Czwartek, 18:27

Jestem zmęczona

Dzień w drodze

Pojechałam na szkolenie. Około 50 km w jedną stronę.

Może żaden wyczyn… Samochód wył jak potępieniec. Podobno łożyska w alternatorze. Przestawało wyć dopiero przy prędkości 70 km/h.
Szkolenie króciutkie. Dwie godziny…

W domu byłam już o 12.30

Byłabym po jednej lekcji… Gdybym była w pracy.

Zrobiłam sobie wolne. Miałam delegacje.

W domku rzuciłam się w wir gotowania. Brokuły dla małej. Pyszny krupniczek w „cudownym garze”. Sałatka krabowa. Szaleństwo ;-)

O 16 spotkanie z grupą. Godzina w szkole.

Dziś u nas była pierwsza, wiosenna burza. Z grzmotami, błyskawicami, ulewą… Pierwsza wiosenna burza… Uwielbiam burze… Uwielbiam patrzeć na błyskawice i słuchać grzmotów.

Kiedy jechałam do Ł-ży świeciło słońce.

Ziemia pachnie wiosennie. Wiosna…

I ta dzisiejsza burza :-D

Jestem mega zmęczona…

Myślałam  o wczorajszej terapii i o tym, co mówiłam. Mimowolnie na usta wypływał uśmiech zażenowania a nawet śmiech spowodowany sarkastycznymi uwagami na temat siebie samej. Wstydzę się tamtej kobiety. Słabej i zapłakanej, która mówi, że jej jedynym marzeniem jest uwaga ze strony rodziców i ich miłość. Byłam taka słaba i zagubiona. Patrzyłam w okno i ze skrzywioną głową mówiłam, że chciałam, aby ktoś się nade mną pochylił, otoczył opieką… B wykonał gest głową, jakby pochylał się nad leżącym przed nim niemowlakiem. Widziałam to kątem oka… Rozśmieszyło mnie to i zażenowało. Pomyślałam, że muszę teraz pleść okropne głupoty, ale dalej brnęłam w tę sytuację, zaciekawiona, co jeszcze przyjdzie mi do głowy i co jeszcze powiem. Taki sadystyczno-masohistyczny eksperyment.

Dobrze, że nie było mnie dziś w pracy…

Mamy wiosnę :-D

Ania Dąbrowska nagrała piosenkę do filmu. Fajna ta piosenka

 

Może być dobry film…

Seks mobbing ekstremalny ;-)

Albo tak Ewcia Farna i … Wszystko, albo nic…

Wiosna. Marzec. Wszystko, albo nic

 

 

Czwartek, 20:53, Tłusty czwartek

Ło matko, tłusty czwartek

TŁUSTY

Oczy by jadły

Zjadłam tylko dwa i starczy….

Brrrr

Mega słodkie i smażone na samlcu

Brrrrrr

Tradycji stało się zadość

 

Nie mogę się otrząsnoąć po środzie. Jakbym siedziała w jakimś kokonie. Zdziwienie… I jakieś uczucie, którego nie umiem nazwać… Więc nazwę je odrętwienie.
Nic do mnie nie dociera, albo dociera z opóźnieniem.

Niby nic

A jednak, coś zaczyna się dziać na terapii.
A ja zaczynam łapać się na analizowaniu moich zachowań

Może o to chodziło

Na dwójce leci super film. „Uśpieni” z Dustinem Hoffmanem, Robertem de Niro i Bradem Pittem. Ostatnio obejrzałam sporo filmów nakręconych z Robertem De Niro – „Stażysta”, „Wszyscy mają się dobrze” – te najbardziej zostały w pamięci. Lubię tego aktora. Stara dobra szkoła

Jutro pójdę na kije, żeby spalić te pączki a dziś film, herbatka, kocyk i Morfeusz ;-)

Piątek, 14:22… Szkoda, że tak szybko

Tydzień minął

Szyyyybciutko

Dziś za oknem szaro, buro i pada deszcz. Zima z pięknym słoneczkiem i mrozem uciekła szybciutko. Jeszcze brudnymi połaciami leży śnieg, ale szybko topnieje. +4 stopnie.

Spokojnie

Kot nie daje spać. Nie wyspałam się przez sierściucha. Nie pierwszy raz. Wredne stworzenie. Kursował w tę i nazad jak wahadło, robiąc od czasu do czasu „zwód indiański” z leżeniem na plecach. Najpierw prosi o wypuszczenie a kiedy ja otwieram drzwi, on wywraca się na plecy i z łapami w górze patrzy chytrze w moją stronę.

Myślę o tych dziwnych, środowych sesjach. Bardzo nieracjonalnych.

Dziś przyłapałam się w sklepie na myśli – patrzyłam przez szybę sklepu na tablicę rejestracyjną. Była biała z czarnymi literami. „Zagraniczny samochód” – pomyślałam. Obok stał drugi. Też na białych tablicach. „Matko, dlaczego ich tak dużo? Nasze tablicę są czarne… Zaraz… Zaraz… No, tak. Były czarne. Kiedyś, bardzo dawno temu. Obudź się, kobieto!” – skarciłam się za anachroniczne myślenie.

Wypadły mi z głowy te kilkanaście lat.

Lubię pogadać ze swoimi dzieciakami przed snem. O niczym. Wczoraj w nocy też poszłam do ich pokoju i zaczęłam monolog. O tym, co miałam w dzieciństwie a czego nie.

Młody powiedział o swoich odczuciach, kiedy przeczytał fragment mojego pamiętnika ze wspomnieniami z ogólniaka. Jakieś dziewczyny ochlapały mnie wodą i zaczęły się ze mnie wyśmiewać a ja jedynie zapytałam je, czy zrobiło im się lżej od dokuczania innym.
- Poczułem żal do ciebie. Zrobiło mi się ciebie szkoda… – powiedział.
Niezbyt przyjemnie, ale ja w takich momentach nie atakuje…
Spadek z dzieciństwa – wycofywanie się tyłem i strach, mieszanina uczuć… Nie mogę nikogo urazić, bo oni muszą mnie lubić, to da mi szansę przeżyć we względnym spokoju… Moje myślenie, które pakowało mnie w kolejne kłopoty.
B w takich momentach mówi o zupie pomidorowej…

Zamilkłam. Wczoraj zamilkłam. Poczułam bezsilność wspomnień. Ich bezbarwność. Beznadzieję… To dobrze. Razem z bezsilnością, wspomnienia tracą rację bytu, znika potrzeba wracania do nich i ponownego ich przeżywania. Są coraz bledsze…

Do głowy przyszła myśl o ciotce i milczenie u niej. U niej czułam się bezpiecznie, z jej dziećmi. Mogłam tam siedzieć godzinami. I to mi pozostało. Tam, gdzie czuję się bezpiecznie mogę siedzieć godzinami i nie wiem, kiedy wyjść. Staje się wtedy uciążliwym gościem.

Wszystkie moje dorosłe niepowodzenia miały źródło w dzieciństwie. Szablon terapeutyczny :-(

Wczoraj w nocy rozmawialiśmy o St. Młody wspomina to miejsce bardzo pogodnie. Mówi o beztroskim i radosnym dzieciństwie, z co czteroletnimi przerywnikami, kiedy J traktował mnie jak worek bokserski. Pamięta zielone łąki i śmiech, ale pamięta też dokładnie sceny znęcania nade mną. Słuchałam z uwagą. On powiedział „Miałem radosne dzieciństwo…”
A ja chciałabym zapomnieć te 15 lat.
Dla dzieci byłam radosną matką, czytającą im bajki, kupującą zabawki i książeczki. Roześmianą i wspierającą…
A w środku przeżywałam piekło. Szalałam z samotności i strachu. Powoli zabijałam siebie… Rozwinęła się depresja. Miała cieplarniane warunki do rozwoju…

Nigdy się nie nauczę bronić siebie. Mogę się oszukiwać, że teraz to już jestem mega asertywna, ale dalej będę uciekać przed mówieniem prawdy i  i będę okazywać altruizm każdemu, nawet największej kanalii, ze strachu i chęci przeżycia, i po to, żeby mnie zaczął lubić, zaczął kochać, jak matka… Żeby nie usłyszeć, że mogło mnie nie być, że jestem ciężarem, jestem powodem smutku i beznadziei…

Brrrrrr

Dzisiejsza aura – szary dzień niezbyt na mnie działa.

Chce mi się spać…

Na walentynki przyszły dwa sms-y. „Wspaniałej walentynce”, „uroczej”, „przepięknej”, ble, ble, ble… Ktoś pamiętał a nawet nie wiem, kto.

Ok, włączę sobie jakiś film. Otulę się kocem, zaparzę dobrą kawkę i popatrzę a może nawet usnę. Potrzebuje odpoczynku

Środa, 19:59 – In treatment

Dopiero usiadłam

Rano terapia

Później zawiozłam córkę do szkoły – robią jakiś projekt

Później wpadła znajoma.
Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Bardzo dobrze nam się gadało, oj dobrze.

Później wizyta u brata – wymienił mi spaloną żarówkę w samochodzie

A później pojechałam po córkę, która pojechała do koleżanki

Ufffff

Niedługo mój ulubiony serial na dwójce

Herbatka już zaparzona

Słodkie nic nierobienie

Uffff

Po terapii zostały w pamięci sytuacje, które niczym slajdy zaczęły się wyświetlać w mojej pamięci.

Irracjonalne, śmieszne, typowe dla terapii…

Powroty do dzieciństwa

Cały czas miałam opór, żeby wracać do tamtych czasów, ale te obrazy były takie wyraźne, tak mocno wryły się w moją pamięć.
B coś mówił. Nawet nie pamiętam, co.
Bardzo wyraźnie widziałam małą dziewczynkę, która utkwiła w strefie, która ja nazwałam „okiem cyklonu”. Złudne bezpieczeństwo, złudna cisza… Bardzo złudna…
Dookoła mnie działy się straszne rzeczy – alkoholizm ojca, bójki, ucieczki a ja na to patrzyłam…
Tylko i aż się przyglądałam.
- Ja nie byłam bita – powiedziałam – Ja patrzyłam. Dookoła mnie działy się te różne sytuacje… Uciekałam do ciotki, kiedy była bardzo źle. Pamiętam jak wpadałam do jej kuchni, stawałam pod ściana i nie mogłam nic mówić. Osuwałam się po ścianie i tylko patrzyłam… Nic nie mogłam mówić. Ciotka była przerażona. Coś do mnie mówiła a ja nie mogłam nic odpowiedzieć. – mówiłam cicho.

On coś powiedział…

Czułam się przyparta do muru

On coś mówił…

W głowie poczułam próżnie. Nie ogarniałam jej… Nie byłam w stanie.
Jakiś stan zawieszenia z jakimś durnym pytaniem „Dlaczego”. To pytanie wciąż wracało.  Tłukło się, jak echo.

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

On coś mówił…

Zapamiętałam słowa o rodzicach i o miłości…

Nie wiem, co to miłość

Nie wiem…

Szukałam jej, myliłam w życiu z innymi uczuciami i pozostawałam poobijana

Dlaczego? – wróciło pytanie

On coś mówił…

Nie ogarniałam tego

Totalna pustka

Próżnia

Była możliwość odbicia w inne tematy. Bardzo pociągające, na które mogłabym mówić godzinami

Nie chciałam

Ja nie chciałam. Żadnych tematów zastępczych. Erzaców. Nie!

Walczyłam sama ze sobą.

Z poczuciem wewnętrznego oporu

Buntowałam się przeciwko sobie

Przeciwko własnej niechęci

Mogłam wyjść

Mogłam nic nie mówić

Walczyłam sama ze sobą i dlatego to było takie irracjonalne, takie idiotyczne…

Nie, właściwie nie idiotyczne, ale bardzo nielogiczne, bezsensowne, niedorzeczne…

45 min minęło

Wyszłam bez słowa z gabinetu

Mała dziewczynka, której nikt nie chciał, której nikt nie poświęcał uwagi, nie chciał z nią rozmawiać, której miało nie być…

Której nikt nie przytulał i nie mówił, że ją kocha. Nikt nie dał jej poczucia bezpieczeństwa. Nie cieszył się z tego, że po prostu jest. Życie toczyło się dookoła niej. A ona była obserwatorem… Mała, przerażona dziewczynka, rezydentka oka cyklonu.

On powiedział, że gdyby ją ktoś bił, wtedy wiedziałaby, że ktoś się nią interesuje…

Drętwy środek, drętwe serce, które nic nie czuje, które boi się czuć.

Ona, która woli niszczyć siebie

Ja, która dotrwałam do obecnej chwili. Ja a w moim wnętrzu drętwa, mała dziewczynka

Kosmos, którego ja nie ogarniam

Terapia nie jest miłym i spokojnym spotkaniem

Dla mnie nie jest

Mimo wszystko to był dobry dzień

To był dobry dzień

Dobry

A na koniec aksamitny głos

Tak na temat 14 lutego

A właściwie każdego dnia

 

A „Lalaland” może i fajny. Może… Musical o podążaniu za swoimi marzeniami i zatracaniu się w osiąganiu celów i czy warto to robić. Film mógł mi się podobać. Mógłby, gdyby nie główny bohater mocno podobny do Okularnika. Ta sama fryzura, rysy twarzy, uśmiech, postura… Brrr
Jeżeli ktoś lubi mocno muzyczny i mocno roztańczony film może iść.

Niedziela, 12:13

Znów miałam jakieś koszmary. Na szczęście nie pamiętam o czym.

Byłam na studniówce.

Niektóre uczennice były nie do poznania. Makijaże i piękne kreacje. Kosmos…

Zobaczyłam poloneza. Pouśmiechałam się i o 21 wymknęłam się do domu.

Pojechałam po córkę i już nie wróciłam na salę.

To nie moja studniówka. Niestety…

Nie chciało mi się robić za starą ciotkę i obserwując, uśmiechać się i mówić: „Pięknie tańczą, pięknie się bawią”, albo słuchać o kolejnych chorobach dzieci, albo co robią dzieci… Takie puste paplanie z przyklejonym uśmiechem…

Wszyscy byli w parach. Kiedy ruszyli do tańca ja zostałam jak palma przy stoliku. Popatrzyłam a że nie chciało mi się lecieć na parkiet i udawać wielce rozbawionej, wymknęłam się do domu.

Małżeństwo po prawej – ona wyszła do toalety a on zaczął opowiadać o chorobach dzieci, wirusach i walce z nimi. Słuchałam i kiwałam głową. Po powrocie ona zakomunikowała do niego:
- Przesiądź się dalej. Ja usiądę koło A.
Myślałam – pogadamy. Nie „gadałyśmy”. Czyżbym stanowiła zagrożenie?!
Po lewej samotna pani. Rozmowa się nie kleiła.

W domu Mała wynalazła jakieś filmy do oglądania. Usnęłam po 20 minutach oglądania.

I koszmary we śnie

Odsuwam się od ludzi.

Tak bez żalu i bez przymusu zabiegania o ich względy. Czasami mnie to niepokoi. Czasami myślę, że tak nie można, ale ta druga strona natury uspakaja mnie i wskazuje na spokój, który mam dzięki temu. Nic nie muszę… Nie muszę okazywać sztucznego zainteresowania, potakiwać, wysłuchiwać. Nic nie muszę… Jest spokój… Niepokój dotyczy mojego „znikania” i tego, że mnie „nie będzie”. Stare przyzwyczajenia… I nikt mi nie powie, czy to dobrze, czy źle.

Widzę, że wszyscy dookoła są zajęci swoimi sprawami. Mają własne rodziny, problemy. Koleżanki mają mężów i problemy z nimi związane… Ja jestem na peryferiach ich galaktyk a nie chce mi się zajmować ich problemami i ich nie słucham, albo udaję, że słucham.

Patrzyłam na znajome małżeństwo, jak opowiadali o swoim synu i o tym, co zrobił. Razem, wspólnie, z uśmiechem. Opowiadali jak syn mył ręce, jak zalał łazienkę, śpiewając pod prysznicem. Wspaniale, razem… Kurde, przeżyłam z J 15 lat a nie mieliśmy takich wspomnień. W naszym małżeństwie każdy żył sam. Ja miałam dzieci a on miał matkę…
Patrząc na nich wróciłam pamięcią do siebie. Nie, nie poczułam zazdrości, tylko żal, gdzie podziały się moje dobre wspomnienia, gdzie te lata z radosnej obserwacji wzrostu moich dzieci, zapatrzenia w to, co robią… 15 lat odrętwienia, złości, zamknięcia na uczucia. 15 lat wyjęte z życia. Lata, które już nie wrócą i nie można ich będzie powtórzyć.

Dziś mam spokój, ale też świadomość, że zaczęłam samotną podróż. Podróż bez partnera, bo już nie będę w stanie żadnemu z nich zaufać…

A już wiem co mi się śniło… Poznałam pana, który był mną oczarowany a znajomość skończyła się tym, że zaczął mnie bić i upokarzać… Koszmar

Koszmar na jaki już więcej nie pozwolę.