Czwartek, 19:26

A u nas nic się nie dzieje… siedzimy… nic się nie dzieje

I to by było na tyle…

Dziś tłukła się po mojej głowie jakaś myśl

Jestem za delikatna, zbyt naiwna, dobra, współczująca…

Mam nauczyć się walczyć o swoje miejsce na ziemi

A nie umiem

Wciąż wyłazi ze mnie ta moja dobroć

Mam z nią walczyć???

Nie, składam broń.

Będę dupowata i naiwna

ok… deszczowa pogoda i zimno działa na moją niekorzyść

Robi się zbyt depresyjnie

Dziś poszłam uregulować należność za nasz pobyt. Chciałam skrócić do piątku. Niestety. Musimy zostać do niedzieli, czyli tak jak było zaplanowane.

14 dni to za dużo. 10 dni byłoby w sam raz. Na przyszłość będę wiedzieć. Więc zostajemy do niedzieli…

Niedziela, 09:08

Ciągle pada

Wczorajsza podpucha ze słońcem skończyła się ok. 12, albo wcześniej

Poszłam na spacer nad morze

Morze stalowo-szare. Z mgłą nad wodą i strugami deszczu. Postałam nad brzegiem. Nawdychałam się morskiego powietrza i w drodze powrotnej zmokłam jak kura.

Nic nie schnie, bo wilgoć i zimno.

Tkwimy w domu i patrzymy za okno i czarujemy pogodę, że może już za godzinę, za dwie, może jutro, albo we wtorek, albo…

Kurde, wracam do domu…

Na satelicie widać zachmurzoną część Polski, wiry chmur przesłaniają wybrzeże, niewyraźnie to wszystko wygląda,

brrr zimno.

Ot i tak wygląda tegoroczny wyjazd :-(

Spojrzałam na prognozę pogody na onecie

W pierwszą, sierpniową niedzielę, Polska pozostanie pod wpływem wyżów znad Europy Zachodniej. Układy te w całym kraju zapewnią nam piękną, wakacyjną pogodę. Z reguły powinno być prawie bezchmurnie, a umiarkowane zachmurzenie zaznaczy się głównie na Mazurach i Podlasiu. Padać nigdzie nie powinno, a jeżeli już gdzieś pokropi to symbolicznie. Nasz kraj pozostanie w ciepłej, atlantyckiej masie powietrza. Ciśnienie atmosferyczne będzie systematycznie rosło i w Warszawie wczesnym popołudniem wyniesie 1011 hPa. Zachodni i północno-zachodni wiatr zapowiada się słaby i umiarkowany. Biomet na ogół wszędzie obojętny.

Kurwa mać!!! Kto to wymyślił??? Ciepłe, atlantyckie powietrze nad Bałtykiem???? Na zewnątrz jest zimno i deszczowo i nic nie zapowiada, że będzie lepiej!!! Wrrrrrr

***

21:13

Koło 11 wyszło słoneczko

Za zimno na kompanie się w morzu

A więc rowery

Poszłyśmy do pobliskiej wypożyczalni i za 30 zł wypożyczyłyśmy dwa rowery na 24 godziny.

Dwa rowery, które swoją sprawność techniczną miały już mocno za sobą. Kolebiące się koła, bez błotników a na drodze błoto. Zawróciłam do speca od wypożczeń, bo Mała oprócz braku błotnika miała tak mokre siodełko, że przy mocniejszym przyciśnięciu lała się z niego woda.  Młody chłopak, który te rowery wypożyczał był pewny siebie i na moją uwagę, że jest mokre siodełko odpowiedział:- Pada deszcz, więc siodełka muszą być mokre (gdzieś te słowa słyszałam, tylko tam chodziło o palenie zimą, bo wiadomo, zimą musi być zimno)
- Być może 15 zł to niewielki pieniądz, ale chyba można jakoś zabezpieczyć siodełka, żeby klient nie miał mokrego tyłka
W odpowiedzi zobaczyłam głupawy uśmiech wyrostka.
Owszem, wypożyczalnia rowerów jest, ale rowery to chyba jakiś recykling ze złomowiska. Mała dostała drugi rower, ale bez błotnika z przodu. Dobre i to… Zamiast siedzieć kamieniem w domu, lepiej przejechać się do pobliskiego Osetnika i latarni morskiej Stilo.
W zeszłym roku dotarłam do niej linią nadmorską. Szłam chyba 3 godziny w jedną stronę a na latarnię i tak nie weszłam, bo okazało się, że nie mam pieniędzy. W tym roku latarnia została zdobyta.
Jechałyśmy tymi klekotami około 2 godzin w jedną stronę, ale dojechałyśmy.

Taki jest widok z latarni

Widok z góry

Z góry widać tez taflę jeziora i olbrzymie  wędrujące wydmy – ogromne łachy białego piachu, który zasypuje stojące sosny. Na zdjęciach ich nie ma. Jezioro i wydmy są po lewej stronie, na ostatnim zdjęciu. Mała nie zrobiła zdjęcia.

Wracałyśmy przez las a tam motylki

Słoneczny, chociaż zimny i wietrzny dzień.

A te zdjęcia z zeszłego roku

Niedziela, 8:56

Ziiiiimno!

W piątek pożegnaliśmy maturzystów. Jeden z nich przyniósł mi mini storczyk.
- To dla pani – wręczył mi kwiat z nieśmiałym uśmiechem.
- Kiedyś pani mówiła, że lubi storczyki.
- Dziękuję i cieszę się, że miałam zaszczyt towarzyszyć ci przez 4 lata nauki.
Jestem z niego dumna. Inni też byli i na słowa podziękowań i przeprosin za „złe” chwile, cały czas odpowiadałam, że nie było takich chwil a ja jestem szczęśliwa, że mogłam im towarzyszyć przez te lata, które bardzo szybko minęły. Patrzyliśmy na siebie wilgotnymi oczami. Jeszcze tylko matury i polecą w świat.

Czas szybko leci… Bardzo szybko…

Dzieciaki jeszcze śpią.

Przecieka mi brodzik pod prysznicem. Po każdym kąpaniu ścieram mokrą plamę z płytek. Kupiłam pistolet do silikonu. Jakieś chińskie badziewie. Nie zdążyłam użyć a przy pierwszym naciśnięciu „spustu” ów spust się pogiął. Kurde, dla kogo oni to robią? Chciałam uszczelnić silikonem przeciekające miejsca i guzik, nic z tego. Wkurzyłam się niemiłosiernie. Zaczęłam bluzgać i ze złością rzuciłam pogiętym sprzętem o podłogę. Komicznie musiało to wyglądać, bo Młody zwijał się ze śmiechu. Zapytałam z czego się śmieje:
- Bo ty jak się złościsz to tak śmiesznie mówisz..
No, może i śmiesznie… Kabina jak przeciekała, tak przecieka. Przydałby się jakiś specjalista…

500+ już na koncie. Wczoraj z Małą pojechałyśmy na zakupy. Mogłam kupić małej bluzę – taką jak jej się spodobała a młodemu też parę rzeczy. Oczywiście on nie pojechał. Ma w nosie chodzenie po sklepach. Siedział w domu przed komputerem. W jednym z „ich” sklepów fajna promocja. Bluzy i kurtki w mocno obniżonych cenach. Mała wybrała, ale jemu musiałam wysyłać zdjęcia przez messengera (dobrze, że są takie zdobycze elektroniki) i pytać, czy może być. W sumie wyszliśmy z galerii handlowej z dwiema bluzami dla Młodej i bluzą i tiszertami  dla Młodego. Podobały mu się w domu. Zadowoleni i on i ona. Dobrze, że są te dodatkowe pieniądze, będzie na ubrania i ich potrzeby a mnie nie obciąży.
W ogóle miałam taki dalekosiężny plan z tymi pieniędzmi, aby odkładać je na ich studia. Mała ma 15 lat a więc trochę bym odłożyła. Nie pomyślałam, tylko o tym, że Młody kończy 18 lat w styczniu przyszłego roku, a więc sorry Winetu, biznesu nie będzie, ale dobre i to co dostanę.

Ok, lecę do kuchni. Zrobię sobie kawkę i  jakieś ciasto na dziś. Kurde, żeby tylko było cieplej :-(

***

W czwartek kolega z pracy zapytał:
- Zrobiłaś już porządek z tamtymi rzeczami?
- …
- No wiesz, rozwód?
- Nie.
- A dlaczego?
- Bo nie mam pieniędzy. W kościele kosztuje 1800 zł a w sądzie 600.
- Ale mogłabyś myśleć o przyszłości z kimś – i spojrzenie w moją stronę.
- A co ty myślisz, że rozwód to magiczna furtka, za którą ustawiła się kolejka absztyfikantów. Wystarczy ją otworzyć i już będą lecieć jak ćmy do światła? – odpowiedziałam zaczepnie.
- No, życie można ułożyć i bez rozwodu…
- Ale ja swoje życie już ułożyłam. Mam to, czego chciałam najbardziej, czyli święty spokój a do facetów mnie nie ciągnie. Wystarczył mi ten, który był…
- No wiesz…

Tak, wiem. Obecnego spokoju nie oddałabym za nic a z facetami wiadomo, jak z toytoyami – albo zajęci, albo zasrani :-? Innych nie widzę…

 

Czwartek, 10:21

Jakieś słowa kołaczą się po mojej głowie po wczorajszej wizycie. Jeszcze je mielę. Przyglądam się im. Nie, nie uwierają mi. Po prostu się nad nimi zatrzymałam.

Słowa o karmieniu…

Moje słowa o tym, że go nie znam. Nie znam jego przeszłości i wątpię, czy on może mi pomóc. Nie przeżył tego co ja…

Moje zagubienie i panika, kiedy on słucha i wyraża swoje zainteresowanie tak bezinteresownie. (Gra słów :-) ) Nie mam punktu oparcia, nie mogę lecieć z pomocą, nie muszę się przystosowywać i tracę grunt pod nogami.Dla mnie to przerażająca próżnia. Żadnego punktu odniesienia. Nie pytam o nic osobistego.
Wczoraj na jego nadgarstku zobaczyłam czerwony sznureczek, coś podobnego do czerwonej sznurówki. Zainteresował to mnie, ale nie pytałam.

Jego słowa, że teraz coraz częściej będę się czuła dziwnie. Irracjonalnie… A ja myślałam, że to działanie leków.

Piękny dzień za oknem. Piękne słońce. Jeszcze w domu, ale zaraz będę się szykować do pracy…

Tak, te słowa o karmieniu… Nie pozwalam, aby ktoś mnie karmił. To nie tylko metafora. Kiedy byłam mała musiałam „znikać”. Zająć się sobą i być grzeczna. Czy on myśli, że tresura z dzieciństwa tak nagle ustąpi i ja będę z siłą wyrażała swoje zdanie a nawet trzaskała drzwiami i wychodziła wzburzona. Pamiętam jak wyraziłam swoje zdanie siostrze po tym jak dowiedziałam się, że mama ma raka a oni mi nic nie powiedzieli, tylko ukrywali tę wiadomość dla siebie. Jak ona była urażona, wzburzona i bez zahamowań powiedziała, że jestem gnojem i nic nie rozumiem. Po śmierci mamy, kiedy oskarżyli mnie o kradzież przestałam się do nich odzywać na 10 lat. Mnie o to obwiniali a ja po prosty odsunęłam się od ich zakłamanego świata żądnego pieniędzy. Miałam ich dość!

Dobrze mi się dziś spało. Tak spokojnie. Coś mi się śniło, ale nie pamiętam, co…

***

15:54

Fajny artykuł w „Zwierciadle” dotyczący tego, jak uczucia i emocje przemawiają przez nasze ciało (*klik*)

Wniosek: to nie jest złość, te bóle w klatce piersiowej. To jest STRACH.

Strach magazynowany od najwcześniejszego dzieciństwa. Jak się go pozbyć?

Sobota, 23:12

Niedawno wróciłam z W-wy.

Po szkolnych rekolekcjach czuję ogromny spokój. Po raz pierwszy w życiu brałam udział w modlitwie o łaskę przebaczenia. Brałam udział w modlitwie uzdrowienia i uwolnienia, traktując je jak istne czary mary z nakładaniem rąk. Do tej pory mam opory przed takiego typu modlitwą. Wielką niespodzianką była modlitwa o łaskę przebaczenia ludziom, którzy zostawili jakiś negatywny ślad w naszym życiu. Prowadził ją młody chłopak. Młody, ale bardzo doświadczony przez życie.
Prowadził, wypowiadając słowa, które bardzo pasowały również do mojej sytuacji. „Widziałam” różne sytuacje z moim ojcem, matką, mężem. Przyglądałam się im i pozwalałam im odejść bez złości a co dziwniejsze widziałam tam też dobre chwile. Chwile, które spowodowały mój wzrost, moje okrzepnięcie. Pozwoliłam odejść tym wszystkim złym chwilom. Uwolniłam się od nich. Dzięki temu chłopakowi.
W klasie, z uczniami najstarszej klasy rozmawialiśmy o rekolekcjach. Znam tych chłopaków od dawna, wiele sobie powiedzieliśmy i może dlatego otworzyłam się przed nimi i opowiedziałam o swoich relacjach z ojcem i to, że nie był dobrym człowiekiem, ale moje postrzeganie jego osoby bardzo się zmieniło. Oni też dokładali swoje zdania, swoje odczucia. Fajnie się nam rozmawiało.

„Miele” wciąż w głowie rozmowę, którą może uskutecznie w środę z terapeutą. Postrzegam go jako belfra. Sama przecież w rozmowie z M powiedziałam, że on ma belferskie podejście do mnie. Ja jestem uczennicą a on profesorem każącym mi wciąż coś czytać, analizować, przemyśleć. Jak mogę mu zaufać i powiedzieć o tym co akurat myślę, czuję, zamierzam, kiedy czuję przed nim respekt i strach przed oceną. Sama kilkakrotnie mówiłam, że na spotkanie idę jak na egzamin. Zachowuje się tak jakby odgradzał się ode mnie tą wiedzą a ja mam już dość. Już nie chcę niczego czytać i analizować. Nie chcę słuchać, że ma w dupie problemy pacjentów  zapomina o nich zaraz po ich wyjściu. Już nie chcę.
W środę (jeżeli terapia będzie) na spokojnie mu o tym powiem. Mam dość! A może jemu o to chodzi.

Idę spać…

Jestem zmęczona….