Czwartek, 12:24

Piękny dzień

W nocy kot przyniósł do domu mysz.
Ok. 2 w nocy usłyszałam drapanie do drzwi. Zostawiamy uchylone okienko na noc. Wskoczył przez nie, niosąc w pysku mysz. Warczał jak pies, kiedy się do niego zbliżyłam. Wystraszyłam się i uchyliłam drzwi do pustego pomieszczenia. Szybko tam wbiegł.
Rano poszłam zobaczyć, czy w pomieszczeniu nie leżą mysie szczątki. Nie leżały, ale myszy nie było. Pootwierałam drzwi. No i dziś, około 12, zobaczyłam jak tłusta, szara mysz biega po pokoju a kota ani widu. Nie zjadł jej. Pobawił się nią i zostawił. Mała szybko przyniosła sierściucha i dotąd czekała, aż on złapał ją w pysk a wtedy szybko wyniosła ich na dwór.
Takie trofea przynosi Gacek do domu.

No, piękny dzień…

Sobota, 11:55

Młody wraca z Grecji

Dwa tygodnie przeminęło z szybkością błyskawicy

Jadę go odebrać

Dziś siedząc w kuchni z kubkiem kawy, zachwyciłam się widokiem z okna. Soczystą zielenią drzew i trawy w parku. Kocham takie poranki. Ciche, łagodne, przesączone szczęściem i przepięknym widokiem z okna. I jeszcze te ptasie trele…

O tak, kocham życie. Moje życie ♥

Niedziela, 10:01. Niegrzeczne dziewczynki idą tam, gdzie chcą!!!

Młody z Gracji przesyła snapy.

Rejs statkiem. Dyskoteka. Nauka tańca Zorba. Piękne widoki… Ech. Jak ja mu zazdroszczę…

A u nas słońce i ziiiiiiimno.

W piątek dzwoniłam do sądu biskupiego. Przelew dotarł. Zapytałam o postępy w sprawie. Utknęła na etapie badania psychologicznego pozwanego. Jego stary adres nie został zmieniony. To, co ustalili wiosną 2014 roku zostało na niezmienionym poziomie. Ksiądz odbierający telefon był mocno zdziwiony obrotem sprawy. Poradził napisać wiadomość zgodną ze stanem na dzień dzisiejszy, więc napisałam, gdzie jest pozwany i z jakiego powodu. Podałam jego adres i fakt, że jest częściowo ubezwłasnowolniony. Już biegli nie muszą go badać i rozpatrywać jego poczytalności. Życie zrobiło to za nich. Nie napisałam tylko, że złożyłam pozew rozwodowy w sądzie cywilnym. Sądy kościelne bardzo powoli mielą. Od 2013 roku przesłuchano tylko świadków z mojej strony i mnie. Nic więcej. Jego zostawiono. Hmmm… Może teraz, kiedy dopłaciłam 800 zł ruszą ze sprawą.
Tysiąc tu, tysiąc tam…
Siała baba mak… No, drogocenny mak…

Te minione cztery lata to była hibernacja. Gdyby nie ten jego durny pozew o obniżenie alimentów dalej tkwiłabym w tym stanie. Dobrze, że dostałam takiego kopa.
Co z pieniędzmi? Jakoś dziwnie nie jest mi ich szkoda. Nareszcie czuję, że są wydawane po coś, w dobrym celu.
To zaskoczenie w sądzie, kiedy usłyszałam, że sprawy zostają zawieszone na czas sprawy rozwodowej i ulga, że nie będę musiała przeżywać wszystkich negatywnych emocji podczas składania zeznań, bezcenne.

Jedna bitwa wygrana.

Wojna trwa…

Przede mną batalie w sądzie okręgowym.

W środę na terapii B powiedział, że żałuje mnie.
- Jest mi cię szkodą – popatrzył na mnie chwilę – Przed tobą znów rozprawy w sądzie…
Nie słuchałam go dalej.
Popatrzyłam w jego oczy i przez chwilę miałam mętlik w głowie. Przez chwilę miałam ochotę się rozpłakać, ale zaraz zalała mnie fala złości. „Kurwa, niepotrzebnie. Nie potrzebuje litości!!!” – krzyczałam hardo w myślach. Uśmiechnęłam się i cicho powiedziałam:
- W moim życiu nic nie jest łatwe…  – „Przyzwyczaiłam się do tego” – pomyślałam.
Właściwie to „przyzwyczajenie” zaczyna mi uwierać. Potrzebuję spokoju!!!! I mam nadzieję wygrać tę wojnę!

Po raz pierwszy w życiu robię COŚ dla siebie samej. DLA SIEBIE SAMEJ!!! I to kurewsko mi się podoba! Egoistka! TAK! ZDROWA EGOISTKA! Świat niech zbawia się sam! Nikogo tym nie krzywdzę.

Tak drogi B! Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne, tam gdzie chcą! Miałeś rację! :-D

Czwartek, 11:13

Jest dobrze

Kurwa, jest dobrze

Ta moja adwokatka to torpeda. Seksowna torpeda. Kompetentna do szpiku kości. JEST CUDOWNA!!! Warta każdego tysiąca, który będę jej płacić. BARDZO WARTA!

Dwie sprawy, które trwały w sumie 5 min.

Zablokowała wszystko pozwem rozwodowym, który wysłała wczoraj. Jest tak jak mówiła. Sprawa rozwodowa w sądzie okręgowym blokuje wszystkie inne sprawy. Reszta będzie się toczyć na wyższym szczeblu. Pani mecenas w zajebistych, czerwonych szpilkach i obcisłych bluzeczkach wie, co robi. Niska, drobna, ale seksowna… Gdybym była facetem zakochałbym się do szaleństwa, a faceci ślinią się na jej widok jak psy Pawłowa. Kocham panią, pani mecenas ♥

Wczoraj wizyta u mojego najważniejszego pracodawcy. Musiałam mu powiedzieć o moich planach rozwodowych w sadzie cywilnym. Powiedziałam o całej sytuacji, o nękaniu nas wiadomościami i durnymi pozwami i o tym, że rozwód jest jedyną, możliwą formą obrony przed jego pokręconymi pozwami. Boję się o pracę. Musiałam… I zrozumiał. Zna moją sytuację od początku, od planowania ucieczki. O pracę nie muszę się martwić. Przynajmniej z jego strony.

Kurwa, ale ja jestem szczęśliwa.

Poznałam w sądzie jego kuratorkę J. Okazała się w porządku. Pracuje w gminie i zajmuje się pomocą socjalną. Oferowała mi pomoc. „W razie czego… Proszę przyjść, coś poradzimy, pomożemy”. Podziękowałam. Jestem zbyt dumna, żeby korzystać z pomocy socjalnej. Nie umiem wyciągać ręki po socjalne pieniądze.

Jeszcze tylko opłacić do końca sąd biskupi i monitować w sprawie unieważnienia kościelnego. I czekać na odzew z sądu okręgowego.

Słono kosztuje wolność, ale ma niebiański smak. O TAK! MA NIEBIAŃSKI SMAK!

JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!!!

***

22:12

No dobra, ochłonęłam.

To był dobry dzień. Zaczynał się w wielkich nerwach i niepewności, ale skończył się dobrze.

Zdarzyła się też pewna śmieszna i trochę żenująca sytuacja w sadzie.
Miałam trochę prześwitującą sukienkę, więc założyłam półhalkę. Część garderoby, która okazała się trochę za luźna. Nie bardzo się tym przejmowałam, myśląc, że nic się nie stanie. Halka wytrzymała dwie rozprawy, ale kiedy schodziłam po schodach, nikczemnie mnie zdradziła. Rozmawiając z panią mecenas poczułam, że coś zsuwa się po moich kolanach i plącze wokół łydek. O zgrozo! To ta nikczemna halka :-( Niewiele myśląc podciągnęłam zdrajczynię na swoje miejsce. Pani popatrzyła na mnie spod oka a ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. O kurcze! No nieźle!
- Sorry! Halka mi spadła! Już wszystko ok! – szybko wyjaśniałam, śmiejąc się jak głupia.
Byłoby kino, gdyby zdrajczyni spadła na sali rozpraw.
Na przyszłość mam nauczkę, żeby nie zakładać za dużych rzeczy.

Dziś dzień dziecka.
Bardzo ważny dzień. To dzięki dzieciom zmieniłam swoje życie. I dzięki dzieciom, a właściwie durnej dzisiejszej sprawie pospieszyłam swój pozew rozwodowy.
TAK. TO JEST KORZYŚĆ Z POWROTU DO SPRAWY Z J. Dostałam niezłego kopa, który zmotywował mnie do działania.

Opłaciłam sąd biskupi. Czekam na wiadomość, co dalej ze stwierdzeniem nieważności małżeństwa.

To był dobry dzień.

Środa, 20:38. Dzień kobiet

Dzień kobiet… jest każdego dnia, tylko faceci tego nie widzą

Faceci…

Wciąż zajęci sobą

Rozbawiło mnie stwierdzenie, że faceci są długo pod wrażeniem, jakie zrobili na kobietach…

Ha…

To by się zgadzało.

Rano syn zaskoczył mnie butelką wina.

A teraz wieczorem czuje, że wybrał dobrze…

Siedzę z lampką wina, już drugą, a co tam…

W pracy faceci obskoczyli mnie dookoła

Aniu może to, a może tamto, a może… Rozpływali się

A dzień był słoneczny z rześkim powietrzem. Przepiękny

Dobrze, że nie było porannej maglownicy. Na luzie

Mogłam rano posprzątać mieszkanie

A około godziny 10 zadzwoniła pani kurator z pytaniem, a właściwie informacją, że dziś po południu przyjedzie na wywiad i nie chodzi o wywiad do gazety, niestety…

Umówiłyśmy się na 15. I przyjechała. Młodsza ode mnie. Zebrała informacje dotyczące mnie, dzieci, zwłaszcza córki, obejrzała mieszkanie, zobaczyła rysunki małej i była pod wrażeniem.

Zapytałam, czy informacja o tym, że leczę depresję i chodzę na terapię może w jakiś sposób nam zaszkodzić. Odpowiedziała, że bardzo dobrze robię. Ona często doradza kobietom w podobnych sytuacjach takie samo postępowanie. Podziwia mnie…

O tak daję sobie radę.

Powiedziałam, że poszłam na terapię dla swoich dzieci a później szybko się poprawiłam, że dla siebie a one z tego skorzystali, bo nasze życie jest nareszcie dobre.

Mała odpowiadała śmiało na zadawane pytania. Powiedziała, że pamięta dobre chwile w S., ale czuję złość na myśl o tym, co ojciec nam zrobił i nie chce z nim kontaktów. Żadnych kontaktów.

Patrzyłam na nią z podziwem.

A ja … siedziałam skurczona i starałam się odpowiadać spokojnie.

Starałam się

W ogóle przez ostatni tydzień uczę się oddychać. Pełna piersią. B zwrócił mi uwagę na moja reakcję na innych, ćwiczę więc „normalne” bycie wśród ludzi.

Znajomy napisał w smsie „Aniu jesteś moim prawdziwym przyjacielem”. Hmmm, miło…

Dzień kobiet

Oczywiście jeszcze sms z życzeniami od tajemniczego wielbiciela

A i jeszcze życzenia od ucznia. Dorwał mnie na korytarzu, na schodach. Wręczył mi różę i ujął moją dłoń swoimi wielkimi dłońmi. Ścisnął ją jak w imadle i z wielkim przejęciem zaczął składać życzenia. Moja dłoń w jego wielkich, silnych dłoniach zdrętwiała. Z życzeń zapamiętałam, że chciałby widzieć często mój piękny uśmiech. Jak najczęściej.

 

 

Dobre to wino

A w telewizji mój ulubiony serial

Za oknem piękna, wiosenna pogoda.

Jestem szczęśliwa :-D