Wtorek, 08:59

O pogodzeniu K z ojcem można pomarzyć.
Ojciec jest tak zapiekły w gniewie, że zaczynanie tematu K jest od razu początkiem ogromnych nerwów. M zsiniał i zaczął krzyczeć. Córka (którą niepotrzebnie wzięłam ze sobą) ze łzami w oczach zauważyła, że to jest jego syn, który szuka zgody, na co on zaczął wręcz krzyczeć, tłumacząc, że synem przestał już być a w ogóle to go wydziedziczy. On już syna nie ma!!!! Zdjęcia nawet nie wyjmowałam z torebki. Trudno. Majątki i chora duma przysłoniły wszystko a szkoda, bo w innym życiu ojciec mógłby być dumny z takiego syna.

Rozbolała mnie głowa. Szkoda mi było córki. Ona to bardzo przeżyła. Z płaczem mówiła, że nie rozumie M, że K jest taki wspaniały, że jeszcze nie spotkała tak dobrego człowieka.

Tak, to właśnie moja rodzina, gdzie wszystko jest postawione na głowie a chęć posiadania i przywiązania do rzeczy przysłania miłość do członków rodziny. Szkoda.

Nie pasuję do nich. Dla mnie ważniejsze jest być a nie mieć.

Niedziela, 23:29

No i byliśmy u K.

Warszawa, Włochy

Nowy blok. Pod zamknięciem, monitorowany. Piękne, duże mieszkanie na I piętrze.

Kiedy usłyszałam cenę, zatkało mnie. Dla mnie marzenie, dla nich inwestycja życia.

Fajne małżeństwo, z maleńkim, półtora miesięcznym dzieckiem, chłopczykiem.

Mieszkanie super. Fajna lokalizacja. Niedaleko zielony park, w którym można spędzać czas. Można nawet wypożyczyć kajak i popływać. Niedaleko są też forty warszawskie.

On daje radę.

I strasznie przeżywa odepchnięcie przez rodziców. Nie rozmawiał z nimi już cztery lata. Chciałby, żeby rodzice zobaczyli wnuka. Dali mi zdjęcie małego, żebym przekazała dziadkowi. Przekażę, ale co dziadek z nim zrobi, nie wiem.

Rodzice nie powinni odwracać się od własnych dzieci.

Ojciec powinien być dumny z takiego syna a nie udawać, że go nie zna.

Czwartek, 23:46 Burzowo

Oj, od wczorajszego wieczora przetaczają się burze.
Z przepięknymi błyskawicami. Pięknymi, oślepiającymi zygzakami. Jest moc…

Myślami byłam na wczorajszej terapii. I pomyślałam, że fajnie byłoby mieć wśród znajomych małżeństwo B. Wpaść do nich z winem i pogadać o filmach, książkach i muzyce. On byłby świetnym rozmówcą a ona wspaniałym słuchaczem, albo odwrotnie – ona wspaniałą rozmówczynią a on słuchaczem Takie kulturalne popołudnie. Ech… Jak mi brakuje takich rozmów.
Mam dość tego targowiska próżności. Opowieści: za ile, to było najlepsze, a to najdroższe, to kosztowała tyle tysięcy a tu zrobiliśmy za kilkanaście. Te pieniądze w oczach, w uszach, w ścianach, w samochodach, w złocie, srebrze, na zagranicznych wyjazdach. Oni nie rozmawiają, oni szeleszczą banknotami z przestrachem w oczach, że ktoś ma więcej… Te wieczne ploty, drżenie przed plotami o sobie i wyciąganie, co, kto i jak mówił. Brrrr. To nie są towarzyskie spotkania. To spotkania nerwowe, a wręcz nerwicowe. Wychodzę z nich wypompowana, zmęczona i zdołowana, ale przecież odmówić znajomym „herbatki” nie wypada, więc idę i słucham. Potakuję. Wyrażam zdziwienie, zachwyt, zrozumienie i ukradkowo zerkam na zegar i odliczam czas do końca. Ile jeszcze wytrzymam? Już czas na wyjście, a tu jeszcze nie wszystko pokazane, nie wszystko pochwalone… Jeszcze on, ona, ono, plotki, ukradkowe spojrzenie i szept i słowa: „A ona to…, a on tamto…” Pleas, litości… W końcu dzwoni telefon. Uffff Jestem uratowana. Jestem nieodzowna w domu. Oni coś ode mnie chcą, więc hurrrra, zmywam się z obietnicą, że jeszcze wpadnę i pogadamy. Sorry to nie była rozmowa, to był Mordor. Wsiadam do samochodu i jak najszybciej odjeżdżam. Uffff

A w domu nie było światła. Piorun gdzieś strzelił.
Światło włączyli niedawno.
Parę słów na bloga i spać.

Jutro egzaminy. Cały dzień w szkole. Zaczynam o 8.30 a kończę o 19. Praktyczny w technikum żywieniowym.

W sobotę od ósmej do dwunastej. Jedna zmiana.

W niedzielę jadę do Wa-wy, do bratanka. Urodził mu się syn. Jedziemy ich odwiedzić.

Poniedziałek, 16:24 Szalony dzień

Szalony dzień

W naszym domu jak na dworcu, wciąż przewijają się jacyś ludzie. Do Młodego, do mnie…Taki urok mieszkania przy szkole.

Uczennica przyszła do Młodego. Razem byli w Grecji. Jakaś aprawa nie cierpiąca zwłoki a ja akurat wychodziłam z łazienki… w samych majtkach i w staniku. Dobrze, że miałam w garści sukienkę, bo mogłam się nią przykryć.
- Dzień dobry – powiedziała z uśmiechem ona
- Dzień dobry – odpowiedziałam szczerząc się również i przykrywając w pół pochylona sukienką. Fuck!
Matko bosko! Tak to jest, kiedy ma się tak małe mieszkanko, że łazienka zaczyna się w korytarzu wejściowym… No może niedokładnie, ale wystarczy otworzyć drzwi mieszkania i po 4 metrach jest wejście do łazienki w linii prostej. No trudno, uczennica widziała mnie w negliżu ;-)

Następna niespodzianka – odpowiedź z sądu okręgowego o uzupełnieniu braków formalnych w pozwie. Mam uzupełnić adres wspólnego zamieszkania i informację, czy ślub był konkordatowy. Nie był…

I następna niespodzianka – tatuś przesłał 1000 zł na dzieci. Po 500 na każde z nich. Zgłupiałam. Nie wiedziałam, o co chodzi. Najpierw skarży się, że jest skrajnie ubogi a teraz wyczarowuje tysiąc złotych. Zdenerwowałam się.
Zadzwoniłam do mojej prawnik a ta niewiele myśląc, powiedziała: – To niech pani bierze i się cieszy, że daje. Pewnie chce wyrównać zaległe alimenty a nazbierało się tego trochę.
Więc wzięłam.
Młody będzie miał prawo jazdy „od tatusia”.

Od razu mecenas napisała mi odpowiedź do sądu. Wysłałam.
Czekam dalej na rozwój wydarzeń.

Szalony dzień

Czwartek, 12:24

Piękny dzień

W nocy kot przyniósł do domu mysz.
Ok. 2 w nocy usłyszałam drapanie do drzwi. Zostawiamy uchylone okienko na noc. Wskoczył przez nie, niosąc w pysku mysz. Warczał jak pies, kiedy się do niego zbliżyłam. Wystraszyłam się i uchyliłam drzwi do pustego pomieszczenia. Szybko tam wbiegł.
Rano poszłam zobaczyć, czy w pomieszczeniu nie leżą mysie szczątki. Nie leżały, ale myszy nie było. Pootwierałam drzwi. No i dziś, około 12, zobaczyłam jak tłusta, szara mysz biega po pokoju a kota ani widu. Nie zjadł jej. Pobawił się nią i zostawił. Mała szybko przyniosła sierściucha i dotąd czekała, aż on złapał ją w pysk a wtedy szybko wyniosła ich na dwór.
Takie trofea przynosi Gacek do domu.

No, piękny dzień…