Sobota, 22:11

Tik, tak, tik, tak…

Stukają trybiki w zegarze

Dostałam zegar :-)

Dzisiejszy wieczór był pełen gości

Dwa małżeństwa

Mocno żyjące wiarą w Boga

Nie odzywałam się, nie brałam udziału w dyskusjach

Obserwowałam i uśmiechałam się

Magiczne myślenie

Super jest wierzyć, że to Najwyższy układa nam życie

Oni żyją w innym wymiarze…

Oglądaliśmy wspólnie spotkanie z papieżem Franciszkiem

Poryczałam się na inscenizacji o siostrze Faustynie. Rozwalają mnie takie sceny, rozwala mnie tęskny głos aktorki, która wcieliła się w postać zakonnicy. Ocierałam oczy…

Wiara jest olbrzymią siłą i daje olbrzymią siłę

Już im nie zazdroszczę

Patrzę z podziwem i rozumiem

Ja nauczyłam się, że wszystko zależy ode mnie i moich wyborów

Znajomi pojechali do domów

Siedzę przed ekranem telewizora i patrzę na młodych zebranych na błoniach w Krakowie

Piękni ci młodzi. Tyle w nich uczuć, tyle zapału, wiary. Piękni!

Znów zawaliłam, sobota

Kurde

Zbiłam lustro

Ile lat nieszczęścia?

A poza tym?

Dobrze

Zapomniałam wczoraj iść do znajomych do klubu muzycznego

Grał i śpiewał bardzo popularny teraz Tobiasz

Zapminiałam

Znów

Obudziłam się dopiero ok 20

Kurde – za późno

Zawaliłam

Znajoma się pogniewa?

Może nie

ma jeszcze tylu innych znajomych

Zawaliłam

 

Piękny dzień dziś był

Słoneczny

Byłam na kijach

 

Scarlett O’hara i ja

Nie wiem, co ze studiami. Dwa egzaminy nie zaliczone. Jeden to ogromna kobyła i sroga wykładowczyni, drugi trochę lżejszy, ale i tak się boję.

Opracowałam tematy tego drugiego, z pierwszego nic nie ruszyłam.

Błogi spokój mnie rozwala. Nic mi się nie chce. Nie wiem co z tymi studiami. Paraliżuje mnie lęk przed zdawaniem egzaminów a w głowie mam zaciętą pustkę.

Około 18 biorę leki od depresji. 1/3 tabletki, ale tak rozwala, że około 20 jestem „ścięta”. Dziś też, 21a ja już w łóżku i z klejącymi powiekami.

Zamówiłam bilety na autobus, na sobotę. Pojadę, ale nie na egzaminy, jeszcze nie. Czy kiedyś tak? Nie wiem. W głowie ta pustka…

Dziś zmieniłam pościel. Pachnie świeżością. Pachnie tak, jak u siostry do której jeździłam, kiedy byłam mała. Pamiętam, że zawsze wtedy ubierała nową pościel. Była wykrochmalona, uprasowana i pachnąca. Dziś też w moim DOMU będę spać w pachnącej pościeli. Nie pachniała tak w mieszkaniu w mieście. Tamto mieszkanie to był koszmar. Dopiero teraz oddycham.

Dopiero teraz…

Dziś pojechałam do miasta i zaszalałam. Poszłam do Gray Wolfa i wyhaczyłam piękną spódniczkę, bluzkę i żakiet. Zaszalałam :-D Wypatrzyłam zniżki w sklepie internetowym i poszłam do sklepu stacjonarnego. Naprzymierzałam chyba ze sto sukienek a wybrałam spódniczkę (w takiej samej była dziewczyna ze sklepu i wyglądała w niej pięknie).

Później wywiadówka u Maleńkiej. Szału nie ma, za to są dwie dwóje na półrocze. Słabiutko. Trochę mi przykro i chyba jej też, chociaż nie daje tego po sobie poznać. Młody normalnie, ale ona zawsze miała lepsze stopnie. Stresy przeprowadzkowe dają o sobie znać. Dla mnie to dużo a dla nich? Ja wspieram się lekami a one… Dobrze chociaż, że nie w głowie mi jakieś towarzystwa, czy miłości, bo dla nich byłby podwójny stres.

Dziś, kiedy przyjechała M i piłyśmy kawę, w pewnym momencie powiedziała, że w tym domu czuć ogromny spokój. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:

- Wiesz, że ja też, kiedy stanęłam w pustym mieszkaniu z brudnymi, zagrzybionymi ścianami, odłażącymi tapetami i bez światła, patrząc przez okno pomyślałam, że nareszcie jestem w domu i poczułam ogromny spokój. Ogromny.

Tak, w moim domu czuć ogromny spokój i co najlepsze, czują go też dzieci.

Dużo w dzisiejszym wpisie słowa „dziś”. Nareszcie jestem „tu i teraz”.

A tak a propos wkurzają mnie blogi motywacyjne (motywujące do wielkich zmian w życiu). Wkurzają mnie coache różnej maści, którzy krzyczą, że masz robić to, albo to, masz zmienić swoje życie, więcej się uśmiechać, myśleć pozytywnie, pisać plan zmian, robić listy i odhaczać kolejne punkty. A w dupę sobie wsadźcie te wasze pozytywne nowomowy. Kiedy byłam w czarnej d… nie w głowie mi było pozytywne myślenie. Wszystko mnie denerwowało i za wszystko się obwiniałam. Nie mam zamiaru na siłę przyklejać uśmiechu na usta i krzyczeć, że jest dobrze, jak jest, przepraszam, ale chujowo. Dobrze ff-scarlett1u mnie jest dopiero teraz, ale musiałam przejść przez niezłe piekło i nie pokonałam go przez pozytywne myślenie i odhaczanie kolejnych punktów. To co mam teraz, to suma pracy mojej i terapeuty. Chociaż na temat terapeuty słyszę różne opinie – człowiek legenda, wzbudzający raczej negatywne emocje i negatywne opinie. Dlaczego? Ne wiem, chociaż gdybym mogła, to bym go o to zapytała. Kto wie, może go o to zapytam na następnej wizycie.

No, ok 22:35. Pora spać

Problemy zostawiam na jutro. Puszczę oko do Scarlett. Nie, piękna? Jutro! Pomyślę o tym jutro a dziś idę spać.

Moja kochana K.

Już wiem dlaczego K. nie może jeść i pić pożywienia z dużą ilością cukru. Lekarze stwierdzili u niej raka tarczycy. Menda nazywa się rak brodawkowy. Dziewczyna jest przerażona. Zaczęła wtedy do mnie mówić, coś zasygnalizowała, ale była tak przerażona, że nie kontynuowała tematu a ja paplałam o swoim crazy świecie.

Wczoraj z nią porozmawiałam przez telefon. K. ma się spotkać z jeszcze dwoma lekarzami i chirurgiem. Zbiera informacje i boi się operacji.Tarczyca jest usiana wieloma guzkami. Nie jest powiększona, nie wydziela nadmiaru czy niedoboru hormonów, wszystko jest ok, oprócz… Tego guzka (jednego z wielu), który lekarze nazwali rakiem brodawkowym. Lekarze doradzają usunięcie tarczycy, bo guz rośnie. Ona nie wie, co ma robić. Mówiła o bolesnej biopsji, o tym, że boi się operacji, bo słyszała wiele opinii i każda jest zła. Kobiety długo dochodziły do siebie, traciły głos, nie mogły ustawić dobrego poziomu hormonów. Powiedziałam K., że ja też przeszłam operację tarczycy z powody trzech ogromnych guzów. Tarczycę mam wyciętą. Po operacji nie było źle, oprócz normalnych sensacji dotyczących wybudzenia z narkozy i dyskomfortu dotyczącego dużej ilości rurek podłączonych do szyi, tzw. sączków. Szybko dochodziłam do siebie. Szybko wyszłam ze szpitala ( w domu zapanował chaos – dwoje małych dzieci i mąż ze schizofrenią – nie ogarniał sytuacji). Operację miałam w piątek a we wtorek byłam w domu. 10 lat po operacji i hormony są w porządku. Fizycznie też jest dobrze, czasami tylko odczuwam szew pooperacyjny – ciągnie. Mówiłam o tym wszystkim K., ale ona nasłuchała się tych negatywnych przykładów i wyolbrzymia swój strach. Decyzje podejmie sama.

A co do cukru? Duża ilość cukru w pożywieniu powoduje szybkie namnażanie się komórek rakowych. Tak jest przy opcji DUŻA ILOŚĆ a K. całkowicie chce wyeliminować cukier i produkty pszenne z jadłospisu. Szaleństwo i szok dla organizmu. Ona lubi zjeść od czasu do czasu czekoladkę, bakalie do musli, biały chleb. Myślę, że zamiast wyeliminować trzeba ograniczyć i wilk będzie syty i owca cała. Jeżeli coś jest za bardzo zabronione do tego się tęskni i tego pożąda. Po co mieć jeszcze jeden problem na głowie i płakać za czymś co się bardzo lubi a co jest zabronione. Powiedziałam to K.

Zapytałam ją dlaczego nie chciała mi o wszystkim powiedzieć wcześniej. O strachu trzeba mówić. Trzeba go oswoić i „sprzedać” innym, wtedy jest mniejszy i nie panoszy się tak bardzo. Wiem coś o tym. Strach rośnie w samotności i staje się ogromny i nie do przezwyciężenia.

Moja kochana K. ma ogromny problem.