożenia. Są agresywni, opryskliwi, wrzaskliwi, kłótliwi, bo się boją. Zostali poranieni przez swoich rodziców, przez niepowodzenia życiowe, przez samotność. „Kolce” dawały możliwość przetrwania, ale teraz, kiedy nie ma zagrożenia, ranią innych. Trudno to zrozumieć, ale to jest właśnie „odcień szarości” – zostawić innych takimi jacy są. Pozwolić im istnieć, bez potrzeby ich naprawiania. Ominąć, zamiast toczyć bój. Ludzie się nie zmienią, jeżeli tego nie chcą. Odcień szarości bardzo mi się podoba.

Rozmawialiśmy wczoraj o wielu rzeczach.
Rozmawialiśmy o mim eksperymencie społecznym i o jego wyniku i pierwszy raz przyznałam się do tego, że zaczynam marzyć. Dotąd nie miałam marzeń a teraz marzę o wyjazdach, ciekawych miejscach, zmianach, których przestaję się bać.

Opowiedziałam historię sprzed dwóch lat, z biletomatem, w Warszawie. Nie umiałam kupić z niego biletu na tramwaj. W przerażenie wprowadziło mnie wielość stref i to, że nie wiem jaki bilet wybrać i jak go w ogóle kupić. Byłam wtedy z córką.W planach był teatr a wcześniej wizyta u znajomej. Do wizyty nie doszło, bo mnie sparaliżował strach. Wpadłam w taką panikę, że najchętniej usiadłabym pod biletomatem i zaczęła płakać. Poczułam się jak w potrzasku. Pytani przeze mnie ludzie, w jaki sposób kupić bilet, też nie wiedzieli. Było mi wstyd przed córką. Jedyne co mogłam zrobić, to zadzwonić do znajomej i przeprosić ją, że nie przyjadę i spotkamy się przed teatrem. Byłam przerażona…

Dziś traktuje to jako doświadczenie. Bilety na tramwaj kupuję w kiosku i zawsze mam dodatkowe w portfelu, żeby znów nie spanikować.

Pytanie o swoje miejsce wciąż nade mną wisi. O poczucie siebie… Tak podobno mają dzieci DDA – uczucie wyobcowania, niezrozumienia, ostracyzmu, osamotnienia.

Wiec, dorastam…

Na to nigdy nie jest za późno…

Przypomina mi się wpis na moim blogu” dotyczący poczucia siebie a właściwie toksycznego wstydu:

Na imię mi toksyczny wstyd
Byłem obecny przy Twoim poczęciu
W adrenalinie wstydu Twej matki
Czułeś mnie w wodach płodowych jej łona
Dopadłem, Cię nim mogłeś mówić
Zanim zrozumiałeś
Zanim znalazłeś drogę poznania
Dopadłem Cię, gdy uczyłeś się chodzić
Gdy byłeś bezbronny i odsłonięty
Gdy byłeś podatny na ciosy i odczuwałeś potrzeby
Zanim chroniły Cię granice Twojego ja
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Dopadłem Cię, gdy byłeś magiczny
Zanim mogłeś pojąć, ja już byłem
Okaleczyłem Twą duszę
Przeszyłem Cię do szpiku kości
Dałem Ci poczucie wad i skaz
Dałem Ci poczucie nieufności, brzydoty, głupoty,
zwątpienia, bezwartościowości, niższości, niegodziwości
Sprawiłem, że czułeś się inny
Powiedziałem Ci, że coś jest z Tobą nie w porządku
Splamiłem Twą Boskość
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Istniałem przed sumieniem
Przed winą
Przed moralnością
Jestem panem emocji
Jestem głosem wewnętrznego potępienia
Jestem wewnętrznym dreszczem grozy, która przeszywa
Cię znienacka, nieprzygotowanego psychicznie
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Żyję w tajemnicy
W głębokich, ciemnych moczarach przygnębienia i rozpaczy
Zawsze podkradam się chyłkiem i chwytam Cię,
Gdy nie masz się na baczności
Wchodzę tylnymi drzwiami
Nieproszony, niechciany
Przybywam pierwszy
Byłem tu od początku czasu
Z Ojcem Adamem i Matką Ewą
Bratem Kainem
Byłem w wieży Babel i podczas Rzezi Niewiniątek
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Rodzą mnie „bezwstydni” opiekunowie, porzucenie, kpiny, nadużycia, zaniedbania,
systemy perfekcjonistyczne
Dodaje mi sił gniew rodziców
Okrutne uwagi rodzeństwa
Drwiące poniżanie przez inne dzieci
Niezdarne odbicie w lustrach
Dotknięcie odczuwane jako sprośne i przerażające
Spoliczkowanie, uszczypnięcie,
Szarpanie niszczące ufność
Wzmacnia mnie rasizm, kultura seksu
Słuszne potępienie ze strony religijnych bigotów
Lęki i presja systemu nauczania
Hipokryzja polityków
Wielopokoleniowy wstyd dysfunkcyjnych rodzin
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Mogę zmienić kobietę, Żyda, Murzyna, geja,
człowieka Wschodu, drogocenne dziecko
W dziwkę, gudłaja, czarnucha, ciotę, lesbę,
żółtka, samolubnego bękarta
Przynoszę nieustanny ból, który nie ustąpi
Jestem myśliwym, tropię Cię dzień i noc.
Codziennie i wszędzie
Nie mam granic
Starasz się skryć przede mną,
Ale nie potrafisz
Bo żyję w Tobie
Sprawiam, że czujesz się zdesperowany
I nie masz wyjścia
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Sprawiam ból tak nieznośny, że musisz przenieść go
na innych przez kontrolowanie, perfekcjonizm,
wzgardę, krytycyzm, bluźnierstwa, zawiść,
osądzanie, władzę i wściekłość
Ból, który sprawiam, jest tak dotkliwy
Że musisz go łagodzić nałogami, surowością,
odreagowywaniem i nieświadomą obroną swojego ja
Ból, który sprawiam jest tak dotkliwy
Że musisz się znieczulić, by przestać go odczuwać
Przekonałem Cię, że zniknąłem – że mnie nie ma -
abyś odczuł brak i pustkę
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Jestem sednem współuzależnienia
Jestem duchowym bankructwem
Logiką absurdu
Przymusem powtarzania
Jestem zbrodnią, przemocą, kazirodztwem, gwałtem
Jestem żarłoczną dziurą – źródłem wszelkich nałogów
Jestem nienasyceniem i żądzą
Jestem Ahaswerusem, Żydem Wiecznym Tułaczem,
Wagnerowskim Latającym Holendrem,
umarłym człowiekiem Dostojewskiego,
uwodzicielem
Kierkegaarda, Faustem Goethego
Przemieniam to, kim jestem, w to, co robisz i masz
Morduję Twą duszę
A Ty przekazujesz mnie z pokolenia na pokolenie
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.

John Bradshaw  ”Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odnaleźć i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”, s.86-89, Medium, Warszawa 1995.

Wiersz jest bardzo podobny do innego utworu Thomasa Mertona:

Dam Ci wszystko, czego pragniesz.
Poprowadzę Cię w samotność.
Poprowadzę Cię drogą,
której nie potrafisz absolutnie zrozumieć,
bo chcę, żeby to była droga najkrótsza.
Wszystko, co Cię dotknie, będzie Cię palić z bólu,
będziesz cofał Twoją rękę,
aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych.

Wtedy znajdziesz się zupełnie sam.

Nie pytaj: kiedy, ani gdzie,
ani jak to się stanie.
Czy na jakiejś górze,
czy w więzieniu,
czy na pustyni,
czy w obozie koncentracyjnym,
czy w szpitalu,
czy też w Getsemani.
To nie ma znaczenia.
Nie pytaj mnie więc,
bo Ci i tak nie odpowiem.
Nie będziesz wiedział,
dopóki się tam nie znajdziesz.

Zakosztujesz prawdziwej samotności,
mojej męki i mojego ubóstwa:
poprowadzę Cię na wyżyny mojej radości.
Umrzesz we mnie
i odnajdziesz wszystkie rzeczy
w głębi mojego Miłosierdzia,
które stworzyło Cię w tym celu…

Thomas Merton, Siedmiopiętrowa góra.

 

 

O Jhonie Bradshaw  pisałam <<<tu>>>

 

Jestem z siebie dumna, z tego, że dane mi jest dorosnąć :-) Jeszcze trochę i będę odpowiedzialną dorosłą kobietą, tylko coś czuję, że zmienię to moje życie diametralnie. Zmienię rzeczy, które mnie uwierają, które powodują moje „stanie w rozkroku”, bo nie umiem się zdecydować, co jest lepsze. Dorosłość to umiejętność dokonywania racjonalnych wyborów, bez patrzenia „co inni powiedzą” i „czy przypadkiem kogoś nie uraziłam?”.
Aby wejść w fazę dorastania musiałam poświęcić prawie cztery lata terapii 8-O . Ile zajmie mi stawanie się dorosłą????

Nieważne! Nie żałuje ani jednej godziny terapii. Jestem z siebie dumna :-D