Środa, 20:38. Dzień kobiet

Dzień kobiet… jest każdego dnia, tylko faceci tego nie widzą

Faceci…

Wciąż zajęci sobą

Rozbawiło mnie stwierdzenie, że faceci są długo pod wrażeniem, jakie zrobili na kobietach…

Ha…

To by się zgadzało.

Rano syn zaskoczył mnie butelką wina.

A teraz wieczorem czuje, że wybrał dobrze…

Siedzę z lampką wina, już drugą, a co tam…

W pracy faceci obskoczyli mnie dookoła

Aniu może to, a może tamto, a może… Rozpływali się

A dzień był słoneczny z rześkim powietrzem. Przepiękny

Dobrze, że nie było porannej maglownicy. Na luzie

Mogłam rano posprzątać mieszkanie

A około godziny 10 zadzwoniła pani kurator z pytaniem, a właściwie informacją, że dziś po południu przyjedzie na wywiad i nie chodzi o wywiad do gazety, niestety…

Umówiłyśmy się na 15. I przyjechała. Młodsza ode mnie. Zebrała informacje dotyczące mnie, dzieci, zwłaszcza córki, obejrzała mieszkanie, zobaczyła rysunki małej i była pod wrażeniem.

Zapytałam, czy informacja o tym, że leczę depresję i chodzę na terapię może w jakiś sposób nam zaszkodzić. Odpowiedziała, że bardzo dobrze robię. Ona często doradza kobietom w podobnych sytuacjach takie samo postępowanie. Podziwia mnie…

O tak daję sobie radę.

Powiedziałam, że poszłam na terapię dla swoich dzieci a później szybko się poprawiłam, że dla siebie a one z tego skorzystali, bo nasze życie jest nareszcie dobre.

Mała odpowiadała śmiało na zadawane pytania. Powiedziała, że pamięta dobre chwile w S., ale czuję złość na myśl o tym, co ojciec nam zrobił i nie chce z nim kontaktów. Żadnych kontaktów.

Patrzyłam na nią z podziwem.

A ja … siedziałam skurczona i starałam się odpowiadać spokojnie.

Starałam się

W ogóle przez ostatni tydzień uczę się oddychać. Pełna piersią. B zwrócił mi uwagę na moja reakcję na innych, ćwiczę więc „normalne” bycie wśród ludzi.

Znajomy napisał w smsie „Aniu jesteś moim prawdziwym przyjacielem”. Hmmm, miło…

Dzień kobiet

Oczywiście jeszcze sms z życzeniami od tajemniczego wielbiciela

A i jeszcze życzenia od ucznia. Dorwał mnie na korytarzu, na schodach. Wręczył mi różę i ujął moją dłoń swoimi wielkimi dłońmi. Ścisnął ją jak w imadle i z wielkim przejęciem zaczął składać życzenia. Moja dłoń w jego wielkich, silnych dłoniach zdrętwiała. Z życzeń zapamiętałam, że chciałby widzieć często mój piękny uśmiech. Jak najczęściej.

 

 

Dobre to wino

A w telewizji mój ulubiony serial

Za oknem piękna, wiosenna pogoda.

Jestem szczęśliwa :-D

Poniedziałek, 09:03

Zaczęły się ferie

Huuuuuuuuuuura!!!!

Nareszcie spokój, odpoczynek i brak uczniów. Nareszcie!!!!

A piękna mamy zimę w tym roku! Bardzo piękną!

Planów na te dwa tygodnie brak…

Chociaż nie, mam plan

- więcej wychodzenia na świeże powietrze,

- więcej ruchu

- mniej „mącznych” zup, od których urosła mi dupa :-(

- malowanie korytarzyka wejściowego

- jutro do kina na „Lalala land”

- więcej ruchu na świeżym powietrzu

- więcej ruchu na świeżym powietrzu

- i więcej ruchu na świeżym powietrzy

- i więcej…

No ok. wiadomo o co chodzi – ufutrowałam się i to aż za bardzo, niestety :-( a w szafie tyle ładnych sukienek.
podejrzewam, że sprawcami mojego ufutrowania są zupy, codziennie brane z okolicznej stołówki w cenie 2zł za słoik, z domieszką dużej ilości mąki, żeby zupa była bardziej pożywna (tak chyba myślą ci, co je gotują), albo bardziej wydajna, z czystej oszczędności gotujących.
Zjadam łapczywie te zupy codziennie, po powrocie z pracy.
Moje, z cudownego gara, są dużo lepsze i smaczniejsze, ale z czystego lenistwa, wolę przynieść słoik zawiesiny codziennie i wpierdzielić ją szybciutko, żeby zaspokoić wilczy głód.

A tak w ogóle to kocham jeść!!!! Zwłaszcza potrawy z „cudownego gara”. Wykonane z załączonych przepisów są cudownie smaczne i niestety idą w dupę :-( . W boczki też :-( Ach gdzie te modelowe kształty, które miałam?

A tak w ogóle kobieta,  a w tym przypadku ja, jest dziwna. Kiedy byłam chuda – u mnie różnica 3 kg – chyba mam „ciężkie” kości – wyglądam wtedy jak po wyjściu z Oświęcimia i szczerze nie lubię wyciągniętej twarzy z zapadniętymi policzkami, chociaż tyłek jest ok. No więc, wtedy psioczę, że jestem za chuda a teraz, kiedy buzia jest ok, psioczę, że odwłok jest za gruby!!! Kto jest w stanie zrozumieć kobietę???? Kiedy sama kobieta nie jest w stanie zrozumieć siebie!!!! No, ja na przykład nie mogę siebie zrozumieć…

Plany na ten tydzień? A tak, już pisałam…

A więc jak najwięcej ruchu

W sobotę i niedzielę odpaliłam aplikację „Piechotą przez zimę”, wzięłam kije w dłonie i pogoniłam w pola. Ponad 9 km – w sumie ponad 18.

W polach jest pięknie. Cudowna zima. Śnieg. Mróz. I… te pierdzielone, bezpańskie psy a właściwie pańskie, tylko trzymane w otwartych zagrodach i goniące za mną z głośnym szczekaniem. Do głupich uwag, typu „zgubiła pani narty” już się przyzwyczaiłam, ale do tych szczekających czworonogów w żaden sposób nie mogę.

Cudne 14 dni wolności

Nicnierobienia

Jest cudnie

Jest zajebiście

Nareszcie

 

 

Poniedziałek, 22:01

Kolejny mroźny dzień

Mróz nie jest wielki, chyba -5

Zajrzałam na bloga a tu jakiś osioł spamuje, zarzucając mnie wiadomościami o sekstelefonie

Owszem, napisałam, że we mnie jest seks

Pewnie, że jest, ale żeby zachęcać do sekstelefonu, to już gruba przesada

Mała, po raz drugi miała wycinany wał paznokciowy przy paluchu lewej nogi

Cierpi cichutko. Dostała środki przeciwbólowe.
Bardzo się bała tego zabiegu. Dostała potężną dawkę przeciwbólową w zastrzyku a wciąż krzyczała, że czuje co robi lekarz. Stres a teraz ból.

Czas leci

W sobotę oddałam zrobiony sweter

Wypełnia mnie ogromny spokój

Cisza

Uczniowie w szkole przekonali mnie do pójścia na studniówkę. Szalę przeważyły dwie dziewczyny i chłopak. Uczeń powiedział: „Niech pani przygotuje jakąś kieckę i przyjdziemy po panią z chłopakami. Jeżeli nie będzie pani chciała przyjść, to panią przyniesiemy”. A dziewczyny? Jedna zaczęła mi patrzeć w oczy a druga coś zaczęła tłumaczyć z takim dziecięcym, nieśmiałym spojrzeniem, że wymiękłam. Zrobiło mi się głupio, że muszą tak mnie prosić. Ja strzeliłam focha a oni mnie proszą. Pójdę… Popatrzę, jak się bawią. Co mi się zostało?

Nie chodzę na nordic

Utknęłam w tym ciepłym zaciszu

I wcale nie chcę mi się z niego wychodzić

Cóż, że dupa rośnie???

Niedługo wiosna…

A zresztą … Nie mam o co zbiegać. Wszystko mam. Wszystko, co jest mi teraz potrzebne. I mam to co w życiu najświętsze – święty spokój.

Coś tam kołacze się po mojej głowie. Jakieś dialogi związane z terapią. Co będę mówić, albo nie. Wiadomo, że takie scenariusze mogę sobie potłuc o kant, ale taką rozmowę w wyobraźni robię często. W gabinecie rzeczywistość rządzi się swoimi prawami…

Niedziela, 10:17 – osiemnaste urodziny

Wczoraj syn skończył 18 lat.

Wszedł w formalną dorosłość.

Złożyłam mu życzenia. Kupiłam bukiet kwiatów i czekoladki. Uściskałam mocno.

Już 18 lat  kiedy jesteśmy razem. Przyszedł na świat 7 stycznia o godzinie 10:40, ważył 4450 g i mierzył 61 cm. To był czwartek. Urodził się przez cesarskie cięcie.
Ojciec, który deklarował swoją obecność przy porodzie, niestety, nie mógł wejść na salę, bo to była chirurgia.
Mały był przenoszony. Przechodziłam termin. Nie miałam bóli. Podczas badania usłyszałam: „Brudne wody” i „Sama nie da rady urodzić”.
Przeleżałam całą noc na patologii ciąży a rano zwieziono mnie na salę operacyjną.
O 10:40 wyjęto mi go z brzucha. Miał 8 punktów. Był niedotleniony. Przez cały dzień leżał w inkubatorze. Dostałam go dopiero w piątek, w południe i pierwszymi moimi słowami na jego widok były: „Boże jaki on brzydki”. Był duży i czerwony na twarzy. Tak powitałam mojego syna na tym świecie.
Siostrzenica, która zdążyła urodzić już dwóch chłopaków, pocieszyła mnie, że jest ładny, wypoczęty, nie musiał się przeciskać przez kanał rodny i nie ma w związku z tym zdeformowanej główki a jej mieli. Niewielkie to było dla mnie pocieszenie. Mały był duży i ciężki. Nie miałam siły wyciągać go z wózeczka dla noworodków. Pocięty brzuch bardzo bolał a nie przypominam sobie męża obok siebie. Może był…Podobno siedział pod drzwiami sali operacyjnej bardzo wystraszony i blady i dopytywał się pielęgniarek jak idzie operacja. Chyba mignął mi nawet kiedy wieziono mnie na salę poporodową. Może nawet informował mnie, że mały jest w inkubatorze. Może był obok mnie… Nie pamiętam… W pamięci zostały tylko te najgorsze chwile. A szkoda…

No dobra, wróćmy do Młodego. Wszedł w dorosłość. Jego zachłystywanie się dorosłością skwitowałam: „Dorosły będziesz wtedy, kiedy zaczniesz opłacać własne rachunki z pieniędzy zarobionych przez siebie”

Mój syn, ponad 1,80 m. Chłopisko o wielkich nerwach, niewyparzonym języku i dobrym sercu. Chłopię, które większość czasu spędza przed ekranem komputera, ale przyciśnięty potrafi posprzątać, ugotować, upiec ciasto. Dziecko, które przeszło przez traumatyczne sytuacje i było świadkiem scen, których nie powinien w życiu oglądać. Chłopak lubiany przez rówieśników i dorosłych. Przez dorosłych za uśmiech i poczucie humoru. To poczucie humoru rozwala także mnie. Chłopak, który potrafi słuchać bez jakiegokolwiek komentarza i dawania rad. Ma swoją paczkę przyjaciół i lubi do nich wychodzić. Nienawidzi chłopaków z zawodówki i innych półgłówków za ich głupotę i wredne zachowanie. Pali e-papierosy, ale nienawidzi wódki. Lubi za to dobre wino… Kiedy mnie nie ma bluzga jak szewc… Mój syn. Człowiek, któremu podarowałam życie …

Mała ma 15 lat.

Są wspaniali.

Wypełnili połowę mojego życia.

Tą dobrą połowę.

No, ok.

Co za oknem?

Bezchmurne, błękitne niebo i mróz. W nocy było – 20. Teraz, w dzień, -14. Wszyscy tak chcieli zimy i Ten w górze spełnił ich prośby – mamy zimę. Mroźną zimę. Jest troszeczkę śniegu i bardzo niskie temperatury.

Lecę do kuchni. Najpierw kawka a później jedzonko na obiad i ciasto dla Młodego. Wczorajsze ciasto szybko się skończyło. :-D