Piątek, 00:21 Po północy. Jeszcze nie śpię…

Wciąż pamięcią wracam do środy i terapii. Przeczołgał mnie i wcale nie był uprzejmy. Był bardzo złośliwy. Upierdliwy. Każde jego zdanie odbierałam jak ostrą krytykę a jednak siedziałam tam i się uśmiechałam. Po co?? Czekam na własny wybuch???

Za cztery godziny jadę do Częstochowy.

A teraz jestem wkurwiona i wspominam środę.

Czemu boję się mówić tego co myślę????

Dobra, dosyć tego rozkminiania. Młody przywieziony z pracy. Idę się kąpać i może usnę.

Boli mnie ucho…

Mam nadzieję, że to nie będzie nic chorobowego.

Czwartek, 07:46 Codzienność

Usnęłam wczoraj na kanapie w „opakowaniu”. Wymęczona przez gastroskopię nie miałam siły na wieczorne kąpiele.

W mojej pracy toczy się „gra o tron”. Zmieniają dyrektora i wygląda to dosłownie jak w filmie. Oczywiście nie ma fizycznie zabójstw, trucia i strącania do lochów. Wszystko toczy się w sposób „cywilizowany”, ale głowy lecą, tj. zajmowane posady, cieplutkie stanowiska i koneksje zawodowe. Niszczony jest nepotyzm a na jego miejsce powstaje drugi, świeży. Pod szyldem „idzie nowe, lepsze” kryje się stare, ale z nowymi twarzami.
Jak będzie? – dopytują ci, co mają najwięcej do stracenia. Dzięki bogu ja mogę na to patrzeć z boku, z przeświadczeniem, że mnie to nie dotyczy. Dalej będę robić swoje najlepiej jak będę potrafić. Tornado toczy się koło mnie. Idzie nowe!!! Ustrojowe!!!

A ranek powitał mnie deszczem…

Podrażniony przełyk wciąż boli.

W głowie wciąż słyszę strzępy wczorajszej terapeutycznej rozmowy. I zdanie: „Zobaczyłaby, jaką ma fajną córkę” – chodzi o matkę. Wydaje mi się, że ona wiedziała i widziała, że córka jej się udała. Chciała być ze mną do końca swoich dni. Nie oponowała, kiedy wywoziłam ją z domu, w krytycznym stanie, do siebie. Przepisanie domu też o czymś świadczyło. Nie umiała tego tylko wyartykułować, powiedzieć w taki sposób, który by mnie zadowolił. Była sobą a nie ucieleśnieniem moich marzeń o matce.
Przypomniałam sobie, że chyba do końca nie była ponuraczką. Zabierała mnie przecież na organizowane przez zakład pracy wyjazdy na kabarety a…no przecież, przecież śpiewała. Tak, śpiewała smętne kościelne pieśni. Krzyczałam wtedy, żeby przestała, bo czułam się jak na pogrzebie.

Moja matka…

Moja ciemna strona księżyca.

 

***

 

Jeszcze taki wtręt…

Patrząc na mojego bratanka i jego przepiękne ojcostwo nie mogę otrząsnąć się z myśli, że gdyby MC ( jego ojciec) nie był takim ciołkiem on nie stałby się takim wspaniałym ojcem. To taka reminiscencja po wczorajszym dniu. KC chce być przeciwieństwem ojca i jak do tej pory wychodzi mu to bardzo dobrze.

Tak, z każdego zła można wyprowadzić dobro. Oczywiście jeżeli tylko będziemy tego chcieć. Będziemy chcieć budować coś nowego i pozytywnego a nie zakopywać się w żalu i poczuciu krzywdy. Nasze życie może być piękne… Tylko trzeba wyjąć z serca te cholerne okruchy szkła po przeszłości.

 

***

 

22:49

No i obejrzałam „Atomic Blonde”. Najlepsze w filmie? MUZYKA! Króluje David Bowie, jest George Michael, a jakże, co prawda jedna piosenka, ale. Na drugim miejscu jest piękna fizycznie Charlize Theron w roli zimnej i wyrachowanej suki, wróć, agentki jej królewskiej mości. Jej postać jest nudna i przewidująca. Jest damskim Robocopem, niezniszczalnym i przebiegłym. Tam gdzie jest ona, tam jest krwawa masakra. Młóci panów jakby jej dłonie, ciało, nogi były z niezniszczalnej stali. Nie okazuje uczuć i bólu, pali papierosy jeden za drugim i pije wódkę „stolicznoj” z lodem szklankami.
Ogromnym zaskoczeniem było zobaczenie tytułowej bohaterki „Mumii” Sofia Boutella. I tu spojler – Jeszce nie widziałam w żadnym filmie tak ociekających erotyzmem scen seksu pomiędzy kobietami. Dwie piękne kobiety w scenie łóżkowej. Było ostro! Psssst! Łał, aż można się sparzyć. Charlize i Sofia w miłosnych uściskach.
Faceci są pokazani jako nieporadni, zagubieni i potrzebujący pomocy. James McAvoy to wstrętny mizogin, który myślał, że przechytrzy cwaną Charlize. Czy mu się udało? Tego już nie będę spojlerować.
Przyznam, że znudził mnie ten film… W pamięci pozostała mi przepiękna uroda Charlize i … niestety nic więcej. W skali  od 1 do 10 daję temu filmowi mocną 4, a za muzykę 9. Muzyka była obłędna.

A ta piosenka kończyła film

 

A to zdanie „Kinomaniaka”

 

Środa, 16:02 In traetment

Była.

Dzisiejszy temat to mój wyjazd nad morze i moja radość, że zwiedziliśmy tyle fajnych miejsc, że wszędzie dojechałam sama, pomimo zepsutego sprzęgła, że dałam radę, i jestem z tego mega dumna. Było wiele radosnych słów i zachwytów nad samą sobą! Opowiedziałam o wielu wakacyjnych samodzielnych wyjazdach i o tym, że dały mi wiele siły i odwagi do zmian w życiu.

On oczywiście szukał w tym symboli i odwołań do mojego życia. Cały czas porównywał.

Ja – że stałam w korku, chociaż później dowiedziałam się, że istnieje droga równoległa do zakorkowanej a ja z niej nie skorzystałam. Ja – że ciągnąc się w korku na dwupasmówce tkwię na prawym pasie, chociaż lewy jedzie szybciej. W końcu zdecydowałam się przejechać na lewy pas i szybciej wyjechałam.

On – że to tak jak w moim życiu. Tkwię w starym, chociaż wiem, że są szybsze rozwiązania, które są łatwiejsze.

On – że wolę jechać na zepsutym sprzęgle.

Ja – owszem, ale wciąż do przodu.

On -  i z tym sprzęgłem daję sobie radę a przecież można je naprawić.

Ja – że jednak w moim życiu dominuje strach przed strachem przed zmianami (trochę zagmatwałam, ale tak to wygląda). Tkwię, nawet wspomnieniami, ale tkwię w złych zdarzeniach z przeszłości…

W tle zawisł temat matki. Nie chciałam do niego wracać, ale w końcu powróciłam do tematu sprzed dwóch tygodni. Gardło się ścisnęło… Powróciłam do tematu tajemnicy rodzinnej i tego, że siostra nie może być fizycznie moją matką, bo dwa tygodnie po mnie urodziła się siostrzenica.
On powiedział, że o byciu matką świadczy przywiązanie emocjonalne a nie pochodzenie fizyczne.
Uspokoił mnie tym. Parę słów a ja odetchnęłam. Tak siostra mentalnie jest moją matką. Dała mi więcej miłości, zainteresowania, wsparcia. To od jej męża połknęłam bakcyla podróżowania. On woziła nas ( mnie i siostrzenicę) po całej Polsce Starem. Dziś nawet nie pamiętam dokąd jeździliśmy. Pamiętam atmosferę wyjazdów i ciekawość nowych miejsc, smak owoców kupowanych od sadowników, ciepło wody podczas kąpieli w jeziorkach, nocne powroty, kiedy pilnowałyśmy, żeby P nie zasnął za kierownicą.

Dzisiejsza wizyta była nasiąknięta radością podróżowania i milczeniem, kiedy miałam mówić o matce. Brnęłam przez to milczenie, powoli jednak mówiąc o niej.

Wróciłam do jego sugestii, że mogłabym ocieplić wizerunek matki nadając jej imię. Lubiłam, kiedy ojciec mówił do niej Stacha, ale ona zawsze na niego warczała. Ja nawet teraz nie miałabym śmiałości mówić o niej po imieniu.

Trochę oswoiłam temat…

Ale jestem jeszcze za coś wdzięczna. Dzisiejsze spotkanie było pełne zadowolenia z samej siebie i nie powiem, żeby to wprowadzało mnie w poczucie winy. Nie chciałam mówić o radosnych rzeczach, bo uważałam, że terapia to czas na pozostawianie tego, co najgorsze. To czas, kiedy muszę sobie radzić ze swoimi traumami a tu on mówi, że to też czas na opowiadanie o radosnych chwilach, o własnym szczęściu, o radzeniu sobie. Mam zupełnie inne nastawienie do terapii i tu też coś puściło, w tym nastawieniu właśnie.
On zapytał o to słowo „muszę”, na co ja odpowiedziałam pospiesznie, że „chcę”. Tak, chcę sobie poradzić i widzę, że robię to doskonale.

Dziwne, ale kiedy stałam w korku w Redzie i widziałam, że samochody po lewej stronie jechały szybciej, też myślałam o swoim życiu i o przywiązaniu do starego, znanego, utartego i strachu przed nowym i lepszym. Tak, jakbym wstydziła się szybszych i lepszych rozwiązań, bo chcę być „dobrą córeczką” słuchającą mamusi a mamusia by się gniewała, gdybym nie zrobiła tak, jak ona by chciała. Poświęcenie dla mamusi i wybór cierpienia, żeby zasłużyć na jej uwagę, przychylność i dobre słowo. Tak, dużo tej „matki” jest w mojej głowie. Za dużo…

Piątek, 20:30

Rozpakowałam kosz ze szkłem.
Zastawa stołowa: talerze i filiżanki z greckim wzorem dookoła brzegów; głębokie kieliszki do wina (jeden stłuczony) – zostało ich cztery; komplet do kawy – prezent od siostrzenicy. Nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, gdybym tego kosza nie pakowała w 2013 roku, w czerwcu. Cztery lata było trzeba, żeby powrócić do naczyń ze S-ku.

Cztery lata… Dwa ostatnie bardzo dobre :-)

Sobota, 14:17 Niby piękna majówecka :-(

Zrobiłam przegląd samochodu i -171 zł w kieszeni mniej. Łoj…

Majówecka pod zdechłym Azorkiem, bo pogoda butelkowa :-(

W nocy śniła mi się znajoma. Organizowali koncert.
Jak zwykle przed czymś uciekałam.
Nie poszłam na koncert, ale stałam przed budynkiem, w którym miał się odbyć. Budynek był duży i wysoki. Szklane ściany pokazywały co działo się w środku. Widziałam cały koncert. Stałam na przeciwko, na wąskim chodniku. Byłam ubrana w długa białą suknię i miałam długie, ciemne włosy. Suknia była mocno dopasowana do ciała, z powłóczystym trenem, bez rękawów. Byłam taka piękna w tym śnie. Wiatr rozwiewał moje włosy i sprawiał, że tren sukni powiewał.
Byłam taka piękna…
I uciekałam
W momencie kiedy znajoma mnie dostrzegła i zaczęła iść w moją stronę, zaczęłam biec. Biegłam bardzo szybko. Bose stopy uderzały o chropawą powierzchnię chodnika…

Nie chciało mi się podnosić z łóżka. Godzina 10 a ja leniwie patrzyłam w okno i oceniałam pogodę. Brrr. Zimno, szaro i deszczowo.

Wciąż myślę o zapomnianym dzieciństwie…

Fragmenty, jakie wyłowiłam z niebytu wciąż nie są zachęcające, aby drążyć dalej :-(

Pamiętam mnóstwo zabawek, jakie miała siostrzenica. Byłam zazdrosna, że ja nie mam nic.
Siostra kupiła mi na odczepne małego, plastikowego misia.
Nie podobał mi się…
Weszłam po cichu na strych i zrobiłam misiowi „operację”. Pocięłam jego brzuszek i plastikowe łapki ostrym nożem. Szczątki schowałam w starych szmatach.

Inne wspomnienie – coś chciałam od swojej siostrzenicy a one nie chciała mi tego dać. Zła uderzyłam ją kamieniem. Ona z płaczem pobiegła do siostry. I zaczęła się gonitwa. Siostra wrzeszcząc i przeklinając biegła w moją stronę. Przerażona, schowałam się do letniej kuchni. Trzymałam drzwi ręką i strasznie się bałam. Chyba dostałam w skórę…

Inne wspomnienie z rowerkiem. Siostrzenica już umiała jeździć bez bocznych kółek. Siostra postanowiła nauczyć i mnie. Odkręcili jedno z bocznych kółek i kazali mi wsiąść na rowerek. Nie ujechałam daleko. Przewróciłam się. Siostra z pogardą powiedziała: „Ty z tą grubą dupą nigdy nie nauczysz się jeździć!!!”. Rozpłakałam się…

Kurwa, dobrze, że zapomniałam więcej historii z dzieciństwa. Bardzo dobrze!

Po obejrzeniu filmu „Chata” pomyślałam o mojej matce. Pomyślałam też, że nie warto już wracać do przeszłości i rozdrapywać przykrych historii. Jej było ciężko. Miała marzenia i pragnienia, które nigdy nie zostały spełnione. Nie umiała rozmawiać o swoich uczuciach i nie miała nikogo, kto o tym by z nią porozmawiał. Nie, nie współczuję jej, to nie to, chcę zrozumieć. Ja też bym tak się zachowywała… Czworo dzieci, bieda, brak wykształcenia, brak perspektyw, mąż, który pije… Jak ja bym się zachowywała? Przez moment byłam w takiej sytuacji… Tylko ja miałam dwoje dzieci i dach nad głową i pracę i wykształcenie… Może nie ułatwiła mi zdobycia wykształcenia, ale dała dach nad głową i nie zabierała wypłaty. Swoją wypłatę mogłam przeznaczyć na studia.
To było w niej dobre – nie zabierała moich pieniędzy, nie upominała się o nie. Nie dokładała, ale też nie chciała ode mnie.
Pamiętam łzy w jej oczach, kiedy pokazałam pierwsze piątki w indeksie.
I pamiętam jej sprzeciw na wiadomość o zamiarze zamążpójścia. Chciała mnie chronić…
Nie umiała inaczej komunikować swojej troski jak przez złość i krzyk.
Nikt jej tego nie nauczył. Nauczyli ją opieki nad młodszym rodzeństwem, dawanie sobie rady samej, ale nie wykształcili. Nie umiała pisać i czytać…
Porównuję ją ze sobą, ale przecież to porównanie jest bezsensowne. Ona nie umiała wyrwać się z przemocowego domu. Wykształcenie daje ogromną wolność i szersze patrzenie na wszystko. Mimo, że była moją matką, była diametralnie różna ode mnie. A ja wciąż nie chcę się pogodzić z jej innością. Patrzę przez swoje „okulary” na nią i wciąż krytykuję i wciąż chcę, żeby była idealna i taka, jaką sobie wymarzyłam.
Mamo to jest pora na Twoje odejście…
Dałaś mi życie
Wcale nie byłaś idealna
Byłaś sobą…

 

 

Na Filmboxe niezły film „Henry Pool powrócił”. Piszę i od czasu do czasu zerkam na ekran. Co może powiedzieć ateista na cuda, które się dzieją w nowo zakupionym domu. Ze ściany sączy się krew a „nawiedzone” starsze sąsiadki widzą twarz Jezusa. Osoby, które są chore, po dotknięciu ściany powracają do zdrowia. Główny bohater jest śmiertelnie chory…

 

 

***********23:48**************

I jeszcze jedno, za co jestem wdzięczna matce – to ona, pewnie niechcący, zaraziła mnie bakcylem oglądania spektakli. Zabierała mnie np. na „Podwieczorek przy mikrofonie”. Otworzyła mnie na „magię” przedstawień. Bilety dostawała z pracy i jak mówiła, wstyd jej było odmówić, więc jechała ze mną, bo męża się wstydziła…

 

Znaczenie mojego snu:
Budynek – Budynki są we śnie symbolem konstrukcji życia. Są to doświadczenia, percepcja zmysłowa, nieformalne zwyczaje i obyczaje. Budynki w snach mogą też odzwierciedlać Twój charakter, nadzieje i obawy, a także marzenia. Wysokie budynki oznaczają dążenie do sukcesu.

Suknia – W zależności od jej wartości: tęsknota za lepszymi warunkami również: ukrywanie czegoś; białą: będziesz dobrze przyjęta, podejmowana w towarzystwie; z trenem : miłe towarzystwo, małżeństwo osób w średnim wieku.

długie włosy: jesteś kochany i szanowany; czarne włosy: szczęście;

Kiedy śnisz, że uciekasz albo podejmujesz próbę ucieczki, dotyczy to Twoich obaw co do odpowiedzialności, a także uczuć i emocji.

I to by było na tyle. Idę spać…