Piątek, 22:00 – Wyruszyć do Nibylandii

„Cicho, maleńka, nie mów ani słowa
I nie zwracaj uwagi na hałas, który słyszysz
To tylko bestia pod twoim łóżkiem
W twojej szafce, w twojej głowie

Opuść światłość
Wejdź w ciemność
Ziarno piasku

Opuść światłość
Wejdź w ciemność
Weź moją dłoń
Wyruszamy do Nibylandii.”

Koniec tygodnia

Wisielczy humor mnie nie opuszcza

Nic tylko zaszyć się pod ciepłą kołdrą i nie wychodzić na dwór, na zimno, wiatr i deszcz. Do dupy ten tydzień. Czarna dupa. Deprecha…

A może muzyka

„Odmów modlitwę, maleńki
Nie zapomnij mój synu
Pomodlić się o wszystkich

Opatul się dobrze, by było Ci ciepło
I nie myśl o grzechu (…)”

Pogłosić na cały regulator. Zatopić się w huraganie nut i rozpłynąć się. Nirwana…

Jeszcze za wcześnie na nirwanę :-(

Zaskoczyła mnie reakcja B na moje słowa, na to, że wszystko nie ma sensu i że poćwiczę znikanie. Wyskoczył z pytaniem, czy biorę leki. A czy leki to cudowne panaceum przed „bólem egzystencji”??? Spoko, nie skończę ze sobą, dopóki mam pod opieką dzieci. Nie umiałabym zrobić im takiego świństwa.  Przybiła mnie ta pogoda i listy z sądu. Jakieś nerwy w pracy. Pierdoły… Nic ważnego. Potrzebuje odpoczynku, takiego zniknięcia od życia. Zniknięcia na chwilę… No dobra, na rok… A później zmartwychwstanie :-) Odrodzenie… Jak feniks z popiołów.
Gdyby tak było można…
Może dlatego zwlekałam przez zaktualizowaniem adresu.
Może dlatego zwlekam przed opłaceniem sądu biskupiego.
Permanentna prokrastynacja.
Myślę, że jak „zniknę” to wszystko poukłada się samo. Nie, nie poukłada się, niestety. Szkoda, że nie ma możliwości teleportacji do lepszego świata.

Jutro planowane dwa wyjazdy. Kurde, jak mi się nie chce. Sympozjum.

Dziś znów koncert w klubie znajomych.

Za tydzień robią tam dancing. Znajoma zapytała, czy idę. Miałam się zastanowić i dać odpowiedź. Odpowiedziałam jej:
- Sorry, nie idę…
- …, ale potańczyłabyś…
- Tak, ja sam jak palma i wy z mężami. Nie, nie pójdę.
Nie, nie chcę.

Wiem, że ta deprecha minie.

A może posłuchać takiej muzyki?

Chciałabym mieć słońce w kieszeni…

Osobiste słoneczko. Myk. Wyciągam ognistą kuleczkę i przykładam do serca i już mnie grzeje. Fototerapia. Gorące fotony pieszczą moja skórę, rozgrzewają policzki i wlewają w moje serce ogrom pozytywnych emocji.

Już lepiej

Taka wizualizacja słonecznego skarbu w kieszeni

Moja kochana K.

Już wiem dlaczego K. nie może jeść i pić pożywienia z dużą ilością cukru. Lekarze stwierdzili u niej raka tarczycy. Menda nazywa się rak brodawkowy. Dziewczyna jest przerażona. Zaczęła wtedy do mnie mówić, coś zasygnalizowała, ale była tak przerażona, że nie kontynuowała tematu a ja paplałam o swoim crazy świecie.

Wczoraj z nią porozmawiałam przez telefon. K. ma się spotkać z jeszcze dwoma lekarzami i chirurgiem. Zbiera informacje i boi się operacji.Tarczyca jest usiana wieloma guzkami. Nie jest powiększona, nie wydziela nadmiaru czy niedoboru hormonów, wszystko jest ok, oprócz… Tego guzka (jednego z wielu), który lekarze nazwali rakiem brodawkowym. Lekarze doradzają usunięcie tarczycy, bo guz rośnie. Ona nie wie, co ma robić. Mówiła o bolesnej biopsji, o tym, że boi się operacji, bo słyszała wiele opinii i każda jest zła. Kobiety długo dochodziły do siebie, traciły głos, nie mogły ustawić dobrego poziomu hormonów. Powiedziałam K., że ja też przeszłam operację tarczycy z powody trzech ogromnych guzów. Tarczycę mam wyciętą. Po operacji nie było źle, oprócz normalnych sensacji dotyczących wybudzenia z narkozy i dyskomfortu dotyczącego dużej ilości rurek podłączonych do szyi, tzw. sączków. Szybko dochodziłam do siebie. Szybko wyszłam ze szpitala ( w domu zapanował chaos – dwoje małych dzieci i mąż ze schizofrenią – nie ogarniał sytuacji). Operację miałam w piątek a we wtorek byłam w domu. 10 lat po operacji i hormony są w porządku. Fizycznie też jest dobrze, czasami tylko odczuwam szew pooperacyjny – ciągnie. Mówiłam o tym wszystkim K., ale ona nasłuchała się tych negatywnych przykładów i wyolbrzymia swój strach. Decyzje podejmie sama.

A co do cukru? Duża ilość cukru w pożywieniu powoduje szybkie namnażanie się komórek rakowych. Tak jest przy opcji DUŻA ILOŚĆ a K. całkowicie chce wyeliminować cukier i produkty pszenne z jadłospisu. Szaleństwo i szok dla organizmu. Ona lubi zjeść od czasu do czasu czekoladkę, bakalie do musli, biały chleb. Myślę, że zamiast wyeliminować trzeba ograniczyć i wilk będzie syty i owca cała. Jeżeli coś jest za bardzo zabronione do tego się tęskni i tego pożąda. Po co mieć jeszcze jeden problem na głowie i płakać za czymś co się bardzo lubi a co jest zabronione. Powiedziałam to K.

Zapytałam ją dlaczego nie chciała mi o wszystkim powiedzieć wcześniej. O strachu trzeba mówić. Trzeba go oswoić i „sprzedać” innym, wtedy jest mniejszy i nie panoszy się tak bardzo. Wiem coś o tym. Strach rośnie w samotności i staje się ogromny i nie do przezwyciężenia.

Moja kochana K. ma ogromny problem.