Środa, 10:00, In treatment

Niedawno wróciłam

Niedawno, to znaczy przed 45 minutami

Zrobiłam pyszną kawę z ekspresu

W sklepie z pieczywem kupiłam mój ulubiony chlebek musli.

Pożarłam go z lubością, grubo smarując prawdziwym masłem. Na pohybel dietetykom, którzy chcą nas truć dietetyczną margaryną, chemiczną papką bez smaku.

Dzisiaj nareszcie się wyspałam. E wpadła na wspaniały pomysł wyekspediowania kota do pomieszczenia obok. Nie było drapania w drzwi, miałczenia… Było cicho i błogo. Obudził mnie dzwonek budzika. Wstałam o siódmej. Umyłam głowę i o 7.40 wyruszyłam do przychodni.

On jak zwykle się trochę spóźnił.

O 8 zaczęłam następną kosmiczną podróż

Znów nie bardzo pamiętam, co do mnie mówił

Ja powiedziałam o swoich odczuciach. O surrealizmie ostatniego spotkania.

On coś dodawał, komentował

Zapamiętałam jakieś strzępy

Powiedziałam, że ostatnio czuję się jakbym traciła rozum, że powinnam się udać do psychiatry…
- Przecież chodzisz – zauważył.
- No tak, chodzę. Rzeczywiście – powiedziałam. Mam od niego leki, które przestałam brać – tego już nie usłyszał.
W głowie zaczęło się kręcić, brak powietrza. Kilka głębokich oddechów.

Zaczyna mi brakować słów. To co miałam powiedzieć, już powiedziałam a teraz nagle zaczyna się milczenie. Milczenie spowodowane… Nawet nie wiem czym…

On podsuwa jakieś porównania. O czymś mówi a ja go nie słucham. Zatapiam się w bezdźwięcznej próżni.

Niespodziewanie zauważył, że kiedy on mówi, ja cała drętwieję, staram się nawet nie oddychać. Zaskoczył mnie tym spostrzeżeniem. Myślałam, że dobrze to kamufluję, że on tego nie widzi, że o tym wiem tylko ja. Rzeczywiście, łapię oddechy dopiero, kiedy on przestaje mówić…

Co miałam mu powiedzieć?

Zaczepiłam się w okresie dzieciństwa

Chciałabym pamiętać dobre sytuacje a tymczasem do 6 roku życia nie pamiętam nic a to co pamiętam później jest przerażające, krzywdzące, traumatyczne.

Jak sprzeciwić się obrazowi rodziców, który wrósł we mnie? Jak zedrzeć tę maskę? Boję się bólu. Boję się rozpadania na kawałki. Boję się zawodu, który IM przyniosę. Jak można kochać i nienawidzić jednocześnie? To tak, jakbym ich zdradziła, jakbym …
Nauczyłam się przystosowywać, znikać, być miłą, nie mieć własnego zdania, rezygnować.
Stałam się piękną tapetą a nie twardą ścianą. Jeżeli zedrę tapetę, ściana będzie goła a ja się tego bardzo boję. Jestem przerażona!!!!

Rodzina nawet nie wie, że chodzę na terapię

Nie wiedzą, że pisze bloga

Nie wiedzą, że wcale nie przedstawiam ich w dobrym świetle

Ich, to znaczy rodziców… którzy już nie żyją, a przecież o umarłych mówi się albo dobrze, albo wcale.

Gdyby przeczytali moje wpisy, byłaby nieziemska draka. Znów przestaliby się odzywać na kolejne 10 lat. Tak, gniewać i kłócić potrafią się w mistrzowski sposób. Oskarżać, równać z ziemią, wyrażać niezadowolenie i destrukcyjne zdania. I nie mówię o rodzicach w tej chwili. Mówię o ich spadkobiercach – starszym rodzeństwie.

Do tej pory zawierałam znajomości z ludźmi-klonami moich bliskich.

Od momentu przeniesienia się do „mojego mieszkanka” jestem w strefie spokoju. „Samotności”. Resetuje się. Odpoczywam. I… chodzę na terapię…

W gabinecie postawiłam potężny mur między nim a sobą. On o tym doskonale wie, ale to ja mam zburzyć tę barierę…

Ciężko

Totalny kosmos

Skończyły się słowa

Każda rozmowa wydaje mi się groteskowa, irracjonalna, płytka.

Ubieranie w słowa tego, co się czuje jest surrealistyczne – przynajmniej dla mnie.

Konwersacja wydaje mi się nieszczera

Nie mówię tego, o co mi chodzi

Kosmos

KOSMOS

***

Dziwnie się czuję

Wybił mnie swoim stwierdzeniem z równowagi

Jest dobrym obserwatorem

Dlaczego to mną tak wstrząsnęło? Wybiło ze strefy odrętwienia…

Nie spodziewałam się

Poczułam ogromny żal dla siebie

Ogromny

I byłam bardzo wystraszona

I zniesmaczona, że jestem taka słaba

I że ktoś to widzi

 

Niedziela, 13:09

Już niedziela

Niedziela z wisielczym humorem

Wczorajszy wieczór u znajomej. Gadania co niemiara.

W pamięci siedzi dialog z uczniem na lekcji. Oczywiście temat poniedziałkowego buntu kobiet i tematu aborcji. Sama rozpętałam dyskusję przedstawiając swój punkt widzenia. Jestem przeciw aborcji.
Jeden z uczniów zaczął mówić:
- Moi krewni mają niepełnosprawne dziecko. Jak widzę , jak bardzo się z nim męczą jestem za aborcją. Takie dzieci nie powinny się rodzić – mówił ze złością.
- Odbierasz prawo niepełnosprawnym do życia? – zapytałam
- Tak – padła odpowiedź
- Co w takim razie powiedziałbyś swojej mamie, gdyby urodziła niepełnosprawne dziecko?
Popatrzył na mnie i odparował:
- Ale nie urodziła i nie musi się męczyć!!!
- Ale…
Już nabrałam powietrza, aby przedstawić jakiś kontrargument, kiedy z boku sali odezwała się dziewczyna:
- A ja myślę, że cała ta zadyma była po to, żeby skłócić Polaków. To bardzo wrażliwy temat…
Popatrzyła w moją stronę a ja ze zdziwieniem przyznałam jej rację.
- Wiesz, dzięki za twój głos.
Zamilkłam, chociaż już miałam zamiar się kłócić. „Zbawiać świat” i przedstawiać argumenty przeciw aborcji. Ona mnie przyhamowała. Okazała się mądrzejsza ode mnie. Dziewczyna z wyglądem „emo”. Zgasiła mnie jednym zdaniem. Mnie, która deklaruję się wyważonymi poglądami.

Na podyplomowych miałam wybrać temat na zaliczenie dotyczący aborcji. Nie przebrnęłam. Wybrałam inny temat. Nie umiałam znaleźć argumentów „za”. Emocje biorą górę. Nie umiem wybaczyć mojej matce. Nie umiem jej zrozumieć. Zaskorupiłam się…

Musze odpuścić. Za dużo negatywnych emocji. I tak moja złość niczego nie zmieni. Jestem w mniejszości i to w tej wyśmiewanej mniejszości. Tej „zacofanej”. Medycyna jest na tak wysokim poziomie, że nawet kobiety z rakiem rodzą zdrowe dzieci.
Widziałam w wiadomościach  dwie panie z fundacji Rak’n'roll, które mimo podawanej chemii urodziły zdrowe dzieci. Gdzieś tam w świecie urodziła kobieta, której przeszczepiono macicę od matki. Jedne pragną dzieci a inne ich nie cierpią i gotowe są nawet je zabić rękami lekarzy. Głośno było o przypadku urodzenia dziecka od trójki rodziców. Wyselekcjonowano materiał genetyczny wolny od dziedziczonych chorób od dwóch matek i jednego ojca i tak zmodyfikowaną zapłodnioną komórkę wszczepiono w macicę kobiety, która urodziła zdrowe dziecko.

Ok, czepiam się, generalizuję, jestem tendencyjna, itp.,
W środę B chciał mi dać namiary na jakąś panią, która jest od problemów przemocy w rodzinie, od „niebieskiej linii”. Zapytałam „co to da?”. No, przecież nic to nie da. Trzeba realnie patrzeć na życie a nie idealizować. Takie jak ja muszą sobie radzić same. Psychiczni maja pomoc i ochronę a tacy jak ja mają strach i wycofanie. Dlatego mam dość. Znów zaczną się się wizyty w sądach… ale też jestem świadoma swojej bezsilności i znikomej ważności tego co mam do powiedzenia. Jestem za cicha i nie umiem „wznosić okrzyków” i „pluć jadem”.

Mam „złe dni”.

Na niedzielę przestali grzać. W mieszkaniu zimno. Zimny wychów. Wczoraj u znajomej było tak gorąco, że trudno było wytrzymać. A w domu zimno. Może zaczną grzać jak uczniowie przyjadą do internatu. Taki urok mieszkania przy szkole – w tygodniu, jak są lekcje jest ciepło a w sobotę i niedzielę radź sobie sama. Niezła oszczędność. Przecież tak ogrzewane pomieszczenia łatwiej łapią wilgoć i grzyb, no ale… Przecież są mądrzejsi. Remont jest tańszy od grzania :-( a za lekarzy przecież dyrektor nie będzie płacił…

Poniedziałek, 09:23

Wkurw od samego rana

Na jawną niesprawiedliwość i nieliczenie się z moim zdaniem

Norma

Boję się głośno powiedzieć, że ktoś nie ma racji, bo:

- i tak nikt mnie nie będzie słuchał :-(

- zareaguje agresją (tak jak mój ojciec)

- jestem głupia i nieważna

Jestem wkurwiona

Na bagaż z dzieciństwa, który wciąż wlokę za sobą

***

21:16

No, ośmieliłam się powiedzieć, chociaż bałam się jak cholera.
Powiedziałam głośno do mojego pryncypała, przy wszystkich, że w piątek zostałam opieprzona za stawianie samochodu na małym parkingu.
- Postawiłam dziś na dużym – dodałam – ale na moim miejscu samochód postawił ktoś inny!!!
- Ja tylko zasugerowałem przestawienie
Popatrzyłam w jego kierunku bez słowa.
Bardzo się denerwowałam. Nadrabiałam miną. Zwróciłam też uwagę, że ktoś stawia samochód na trawniku i kierownictwo nie zwraca na to w ogóle uwagi. Czy oni mogą tak bezkarnie stawiać samochód w takim miejscu? – dodałam
Matko jaka ja byłam wkurwiona. A jak ja się bałam!!

***

Odezwała się K. Bardzo niespodziewany obrót zdarzeń. Bardzo

„A, mój mąż nie wytrzymał i oznajmił mi, że sam się wyprowadzi. Powiedział, że nie jest w stanie żyć obok mnie, że go olewam i jestem skupiona tylko na dzieciach i na sobie. Powiedział, że chce ułożyć sobie życie na nowo. Niestety nie byłam tym ani trochę zrozpaczona i straszne jest to, że zamiast się zasmucić i zamartwić ja poczułam ulgę i radość. Pytanie tylko na jaki czas się wyprowadzi? Ma zamieszkać u mamusi, a ja z dziećmi mam zostać w jego mieszkaniu. Powiedziałam mu, że jeśli odda 50 tyś, które wtopiłam w jego mieszkanie ( mamy rozdzielność majątkową ) to dobiorę kredyt i kupię sobie własne, a jeśli nie to muszę czekać na pieniądze ze sprzedaży działek. Jak mniemam u mamusi wytrzyma może tydzień, a może dwa, a ona będzie nachodzić mnie w pracy i wyzywać – jaka to ja podła i okrutna jestem dla jej syna, jak mogłam go zostawić w takim stanie, będzie mnie szantażować, straszyć i wyzywać. Tym bardziej, że ostatnio i jej i jego siostrze napisałam, aby nie wtykały nochali w nie swoje sprawy, bo robią tylko większy zamęt. Obie straszyły mnie i wymuszały na mnie, że mam z nim siedzieć – mimo wszystko. Kiedy ja już nie mogę i mam taki przesyt, że wyłazi mi uszami. Przeraża mnie tym bardziej, że on nie krzyczy, nie wrzeszczy ale mówi tonem iście spokojnym: „zabije ciebie i jego”, „z kim się pierdolisz suko”…nagrywam to wszystko, bo w razie czego będę miała dowód. Nikt mi nie wierzy ( poza osobami, którym dałam to odsłuchać i tymi wtajemniczonymi od samego początku, które widziały go w psychozie ). W relacjach z ludźmi stara się zachowywać normalnie, chociaż ja widzę jak jest inny. Dzieci nie chcą z nim zostawać. Dostałam dodatkową pracę i na zajęcia zabieram ze sobą dzieci, bo nie ma szans, żeby z nim zostały. Teściowa pewnie obleje mnie benzyną i rzuci na mnie podpaloną zapałkę…Pani Dulska. Dzisiejsza wiadomość o jego wyprowadzce była najlepszą jaką usłyszałam od ostatniego czasu. Poczułam jakby ktoś zdjął mi na moment krzyż z pleców. Wiem, że to strasznie brzmi i wiem co ktoś może sobie o mnie pomyśleć…, ale A – Ty chyba jak nikt inny wiesz co to znaczy. To bardzo tymczasowe rozwiązanie, chociaż wydaje mi się, że niedługo to on złoży papiery o rozwód…czekam.”

Odpowiedziałam: „K, przeczytałam. Wykorzystaj ten czas bez niego. Nie daj się zastraszyć (wiem, łatwo się mówi). Jesteś silna. Buziaki”

***

Młodemu zdjęto szwy z głowy.

W szpitalu dorwał mnie silny ból w piesiach. Nerwica. Bolało jak cholera. Poszłam powoli do barku po wodę. Wiedziałam, że mnie dorwie. Wiedziałam… Po takiej dawce emocji to było nieuniknione.

 

Piątek, 23:06

To jest mega trudny tydzień

Wróciłam z pracy mega wurwiona

Nazbierało się

Przeżywam

Starcie z trudnymi uczniami.
Wychowawca przyszedł z uczniem, aby ten przeprosił. A uczeń robiąc głupawe miny, spoglądając z ukosa, nonszalancko wycedził „Przepraszam”. Mama dyrektorka szkoły i podobno katechetka. Nie ma czasu na dziecko i na to, żeby przyjść do szkoły i dowiedzieć się dlaczego nauczyciel ma problem z trudnym synem. Wiem doskonale, że bez kontaktu  z rodzicem poprawy nie będzie. Wychowawca chce być „dobrym wujkiem” dla chamskiego w swoim zachowaniu ucznia. Kiedyś może bym odpuściła, ale nie teraz. Niewiele myśląc zadzwoniłam do ojca. Zapytałam, czy syn informował rodziców o swoim zachowaniu i o tym, że prosiłam o przyjście mamy do szkoły. Ojciec był mocno zdziwiony. A jeszcze bardziej zdziwił się sposobem zachowania syna na lekcji. Ma przyjechać w poniedziałek. Syn nie tylko źle zachowuje się na mojej lekcji. U koleżanki też zachowywał się nagannie. Rozmawiałam z nią. Mam ją poinformować o przyjeździe ojca w poniedziałek. Nie można pozwolić, żeby uczniowie wleźli nam na głowę a rodzice powinni być informowani o ekscesach w szkole. Dość poniżania. Niech rodzice też wiedzą. Nikomu nie jest przyjemnie a najmniej mnie, kiedy słyszę rynsztokową wypowiedź ucznia na lekcji.

Rozmawiałam też z koleżanką o planowanej przez nią wycieczce. Powiedziałam, że jest mi przykro, że tak bezceremonialnie mnie omijają, że uczniowie powiedzieli, żeby o nic mnie nie pytać. Coś tłumaczyła, trzymając mnie za rękę. Niesmak pozostał.

Zostałam opieprzona przez kierownika za stawianie samochodu na parkingu z jednym stanowiskiem. Podobno uczniowie nie mogą przejść. Nooo, taaaak! Uczniowie noszą tak wielkie i przeładowane plecaki, że nie mieszczą się w przejściu. Każdy może przejść swobodnie, jest dużo miejsca, więc o co chodzi???? Facet, który mieszkał w mieszkaniu, przede mną, też stawiał samochód na tym parkingu i nikomu to nie przeszkadzało a mój przeszkadza. Kierownik nie widzi samochodów uczniów zaparkowanych na trawnikach szkolnych???? Im nie zwraca uwagi???? Ciekawe??? Nie ma zakazu parkowania w tym miejscu. Kiedy będzie znak, wtedy przestanę parkować. Zdziwił mnie tą uwagą. Zdziwił i wkurwił. On nie kryje się z tym, że jestem nauczycielem przedmiotu, którego nie lubi. Czyżby znienawidzony przedmiot wpłynął na postrzeganie mojej osoby??? Ciekawe??? Oczywiście  byłam tak zaskoczona jego uwagą, że nic nie umiałam odpowiedzieć tak ad hoc. Mega zaskoczenie…. Nie mam zamiaru przestawiać samochodu. A tak poza tym, jeżeli miejsce jest wolne, natychmiast zajmuje je ktoś inny. O co chodzi?! No, o co???

Ufff, ale koniec tygodnia….

Ciężko tak mierzyć się z własną złością i nie robić totalnej demolki. Przeżywać ją wewnątrz siebie i głośno o niej mówić, zamiast wrzeszczeć np. na dzieci. Nowe doświadczenie… Trudne doświadczenie.

Bardzo boję się bólu w klatce piersiowej.

Dlaczego nie umiem natychmiast odpowiedzieć na sytuacje, które niosą ze sobą dużo nerwów? A wystarczy zapytać, doinformować się, i powiedzieć jak ja to odbieram. Takie łatwe :-(

Czytam komentarze ludzi z DDA. Jestem taka, jak oni. Znalazłam swoich :-(

Mam ochotę poużalać się nad sobą i swoją samotnością.

Ok. Jutro też jest dzień. Scarlett, prawda?

scarlet2

 Następny dzień, nowy dzień

Jeden fragment komentarza:
„ja najbardziej chcialbym czuć sie dobrze sam ze soba caly czas. co przez to rozumiem to nie musiec ciagle szukac akceptacji innych…chcialbym byc w optymalnym stanie emocjonalnym od rana do wieczora, zredukowac te bezproduktywne momenty do minimum.czuc wiecej szczescia na co dzien bez zadnego konkretnego powodu. jestem i dlatego sie usmiecham ,czuje radosc i energie!! to chcialbym zmienic w pierwszej kolejnosci. mam takie dni kiedy nie ma dla mnie rzeczy niemozliwych. chcialbym zeby tych dni bylo coraz wiecej. chce sie pozbyc rozchwiania emocjonalnego,prokrastynacji, chorob psychosomatycznych,braku wiary w siebie.”

Ja też

Niedziela, 19:35

Zimne, jesienne powietrze

Wizyta w kościele, a tam natrętne myśli o domu w S

Odganiam je

Uparcie nie daję sobie możliwości zatopienia się w nich, przeżycia ich na nowo

A one wracają, wciąż , wciąż i wciąż

Ja wciąż tam jestem. Uparcie wracam i rozdrapuję ranę.

Terapeuta wciąż mnie zostawia. Pozwala mi być samą. Czy wszystkie terapie tak wyglądają??? Czuję się czasami opuszczona, jak dziecko we mgle. Nie wiem… Niczego nie wiem… Jestem na niego zła. Na sesji wciąż się gubię. Oczekuję pomocy a on milczy, albo go nie ma. Nie wiem… Czułabym się lepiej, gdybym dostawała jakieś wskazówki, gdyby terapia była częściej a tu długie przerwy i samotność…

Wiem, co by powiedział i wiem, że miałby rację. Wiem… Nie lubię tej swojej niepewności pozostawienia.

Jutro tydzień od nowa

Uwielbiam, kiedy młody wprowadza dialogi „dubbingowane”. Widzimy jakichś ludzi a on podkłada za nich głosy, albo głośno za nich myśli. Pokładam się wtedy ze śmiechu.

Dziś przy obiedzie też wyleciał z dialogiem, Mała siedziała zamyślona a on zaczął:
- Dlaczego szyszki spadają do góry?
- Czy życie ma sens?- Dlaczego woda leci z kranu?
- Dlaczego koło się kręci?
Mała patrzyła na niego jak na idiotę a ja krztusiłam się ze śmiechu.

Lubię takie obiadki razem.

Przeczytałam fajne zdanie na temat naszej indywidualności i byciu prawdziwym, bez względu na presję otoczenia. Bardzo mi się podobało. Możemy być jak piękne, kwitnące drzewo…

„Możesz być jak ludzkie drzewo, które rozpościera swoje gałęzie w dowolne strony i rozkwita w zgodzie z własną naturą a nie jest tylko podstrzyżonym szczypcami przez ogrodników żywopłotem” John Stuart Mill