Środa, 16:07, In treatment

Jestem zmęczona.

Wyniku z wycinka nie ma.

Myśli zajęte Beatą. Po kolejnym wlewie chemii jej twarz jest usypana krostami. Przeszkadza to jej. Wciąż dotyka zajętych miejsc.
To podobno dobrze, bo to znaczy, że chemia działa.

Na sesji nie wiedziałam od czego zacząć. Zaczęłam opowiadać o tym co dzieje się w moim życiu. O wyprawie do S-ku i o tym, co tam zobaczyliśmy.
Opowiadałam o B i o miłości do niej. Żalu, że ma tak groźna chorobę, o czekających ją naświetlaniach. Powtarzałam wciąż, że dobrze że poddaje się leczeniu.
Mówiłam o nieprzyjemnej atmosferze w pracy…
O tym, że jestem dumna z dzieci, które udało mi się dobrze wychować. O ich umiejętnościach i zainteresowaniach.

Morze słów, byle nie mówić o tym, co ważne. Nie wiedziałam, co jest ważne. Z czym dziś przyszłam?

Nie wytrzymałam w końcu i powiedziałam, że boję się wyniku z wycinka.
Przełyk wciąż boli. Trudno jest przełykać stałe posiłki. Biorę antybiotyk i drugi lek. I czekam na wynik hist-pat.

On zauważył, że dziś przyszłam na wizytę z podsumowaniem całego mojego życia, moich osiągnięć. jakbym się żegnała. Zauważył: „powiedziałaś, że wychowałaś dzieci… że osiągnęłaś spokój… stworzyłaś spokojny dom… Wszystko w czasie przeszłym”.
- Tak. Dziś odbiorę wycinek i zobaczę co z leczeniem. Bardzo mi przeszkadza utrudnione przełykanie. Boję się jeść – odpowiedziałam.
- Może to sprawy na tle nerwicowym?
- Też tak myślę.
A w głowie dudni pytanie, czy uda się wyleczyć to „zwężenie” przełyku i w jaki sposób? Owszem czuję panikę, bo nie stać mnie na częste wyjazdy do lekarzy i drogie wizyty prywatne. Nie stać mnie na chorowanie.

On powiedział, że mocno przeżywam sytuację z B, bo podświadomie widzę w niej siebie.

Poniedziałek, 19:58. W domu

Już w domu.

Masakryczna droga powrotna.

Odcinek 6 km jechałam 2,5 godziny.

Wyjechałyśmy po 18 a w domu byłyśmy ok. 3 rano.

Jeden plus to chłód nocy. Nie lubię jechać w nocy. Za kółkiem czuję się niepewnie. Nawigacja prowadziła a ja miejscami nie wiedziałam, gdzie jestem. Przyjechałam ledwie żywa, ale dojechałam. Dowiozłam moje dziewczyny.

Przywiozłam wiele wspomnień.

To był mega aktywny tydzień.

I to tyle. Jestem zmęczona. Idę spać…

Później opiszę, gdzie byłyśmy i co widziałyśmy.

Niedziela, 00:04

O matulu!

Egzaminy skończyły się około jedenastej

Przyszłam do domu. Coś zjadłam i zaległam na kanapie.

Za oknem burzowo.

Mała oglądała jakieś filmy.

Nie wytrzymałam.

Poszłam do ich pokoju. Położyłam się na jej łóżku i usnęłam.

Obudziły mnie grzmoty.

Młody siedział przed komputerem.

Przespałam do 19.

Jestem mega zmęczona.

Ogarniają mnie myśli o przemijaniu. O tym, że się starzeję. Że jestem gdzieś po środku mojego życia, a może w 3/4. Gdzieś uciekło dzieciństwo, stresująca młodość, przepłakane małżeństwo… I jestem tu gdzie jestem. Nie młoda, ale też jeszcze nie stara. Życie przeciekło przez palce czasu. Sączy się, przesypuje przez wąską klepsydrę dni. Dzień za dniem… Dzień za dniem… Dzień za dniem… Coraz szybciej… Coraz dalej… Coraz…

Wtorek, 20:11 Wszystko ma swój czas

Rano dwie wizyty u pani adwokat.
Najpierw podpisałam papiery, wysłuchałam treść pisma do sądu.
Słuchałam, jak o obcej kobiecie. Wciąż mnie zadziwia, jak ja mogłam to wszystko wytrzymać…
Później dowiozłam brakujące dokumenty.

Kilka godzin w pracy. Już na spokojnie. Uczniom zależy na ocenach, więc przestają dokuczać i zaczynają mówić „ludzkim głosem”.

Przyszłam do domu.
Odgrzałam wczorajszy obiad. Małej nie było…
Włączyłam telewizor. Jedyny kanał jaki odbierał, to jakiś program o zabójstwach… Hahahahaha Zmorzył mnie sen. Usnęłam…
Niedawno się obudziłam
Okazało się, że Mała była w domu a ja jej nie widziałam. Bardzo wielki mamy dom ;-) Też spała. Wróciła wcześniej ze szkoły i położyła się spać.

Odsypiam

To wszystko, co ostatnio się dzieje, nie działa dobrze na mnie.
Jest mi ciężko. Domykam sprawę, którą powinnam skończyć w 2013 roku, zaraz po ucieczce. Razem ze sprawą o rozdzielność majątkową powinnam złożyć pozew o rozwód a nie czekać i usprawiedliwiać to pracą.
Wszystko ma swój czas.

Wszystko ma swój czas

Czas sadzenia

I czas wyrywania tego, co się zasadziło…

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.*

CZAS WOJNY I CZAS POKOJU

Czas