Poniedziałek, 08:27

Wspaniały, wczorajszy dzień.

Wizyta w W-wie, u bratanka. Chrzciny.

Młody założył nowy garnitur. O mamusiu! Mam mega przystojnego syna! Wysoki, postawny, teraz z super fryzurą i delikatną bródką . Super! Kiedyś nosił długie włosy i wyglądał jak Kudłaty ze Scooby Doo a teraz, po ogarnięciu przez fryzjera, nareszcie wygląda jak człowiek.

Maleńka nareszcie założyła spódnice. Oczywiście do tego sportowy t-shirt i koniecznie sportowe buty. Nie oponowałam, bo i tak nic by to nie dało. Jest teraz na etapie robienia sobie tatuaży (na szczęście z henny), malowania włosów na różne kolory i zachwytu nad kolczykami w różnych miejscach (sama nie ma żadnego). Tym razem wytatuowała sobie słowo „love” na palcach ręki. Dziwnie to wyglądało – młoda śliczna blondynka z długimi włosami, których końce są turkusowe i tatuażem na dłoniach.

Do kościoła przeszliśmy piechotą.

Na chrzcinach spotkały się dwie rodziny. Rodziny żony K nie znałam wcześniej, więc w kościele wszyscy się rozdzieliliśmy. Oni siedzieli po lewej stronie, my po prawej.
W lokalu usiedliśmy blisko nich i nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę, o czym mówić. Neutralnie zaczęłam o pogodzie a później o szkole. Rozmowa kleiła się o tyle o ile, czyli raczej kulawo.

Moją uwagę zwrócił siwy pan, który pojawił się u boku K. Był sam, bez partnerki. Pomagał prowadzić wózek. Później siedział blisko K i S. Zastanawiałam się kto to jest. Myślałam, że to fotograf, ale nie robił zdjęć. Był cały czas blisko K i S i ich dziecka.
Utkwił mi w pamięci. Zdziwiłam się, że taki facet jest sam, w sensie bez partnerki, ale później wyjaśniłam sobie, że na pewno żona jest mocno zajęta i nie mogła przyjść. Na palcu nie było obrączki, w więc dziewczyna.
K zaprosił nas w swoją stronę i mogłam z nim porozmawiać. Facet włączał się do rozmowy. Maleńka zaczęła chwalić się swoimi zdjęciami i rysunkami. Pokazywała swoje dzieła umieszczone w komórce, a ma talent plastyczny, że hej. Mimo 15 lat potrafi pięknie rysować i robi suuuuper zdjęcia. Niejeden nie zrobiłby takiego ujęcia mega aparatem fotograficznym, jak ona zwykłym aparatem telefonicznym z androidem. Pokazywała więc swoje dzieła i prężyła się z dumy, kiedy Facet chwalił, mówił o ujęciach, ekspozycjach, naświetleniu i tym podobnych sprawach. I nagle dałam się wciągnąć w rozmowę o zdolnościach mojej córki. Facet okazała się super rozmówcą. Zwykłym, nie zadzierającym nosa człowiekiem, z którym można gadać godzinami o wszystkim. Oczywiście, nie gadałam z nim godzinami :-) o nie, tyle czasu nie mieliśmy. Ale fajnie było patrzeć na Maleńką, jak dumnie podnosi głowę, uśmiecha się, i chętnie kontynuuje rozmowę.
Jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła w Facecie. Kiedy byliśmy już u K i zaczęła się rozmowa na temat naszej rodziny i żalu K do rodziców i siostry, że nie przyjechali na chrzciny, że rodzice tak traktują K, Facet zaczął tłumaczyć całą sytuację K. Uderzyła mnie mądrość jego słów i dziwne podobieństwo do B (terapeuty). Sytuacja, kiedy facet okazuje się „normalnym” człowiekiem, kiedy bez zadęcia opowiada o tym, co robi, kiedy potrafi słuchać innych i nie przerywa im, żeby powiedzieć „a ja to…”, no jednym słowem, takie sytuacje wprowadzają mnie w osłupienie. Okazało się, że oglądaliśmy takie same filmy i to samo nas rozczulało i rozśmieszało. I mamy takie samo zdanie na temat relacji rodzinnych i zachowania ludzi. On jest drugi, po B, który potrafi tę trudną sztukę. Tylko, że B jest moim terapeutą a ten, samoistny psycholog, jest pewnie „własnością” jakiejś pani o krwistych, wypielęgnowanych paznokciach, z długą blond fryzurą i nienaganną sylwetką.
Fajnie było go słuchać a rozmowa z nim była przyjemnością.
W domu szybko zajrzałam do Facebooka i znalazłam go wśród znajomych K. Facet jest 7 lat ode mnie młodszy, mimo, że wygląda jakby był w moim wieku, przez siwe włosy. Pracuje w policji i jak wyśledziłam na profilu jest „wolny”. Kurde, taki fajny facet i wolny. Szkoda, że jest młodszy i to tyle lat. W ten jego status facebookowy nie wierzę. Oczyma wyobraźni widzę przy nim jakąś wystrzałową blondi.

No tak, zaintrygował mnie ten Facet i to bardzo. I to przez sposób rozmowy właśnie… Dobrze, że K ma takiego przyjaciela, mądrego i wyważonego, który nie dolewa oliwy do ognia a wręcz usiłuje wyciszać uraz do rodziny. Przypomniało mi się, jak tłumaczył K, że siostra, która nie przyjechała na chrzciny i do której K chciał wysłać dołującego sms-a i bez tego czuje się głupio a wiadomość jeszcze bardziej jej „dołoży”. I tu pojawił się B – kurde jakbym go słyszała podczas sesji. I od tego momentu zaczęłam zwracać baczniejszą uwagę na Faceta i na to co mówi …
A Facet jest uroczy, nie, właściwie jest normalny, z tym swoim ciepłym uśmiechem i roześmianymi oczami, z rzęsami długimi i ciemnymi jak u dziewczyny. No, to prawda, trochę go poobserwowałam.

I tak, czuję żal, że moje życie już minęło i że ja nie spotkałam i nie spotkam takiego faceta… Pomimo tego, że jak zauważyła bratanica: „Ciociu jaka ty wylaszczona! Pięknie wyglądasz w tej sukience! Nie mogłam się napatrzeć na ciebie” . „Staram się jak mogę!” – odpowiedziałam ze śmiechem. Rzeczywiście, staram się, bo mam dla kogo. Dla ślicznej Maleńkiej i przystojnego Młodego. I niech tak zostanie :-D

Udał się wczorajszy dzień i to bardzo. Wspaniały dzień z rodziną!

Sobota, 20:14

Bardzo aktywny dzień i bardzo piękny…

Wiosenny

Z zapachem wiosny i ciepłem

Wybrałam się z córką do kina, na film o psie.

Film super. Obie w niektórych momentach miałyśmy mokre oczy. Obok mnie, po prawej stronie siedział mały chłopiec. Może siedmioletni. Wcinał chrupki, popijając colą. O dziwo, najpierw zapytał, czy nie będzie przeszkadzać a później poprosił mnie o odkręcenie coli.  Płakał razem z nami a pod koniec filmu tak się rozszlochał, że ukrył twarz w bluzę i zerkał w moją stronę. Chyba się wstydził. Kiedy zobaczył, że ja też mam łzy na policzkach, odsłonił twarz i delikatnie się uśmiechnął.

A oto streszczenie filmu „Był sobie pies”: „Po co żyjemy? Dokąd zmierzamy? I na czym polega szczęście? Może nikt tego nie wie na pewno, ale wielu ma na ten temat swoje teorie. A ci, którzy mieli kiedykolwiek bliski kontakt ze zwierzęciem, dadzą razem ze mną głowę, że niejeden pies, kot czy kura wydawały się przygniecione tymi samymi pytaniami. Przecież zwierzę to też człowiek! A zwłaszcza pies. (…) o historia czworonoga, który przechodząc kolejne reinkarnacje, zastanawia się nad sensem życia. Jego pierwszym wcieleniem jest rudy retriever przygarnięty przez kilkuletniego chłopca, który nadaje mu imię Bailey. Obaj są dla siebie najlepszymi przyjaciółmi – nierozłącznymi towarzyszami w zabawie, smutkach i poważnych decyzjach. Kiedy na Baileya przychodzi czas, łzom nie ma końca. Ale to nie koniec jego drogi. Już za chwilę odradza się jako owczarek niemiecki płci żeńskiej – tym razem towarzyszy policjantowi skrywającemu bolesną tajemnicę. Ten epizod nie trwa jednak długo. Następnie Bailey budzi się w ciałku rozbrajającego corgiego i staje się ulubieńcem pewnej sympatycznej pani. Psi żywot to jednak krótka chwila. Pstryk! I Bailey rozpoczyna kolejną podróż. Historia zatoczy wreszcie koło i już wszystko (uwaga, spojler!) będzie dobrze. ”

 

W pamięci wciąż brzmią słowa ze środy. O tym, że nigdzie nie czuję „swojego miejsca”. Nie czułam. Teraz jestem u siebie.
Będąc dzieckiem nie czułam się „w domu”. Wciąż obca. Będąc w domu męża, też nie czułam się u siebie. Obca. Mielę te słowa, ale nie po to, żeby się nimi umartwiać, ale żeby wyciągnąć z nich jakąś sensowną wiadomość dla siebie. Analizuję…

Wieczorkiem poszłam na plac z urządzeniami do ćwiczeń. Siłownia pod chmurką. Poćwiczyłam i pobiegałam. Chociaż tyle. Nie miałam dziś czasu na kije.

Sobota, 15:47

Niedawno wróciłam do domu

Pusto

Dzieciaki „po świecie” – syn u kolegów a mała u koleżanek

Pusto

Telewizor nie działa. Kłopot z podłączeniem anteny – zanika obraz. Nie chcę mi się wchodzić na dach i ustawiać.

Z Małą pojechałyśmy na zakupy „ciuchowe”. Już wybiera sama dla siebie. Ja już nie jestem na topie. Wybrała sobie kilka rzeczy.

Pusto

Tak będzie wyglądało moje życie, kiedy oni pójdą z domu

Po środzie długo dochodziłam do siebie. Dopiero w piątek udało mi się uspokoić nerwy.

Zabieram się za sprzątanie

Na ławie czeka do robienia sweter. Znajoma już wysłała kilka sms-ów, jak tam postępy… A postępy marne…

Deszczowe popołudnie…

W parapet przy oknie uderza deszcz, oczywiście na zewnątrz

Brrr

Czwartek, 12:07

Mija

Mija ta cholerna deprecha a przynajmniej poczucie bezsensu.

Za oknem piękna, słoneczna pogoda i klon ubrany w złote liście.

Przepięknie

Zrobię zdjęcie

Takich dni bardzo mi potrzeba. Słonecznych i kolorowych.

Wczoraj głowa wypełniona była emocjami po terapii. Niewiele z niej (terapii) pamiętałam. Moje skurczenie na fotelu i mieszanina uczuć.

Ciekawe jak pamięta to terapeuta.

Yalom spisywał swoje spostrzeżenia po terapii. Ciekawe czy B też robi takie notatki? Chciałabym je kiedyś przeczytać i zobaczyć drugą stronę medalu. To, jak on to wszystko widzi? W gabinecie jestem sama, mimo, że on siedzi z boku. Ciekawe co wtedy myśli. Może:
- Kurde, ale pieprzy… Ciekawe co tam na obiad??? Kurde, jak mi się chce palić… Ile jeszcze do końca? – ukradkowe spojrzenie na zegarek – no, jeszcze trochę i następny… w mordę, jak wyjdzie zrobię sobie kawę, nie zdążyłem wypić w domu… No tak, ile jeszcze???
Oczywiście na zewnątrz nic nie widać. Noga na nogę. Rozparty w fotelu… Ocean spokoju. Kamienna twarz

Słucha

Pamięta o czym mówiłam wcześniej

Nie myli zdarzeń

Nie widzę, żeby prowadził jakieś notatki. Może po sesji je robi. Może…

Wczorajszy dzień to już przeszłość.

Jestem tu i teraz

Głęboki oddech

Moje spojrzenie za okno. A tam słońce i jarzębina zaglądająca do okna. Gałęzie bez liści ozdobione czerwonymi koralami.

Pięknie

Spokojnie

Złota Polska jesień…

Znów głęboki oddech

Jest dziś a dziś nie jest złe :-)

Dziś jest piękne

Dziś mija trzy lata terapii

***

22:37

Wieczór ze znajomą. Nie rozmawiałyśmy ze sobą 15 lat. 15 lat temu zwolniłam się z fabryki. Nie miałyśmy okazji się spotkać aż nagle spotkałam ją u fryzjera.
Od słowa do słowa i umówiłam się z nią na pogaduchy. Jej córki wydoroślały i założyły własne rodziny.
Ona wcale się nie zmieniła. Była z niej śmieszka i jest dalej.
To spotkanie było jak podróż w czasie.
Ona zadowolona ze swoich córek a ja z bagażem popieprzonego życia.
18 lat temu była na moim weselu.
Później coś tam słyszała. Aż w końcu usłyszała o zabójstwie. Słuchała tego co mówiłam i widać było, że ledwie to ogarnia, ledwie rozumie i budzi to w niej przerażenie.
Przestałam mówić.Na jej pytanie, jak ja to wytrzymałam, otwarcie powiedziałam, że chodzę na terapię. Że bez tego wsparcia pewnie bym nie dała sobie rady.

Wszystko jest do ogarnięcia. Potrzebne jest profesjonalne wsparcie i życie nabiera innego wymiaru i innego kształtu.

Dobrze, że do niej pojechałam. Zobaczyłam, że jestem twardą babą, która ze wszystkim sobie radzi. Gorzej, czy lepiej, ale sobie radzi.

A to z przymrużeniem oka

No, mam tę moc ;-) albo tłumacząc dosłownie „odpuszczam sobie”. Potrafię odpuścić różne rzeczy. Straty materialne nie są dla mnie końcem świata.

Hmmm, mam tę moc…

Czwartek, 08:56

Nowy, piękny dzień

Emocje w normie

Malutka robi obrazki do przedszkola. Misie sztuk cztery. Ma talent, więc dlaczego ma nie zarobić. Yogi i Puchatek już narysowany. Został jeszcze Kolargol i Uszatek.To ma dokończyć dziś. Na razie jeszcze śpi…

Wczoraj podczas malowania i mojej krytyki odparowała:
- Ty swoje rysunki miałaś nieproporcjonalne. Krótkie nóżki a krytykujesz mnie. Wstydziłam się za ciebie…
Też robiłam rysunki do przedszkola.
O kurde! No tak :-| Super, że odważyła się tak bezceremonialnie mnie skrytykować. Nie powiem, że było mi przyjemnie, ale ja nie odważyłabym się krytykować matki otwarcie. Ja zostałam wychowana na grzeczną dziewczynkę a właściwie nie wychowana – tego ode mnie oczekiwano… No tak wciąż wracam do tematów z terapii…
Wczoraj też usypiałam z myślą o B. Ciekawe co by na to powiedział, że poszłam z nim spać?! 8-O Grubo!!!!

Mała też spała ze mną. Oglądała jakiś pogięty horror. I została. Nie tylko ona, bo kot też. No sporo miałam osób w łóżku dzisiejszej nocy:  Mała, kot, terapeuta. Dobrze, że jest takie duże ;-)

Usypiając słyszałam szczekanie psa i pomyślałam, że jestem w S. W tamtym domu a pies szczeka pod stodołą. Wspomnienia…

W zetce usłyszałam tekst o Smoktunowicz. Kręcili program w Azji. Smoktunowicz przeżyła traumę i powiedziała, że nigdy do Azji nie pojedzie, bo… No, bo co? Chwila niepewności, bo skoro trauma, to pewnie jakieś graniczne przeżycia a tu news: Nie pojedzie, bo mogła tam kupić buty za 60 zł 8-O . W dupie się babie poprzewracało i kaska uderzyła do mózgownicy. Młody skomentował bardziej dosadnie: „We łbie się od hajsu pojebało”. No, to było rzeczywiście traumatyczne przeżycie. Ło matko, Lisica w udręce, bo mogła kupić dziadowskie buciki, łoj, łoj, łoj… Ciekawe co na to miliony osób, które chodzą w takich dziadowskich bucikach na czele ze mną. Ło la boga.

No i co zrobić z tak pięknie zaczętym dzionkiem?

***

Terapeuta leci do Telawiwu. Piękne miasto pod błękitnym niebem. Nazywane cudem na pustyni, albo białym miastem. Piękne. We wrześniu będą mieli jesień i … 35 stopni C. Przejrzałam internet…

Rzeczywiście ogromne miasto

I błękitne niebo i plaże z ciepłym morzem…

Ech…

Ten to ma szczęście