Piątek, 17:58

Dni szybko mijają.

Otulają mnie swoim spokojem.

Na jednej ze stron psychologicznych na FB przeczytałam wiersz

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?
Stanisław Barańczak

Przerabiałam (i dalej) przerabiam ten ból. Ból pozostawiania za sobą tego, co miało być na całe życie i uczę się nie przywiązywać do rzeczy materialnych. Trudno to idzie, ale idzie. Dziś wiem, że nic nie jest na zawsze, że wszystko zostanie i ulegnie zniszczeniu…

Gdzieś w tle widzę dom w S. Dom, który tak dopieszczałam… Boli. To wspomnienie boli…

W głowie dudnią słowa:

Do następnej przeprowadzki…

Dziś, gdziekolwiek jestem, czuję się tam dobrze. Jakbym była w domu

Tam dom, gdzie serce moje. Moje serce nie zostaje teraz w budynkach, miejscach, z ludźmi. Jest cały czas ze mną.

Takie wspomnienia

Z którymi się chcę oswoić

Bez bólu mojego serca, które wcale nie jest głupie ♥

W poniedziałkowy ranek.

Chciałabym zacząć życie od białej kartki

Czystego konta wypełnionego amnezją

Zadziwia mnie lekkość życia, innych

Ja tak nie umiem

Rozdzielam włos na czworo

Sczytuję przyszłość z grymasów twarzy

Nie mojej twarzy, innych

Wciąż nie umiem uwierzyć

Że życie zależy tylko ode mnie

Zaplątana w obrazy, wspomnienia, emocje

Szukam wyjścia

Jest

Wiem, że jest

Tylko tak trudno do niego trafić

Smutno…

Znalazłam modlitwę napisaną przez Koraczaka

Pasuje do dzisiejszego nastroju

„Modlitwa skargi”

Opuściłeś mnie Boże, cóżem Ci zawinił?

Samotny teraz jestem i drogi nie wiem.

Zabłądziłem w posępnym zmierzchu, zabłądziłem w ponurej życia gęstwinie.

Opuściłeś mnie Boże; czyżem się uprzykrzył?

Miga światło; a boż wiem, czy chata, czy zdradny ogni, co klika na topiele?

Widzę zdrój; a boż wiem czy nie miraż zmysłów?

Spieczone wargi moje. Choć mrok, który jak słońce piecze, a może mrozi, może ogień zewnątrz mu naprzeciw we mnie.

Nie wiem.

Cóżem Ci Boże zawinił, ze teraz właśnie Cię zabrakło, gdy mi się stopy w ciernie uplątały a ręce i serce krwawią?

Wołam „ludzie”! – Żadnej odpowiedzi. Wołam „mamo” ! I nic.  Ostatnim wołaniem wołam „Boże”! I cóż? Nic – sam.

Anioła mi daj smutku. Nie o radość proszę, nie o zielone szczyty, nie sny błękitne, nie skrzydlate snopy promieni. Bodaj smutek, bo tak znów samemu, bo sam jednusieńki, mam dalej błądzić, przedzierać się i krwawić w mroku?

Sobie się skarżę, duszy własnej zwierzam mój do Ciebie żal, mój do Ciebie Boże żal. Nie proszę – upominam się, Boże.

Z Tobą wyszedłem w drogę porzucony, czy mam samotny teraz dalej, gdym zdrożony, znużony i w gęstwinie drogi nie znam?

Czy pamiętasz Boże, ufałem Ci, czyś zapomniał Boże naiwne z Tobą szepty, tajemnice ciche, ciche wyznania, rzewne Tobie łzy?

Nie żal a zdumienie, nie wątpienie a niepokój, nie gniew a prośba, gdy widziałem, że mnie opuszczasz, że się oddalasz, że znikasz.

Bez słowa.

Winy w sobie szukam, ale żadna nie tak wielka, że nie skarcić, nie zagrozić, ale sobie zaraz zupełnie odejść musiałeś.

Jakże teraz powrócisz, co do Ciebie zagadam, co powiesz?

Zabłądziłem w posępnym zmierzchu a Bóg poszedł sobie gdzieś daleko, samego mnie zostawił.

Skargę na łez paciorkach na piersi zawiesiłem. Twoja wina, Boże.

Janusz Korczak, Modlitewnik dla tych, którzy się nie modlą.