Niedziela, 00:04

O matulu!

Egzaminy skończyły się około jedenastej

Przyszłam do domu. Coś zjadłam i zaległam na kanapie.

Za oknem burzowo.

Mała oglądała jakieś filmy.

Nie wytrzymałam.

Poszłam do ich pokoju. Położyłam się na jej łóżku i usnęłam.

Obudziły mnie grzmoty.

Młody siedział przed komputerem.

Przespałam do 19.

Jestem mega zmęczona.

Ogarniają mnie myśli o przemijaniu. O tym, że się starzeję. Że jestem gdzieś po środku mojego życia, a może w 3/4. Gdzieś uciekło dzieciństwo, stresująca młodość, przepłakane małżeństwo… I jestem tu gdzie jestem. Nie młoda, ale też jeszcze nie stara. Życie przeciekło przez palce czasu. Sączy się, przesypuje przez wąską klepsydrę dni. Dzień za dniem… Dzień za dniem… Dzień za dniem… Coraz szybciej… Coraz dalej… Coraz…

Wtorek, 20:11 Wszystko ma swój czas

Rano dwie wizyty u pani adwokat.
Najpierw podpisałam papiery, wysłuchałam treść pisma do sądu.
Słuchałam, jak o obcej kobiecie. Wciąż mnie zadziwia, jak ja mogłam to wszystko wytrzymać…
Później dowiozłam brakujące dokumenty.

Kilka godzin w pracy. Już na spokojnie. Uczniom zależy na ocenach, więc przestają dokuczać i zaczynają mówić „ludzkim głosem”.

Przyszłam do domu.
Odgrzałam wczorajszy obiad. Małej nie było…
Włączyłam telewizor. Jedyny kanał jaki odbierał, to jakiś program o zabójstwach… Hahahahaha Zmorzył mnie sen. Usnęłam…
Niedawno się obudziłam
Okazało się, że Mała była w domu a ja jej nie widziałam. Bardzo wielki mamy dom ;-) Też spała. Wróciła wcześniej ze szkoły i położyła się spać.

Odsypiam

To wszystko, co ostatnio się dzieje, nie działa dobrze na mnie.
Jest mi ciężko. Domykam sprawę, którą powinnam skończyć w 2013 roku, zaraz po ucieczce. Razem ze sprawą o rozdzielność majątkową powinnam złożyć pozew o rozwód a nie czekać i usprawiedliwiać to pracą.
Wszystko ma swój czas.

Wszystko ma swój czas

Czas sadzenia

I czas wyrywania tego, co się zasadziło…

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.*

CZAS WOJNY I CZAS POKOJU

Czas

Poniedziałek, 08:07. Wolne

Przeżyłam!!! Uffff!

Trzy dni wyjęte z życiorysu

Agnostyczka na rekolekcjach

Z jednej strony patrzę na to, jak na coś, co było potrzebne.

Owszem, trzy dni spędzone na modłach, ale też na wysłuchiwaniu rozważań. Na szczęście mieliśmy mądrego księdza rekolekcjonistę. Człowiek, który zna (chyba) wszystkie języki. Chyba… Łacina, greka, jidisz, hebrajski, aramejski, francuski, rosyjski, angielski… Zna Pismo święte na pamięć (jest biblistą). Spotykał się z Janem Pawłem II, matką Teresą z Kalkuty, przebywał w zakonach koptyjskich… Pięćdziesięcioletni, skromny mężczyzna, który mówi, że jest nikim, nic nie znaczącym człowiekiem. Wow! Oczywiście rozważania pod jego kierunkiem były czystą przyjemnością, nawet dla mnie. Czasami potrzebne są takie spotkania. Spotkania z człowiekiem o ogromnej wiedzy, terapeutycznym podejściu i ogromnej skromności. Tacy powinni być prawdziwi księża!

Za oknami gorący maj w pełni. Podczas przerw uciekałam do pobliskiego parku, żeby posiedzieć na ławeczce i wygrzać się w słońcu. Zaczęłam czytać nową książkę autorki „Dziewczyny z pociągu” – „Zapisane w wodzie”. Na razie pomieszanie i nadmiar bohaterów. Rzecz dzieje się w małym miasteczku, które w średniowieczu słynęło z pławienia czarownic. Niejedna straciła życie utopiona w miejscowej rzece, podczas sprawdzania, czy jest czarownicą.
Akcja toczy się współcześnie. Siostra głównej bohaterki popełnia samobójstwo skacząc do rzeki. Zdarzenie rozpoczyna lawinę wspomnień osób jej najbliższych, a więc siostry, córki, znajomych. Kręcą się policjanci zaangażowani w sprawę… Na razie dupy nie urywa :-( , ale „Dziewczyna z pociągu” też mnie nie uwiodła. Do dzisiaj jej nie doczytałam do końca. Film obejrzałam z wielkim zainteresowaniem, ale książka jest dla mnie nudna. Nie w moim typie :-(

W piątek, na rekolekcjach, usłyszałam fragment z Księgi Syracha i pomyślałam, tak jak kiedyś, kiedy czytałam Biblię z nadzieją na wskazówkę, jak mam podchodzić do tego, co działo się w moim życiu, że teraz też to może być pewnego rodzaju wskazówką, pocieszeniem i informacją, jak podejść do ostatnich wydarzeń, do tego poczucia zagrożenia, matni. Uczucia, które mnie paraliżuje, zniechęca i wyciąga na wierzch myśli, które już dawno mnie nie gnębiły. Myśli, których się boję, bo podsuwają najłatwiejsze wyjście. Najłatwiejsze i ostateczne. Przekroczenia granicy, za którą on mnie już nie dorwie, granicy spokoju i ostatecznego rozwiązania tego problemu… A tak kocham to życie. Kocham siedzieć w pełnym słońcu i wdychać zapachy rozkwitłych drzew, patrzeć na piękno przyrody a w lipcu będę przecież (taką mam nadzieję) nad morzem.

Fragment z Syracha tak bardzo pasuje do teraźniejszości. I daję nadzieję, której tak mi potrzeba.

„Mądrość Syracha, 2

1.(…) przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.
6. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
  (…) nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli.
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym i grzesznikowi chodzącemu dwiema ścieżkami.
13. Biada sercu zniechęconemu: ponieważ nie ma ufności, nie dozna opieki.
14. Biada wam, którzy straciliście cierpliwość (…)



http://www.bibliacatolica.com

 

No i co? Co mam teraz myśleć?

Granica między nadzieją i robieniem wszystkiego, żeby się w końcu wyrwać a zniechęceniem i wycofaniem jest taka krucha. Starałam się jak mogłam przez te cztery lata, aby wyjść na prostą, zostawić za sobą to piekło, przez które przeszłam i wszystko zaczyna się rozpadać przez jeden pieprzony pozew sądowy, w którym on przecież nie zabiera nam wszystkiego, nie grozi śmiercią, nie czyni fizycznej krzywdy. Skarży się tylko na swoją niedolę i wielkodusznie oferuje 20 zł na utrzymanie dzieci… I przez taki pieprzony list wszystko wraca jak bumerang – wspomnienia, strach, paraliżujące poczucie beznadziejności całej sytuacji i przeświadczenie, że gdziekolwiek będę, on mnie znajdzie i będzie wywierał najpierw presję psychiczną, a kiedy będzie na wolności przyjdzie po moje życie. Lepiej, gdyby nie żył… Ale on syci się strachem innych, cieszy go poniżanie i odbieranie nadziei, satysfakcjonuje go przewaga fizyczna i rozładowuje emocjonalnie znęcanie się nad kimś, kto jest od niego zależny. I ten pierdolony klosz, który nad nim rozciągnęli. Magiczne słowo – schizofrenia, jakby to wszystko wyjaśniało. Lekarze, jak Piłat, umywają ręce, tłumacząc o jego niepoczytalności. Sądy przepuszczają na wokandę pokręcone sprawy a ja muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem.

Dobra, dość tego dołowania się. Nic to nie da.

Dziś spotkanie z panią adwokat.

Ten miesiąc jest dla mnie masakryczny pod względem finansowym. Masaaaaakra!

Syn wyjeżdża na praktyki do Grecji i trzeba go przygotować, ubezpieczenie i naprawy samochodu,  rekolekcje też były płatne… Masakra

Dziś muszę się dowiedzieć ile będę płacić pani adwokat

….

Dam radę?????

******

20:15

No i już wiem, ile będzie mnie kosztowała „opieka” prawna.

Zabolało… :-(

No więc, siostro tlen

Siostro bandaż i opatrunek!

Nie będę pisać, ale duuuuuużo! Mam tylko nadzieję, że ta „seksowna blondi” wie co robi. Z tego, jak zachowywała się w sądzie, raczej wie. Lepsze to niż marazm i wycofanie.

Zaskoczyła mnie uwaga córki. Dziś po „poważnej rozmowie”, wykrzyczała do mnie „Bo ty się ostatnio ze wszystkimi kłócisz!!!!”
Zapytałam, czy ma z tego powodu jakieś nieprzyjemności (wiadomo grupa rówieśnicza). Powiedziała, że nie.
Nie, ja się nie kłócę. Ja obstaje w końcu za sobą. Zaczynam o siebie dbać. Może to ją przeraża. Kiedyś wszystkim ustępowałam i kuliłam ogon a teraz twardo obstaję za swoim. Z boku może tak wyglądać, że jestem z każdym w konflikcie, ale ja po prostu nie pozwalam jeździć po sobie.

Tak, jest we mnie dużo zmagazynowanej złości. Wkurwienia, które tłamsiłam przez lata. Coraz częściej otwieram gębę i mówię, co myślę, bez cukrowania. Ona obserwuje i to może ją niepokoić. Zna mnie z tej potulnej strony, tej wycofanej. Takiej, jaką widzi teraz nie znała.

Życie wszystkiego nauczy…

Poniedziałek, 15:01 – prawie lato?!

Kurde, chyba herbatka z szałwii nie skutkuje. Jestem mega zmęczona

Dwa lata temu strasznie negatywnie przeżywałam rekolekcje a w tym roku…

Luzik…

Ludziom potrzebna jest odrobina magii, magiczne rytuały i zrzucenie odpowiedzialności za siebie na siłę wyższą…

Była dziś magia. Jak dwa lata temu… „Święte” omdlenia, łzy, niedowierzanie, zaskoczenie… Młodzi, jedni zaskoczeni a drudzy roześmiani i robiący sobie z tego jaja. Ogólnie mało osób. Na cztery szkoły, z których jedna ma ponad 1200 uczniów, na hali ok 800 uczniów. Z mojej szkoły może 20 (na 200).

Nie mogłam spać w nocy. Kot dokazywał…

AAA jest jeden plus herbatki – wieczorem jest mi ciepło i nie muszę owijać się w koce.

Za oknem piękna, letnia pogoda. Ogromny przeskok z niskich temperatur, zimowych na letnie, 22 stopnie.

A ja taka zmęczona….

…. hm…

 

***

22:08

W środę terapii nie bedzie

***

Wzięłam świadectwo chrztu dla małej. Spotkanie z proboszczem z mojej dawnej parafii. Usłyszał moje nazwisko i zapytał:
- Z tych Z?
- Tak
Popatrzył na mnie.
-  W jakim on jest szpitalu?
- Nie wiem.
- Próbował się kontaktować z dziećmi?
- Tak, ale dzieci nie chcą a nim rozmawiać.
Wywiązała się rozmowa o sytuacji chorych na schizofrenię i ich rodzin.
Spokojnym, mocnym i niskim głosem mówiłam o teściowej, dla której J był ukochanym synem. Ani słowa o tym, że nie broniła nas a dużo o tym, że wciąż broniła jego.
- Kto by pomyślał, że tak to się skończy?
- Ja wiedziałam. Dwa lata wcześniej byłyby trzy trupy zamiast jednego. Cudem udało nam się uciec.
Ja wiedziałam.
Ksiądz porównał jego chorobę do sytuacji uzależnionych.
- Tak, tylko uzależnieni od alkoholu mają terapię…
- Tak, opiekę – dodał ksiądz
- A rodziny chorych na schizofrenię nie mają żadnej pomocy. Są pozostawieni samym sobie – powiedziałam.
Popatrzył na mnie.
- Ma pani rację. Takich chorych trudno zrozumieć…
- Ich nie da się zrozumieć – pomyślałam.

Zdziwił mnie mój niski i spokojny głos.

On nic nie chciał za świadectwo chrztu.

Wyszłam

Tak, chorzy na schizofrenię to inny kosmos. Tego się nie rozumie. To można jedynie obserwować… I mieć swój równoległy, zrównoważony świat. Niemożliwe, gdy zdrowi i chorzy są razem.

Dla mnie niemożliwe.

Dlatego wolę być sama.