Czwartek, 16:33. Rak

Właśnie przyjechałam od B.

Nie mogłam się do niej dodzwonić a wiem, że miała badanie PET.

Schudła. Ból kręgosłupa nie słabnie. Przyjaciel, lekarz leczenia bólu, daje jej tzw. „blokady” w kręgosłup. Pomagają. Przynajmniej może chodzić, chociaż marne to chodzenie.

Na badaniu PET się „zaświeciła”. Ten skurwiel, rak, nie chce odpuścić. Najwięcej ognisk w okolicy brzucha i jedno w kręgosłupie szyjnym. Jutro ma kolonoskopie.

Nie chcę myśleć, że jest na straconej pozycji. Chcę wierzyć, że i tym razem wygra. Niedługo będzie miała chemię.

Była też jej mama. Kiedy B wyszła zadzwonić jej mama się rozkleiła.
- Jest źle… Pożegnałam już jednego, teraz ona… – mówiła ze łzami w oczach.
Brat B zmarł na raka.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć w takiej sytuacji. Wydukałam, że trzeba mieć nadzieję, że B jest silną babką i tym razem też sobie poradzi.

Ale to tylko słowa a ona bardzo cierpi.

Mam próżnię w głowie. Nie umiem pocieszać ludzi w takich sytuacjach. Każde słowo wydaje się nie na miejscu. Kocham B, ale tak niewiele mogę. Mogę jedynie porozmawiać. Poprosiłam ją, żeby dzwoniła i mówiła co się dzieje. Rozmowa pomaga. Nie można wszystkiego zatrzymywać dla siebie. Powiedziałam, że wysłucham ją zawsze – bo tyle tylko mogę. Żadne rady tu nic nie dadzą, żadne pocieszania ani tym bardziej płacz, czy rozklejanie się. Mam nadzieję, że będzie chciała mówić…

Wtorek, 16:35

Auto:

Olej wymieniony

Amortyzatory z tyłu zmienione

- 470 zł

Jutro terapii nie ma

Fuck!!!!

Napisałam do niego: „To było do przewidzenia”

Wcale mnie ta wiadomość nie zdziwiła. Spodziewałam się jej.

Co się dzieje? 45 min na dwa tygodnie, albo na trzy tygodnie… Przestało mnie to bawić

Dziś przejechałam się na gamoniach ze szkoły. Byli mocno zaskoczeni. Inicjator głupich uwag nie spodziewał się, że podejdę do niego i powiem, co myślę. A wygarnęłam mu, że hej… Widziałam, jak bladł. Na koniec lekcji przyszedł z przeprosinami. Powiedziałam, żeby wyszedł, bo jestem za mocno zdenerwowana a nie chcę powiedzieć, czegoś, czego bym później żałowała.
Gdybym nie była nauczycielką, dostałby ode mnie po gębie. Cham!

Jutro terapii nie będzie… I jak iść do przodu? Jak żyć? Panie, jak żyć?!

Środa, 10:14. In treatment

Była

..

.

Terapia była…

..

.

A wczoraj była też wizyta u pani adwokat.
Powitała mnie pani w kusej spódniczce i obcisłej bluzeczce. Właściwie to cały ubiór miała obcisły i wysokie, czerwone szpilki.
- Matko, chyba źle trafiłam – pomyślałam.
Potulnie poszłam do jej biura. I zaczęłam wszystko objaśniać.
I pierwsze wrażenie, typu „głupia seksowna blondynka” prysło.
Kazała wszystko opowiedzieć. Notowała istotne rzeczy, dopytywała.
Wzięła wszystkie dokumenty, które przyniosłam.

Sprawa o alimenty pewnie będzie się odbywać parę razy, bo brak podstawowych dokumentów. Pozew jest napisany prawidłowo, ale nie ma potrzebnych załączników.

Dowiedziałam się, że teraz najlepiej jest złożyć pozew rozwodowy. Inaczej sprawa o alimenty zablokuje sprawę o rozwód. Jeżeli rozwód wyprzedzi alimenty, sprawa potoczy się gładko.

Boję się o moją wydolność finansową. Adwokat nie udzieliła mi ostatecznej odpowiedzi co do wysokości opłat. Mam nadzieję, że starczy mi moich oszczędności.

Wkurwiła mnie dzisiejsza terapia.
Wszyscy tłumaczą J. On może wszystko a ja nic.
Może pisać durne pozwy, wiadomości na FB, a ja nawet nie mogę się obronić. Można sobie w dupę wsadzić jakieś działania prokuratora o zakazie kontaktu, on obejdzie wszystko. I nic z tego powodu go nie spotka – JEST, KURWA, CHORY!!!!
Dlaczego nie oddzielą agresywnych schizofreników od normalnych? Dlaczego agresywni mają dostęp do internetu, mogą wysyłać pisma do sądu. Nawet jak wypisują głupoty i tak nikt takiego pisma nie wstrzyma. Toczą się sprawy na koszt podatnika. Durne sprawy.

Mam dość!!!

A nad nim klosz ochronny…

Terapeuta zapytał jakie korzyści mam z myślenia o całej sprawie? Co mi to daje?

Oniemiałam. Co on miał na myśli? Jakie ja mogę mieć „korzyści”?

Przecież pozwy przyszły bez mojej zgody. Robię co mogę, żeby skutecznie oddzielić go od nad nas. Staram się wszystko usankcjonować… Jakie ja mogę mieć „korzyści”?

Mam tego dość!!!

Poniedziałek, 22:39. DOŚĆ!!!

Ok, wzięłam dupę w troki!

Koniec tego płaczu i dzikiej rozpaczy. Przeżyłam agresję J. , przeżyję jego durny pozew.

Pismo poprawione przez znajomą. A tak a propos, to ona postawiła mnie na nogi.
Wczoraj zadzwoniłam do niej z prośbą o poprawienie pisma i zaczęłam zawodzić a ona ostro postawiła mnie do pionu. Nie rozczulała się nade mną, ale poradziła, żebym wzięła się w garść. Byłam na nią wkurwiona, że jak to, nie zawodzi ze mną. Nie, nie zawodziła. Pomogła w zredagowaniu pisma.

Byłam z wizytą u normalnego adwokata. Facet bardzo do rzeczy. Wysłuchał z czym przychodzę i od razu zapytał (tak, jak niejedna osoba): „Czy chodzi o tą sprawę z ….?” . „Tak” odpowiedziałam „o tego człowieka, o tą  sprawę”. Dalej wytłumaczyłam z czym przychodzę. Pismo było napisane dobrze.
Zapytałam, czy może mnie reprezentować na sprawie i tu okazało się, że nie… Reprezentuję rodzinę J. Powstałby konflikt interesów. Okazało się, że rodzeństwo J żre się o jego dom i ziemię. Chcą go wydziedziczyć i przejąć jego majątek.
No… Pięknie!!! Wiedziałam, że tak będzie. Boże, jak dobrze, że stamtąd poszłam. Przecież ja bym się tam wykończyła. Oni by mnie „zażarli”. Wiem, jak są chciwi. Łatwy pieniądz im zapachniał więc nie będą przebierali w środkach, żeby dotrzeć do celu. Dla mnie najważniejszy jest spokój. Pieprze ich majątki. Niech sobie skaczą do swoich gardeł. Ja wolę spokój.
Nie wiedzą tylko jednego. Spadek jest nie do ruszenia. Nawet jeżeli uda im się wydziedziczyć J, na jego miejsce „wskoczą” jego/moje dzieci. Połamią sobie zęby na tym majątku! I bardzo dobrze!

Dostałam namiary na drugą prawniczkę. Musimy się bronić. Pan J ma dzieci. To są jego dzieci! Nigdy go nie obchodziły, więc teraz będzie musiał zwrócić na nie uwagę.

20  zł na dzieci!!! Dobre!!! Nie jego doczekanie!! Nie będzie dalej nękał mnie i dzieci. Już nie!

DOŚĆ!!!

Niedziela, 08:53.

Napisałam pismo – odpowiedź na pozew

Nie mogę się otrząsnąć

Wszystko, co najgorsze wróciło

W piątek byłam w biurze podawczym sądu. Przeglądałam akta sprawy.

Z dokumentów dowiedziałam się, że sprawa odbyła się w kwietniu 2016 r. ale została przeniesiona na termin późniejszy z powodu mojego i jego nieobecności.

Mnóstwo kartek w aktach. Dokumenty ze szpitala. orzeczenia. Dowiedziałam się, kto jest jego kuratorem, w jakim szpitalu obecnie przebywa. Siedziałam w biurze i trzęsącymi dłońmi przewracałam kolejne dokumenty. Czułam się tak, jakbym była tam bezprawnie, jakby ktoś za chwilę miał złapać mnie za kołnierz i z wulgarnymi słowami wyrzucić, dokładając jeszcze solidne razy…

Tak czułam się w tym domu, w którym razem z nim mieszkałam. On był panem. Do kontroli miał jeszcze mamusię, która sprawdzała co robię. Nie raz zaznaczali, że to nie jest mój dom. A ja tak bardzo chciałam mieć swoje miejsce. Tak bardzo… Zgadzałam się na takie traktowanie, bo chciałam mieć dom, swoje miejsce. I co? Co mi zostało? Tułanie się po wynajętych mieszkaniach.

Co czuję? Bezsilną rozpacz, wkurwienie, i przeświadczenie, że cokolwiek zrobię, on mnie dorwie.

Nie mogę zrozumieć sensowności tego pozwu.
W aktach czarno na białym jest, jakim on jest człowiekiem. Czemu powołuje się na wokandę taką sprawę???? Czuję się znów jak wtedy, kiedy byłam bita i wzywałam policję i pogotowie a pogotowie nie chciało go zabrać do szpitala pomimo wypisów ze szpitala psychiatrycznego i orzeczenia o schizofrenii, albo zabierali go i przywozili, bo obiecał iść do lekarza. Nie wierzono mi, zdrowej psychicznie, pobitej matce, tylko wierzono jemu, agresywnemu schizofrenikowi. Czemu mogę to mówić w rożnych instytucjach i mieć wrażenie, że nikt mnie nie słyszy????

CZEMU MNIE NIKT NIE SŁYSZY???!!!!

NIE SŁYSZELI MNIE W DZIECIŃSTWIE I NIE SŁYSZĄ MNIE TERAZ!!!! CZEMU????

Czuję się taka bezsilna, taka sama z tym wszystkim…

Nie wiem, co wymyśli sąd. Sprawa o znęcanie nade mną też ciągnęła się w nieskończoność. Przerażało mnie to. Pomimo obdukcji, opinii biegłych, jego zachowania, sędzia zwlekała z orzeczeniem wyroku. Nawet kiedy wyrok był orzeczony, on dalej przebywał w domu. Nie umieszczono go w szpitalu. Nikt nie dopilnował wykonania wyroku aż do dnia,w którym dopuścił się zabójstwa. Dopiero wtedy na miejsce zabójstwa nazjeżdżało się mnóstwo „strażników prawa i porządku” i zawieziono go do szpitala. Musiało dojść do przestępstwa, żeby wszyscy dowiedzieli się, że jest niebezpieczny.

Mnie i dzieci nikt nie widział. Nikt nie widział naszego strachu…

Czemu większe poważanie mają ludzie agresywni? Wszyscy się ich boją?

W poniedziałek kolejne spotkanie z adwokatem. Mam 14 dni na odpowiedź na pozew.

Nie umiem zrozumieć, dlaczego? Dlaczego on ma więcej praw ode mnie. On, schizofreniczny zabójca ode mnie, matki, która samotnie wychowuje dwoje dzieci z pensji nauczyciela. On, któremu utrzymanie zapewnia państwo, łożąc miesięcznie 4 tyś zł i ja wynajmująca mieszkanie i płacąca słono za wszystko. Może też pozwolę, żeby depresja jednak zawładnęła moim życiem do tego stopnia, że umieszczą mnie w szpitalu a dzieci zostaną same sobie z alimentami w wysokości 20 zł.

Nawet złość, którą czuję, przykrywam płachtą bezsilności, bo niewiele mogę…

Zobaczymy, jak sąd rozpatrzy sprawę? Nie spodziewam się niczego dobrego :-(