Pierwszy dzień grudnia – wtorek

Grube, mokre płatki płatki spadają na szare chodniki.

Śnieg

Śnieg

Śnieg

*******************

Szkolenie skończone.

Hahahahahaha Byłam wyrywana! W sensie i po staropolsku byłam podrywana przez pewnego pana. Najpierw zagadał o możliwości wypoczynku w jego gospodarstwie agroturystycznym w malowniczych okolicznościach mazurskiej przyrody, gdzie np. można uskutecznić spływy kajakowe. Zagadywał, chwalił moją urodę (podobno arystokratyczną – na co ja odparowałam, że mam ją po mamie). Zachwycał się moją powagą, mądrym wyrazem twarzy ( a jaki ma być? – ten mój wyraz twarzy). Rwał mnie? Cy cóś? Miał ochotę zostać ze mną na kawę, ale niestety ja się bardzo spieszyłam, więc wpadł na pomysł „przeprowadzenia” go przez miasto samochodem, bo on nie wiedział, czy trafi przez moją miejscowość. Moją metropolię, czyli dwa duże skrzyżowania i dwa ronda. Szał, ale Ok. Poprowadziłam a później pomrugałam awaryjnymi, dałam kierunek w prawo, zawróciłam i pojechałam do domu. Ergo sum – nie jest ze mną tak tragicznie – czyli podobam się facetom. Wiem, że się podobam i wiem jakich przyciągam, więc sorry, ale nic z tego nie będzie.

Kabina prysznicowa kupiona. Półokrągła, z głębokim brodzikiem, 80-tka. Do tego deszczownica, syfon. Znajomy załatwił transport. Kupiłam też żyrandol do pokoju dzieci. Jestem lżejsza o 1000 zł.

Byłam w Domu i tam p. W. sprzedał mi najświeższego newsa – zaczęli gadać, że za dużo mi pomaga, za dużo robi, za dużo marnuje czasu siedząc w mieszkaniu i naprawiając, to co zniszczył wcześniejszy lokator. Ergo sum – albo dostaje za to sporo kasy, albo jestem jego kochanką. Ludzie są wredni, zazdrośni, i wszędzie węszą spisek. Pośmiałam się z panem W.  I jeszcze dowiedziałam się, że mam duuuużo pieniędzy i powinnam sama wszystko zrobić a nie liczyć na pracodawcę. Takie same słowa usłyszałam od teściowej – że uciekłam do miasta, bo chciałam wygodnie żyć i nie pracować. Mówiła, że odłożyłam dużo pieniędzy, bo jej synek jest taki biedny a teraz będę wygodnie żyć. Qrwa a ja liczę każdy grosz, wybieram to co kosztuje najmniej, przeliczam, kalkuluje, porównuje, proszę o obniżenie ceny albo rezygnuję, jeżeli coś za dużo kosztuję. Wredne kreatury. Niech mnie pocałują w dupę!! Albo nie, bo na taką nagrodę nie zasługują. Żal im dupę ściska. Niech się przyjrzą sobie!