Poniedziałek, 23:35 W pogoni za przeszłością

Poszukiwania tożsamości ciąg dalszy…

Siostra zapytana o moje dzieciństwo, bez namysłu odpowiedziała „bo ty chowałaś się po kątach…”

No fajnie

Czytam książkę o dziewczynie, która dowiaduje się, że została porwana przez ojca. Żyła z przeświadczeniem, że jej matka nie żyje a tu okazuje się, że nie tylko żyje, ale że była też alkoholiczką i ojciec aby chronić córkę, wolał ją wywieść do innego stanu.
Dziewczyna chce poznać swoją matkę, jakby to miało w magiczny sposób zmienić całe jej życie.
W książce jest taki fragment:
„Szkoda, że nie mogę sobie przypomnieć wszystkiego. (…) nie wiem, kim byłam” Na co odpowiada jej przyjaciel: „Rozejrzyj się dziewczyno, znasz całą rzeszę ludzi, którzy ci o tym przypomną, zacznij zadawać sobie pytanie, kim będziesz teraz, po tym wszystkim, co się stało. (…) ważniejsze jest to, gdzie będziesz mieszkała za pięć lat. Co z tego, że kiedyś miałaś na podwórku drzewko cytrynowe? Bardziej mnie interesuje, czy teraz posadzisz sobie cytryny w ogródku?
I w tym momencie wszystko stało się jasne. Jakby ktoś umył brudne okno, przez które człowiek całymi dniami bezskutecznie próbował coś wypatrzeć. Niektórzy ludzie wiedzą o sobie wszystko i są też tacy, którzy nie wiedzą o sobie nic. W rodzinach zastępczych żyje mnóstwo adoptowanych dzieci, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim byli ich biologiczni rodzice (…) W każdej chwili życia można zacząć od nowa. I to nie jest życie na niby, to jest prawdziwe życie. Naprawdę.” *

To życie, które mam teraz jest prawdziwe i dobre i mam w dupie przeszłość. Ona nic dobrego nie przyniesie. To wiem naprawdę. Wypróbowałam to…

 

* Jodi Picoult , Zagubiona przeszłość, Kolekcja Jodi Picoult 6, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

Niedziela, 11:18

Mimo wolnego obudziłam się wcześnie

Wczoraj przemarzłam. Mam nadzieję, że się nie rozchoruje.

Podróż była fajna. Naśmiałam się ze znajomym. Gadaliśmy o głupotach. Droga szybko minęła. Dobrze mi się jechało. Bezpiecznie i beztrosko. Dobrze być pasażerem. Obserwować, śmiać się, gadać i o nic się nie martwić.

W domu zaskoczyła mnie Mała. Wysprzątała cały dom. Było w nim tak czyściutko, ciepło i pachniało goframi. Upiekła dla mnie pyszne gofry. Wycałowałam ją za to i byłam pod wrażeniem. Później oglądałyśmy filmy a ona zachęcała mnie do jedzenia. Mmmmm, jak mi było dobrze.

Znalazłam fajny artykuł o projekcji, „czyli dlaczego denerwują nas inni ludzie i ich konkretne cechy”. Hmmm, wiem, że mówiłam o „psychologicznym bełkocie”, ale może dlatego, że psycholodzy mają rację?! I to mnie tak denerwowało?! Hahahahahaha

Szaro za oknem i strasznie wieje…

Samochód w naprawie

Niedługo biorę się za obiad.

A tymczasem

 

a na dzisiejszy dzień

 

 

 

***

15:44

Za części do samochodu 1500 zł

Kurwa mać, tylko za części

***

Płyta Diany Crall „Wallflower” REWELACJA ♥

Ptaki w ogrodzie śpiewają wiosennie

Brakuje mi komentarzy jednej z czytelniczek. Zamilkła. Co prawda ja zmieniłam adres bloga, może dlatego ona się zgubiła. Kochana jeżeli czytasz, odezwij się :-)

Sobota, 20:14

Bardzo aktywny dzień i bardzo piękny…

Wiosenny

Z zapachem wiosny i ciepłem

Wybrałam się z córką do kina, na film o psie.

Film super. Obie w niektórych momentach miałyśmy mokre oczy. Obok mnie, po prawej stronie siedział mały chłopiec. Może siedmioletni. Wcinał chrupki, popijając colą. O dziwo, najpierw zapytał, czy nie będzie przeszkadzać a później poprosił mnie o odkręcenie coli.  Płakał razem z nami a pod koniec filmu tak się rozszlochał, że ukrył twarz w bluzę i zerkał w moją stronę. Chyba się wstydził. Kiedy zobaczył, że ja też mam łzy na policzkach, odsłonił twarz i delikatnie się uśmiechnął.

A oto streszczenie filmu „Był sobie pies”: „Po co żyjemy? Dokąd zmierzamy? I na czym polega szczęście? Może nikt tego nie wie na pewno, ale wielu ma na ten temat swoje teorie. A ci, którzy mieli kiedykolwiek bliski kontakt ze zwierzęciem, dadzą razem ze mną głowę, że niejeden pies, kot czy kura wydawały się przygniecione tymi samymi pytaniami. Przecież zwierzę to też człowiek! A zwłaszcza pies. (…) o historia czworonoga, który przechodząc kolejne reinkarnacje, zastanawia się nad sensem życia. Jego pierwszym wcieleniem jest rudy retriever przygarnięty przez kilkuletniego chłopca, który nadaje mu imię Bailey. Obaj są dla siebie najlepszymi przyjaciółmi – nierozłącznymi towarzyszami w zabawie, smutkach i poważnych decyzjach. Kiedy na Baileya przychodzi czas, łzom nie ma końca. Ale to nie koniec jego drogi. Już za chwilę odradza się jako owczarek niemiecki płci żeńskiej – tym razem towarzyszy policjantowi skrywającemu bolesną tajemnicę. Ten epizod nie trwa jednak długo. Następnie Bailey budzi się w ciałku rozbrajającego corgiego i staje się ulubieńcem pewnej sympatycznej pani. Psi żywot to jednak krótka chwila. Pstryk! I Bailey rozpoczyna kolejną podróż. Historia zatoczy wreszcie koło i już wszystko (uwaga, spojler!) będzie dobrze. ”

 

W pamięci wciąż brzmią słowa ze środy. O tym, że nigdzie nie czuję „swojego miejsca”. Nie czułam. Teraz jestem u siebie.
Będąc dzieckiem nie czułam się „w domu”. Wciąż obca. Będąc w domu męża, też nie czułam się u siebie. Obca. Mielę te słowa, ale nie po to, żeby się nimi umartwiać, ale żeby wyciągnąć z nich jakąś sensowną wiadomość dla siebie. Analizuję…

Wieczorkiem poszłam na plac z urządzeniami do ćwiczeń. Siłownia pod chmurką. Poćwiczyłam i pobiegałam. Chociaż tyle. Nie miałam dziś czasu na kije.

Czwartek, 18:27

Jestem zmęczona

Dzień w drodze

Pojechałam na szkolenie. Około 50 km w jedną stronę.

Może żaden wyczyn… Samochód wył jak potępieniec. Podobno łożyska w alternatorze. Przestawało wyć dopiero przy prędkości 70 km/h.
Szkolenie króciutkie. Dwie godziny…

W domu byłam już o 12.30

Byłabym po jednej lekcji… Gdybym była w pracy.

Zrobiłam sobie wolne. Miałam delegacje.

W domku rzuciłam się w wir gotowania. Brokuły dla małej. Pyszny krupniczek w „cudownym garze”. Sałatka krabowa. Szaleństwo ;-)

O 16 spotkanie z grupą. Godzina w szkole.

Dziś u nas była pierwsza, wiosenna burza. Z grzmotami, błyskawicami, ulewą… Pierwsza wiosenna burza… Uwielbiam burze… Uwielbiam patrzeć na błyskawice i słuchać grzmotów.

Kiedy jechałam do Ł-ży świeciło słońce.

Ziemia pachnie wiosennie. Wiosna…

I ta dzisiejsza burza :-D

Jestem mega zmęczona…

Myślałam  o wczorajszej terapii i o tym, co mówiłam. Mimowolnie na usta wypływał uśmiech zażenowania a nawet śmiech spowodowany sarkastycznymi uwagami na temat siebie samej. Wstydzę się tamtej kobiety. Słabej i zapłakanej, która mówi, że jej jedynym marzeniem jest uwaga ze strony rodziców i ich miłość. Byłam taka słaba i zagubiona. Patrzyłam w okno i ze skrzywioną głową mówiłam, że chciałam, aby ktoś się nade mną pochylił, otoczył opieką… B wykonał gest głową, jakby pochylał się nad leżącym przed nim niemowlakiem. Widziałam to kątem oka… Rozśmieszyło mnie to i zażenowało. Pomyślałam, że muszę teraz pleść okropne głupoty, ale dalej brnęłam w tę sytuację, zaciekawiona, co jeszcze przyjdzie mi do głowy i co jeszcze powiem. Taki sadystyczno-masohistyczny eksperyment.

Dobrze, że nie było mnie dziś w pracy…

Mamy wiosnę :-D

Ania Dąbrowska nagrała piosenkę do filmu. Fajna ta piosenka

 

Może być dobry film…

Seks mobbing ekstremalny ;-)

Albo tak Ewcia Farna i … Wszystko, albo nic…

Wiosna. Marzec. Wszystko, albo nic

 

 

Piątek, 14:22… Szkoda, że tak szybko

Tydzień minął

Szyyyybciutko

Dziś za oknem szaro, buro i pada deszcz. Zima z pięknym słoneczkiem i mrozem uciekła szybciutko. Jeszcze brudnymi połaciami leży śnieg, ale szybko topnieje. +4 stopnie.

Spokojnie

Kot nie daje spać. Nie wyspałam się przez sierściucha. Nie pierwszy raz. Wredne stworzenie. Kursował w tę i nazad jak wahadło, robiąc od czasu do czasu „zwód indiański” z leżeniem na plecach. Najpierw prosi o wypuszczenie a kiedy ja otwieram drzwi, on wywraca się na plecy i z łapami w górze patrzy chytrze w moją stronę.

Myślę o tych dziwnych, środowych sesjach. Bardzo nieracjonalnych.

Dziś przyłapałam się w sklepie na myśli – patrzyłam przez szybę sklepu na tablicę rejestracyjną. Była biała z czarnymi literami. „Zagraniczny samochód” – pomyślałam. Obok stał drugi. Też na białych tablicach. „Matko, dlaczego ich tak dużo? Nasze tablicę są czarne… Zaraz… Zaraz… No, tak. Były czarne. Kiedyś, bardzo dawno temu. Obudź się, kobieto!” – skarciłam się za anachroniczne myślenie.

Wypadły mi z głowy te kilkanaście lat.

Lubię pogadać ze swoimi dzieciakami przed snem. O niczym. Wczoraj w nocy też poszłam do ich pokoju i zaczęłam monolog. O tym, co miałam w dzieciństwie a czego nie.

Młody powiedział o swoich odczuciach, kiedy przeczytał fragment mojego pamiętnika ze wspomnieniami z ogólniaka. Jakieś dziewczyny ochlapały mnie wodą i zaczęły się ze mnie wyśmiewać a ja jedynie zapytałam je, czy zrobiło im się lżej od dokuczania innym.
- Poczułem żal do ciebie. Zrobiło mi się ciebie szkoda… – powiedział.
Niezbyt przyjemnie, ale ja w takich momentach nie atakuje…
Spadek z dzieciństwa – wycofywanie się tyłem i strach, mieszanina uczuć… Nie mogę nikogo urazić, bo oni muszą mnie lubić, to da mi szansę przeżyć we względnym spokoju… Moje myślenie, które pakowało mnie w kolejne kłopoty.
B w takich momentach mówi o zupie pomidorowej…

Zamilkłam. Wczoraj zamilkłam. Poczułam bezsilność wspomnień. Ich bezbarwność. Beznadzieję… To dobrze. Razem z bezsilnością, wspomnienia tracą rację bytu, znika potrzeba wracania do nich i ponownego ich przeżywania. Są coraz bledsze…

Do głowy przyszła myśl o ciotce i milczenie u niej. U niej czułam się bezpiecznie, z jej dziećmi. Mogłam tam siedzieć godzinami. I to mi pozostało. Tam, gdzie czuję się bezpiecznie mogę siedzieć godzinami i nie wiem, kiedy wyjść. Staje się wtedy uciążliwym gościem.

Wszystkie moje dorosłe niepowodzenia miały źródło w dzieciństwie. Szablon terapeutyczny :-(

Wczoraj w nocy rozmawialiśmy o St. Młody wspomina to miejsce bardzo pogodnie. Mówi o beztroskim i radosnym dzieciństwie, z co czteroletnimi przerywnikami, kiedy J traktował mnie jak worek bokserski. Pamięta zielone łąki i śmiech, ale pamięta też dokładnie sceny znęcania nade mną. Słuchałam z uwagą. On powiedział „Miałem radosne dzieciństwo…”
A ja chciałabym zapomnieć te 15 lat.
Dla dzieci byłam radosną matką, czytającą im bajki, kupującą zabawki i książeczki. Roześmianą i wspierającą…
A w środku przeżywałam piekło. Szalałam z samotności i strachu. Powoli zabijałam siebie… Rozwinęła się depresja. Miała cieplarniane warunki do rozwoju…

Nigdy się nie nauczę bronić siebie. Mogę się oszukiwać, że teraz to już jestem mega asertywna, ale dalej będę uciekać przed mówieniem prawdy i  i będę okazywać altruizm każdemu, nawet największej kanalii, ze strachu i chęci przeżycia, i po to, żeby mnie zaczął lubić, zaczął kochać, jak matka… Żeby nie usłyszeć, że mogło mnie nie być, że jestem ciężarem, jestem powodem smutku i beznadziei…

Brrrrrr

Dzisiejsza aura – szary dzień niezbyt na mnie działa.

Chce mi się spać…

Na walentynki przyszły dwa sms-y. „Wspaniałej walentynce”, „uroczej”, „przepięknej”, ble, ble, ble… Ktoś pamiętał a nawet nie wiem, kto.

Ok, włączę sobie jakiś film. Otulę się kocem, zaparzę dobrą kawkę i popatrzę a może nawet usnę. Potrzebuje odpoczynku