Sobota, 22:25 Szczęście

Piękny dzień

Znajoma BL zaprosiła nas na swoją działkę w starorzeczu Bugu. Piękne, ciche miejsce. Domek w sosnowym lesie i własne „jeziorko”.

Siedziałyśmy na ruchomym pomoście i opalałyśmy się.

Wchodziłyśmy do wody, przejrzystej i cieplutkiej.

Przepięknie

I miałam w nosie, że już nie jestem młoda i piękna. Jestem dojrzała i piękna. Nie, poprawka, obie jesteśmy dojrzałe i piękne i co najważniejsze, mega silne.

Ona po traumatycznych przejściach, sama wychowała dwoje dzieci i ja … Jednym słowem los nas bardzo doświadczył, ale umiemy się pięknie śmiać i cieszyć światem.

Kobiety po czterdziestce. I kto powiedział, że życie kończy się po czterdziestce? No, kto?

Przepiękny dzień. Cudny. Wolny i spokojny.

Hmmmm… Niech tak będzie, jak najczęściej!

Fotorelacja <<<tu>>>

Niedziela, 18:03 Nad morzem

No to już drugi dzień jesteśmy nad morzem.

Jak na razie pogoda piękna. Słoneczko.

Dziewczyny harcują. G pięknie się opaliła. Moja E trochę mniej – jest z tych, którzy są zawsze bladzi a opalają się na czerwono.

Droga do Kopalina trwała prawie 10 godzin. Wyjechałyśmy o 5 rano. Największe korek w Redzie. Stałyśmy bardzo długo. Umordowałam się tą drogą z powodu sprzęgła. Jak to powiedział mechanik „kończy się” i trzeba umiejętnie je puszczać, żeby ruszyć bez szarpania. Z Redy bez problemu wjechałyśmy do Wejherowa a stamtąd do Choczewa i wprost do Kopalina.

Teraz trochę pochmurnie, ale cieplutko.

Jutro wyjeżdżamy do Łeby.

Młody z domu marudzi, że szkoda, że z nami nie pojechał.

Skończyło się miejsce na drugim blogu. To tak, jakbym zamknęła pewien etap życia – ponad milion pięćset tysięcy wyświetleń. Rok 2013 – 2017 – cztery pełne lata. Onet daje określoną pojemność blogową, którą zdjęcia bardzo szybko zapełniają.

Zaczyna się nowe, inne, lepsze, spokojniejsze. I to nie są pobożne życzenia – to wnioski po obserwacji tego, co się dzieje. Czy to dzięki terapii? Myślę, że tak, chociaż ostatnio „nawiedzają” mnie różne myśli. Ja i terapeuta to dwie diametralnie różne osobowości. Gdybyśmy spotkali się w realnym życiu on wkurwiałby mnie a ja jego. Ścieralibyśmy się, aż sypałyby się iskry. Czasami jest bardzo wkurzający. I nie wiem, czy to specjalny zabieg, metoda pracy terapeutycznej, czy przemyca z realnego życia swoje poglądy. Faktem jest to, że był przy mnie w najgorszych, najbardziej „rozedrganych” latach. Przeprowadził mnie przez nie, kierując moje myślenie na inną rzeczywistość.
Śmieszne – wczoraj widząc w morzu faceta fizycznie bardzo podobnego do B, zastanawiałam się, czy to nie on. Wiedziałam, że to nie on, ale przyglądałam się z wielkim zaciekawieniem. B nie jeździ nad polskie morze. On lubi zupełnie inne klimaty.

Hmmm. A tu w Kopalinie jest bardzo dobrze. Odpoczywam.

Czytam świetną książkę Michaliny Wisłockiej „Autobiografia”. Wspomina swoje dzieciństwo i lata młodzieńcze. Nie brak humoru. Przepiękny opis życia w rodzinie. Polecam

Czwartek, 12:24

Piękny dzień

W nocy kot przyniósł do domu mysz.
Ok. 2 w nocy usłyszałam drapanie do drzwi. Zostawiamy uchylone okienko na noc. Wskoczył przez nie, niosąc w pysku mysz. Warczał jak pies, kiedy się do niego zbliżyłam. Wystraszyłam się i uchyliłam drzwi do pustego pomieszczenia. Szybko tam wbiegł.
Rano poszłam zobaczyć, czy w pomieszczeniu nie leżą mysie szczątki. Nie leżały, ale myszy nie było. Pootwierałam drzwi. No i dziś, około 12, zobaczyłam jak tłusta, szara mysz biega po pokoju a kota ani widu. Nie zjadł jej. Pobawił się nią i zostawił. Mała szybko przyniosła sierściucha i dotąd czekała, aż on złapał ją w pysk a wtedy szybko wyniosła ich na dwór.
Takie trofea przynosi Gacek do domu.

No, piękny dzień…

Poniedziałek 08:48 Eksperyment społeczny

Niedługo święta

Od dziecka nie lubię świąt. Źle mi się kojarzą – będzie „wiksa”, w sensie alkohol, „gorzkie żale” a później ostra jazda z awanturami, krzykiem, bijatyką i wisienką na torcie, czyli szybką ucieczką w ciemną noc w kierunku pól. Takie obrazy zarejestrował mój mózg w okresach dzieciństwa, młodości i wczesnej dorosłości. Ergo sum: nie lubię świąt  a wręcz nienawidzę. Bliscy mają ze mną pod górkę, bo to jest czas kiedy ciskam się bez powodu, chodzę poddenerwowana, wybucham złością i ogólnie jestem pierdolnięta 8-O A święta zbliżają się wielkimi susami, wręcz zajęczymi :-D

Na Facebooku zrobiłam eksperyment społeczny.
Zaczął go syn. Nie zamknęłam swojego profilu i rodzony dopadł i wpisał na mojej tablicy, że właśnie lecę do Urugwaju. No, ekstra! Naśmiałam się jak głupia.
Niewiele myśląc następnego dnia wyszukałam w internecie parę zdjęć z Montevideo i wkleiłam je na swój profil, uzupełniając, że Urugwaj jest piękny. Na mapce zaznaczyłam, że jestem w Montevideo. Ludziska zaczęli lajkować, a co poniektórzy, w tym moja siostrzenica, która obecnie jest w Anglii, napisała „zadraszczam”. Lajków nazbierało się kilkadziesiąt, w tym komentarze ach i ech. A ja śmiałam się do rozpuku. Jak łatwo podać wiadomość, w którą wszyscy święcie wierzą. Tak działają media nie tylko społecznościowe. Media ogólnie. Kreują rzeczywistość a naiwne ludziska wierzą, że jest to najprawdziwsza prawda. Ha!
Nawet mój terapeuta pisząc, że w środę go nie będzie i dostawszy moją odpowiedź, że „spoko, jestem teraz w Urugwaju i nie wiem, czy zdążę wrócić”, odpisał „wow”.
No, niestety, na razie był to tylko spóźniony żart prima aprilisowy. Niestety :-(

Media kreują naszą rzeczywistość.

W ubiegły czwartek w sklepie z pieczywem usłyszałam za sobą „Dzień dobry. Już pani wróciła?”. Myślałam, że to jakaś moja uczennica, więc spokojnie odpowiedziałam „Dzień dobry”, ale już druga część wypowiedzi wprowadziła mnie w konsternację. „Jak to wróciłam? A gdzie ja byłam, do cholery? Zaraz, zaraz, gdzie ja byłam??? Aaaa, no tak, Urugwaj i te sprawy…” i ryknęłam śmiechem. Spojrzałam w stronę głosu i zobaczyłam nauczycielkę mojej córki, która utkwiła we mnie oczekujący wzrok, który później zamienił się w mocno zdziwiony, bo mój śmiech nie ustawał.
Krztusząc się od śmiechu powiedziałam, że to był tylko spóźniony żart prima aprilisowy. Jej mina zmieniła się błyskawicznie i oburzona zaczęła wykrzykiwać: „Ludzie wstawiają jakieś pierdoły!!! Ja zawsze pisze prawdę i tego samego oczekuję od innych! Jakieś głupoty!!!” I patrzyła w moją stronę morderczym wzrokiem.
„Nie należy wierzyć mediom!” – odparłam – „One w większości nie przekazują obiektywnej prawdy!”
Pani była mocno poruszona. Mała w szkole też usłyszała jakieś uwagi, co do mojego żartu.
Eksperyment społeczny uważam za udany.

Wczoraj jedna z plotkarskich znajomych też zapytała o pobyt w Urugwaju.
- To jakaś ściema, czy byłaś ?- zapytała, wyostrzając spojrzenie.
Zrobiłam tajemniczą minę i odpowiedziałam:
- Nie, to nie ściema. Byłam.
- Taaa, pieprzysz. Wiesz ile to kosztuje…?
- Wiem, przecież tam byłam. Wyczaiłam tanie linie lotnicze i poleciałam. Na trzy dni. Tam i  z powrotem. Pięknie tam jest…
Patrzyła na mnie z mieszaniną niepokoju i niedowierzania, i zazdrości.
- Nie wierzę…
Śmiałam się jak głupia. Stojąca przy mnie Mała patrzyła na mnie, gotowa korygować i zaprzeczać. Ścisnęłam ją za rękę, patrząc jednoznacznie, żeby się nie odzywała.
- No to byłaś? – znajoma nie dawała za wygraną
- Pewnie, że nie… – odpowiedziała Mała równo ze mną, z tym, że ja głośniej odpowiedziałam, zagłuszając jej słowa:
- Pewnie, że tak…
- A tak w ogóle co słychać? – zmierzyła mnie od stóp do głów
- Wszystko jest super, co widać po mnie. Kwitnąco.
- Chyba schudłaś?!
- O tak, jestem piękna, zgrabna i powabna – śmiałam się w głos.
- No…
Znajoma siedząca już w samochodzie, zamknęła w końcu drzwi i odpaliła silnik.
Z drugą moją „znajomą” będą miały pożywkę do plotek. Lubią plotkować o wszystkich i o wszystkim. Ale jej mina była bezcenna :-D

W domu rzeczywiście poszukałam tanich linii lotniczych do Urugwaju. Znalazłam. Bilet można zabukować w okresie od 25 stycznia 2018 do 12 lutego 2018. Cena to około 4500. Ponad dwa tygodnie w Montevideo!!!! A tam jest naprawdę pięknie!!! Kiedyś tam polecę! Kiedyś… Lot trwa prawie dobę, z przesiadką. To drugie miejsce po Tel Awiwie. Izrael i Urugwaj – w końcu to nie jest tak wysoki koszt. Polecieć na trzy dni i wrócić. Pooddychać tamtym powietrzem, nasycić oczy przepięknymi widokami i wrócić, a może nie…

A póki co, jestem w Polsce, w oczekiwaniu na święta

Sienkiewicz też nie był w Rzymie a „Quo vadis” napisał, nie szczędząc pięknych opisów przyrody i miejsc.