Sobota, 22:25 Szczęście

Piękny dzień

Znajoma BL zaprosiła nas na swoją działkę w starorzeczu Bugu. Piękne, ciche miejsce. Domek w sosnowym lesie i własne „jeziorko”.

Siedziałyśmy na ruchomym pomoście i opalałyśmy się.

Wchodziłyśmy do wody, przejrzystej i cieplutkiej.

Przepięknie

I miałam w nosie, że już nie jestem młoda i piękna. Jestem dojrzała i piękna. Nie, poprawka, obie jesteśmy dojrzałe i piękne i co najważniejsze, mega silne.

Ona po traumatycznych przejściach, sama wychowała dwoje dzieci i ja … Jednym słowem los nas bardzo doświadczył, ale umiemy się pięknie śmiać i cieszyć światem.

Kobiety po czterdziestce. I kto powiedział, że życie kończy się po czterdziestce? No, kto?

Przepiękny dzień. Cudny. Wolny i spokojny.

Hmmmm… Niech tak będzie, jak najczęściej!

Fotorelacja <<<tu>>>

Środa, 16:02 In traetment

Była.

Dzisiejszy temat to mój wyjazd nad morze i moja radość, że zwiedziliśmy tyle fajnych miejsc, że wszędzie dojechałam sama, pomimo zepsutego sprzęgła, że dałam radę, i jestem z tego mega dumna. Było wiele radosnych słów i zachwytów nad samą sobą! Opowiedziałam o wielu wakacyjnych samodzielnych wyjazdach i o tym, że dały mi wiele siły i odwagi do zmian w życiu.

On oczywiście szukał w tym symboli i odwołań do mojego życia. Cały czas porównywał.

Ja – że stałam w korku, chociaż później dowiedziałam się, że istnieje droga równoległa do zakorkowanej a ja z niej nie skorzystałam. Ja – że ciągnąc się w korku na dwupasmówce tkwię na prawym pasie, chociaż lewy jedzie szybciej. W końcu zdecydowałam się przejechać na lewy pas i szybciej wyjechałam.

On – że to tak jak w moim życiu. Tkwię w starym, chociaż wiem, że są szybsze rozwiązania, które są łatwiejsze.

On – że wolę jechać na zepsutym sprzęgle.

Ja – owszem, ale wciąż do przodu.

On -  i z tym sprzęgłem daję sobie radę a przecież można je naprawić.

Ja – że jednak w moim życiu dominuje strach przed strachem przed zmianami (trochę zagmatwałam, ale tak to wygląda). Tkwię, nawet wspomnieniami, ale tkwię w złych zdarzeniach z przeszłości…

W tle zawisł temat matki. Nie chciałam do niego wracać, ale w końcu powróciłam do tematu sprzed dwóch tygodni. Gardło się ścisnęło… Powróciłam do tematu tajemnicy rodzinnej i tego, że siostra nie może być fizycznie moją matką, bo dwa tygodnie po mnie urodziła się siostrzenica.
On powiedział, że o byciu matką świadczy przywiązanie emocjonalne a nie pochodzenie fizyczne.
Uspokoił mnie tym. Parę słów a ja odetchnęłam. Tak siostra mentalnie jest moją matką. Dała mi więcej miłości, zainteresowania, wsparcia. To od jej męża połknęłam bakcyla podróżowania. On woziła nas ( mnie i siostrzenicę) po całej Polsce Starem. Dziś nawet nie pamiętam dokąd jeździliśmy. Pamiętam atmosferę wyjazdów i ciekawość nowych miejsc, smak owoców kupowanych od sadowników, ciepło wody podczas kąpieli w jeziorkach, nocne powroty, kiedy pilnowałyśmy, żeby P nie zasnął za kierownicą.

Dzisiejsza wizyta była nasiąknięta radością podróżowania i milczeniem, kiedy miałam mówić o matce. Brnęłam przez to milczenie, powoli jednak mówiąc o niej.

Wróciłam do jego sugestii, że mogłabym ocieplić wizerunek matki nadając jej imię. Lubiłam, kiedy ojciec mówił do niej Stacha, ale ona zawsze na niego warczała. Ja nawet teraz nie miałabym śmiałości mówić o niej po imieniu.

Trochę oswoiłam temat…

Ale jestem jeszcze za coś wdzięczna. Dzisiejsze spotkanie było pełne zadowolenia z samej siebie i nie powiem, żeby to wprowadzało mnie w poczucie winy. Nie chciałam mówić o radosnych rzeczach, bo uważałam, że terapia to czas na pozostawianie tego, co najgorsze. To czas, kiedy muszę sobie radzić ze swoimi traumami a tu on mówi, że to też czas na opowiadanie o radosnych chwilach, o własnym szczęściu, o radzeniu sobie. Mam zupełnie inne nastawienie do terapii i tu też coś puściło, w tym nastawieniu właśnie.
On zapytał o to słowo „muszę”, na co ja odpowiedziałam pospiesznie, że „chcę”. Tak, chcę sobie poradzić i widzę, że robię to doskonale.

Dziwne, ale kiedy stałam w korku w Redzie i widziałam, że samochody po lewej stronie jechały szybciej, też myślałam o swoim życiu i o przywiązaniu do starego, znanego, utartego i strachu przed nowym i lepszym. Tak, jakbym wstydziła się szybszych i lepszych rozwiązań, bo chcę być „dobrą córeczką” słuchającą mamusi a mamusia by się gniewała, gdybym nie zrobiła tak, jak ona by chciała. Poświęcenie dla mamusi i wybór cierpienia, żeby zasłużyć na jej uwagę, przychylność i dobre słowo. Tak, dużo tej „matki” jest w mojej głowie. Za dużo…

Niedziela, 18:03 Nad morzem

No to już drugi dzień jesteśmy nad morzem.

Jak na razie pogoda piękna. Słoneczko.

Dziewczyny harcują. G pięknie się opaliła. Moja E trochę mniej – jest z tych, którzy są zawsze bladzi a opalają się na czerwono.

Droga do Kopalina trwała prawie 10 godzin. Wyjechałyśmy o 5 rano. Największe korek w Redzie. Stałyśmy bardzo długo. Umordowałam się tą drogą z powodu sprzęgła. Jak to powiedział mechanik „kończy się” i trzeba umiejętnie je puszczać, żeby ruszyć bez szarpania. Z Redy bez problemu wjechałyśmy do Wejherowa a stamtąd do Choczewa i wprost do Kopalina.

Teraz trochę pochmurnie, ale cieplutko.

Jutro wyjeżdżamy do Łeby.

Młody z domu marudzi, że szkoda, że z nami nie pojechał.

Skończyło się miejsce na drugim blogu. To tak, jakbym zamknęła pewien etap życia – ponad milion pięćset tysięcy wyświetleń. Rok 2013 – 2017 – cztery pełne lata. Onet daje określoną pojemność blogową, którą zdjęcia bardzo szybko zapełniają.

Zaczyna się nowe, inne, lepsze, spokojniejsze. I to nie są pobożne życzenia – to wnioski po obserwacji tego, co się dzieje. Czy to dzięki terapii? Myślę, że tak, chociaż ostatnio „nawiedzają” mnie różne myśli. Ja i terapeuta to dwie diametralnie różne osobowości. Gdybyśmy spotkali się w realnym życiu on wkurwiałby mnie a ja jego. Ścieralibyśmy się, aż sypałyby się iskry. Czasami jest bardzo wkurzający. I nie wiem, czy to specjalny zabieg, metoda pracy terapeutycznej, czy przemyca z realnego życia swoje poglądy. Faktem jest to, że był przy mnie w najgorszych, najbardziej „rozedrganych” latach. Przeprowadził mnie przez nie, kierując moje myślenie na inną rzeczywistość.
Śmieszne – wczoraj widząc w morzu faceta fizycznie bardzo podobnego do B, zastanawiałam się, czy to nie on. Wiedziałam, że to nie on, ale przyglądałam się z wielkim zaciekawieniem. B nie jeździ nad polskie morze. On lubi zupełnie inne klimaty.

Hmmm. A tu w Kopalinie jest bardzo dobrze. Odpoczywam.

Czytam świetną książkę Michaliny Wisłockiej „Autobiografia”. Wspomina swoje dzieciństwo i lata młodzieńcze. Nie brak humoru. Przepiękny opis życia w rodzinie. Polecam

Środa, 20:38. Dzień kobiet

Dzień kobiet… jest każdego dnia, tylko faceci tego nie widzą

Faceci…

Wciąż zajęci sobą

Rozbawiło mnie stwierdzenie, że faceci są długo pod wrażeniem, jakie zrobili na kobietach…

Ha…

To by się zgadzało.

Rano syn zaskoczył mnie butelką wina.

A teraz wieczorem czuje, że wybrał dobrze…

Siedzę z lampką wina, już drugą, a co tam…

W pracy faceci obskoczyli mnie dookoła

Aniu może to, a może tamto, a może… Rozpływali się

A dzień był słoneczny z rześkim powietrzem. Przepiękny

Dobrze, że nie było porannej maglownicy. Na luzie

Mogłam rano posprzątać mieszkanie

A około godziny 10 zadzwoniła pani kurator z pytaniem, a właściwie informacją, że dziś po południu przyjedzie na wywiad i nie chodzi o wywiad do gazety, niestety…

Umówiłyśmy się na 15. I przyjechała. Młodsza ode mnie. Zebrała informacje dotyczące mnie, dzieci, zwłaszcza córki, obejrzała mieszkanie, zobaczyła rysunki małej i była pod wrażeniem.

Zapytałam, czy informacja o tym, że leczę depresję i chodzę na terapię może w jakiś sposób nam zaszkodzić. Odpowiedziała, że bardzo dobrze robię. Ona często doradza kobietom w podobnych sytuacjach takie samo postępowanie. Podziwia mnie…

O tak daję sobie radę.

Powiedziałam, że poszłam na terapię dla swoich dzieci a później szybko się poprawiłam, że dla siebie a one z tego skorzystali, bo nasze życie jest nareszcie dobre.

Mała odpowiadała śmiało na zadawane pytania. Powiedziała, że pamięta dobre chwile w S., ale czuję złość na myśl o tym, co ojciec nam zrobił i nie chce z nim kontaktów. Żadnych kontaktów.

Patrzyłam na nią z podziwem.

A ja … siedziałam skurczona i starałam się odpowiadać spokojnie.

Starałam się

W ogóle przez ostatni tydzień uczę się oddychać. Pełna piersią. B zwrócił mi uwagę na moja reakcję na innych, ćwiczę więc „normalne” bycie wśród ludzi.

Znajomy napisał w smsie „Aniu jesteś moim prawdziwym przyjacielem”. Hmmm, miło…

Dzień kobiet

Oczywiście jeszcze sms z życzeniami od tajemniczego wielbiciela

A i jeszcze życzenia od ucznia. Dorwał mnie na korytarzu, na schodach. Wręczył mi różę i ujął moją dłoń swoimi wielkimi dłońmi. Ścisnął ją jak w imadle i z wielkim przejęciem zaczął składać życzenia. Moja dłoń w jego wielkich, silnych dłoniach zdrętwiała. Z życzeń zapamiętałam, że chciałby widzieć często mój piękny uśmiech. Jak najczęściej.

 

 

Dobre to wino

A w telewizji mój ulubiony serial

Za oknem piękna, wiosenna pogoda.

Jestem szczęśliwa :-D

Poniedziałek, 09:03

Zaczęły się ferie

Huuuuuuuuuuura!!!!

Nareszcie spokój, odpoczynek i brak uczniów. Nareszcie!!!!

A piękna mamy zimę w tym roku! Bardzo piękną!

Planów na te dwa tygodnie brak…

Chociaż nie, mam plan

- więcej wychodzenia na świeże powietrze,

- więcej ruchu

- mniej „mącznych” zup, od których urosła mi dupa :-(

- malowanie korytarzyka wejściowego

- jutro do kina na „Lalala land”

- więcej ruchu na świeżym powietrzu

- więcej ruchu na świeżym powietrzu

- i więcej ruchu na świeżym powietrzy

- i więcej…

No ok. wiadomo o co chodzi – ufutrowałam się i to aż za bardzo, niestety :-( a w szafie tyle ładnych sukienek.
podejrzewam, że sprawcami mojego ufutrowania są zupy, codziennie brane z okolicznej stołówki w cenie 2zł za słoik, z domieszką dużej ilości mąki, żeby zupa była bardziej pożywna (tak chyba myślą ci, co je gotują), albo bardziej wydajna, z czystej oszczędności gotujących.
Zjadam łapczywie te zupy codziennie, po powrocie z pracy.
Moje, z cudownego gara, są dużo lepsze i smaczniejsze, ale z czystego lenistwa, wolę przynieść słoik zawiesiny codziennie i wpierdzielić ją szybciutko, żeby zaspokoić wilczy głód.

A tak w ogóle to kocham jeść!!!! Zwłaszcza potrawy z „cudownego gara”. Wykonane z załączonych przepisów są cudownie smaczne i niestety idą w dupę :-( . W boczki też :-( Ach gdzie te modelowe kształty, które miałam?

A tak w ogóle kobieta,  a w tym przypadku ja, jest dziwna. Kiedy byłam chuda – u mnie różnica 3 kg – chyba mam „ciężkie” kości – wyglądam wtedy jak po wyjściu z Oświęcimia i szczerze nie lubię wyciągniętej twarzy z zapadniętymi policzkami, chociaż tyłek jest ok. No więc, wtedy psioczę, że jestem za chuda a teraz, kiedy buzia jest ok, psioczę, że odwłok jest za gruby!!! Kto jest w stanie zrozumieć kobietę???? Kiedy sama kobieta nie jest w stanie zrozumieć siebie!!!! No, ja na przykład nie mogę siebie zrozumieć…

Plany na ten tydzień? A tak, już pisałam…

A więc jak najwięcej ruchu

W sobotę i niedzielę odpaliłam aplikację „Piechotą przez zimę”, wzięłam kije w dłonie i pogoniłam w pola. Ponad 9 km – w sumie ponad 18.

W polach jest pięknie. Cudowna zima. Śnieg. Mróz. I… te pierdzielone, bezpańskie psy a właściwie pańskie, tylko trzymane w otwartych zagrodach i goniące za mną z głośnym szczekaniem. Do głupich uwag, typu „zgubiła pani narty” już się przyzwyczaiłam, ale do tych szczekających czworonogów w żaden sposób nie mogę.

Cudne 14 dni wolności

Nicnierobienia

Jest cudnie

Jest zajebiście

Nareszcie