Czwartek, 09:33

Jaki poniedziałek, taki cały tydzień….

Uffffff, grubo!

A wczoraj to jakieś apogeum :-(

Mamy klasę zawodową. 3/4 uczniów powinno trafić do szkoły specjalnej. Współczuję kolegom na na zajęciach praktycznych. Wczoraj usłyszałam pod swoim adresem, że się czepiam, że jestem, kurwa, jakaś chora, że jeden z uczniów zamiast mocno walnąć w drzwi pięścią powinien z kopa rozjebać te pierdolone drzwi, on pierdoli uwagi wpisywane przeze mnie, ja mogę mu naskoczyć i się pobujać…

Za jakie grzechy????

Przecież nie jestem nauczycielem za karę…

Nie ustąpiłam

Starałam się nie dyskutować (trudno było) i nie podnosić głosu (jeszcze trudniej)

Tego co chciał „rozjebać” drzwi wysłałam do dyrektora

Drugi, „doktor”, po jałowej dyskusji (nie mógł mnie wkurzyć) podniósł się dziarsko i mówiąc „ja to pierdolę” wyszedł z klasy

Był jeszcze jeden. Wysoki, przystojny, wydawałoby się, że inteligentny, bo w rozmowie ze mną używał mnóstwa inteligentnych słów. Mówił o spokojnej dyskusji, wręcz konwersacji w której oboje możemy dojść do konsensusu. Poległ na konsensusie, bo nie umiał inteligentnie wytłumaczyć znaczenie słowa „konsensus”. Przewrócił więc oczami, zaczął robić głupie miny, wyć, kwikać, jęczeć, muczeć aż w końcu orzekł, że jest opętany i potrzebuje egzorcyzmów.
Po lekcji rozmawiałam z pedagog i uprzedziłam ją, że będę przysyłać do niej uczniów, albo zapraszać ją na lekcje i opowiedziałam o „Pięknisiu”. Okazało się, że jego babcia jest bogobojną osobą, prowadzącą koło różańcowe. O tempora! O mores! A tu chłopczyna daje sobie upust! I udaje opętanego!

Reszta klasy siedziała spokojnie, czekając na rozwój wydarzeń i w gotowości brania czynnego udziału w robieniu hałasu. Istny Sajgon. Dwie osoby zapisały notatkę!!!! No wprost sukces na miarę wszech czasów!!!!

Na informację o tym, że religia nie jest obowiązkowym przedmiotem i mogą na nią nie przychodzić odpowiedział mi rechot i słowa, że to najlepsza lekcja, żeby coś odpierdolić i się zjebać ze śmiechu. No, fajnie… :-(

Wieczorem byłam ze znajomą na „kabarecie”. Dwóch frajerów, tzw. „stendapowców” jechali równo po wszystkich a najbardziej po tych, którzy nieopatrznie usiedli w pierwszych rzędach. Nie brakowało tematów o seksie, waleniu konia, dziewczynach „pasztetach”, umawianych randkach. Wszystko okraszone morzem wulgaryzmów. Dno i wodorosty!!!! Rodem z zawodówki. Wyszłyśmy ze znajomą w przerwie. Prawdopodobnie drugi był bardziej bezpośredni. Był grubszy i brzydszy od pierwszego, więc jakoś musiał zrekompensować swoje kompleksy. Pewnie ostrzej jechał po ludziach. I w imię czego???
„Z czego się śmiejecie – z samych siebie się śmiejecie”. Gorzkie, czasami, to śmianie.

Ciężki ten wczorajszy dzień

Chociaż nie do końca.

Po „kabaretach” pojechałam do znajomej na herbatkę i pogaduszki.