Środa, 13:29 In tereatment

Wstałam z potężnym bólem głowy, za późno. Myślałam, że się spóźnię na wizytę.

Nie spóźniłam się.

A tam się poryczałam.

Miałam być mocna. Miałam się kłócić i obstawać za swoim a w rzeczywistości się poryczałam.

Za dużo tego wszystkiego…

Za dużo jak na mnie.

Najpierw gastroskopia i wycinek. Podejrzenie nowotworu u mnie…

Później sytuacja z Beatą i moje myśli, że nie mogę jej pomóc. Że odchodzi ktoś wspaniały. Ktoś, kto nie pcha się w cudze życie z butami, nie instruuje, do doradza, nie krytykuje. Po prostu jest obok i taki ktoś umiera. Zostawia dwoje dzieci i męża…

B oczywiście przełożył to na mnie i na moje odczucia. Na moje wyparcia i chronienie drugiej osoby zamiast siebie.

A mnie w tym wszystkim nie ma. Czuję się jak w bańce mydlanej. Oglądam świat dookoła. Mojej choroby nie ma. Ot, wzięli wycinek, jakby to była zwykła czynność podobna do borowania w zębie. NIE CHCĘ MYŚLEĆ O SOBIE!

Ryczałam nad Beatą…

Byłam zła na fochy u córki. Okres dorastania. Była u córki znajomej, która kiedyś mi dokopała. Miałam ogromne zaufanie do tej znajomej, wręcz powierzyłam jej całe swoje poranione życie i dostałam ogromnego kopa. I do jej córki zawiozłam swoją, bo się przyjaźnią. A ja cała jestem na nie, ale … Niech tam. Córka chciała zostać u niej na noc. Nie zgodziłam się i w zamian otrzymałam mega focha. Córce przeszło dopiero dziś.

Dziś zadzwoniłam do Beaty. Jest lepiej. Żwawszy głos. Była na wizycie u psychiatry, nota bene, tej samej, która wspierała mnie. Rozmowa wypadła bardzo pozytywnie. Będzie miała leki na poprawę nastroju. Jest lepiej. Dziś w nocy nawet spała.

Jadę do niej.

Nie jest łatwo wspierać kogoś bardzo bliskiego.

Deszczowy ten dzień…

Sobota, 22:25 Szczęście

Piękny dzień

Znajoma BL zaprosiła nas na swoją działkę w starorzeczu Bugu. Piękne, ciche miejsce. Domek w sosnowym lesie i własne „jeziorko”.

Siedziałyśmy na ruchomym pomoście i opalałyśmy się.

Wchodziłyśmy do wody, przejrzystej i cieplutkiej.

Przepięknie

I miałam w nosie, że już nie jestem młoda i piękna. Jestem dojrzała i piękna. Nie, poprawka, obie jesteśmy dojrzałe i piękne i co najważniejsze, mega silne.

Ona po traumatycznych przejściach, sama wychowała dwoje dzieci i ja … Jednym słowem los nas bardzo doświadczył, ale umiemy się pięknie śmiać i cieszyć światem.

Kobiety po czterdziestce. I kto powiedział, że życie kończy się po czterdziestce? No, kto?

Przepiękny dzień. Cudny. Wolny i spokojny.

Hmmmm… Niech tak będzie, jak najczęściej!

Fotorelacja <<<tu>>>

Sobota, 22:11

Tik, tak, tik, tak…

Stukają trybiki w zegarze

Dostałam zegar :-)

Dzisiejszy wieczór był pełen gości

Dwa małżeństwa

Mocno żyjące wiarą w Boga

Nie odzywałam się, nie brałam udziału w dyskusjach

Obserwowałam i uśmiechałam się

Magiczne myślenie

Super jest wierzyć, że to Najwyższy układa nam życie

Oni żyją w innym wymiarze…

Oglądaliśmy wspólnie spotkanie z papieżem Franciszkiem

Poryczałam się na inscenizacji o siostrze Faustynie. Rozwalają mnie takie sceny, rozwala mnie tęskny głos aktorki, która wcieliła się w postać zakonnicy. Ocierałam oczy…

Wiara jest olbrzymią siłą i daje olbrzymią siłę

Już im nie zazdroszczę

Patrzę z podziwem i rozumiem

Ja nauczyłam się, że wszystko zależy ode mnie i moich wyborów

Znajomi pojechali do domów

Siedzę przed ekranem telewizora i patrzę na młodych zebranych na błoniach w Krakowie

Piękni ci młodzi. Tyle w nich uczuć, tyle zapału, wiary. Piękni!

Znów zawaliłam, sobota

Kurde

Zbiłam lustro

Ile lat nieszczęścia?

A poza tym?

Dobrze

Zapomniałam wczoraj iść do znajomych do klubu muzycznego

Grał i śpiewał bardzo popularny teraz Tobiasz

Zapminiałam

Znów

Obudziłam się dopiero ok 20

Kurde – za późno

Zawaliłam

Znajoma się pogniewa?

Może nie

ma jeszcze tylu innych znajomych

Zawaliłam

 

Piękny dzień dziś był

Słoneczny

Byłam na kijach

 

Scarlett O’hara i ja

Nie wiem, co ze studiami. Dwa egzaminy nie zaliczone. Jeden to ogromna kobyła i sroga wykładowczyni, drugi trochę lżejszy, ale i tak się boję.

Opracowałam tematy tego drugiego, z pierwszego nic nie ruszyłam.

Błogi spokój mnie rozwala. Nic mi się nie chce. Nie wiem co z tymi studiami. Paraliżuje mnie lęk przed zdawaniem egzaminów a w głowie mam zaciętą pustkę.

Około 18 biorę leki od depresji. 1/3 tabletki, ale tak rozwala, że około 20 jestem „ścięta”. Dziś też, 21a ja już w łóżku i z klejącymi powiekami.

Zamówiłam bilety na autobus, na sobotę. Pojadę, ale nie na egzaminy, jeszcze nie. Czy kiedyś tak? Nie wiem. W głowie ta pustka…

Dziś zmieniłam pościel. Pachnie świeżością. Pachnie tak, jak u siostry do której jeździłam, kiedy byłam mała. Pamiętam, że zawsze wtedy ubierała nową pościel. Była wykrochmalona, uprasowana i pachnąca. Dziś też w moim DOMU będę spać w pachnącej pościeli. Nie pachniała tak w mieszkaniu w mieście. Tamto mieszkanie to był koszmar. Dopiero teraz oddycham.

Dopiero teraz…

Dziś pojechałam do miasta i zaszalałam. Poszłam do Gray Wolfa i wyhaczyłam piękną spódniczkę, bluzkę i żakiet. Zaszalałam :-D Wypatrzyłam zniżki w sklepie internetowym i poszłam do sklepu stacjonarnego. Naprzymierzałam chyba ze sto sukienek a wybrałam spódniczkę (w takiej samej była dziewczyna ze sklepu i wyglądała w niej pięknie).

Później wywiadówka u Maleńkiej. Szału nie ma, za to są dwie dwóje na półrocze. Słabiutko. Trochę mi przykro i chyba jej też, chociaż nie daje tego po sobie poznać. Młody normalnie, ale ona zawsze miała lepsze stopnie. Stresy przeprowadzkowe dają o sobie znać. Dla mnie to dużo a dla nich? Ja wspieram się lekami a one… Dobrze chociaż, że nie w głowie mi jakieś towarzystwa, czy miłości, bo dla nich byłby podwójny stres.

Dziś, kiedy przyjechała M i piłyśmy kawę, w pewnym momencie powiedziała, że w tym domu czuć ogromny spokój. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:

- Wiesz, że ja też, kiedy stanęłam w pustym mieszkaniu z brudnymi, zagrzybionymi ścianami, odłażącymi tapetami i bez światła, patrząc przez okno pomyślałam, że nareszcie jestem w domu i poczułam ogromny spokój. Ogromny.

Tak, w moim domu czuć ogromny spokój i co najlepsze, czują go też dzieci.

Dużo w dzisiejszym wpisie słowa „dziś”. Nareszcie jestem „tu i teraz”.

A tak a propos wkurzają mnie blogi motywacyjne (motywujące do wielkich zmian w życiu). Wkurzają mnie coache różnej maści, którzy krzyczą, że masz robić to, albo to, masz zmienić swoje życie, więcej się uśmiechać, myśleć pozytywnie, pisać plan zmian, robić listy i odhaczać kolejne punkty. A w dupę sobie wsadźcie te wasze pozytywne nowomowy. Kiedy byłam w czarnej d… nie w głowie mi było pozytywne myślenie. Wszystko mnie denerwowało i za wszystko się obwiniałam. Nie mam zamiaru na siłę przyklejać uśmiechu na usta i krzyczeć, że jest dobrze, jak jest, przepraszam, ale chujowo. Dobrze ff-scarlett1u mnie jest dopiero teraz, ale musiałam przejść przez niezłe piekło i nie pokonałam go przez pozytywne myślenie i odhaczanie kolejnych punktów. To co mam teraz, to suma pracy mojej i terapeuty. Chociaż na temat terapeuty słyszę różne opinie – człowiek legenda, wzbudzający raczej negatywne emocje i negatywne opinie. Dlaczego? Ne wiem, chociaż gdybym mogła, to bym go o to zapytała. Kto wie, może go o to zapytam na następnej wizycie.

No, ok 22:35. Pora spać

Problemy zostawiam na jutro. Puszczę oko do Scarlett. Nie, piękna? Jutro! Pomyślę o tym jutro a dziś idę spać.