Poniedziałek 08:48 Eksperyment społeczny

Niedługo święta

Od dziecka nie lubię świąt. Źle mi się kojarzą – będzie „wiksa”, w sensie alkohol, „gorzkie żale” a później ostra jazda z awanturami, krzykiem, bijatyką i wisienką na torcie, czyli szybką ucieczką w ciemną noc w kierunku pól. Takie obrazy zarejestrował mój mózg w okresach dzieciństwa, młodości i wczesnej dorosłości. Ergo sum: nie lubię świąt  a wręcz nienawidzę. Bliscy mają ze mną pod górkę, bo to jest czas kiedy ciskam się bez powodu, chodzę poddenerwowana, wybucham złością i ogólnie jestem pierdolnięta 8-O A święta zbliżają się wielkimi susami, wręcz zajęczymi :-D

Na Facebooku zrobiłam eksperyment społeczny.
Zaczął go syn. Nie zamknęłam swojego profilu i rodzony dopadł i wpisał na mojej tablicy, że właśnie lecę do Urugwaju. No, ekstra! Naśmiałam się jak głupia.
Niewiele myśląc następnego dnia wyszukałam w internecie parę zdjęć z Montevideo i wkleiłam je na swój profil, uzupełniając, że Urugwaj jest piękny. Na mapce zaznaczyłam, że jestem w Montevideo. Ludziska zaczęli lajkować, a co poniektórzy, w tym moja siostrzenica, która obecnie jest w Anglii, napisała „zadraszczam”. Lajków nazbierało się kilkadziesiąt, w tym komentarze ach i ech. A ja śmiałam się do rozpuku. Jak łatwo podać wiadomość, w którą wszyscy święcie wierzą. Tak działają media nie tylko społecznościowe. Media ogólnie. Kreują rzeczywistość a naiwne ludziska wierzą, że jest to najprawdziwsza prawda. Ha!
Nawet mój terapeuta pisząc, że w środę go nie będzie i dostawszy moją odpowiedź, że „spoko, jestem teraz w Urugwaju i nie wiem, czy zdążę wrócić”, odpisał „wow”.
No, niestety, na razie był to tylko spóźniony żart prima aprilisowy. Niestety :-(

Media kreują naszą rzeczywistość.

W ubiegły czwartek w sklepie z pieczywem usłyszałam za sobą „Dzień dobry. Już pani wróciła?”. Myślałam, że to jakaś moja uczennica, więc spokojnie odpowiedziałam „Dzień dobry”, ale już druga część wypowiedzi wprowadziła mnie w konsternację. „Jak to wróciłam? A gdzie ja byłam, do cholery? Zaraz, zaraz, gdzie ja byłam??? Aaaa, no tak, Urugwaj i te sprawy…” i ryknęłam śmiechem. Spojrzałam w stronę głosu i zobaczyłam nauczycielkę mojej córki, która utkwiła we mnie oczekujący wzrok, który później zamienił się w mocno zdziwiony, bo mój śmiech nie ustawał.
Krztusząc się od śmiechu powiedziałam, że to był tylko spóźniony żart prima aprilisowy. Jej mina zmieniła się błyskawicznie i oburzona zaczęła wykrzykiwać: „Ludzie wstawiają jakieś pierdoły!!! Ja zawsze pisze prawdę i tego samego oczekuję od innych! Jakieś głupoty!!!” I patrzyła w moją stronę morderczym wzrokiem.
„Nie należy wierzyć mediom!” – odparłam – „One w większości nie przekazują obiektywnej prawdy!”
Pani była mocno poruszona. Mała w szkole też usłyszała jakieś uwagi, co do mojego żartu.
Eksperyment społeczny uważam za udany.

Wczoraj jedna z plotkarskich znajomych też zapytała o pobyt w Urugwaju.
- To jakaś ściema, czy byłaś ?- zapytała, wyostrzając spojrzenie.
Zrobiłam tajemniczą minę i odpowiedziałam:
- Nie, to nie ściema. Byłam.
- Taaa, pieprzysz. Wiesz ile to kosztuje…?
- Wiem, przecież tam byłam. Wyczaiłam tanie linie lotnicze i poleciałam. Na trzy dni. Tam i  z powrotem. Pięknie tam jest…
Patrzyła na mnie z mieszaniną niepokoju i niedowierzania, i zazdrości.
- Nie wierzę…
Śmiałam się jak głupia. Stojąca przy mnie Mała patrzyła na mnie, gotowa korygować i zaprzeczać. Ścisnęłam ją za rękę, patrząc jednoznacznie, żeby się nie odzywała.
- No to byłaś? – znajoma nie dawała za wygraną
- Pewnie, że nie… – odpowiedziała Mała równo ze mną, z tym, że ja głośniej odpowiedziałam, zagłuszając jej słowa:
- Pewnie, że tak…
- A tak w ogóle co słychać? – zmierzyła mnie od stóp do głów
- Wszystko jest super, co widać po mnie. Kwitnąco.
- Chyba schudłaś?!
- O tak, jestem piękna, zgrabna i powabna – śmiałam się w głos.
- No…
Znajoma siedząca już w samochodzie, zamknęła w końcu drzwi i odpaliła silnik.
Z drugą moją „znajomą” będą miały pożywkę do plotek. Lubią plotkować o wszystkich i o wszystkim. Ale jej mina była bezcenna :-D

W domu rzeczywiście poszukałam tanich linii lotniczych do Urugwaju. Znalazłam. Bilet można zabukować w okresie od 25 stycznia 2018 do 12 lutego 2018. Cena to około 4500. Ponad dwa tygodnie w Montevideo!!!! A tam jest naprawdę pięknie!!! Kiedyś tam polecę! Kiedyś… Lot trwa prawie dobę, z przesiadką. To drugie miejsce po Tel Awiwie. Izrael i Urugwaj – w końcu to nie jest tak wysoki koszt. Polecieć na trzy dni i wrócić. Pooddychać tamtym powietrzem, nasycić oczy przepięknymi widokami i wrócić, a może nie…

A póki co, jestem w Polsce, w oczekiwaniu na święta

Sienkiewicz też nie był w Rzymie a „Quo vadis” napisał, nie szczędząc pięknych opisów przyrody i miejsc.

Piatek, 20:28, Dzień mężczyzny

Tak, właśnie dziś jest dzień chłopaka

Zamiast słów piosenka

Stara piosenka, ale wciąż aktualna

 

 

 

 

****

 

Myślę o dawnej znajomej, z którą urwałam kontakt równo rok temu. Przeżyłam to i to bardzo. Dalej jakiś cierń siedzi bardzo mocno i jątrzy. Zastanawiam się tylko, czy to potrzeba mojej kontroli, czy chęć bycia dla innych i strach przed „znikaniem”, bo nikomu nie jestem potrzebna… Kurde, boli. Jeszcze boli. Zdrowe relacje… zdaniem terapeuty ja nie wiem, co to jest zdrowa relacja międzyludzka, przyjacielska, małżeńska… U mnie wszystko było postawione na głowie. To nie była relacja równoległa, to była podległość, bycie miłym pieskiem. Byłam na zawołanie, wspierałam, słuchałam, i przejmowałam się, kiedy ktoś mnie już nie potrzebował… Byłam cieniem a nie było mnie… Od jakiegoś czasu jestem sama dla siebie.

Zdrowy egoizm

Wysyłam do znajomej króciutkie wiadomości na komunikatorze… a ona mnie olewa. Stare przyzwyczajenie „łaszącego się psa”.

Ona była mi taka bliska

Czas odpuścić

Iść dalej

 

To nie jest proste. Ta „pustynia” nie jest prosta. Kurewsko boje się samotności…

Ale prawdę mówiąc nie umiem być z nikim

Nie umiem

 

„Życie żartem jest

przez śmiech wyciska łzy”

Środa, 20:38. Dzień kobiet

Dzień kobiet… jest każdego dnia, tylko faceci tego nie widzą

Faceci…

Wciąż zajęci sobą

Rozbawiło mnie stwierdzenie, że faceci są długo pod wrażeniem, jakie zrobili na kobietach…

Ha…

To by się zgadzało.

Rano syn zaskoczył mnie butelką wina.

A teraz wieczorem czuje, że wybrał dobrze…

Siedzę z lampką wina, już drugą, a co tam…

W pracy faceci obskoczyli mnie dookoła

Aniu może to, a może tamto, a może… Rozpływali się

A dzień był słoneczny z rześkim powietrzem. Przepiękny

Dobrze, że nie było porannej maglownicy. Na luzie

Mogłam rano posprzątać mieszkanie

A około godziny 10 zadzwoniła pani kurator z pytaniem, a właściwie informacją, że dziś po południu przyjedzie na wywiad i nie chodzi o wywiad do gazety, niestety…

Umówiłyśmy się na 15. I przyjechała. Młodsza ode mnie. Zebrała informacje dotyczące mnie, dzieci, zwłaszcza córki, obejrzała mieszkanie, zobaczyła rysunki małej i była pod wrażeniem.

Zapytałam, czy informacja o tym, że leczę depresję i chodzę na terapię może w jakiś sposób nam zaszkodzić. Odpowiedziała, że bardzo dobrze robię. Ona często doradza kobietom w podobnych sytuacjach takie samo postępowanie. Podziwia mnie…

O tak daję sobie radę.

Powiedziałam, że poszłam na terapię dla swoich dzieci a później szybko się poprawiłam, że dla siebie a one z tego skorzystali, bo nasze życie jest nareszcie dobre.

Mała odpowiadała śmiało na zadawane pytania. Powiedziała, że pamięta dobre chwile w S., ale czuję złość na myśl o tym, co ojciec nam zrobił i nie chce z nim kontaktów. Żadnych kontaktów.

Patrzyłam na nią z podziwem.

A ja … siedziałam skurczona i starałam się odpowiadać spokojnie.

Starałam się

W ogóle przez ostatni tydzień uczę się oddychać. Pełna piersią. B zwrócił mi uwagę na moja reakcję na innych, ćwiczę więc „normalne” bycie wśród ludzi.

Znajomy napisał w smsie „Aniu jesteś moim prawdziwym przyjacielem”. Hmmm, miło…

Dzień kobiet

Oczywiście jeszcze sms z życzeniami od tajemniczego wielbiciela

A i jeszcze życzenia od ucznia. Dorwał mnie na korytarzu, na schodach. Wręczył mi różę i ujął moją dłoń swoimi wielkimi dłońmi. Ścisnął ją jak w imadle i z wielkim przejęciem zaczął składać życzenia. Moja dłoń w jego wielkich, silnych dłoniach zdrętwiała. Z życzeń zapamiętałam, że chciałby widzieć często mój piękny uśmiech. Jak najczęściej.

 

 

Dobre to wino

A w telewizji mój ulubiony serial

Za oknem piękna, wiosenna pogoda.

Jestem szczęśliwa :-D

Czwartek, 09:50 – Bo we mnie jest seks…

Już czwartek

Wczoraj przeleciało z szybkością komety

Mignęło

Rano terapia

Nie chciało mi się wstać.

Mroźny ranek, -8,

Wstałam, ogarnęłam się i w drogę

A na sesji… Nic szczególnego

Dreptanie w miejscu

Chyba

On wychwytywał z tego, co mówiłam podteksty, ukryte znaczenia, drugie dno…

Czułam się jak na polu minowym

W powietrzu unosiły się słowa: „Wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie”

I było użyte

Najbardziej ubawił mnie podtekst seksualny

Opowiedziałam historię ze znajomym, ale tylko początek. Zatrzymaliśmy się na fakcie chwalenie przez znajomego mojej urody i wpraszaniu się do mnie na drinka. I na tym, że bardzo mnie wzburzyły jego słowa i to, że działo się to na forum szkolnym, gdzie jest mnóstwo uszu nastawionych na wyłapywanie smacznych kąsków do plotek. Nie zdążyłam opowiedzieć drugiej części zdarzenia, bo B uparł się na „rozbiorze” tematu mojej atrakcyjności i mojego wstydu przed tym. Skupił się na tym, że przeszkadza mi dostrzeganie przez mężczyzn mojej seksualności. Oczywiście, w mojej głowie pojawiła się zaraz postać matki ze zdaniem, że to „zwykłe kurewstwo”. Że flirt jest kurewstwem, że najlepiej ubierać się tak, żeby nikogo nie prowokować… A może to moje odczucia… Bycie kobietą w pięknych sukienkach prowokuje mężczyzn… Może to moje przekonanie… Może powinnam ubierać się jak zakonnica… Brrr. Nie teraz. Kiedyś tak, ale dziś nie…

Akurat miałam na sobie piękną sukienkę i intrygujące perfumy. Kobieta ubrana w zapach… i piękną sukienkę.

On skupił się na mojej seksualności a ja umierałam ze wstydu. Uśmieszek na moich ustach krył zdenerwowanie. Kurde, tylko, że ja kocham piękne sukienki i intrygujące zapachy. CZUJĘ SIĘ WTEDY MEGA KOBIETĄ. Bawi mnie to cielęce zapatrzenie facetów i ich maślany wzrok. Widzę ich reakcje. Ja to po prostu kocham. I tu pojawia się „rozdwojenie”.  Niepokoi mnie to – wyłazi mamuśka ze swoją krytyką a jednocześnie pociąga mnie bycie seksowną kobietą. Gdybym tyle złego nie przeszła i tak panicznie się nie bała, przeleciałabym paru facetów dla własnej przyjemności. Tak, tak bym zrobiła. Po upojnym seksie popatrzyłabym im w oczy i powiedziała, że to było dla mojej przyjemności. Tylko i wyłącznie dla mojej! I nawet bym nie podziękowała. Wyszłabym trzaskając drzwiami i z błogim uśmiechem wsiadła do samochodu. Pogłosiła muzykę na maksa i pojechała przed siebie… Najlepiej nad morze. Usiadłabym na swoim miejscu, na leżącej kłodzie, na skarpie i patrzyła na fale i wsłuchiwała się w grzmot morskich fal i BYŁABYM BARDZO SZCZĘŚLIWA I WOLNA. Szczęśliwa, spokojna, ukojona, utulona, spełniona…

No, nieźle

Mam erotyczne fantazje…

Właściwie fantazje o erotycznym flircie

Na sesji było dużo zachowawczego uśmiechu i niechęci do mówienia

Wszystko podszyte strachem, na który nałożyłam piękny uśmiech, jak atłasową podszewkę

Wszystko we mnie jest zamrożone

Zamrożona miłość

Zamrożony strach

Zamrożona złość

Zamrożona ja

Długo jeszcze potrwa to dreptanie

Długo jeszcze będę wchodzić do gabinetu z przyklejonym uśmiechem i słowami: „Dziś nie wiem od czego zacząć…”

A on znów będzie wychwytywał ukryte znaczenia i odczytywał to, czego nie mówię.

Kiedy powiedziałam, że nie chciało mi się wstać, że najlepiej bym pospała, że sprawdzałam komunikator z nadzieją, że będzie wiadomość o tym, że go nie będzie, on od razu powiedział „Kiedyś mi powiedziałaś, że nie tego się spodziewałaś po terapii, że nie jestem wspierający, nic nie robię. Można powiedzieć, że terapeuta jest do niczego, skoro terapia nie daje pożądanych rezultatów” I tu nastąpiła znajoma wyliczanka. Nie chciało mi się już nawet zaprzeczać, bo wiem, że nie tu jest pies pogrzebany. Chodzi o moją blokadę i mój strach a nie o postawę terapeuty i o to co, albo czego nie robi. I wcale nie chodzi o chronienie go. Chodzi o mnie…

A dziś…

Rano odwiozłam Małą do szkoły

Teraz siedzę w klasie. Mam „okienko”. Patrzę jak za oknem spadają śnieżne płatki… i rozmyślam o seksualnych uniesieniach z uśmieszkiem na twarzy…

Ech… Być kobietą sensualną nie jest złe :-D

Tęsknię za morzem i dźwiękiem rozbijających się fal…

 

Niedziela, 10:17 – osiemnaste urodziny

Wczoraj syn skończył 18 lat.

Wszedł w formalną dorosłość.

Złożyłam mu życzenia. Kupiłam bukiet kwiatów i czekoladki. Uściskałam mocno.

Już 18 lat  kiedy jesteśmy razem. Przyszedł na świat 7 stycznia o godzinie 10:40, ważył 4450 g i mierzył 61 cm. To był czwartek. Urodził się przez cesarskie cięcie.
Ojciec, który deklarował swoją obecność przy porodzie, niestety, nie mógł wejść na salę, bo to była chirurgia.
Mały był przenoszony. Przechodziłam termin. Nie miałam bóli. Podczas badania usłyszałam: „Brudne wody” i „Sama nie da rady urodzić”.
Przeleżałam całą noc na patologii ciąży a rano zwieziono mnie na salę operacyjną.
O 10:40 wyjęto mi go z brzucha. Miał 8 punktów. Był niedotleniony. Przez cały dzień leżał w inkubatorze. Dostałam go dopiero w piątek, w południe i pierwszymi moimi słowami na jego widok były: „Boże jaki on brzydki”. Był duży i czerwony na twarzy. Tak powitałam mojego syna na tym świecie.
Siostrzenica, która zdążyła urodzić już dwóch chłopaków, pocieszyła mnie, że jest ładny, wypoczęty, nie musiał się przeciskać przez kanał rodny i nie ma w związku z tym zdeformowanej główki a jej mieli. Niewielkie to było dla mnie pocieszenie. Mały był duży i ciężki. Nie miałam siły wyciągać go z wózeczka dla noworodków. Pocięty brzuch bardzo bolał a nie przypominam sobie męża obok siebie. Może był…Podobno siedział pod drzwiami sali operacyjnej bardzo wystraszony i blady i dopytywał się pielęgniarek jak idzie operacja. Chyba mignął mi nawet kiedy wieziono mnie na salę poporodową. Może nawet informował mnie, że mały jest w inkubatorze. Może był obok mnie… Nie pamiętam… W pamięci zostały tylko te najgorsze chwile. A szkoda…

No dobra, wróćmy do Młodego. Wszedł w dorosłość. Jego zachłystywanie się dorosłością skwitowałam: „Dorosły będziesz wtedy, kiedy zaczniesz opłacać własne rachunki z pieniędzy zarobionych przez siebie”

Mój syn, ponad 1,80 m. Chłopisko o wielkich nerwach, niewyparzonym języku i dobrym sercu. Chłopię, które większość czasu spędza przed ekranem komputera, ale przyciśnięty potrafi posprzątać, ugotować, upiec ciasto. Dziecko, które przeszło przez traumatyczne sytuacje i było świadkiem scen, których nie powinien w życiu oglądać. Chłopak lubiany przez rówieśników i dorosłych. Przez dorosłych za uśmiech i poczucie humoru. To poczucie humoru rozwala także mnie. Chłopak, który potrafi słuchać bez jakiegokolwiek komentarza i dawania rad. Ma swoją paczkę przyjaciół i lubi do nich wychodzić. Nienawidzi chłopaków z zawodówki i innych półgłówków za ich głupotę i wredne zachowanie. Pali e-papierosy, ale nienawidzi wódki. Lubi za to dobre wino… Kiedy mnie nie ma bluzga jak szewc… Mój syn. Człowiek, któremu podarowałam życie …

Mała ma 15 lat.

Są wspaniali.

Wypełnili połowę mojego życia.

Tą dobrą połowę.

No, ok.

Co za oknem?

Bezchmurne, błękitne niebo i mróz. W nocy było – 20. Teraz, w dzień, -14. Wszyscy tak chcieli zimy i Ten w górze spełnił ich prośby – mamy zimę. Mroźną zimę. Jest troszeczkę śniegu i bardzo niskie temperatury.

Lecę do kuchni. Najpierw kawka a później jedzonko na obiad i ciasto dla Młodego. Wczorajsze ciasto szybko się skończyło. :-D