Poniedziałek, 08:07. Wolne

Przeżyłam!!! Uffff!

Trzy dni wyjęte z życiorysu

Agnostyczka na rekolekcjach

Z jednej strony patrzę na to, jak na coś, co było potrzebne.

Owszem, trzy dni spędzone na modłach, ale też na wysłuchiwaniu rozważań. Na szczęście mieliśmy mądrego księdza rekolekcjonistę. Człowiek, który zna (chyba) wszystkie języki. Chyba… Łacina, greka, jidisz, hebrajski, aramejski, francuski, rosyjski, angielski… Zna Pismo święte na pamięć (jest biblistą). Spotykał się z Janem Pawłem II, matką Teresą z Kalkuty, przebywał w zakonach koptyjskich… Pięćdziesięcioletni, skromny mężczyzna, który mówi, że jest nikim, nic nie znaczącym człowiekiem. Wow! Oczywiście rozważania pod jego kierunkiem były czystą przyjemnością, nawet dla mnie. Czasami potrzebne są takie spotkania. Spotkania z człowiekiem o ogromnej wiedzy, terapeutycznym podejściu i ogromnej skromności. Tacy powinni być prawdziwi księża!

Za oknami gorący maj w pełni. Podczas przerw uciekałam do pobliskiego parku, żeby posiedzieć na ławeczce i wygrzać się w słońcu. Zaczęłam czytać nową książkę autorki „Dziewczyny z pociągu” – „Zapisane w wodzie”. Na razie pomieszanie i nadmiar bohaterów. Rzecz dzieje się w małym miasteczku, które w średniowieczu słynęło z pławienia czarownic. Niejedna straciła życie utopiona w miejscowej rzece, podczas sprawdzania, czy jest czarownicą.
Akcja toczy się współcześnie. Siostra głównej bohaterki popełnia samobójstwo skacząc do rzeki. Zdarzenie rozpoczyna lawinę wspomnień osób jej najbliższych, a więc siostry, córki, znajomych. Kręcą się policjanci zaangażowani w sprawę… Na razie dupy nie urywa :-( , ale „Dziewczyna z pociągu” też mnie nie uwiodła. Do dzisiaj jej nie doczytałam do końca. Film obejrzałam z wielkim zainteresowaniem, ale książka jest dla mnie nudna. Nie w moim typie :-(

W piątek, na rekolekcjach, usłyszałam fragment z Księgi Syracha i pomyślałam, tak jak kiedyś, kiedy czytałam Biblię z nadzieją na wskazówkę, jak mam podchodzić do tego, co działo się w moim życiu, że teraz też to może być pewnego rodzaju wskazówką, pocieszeniem i informacją, jak podejść do ostatnich wydarzeń, do tego poczucia zagrożenia, matni. Uczucia, które mnie paraliżuje, zniechęca i wyciąga na wierzch myśli, które już dawno mnie nie gnębiły. Myśli, których się boję, bo podsuwają najłatwiejsze wyjście. Najłatwiejsze i ostateczne. Przekroczenia granicy, za którą on mnie już nie dorwie, granicy spokoju i ostatecznego rozwiązania tego problemu… A tak kocham to życie. Kocham siedzieć w pełnym słońcu i wdychać zapachy rozkwitłych drzew, patrzeć na piękno przyrody a w lipcu będę przecież (taką mam nadzieję) nad morzem.

Fragment z Syracha tak bardzo pasuje do teraźniejszości. I daję nadzieję, której tak mi potrzeba.

„Mądrość Syracha, 2

1.(…) przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.
6. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
  (…) nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli.
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym i grzesznikowi chodzącemu dwiema ścieżkami.
13. Biada sercu zniechęconemu: ponieważ nie ma ufności, nie dozna opieki.
14. Biada wam, którzy straciliście cierpliwość (…)



http://www.bibliacatolica.com

 

No i co? Co mam teraz myśleć?

Granica między nadzieją i robieniem wszystkiego, żeby się w końcu wyrwać a zniechęceniem i wycofaniem jest taka krucha. Starałam się jak mogłam przez te cztery lata, aby wyjść na prostą, zostawić za sobą to piekło, przez które przeszłam i wszystko zaczyna się rozpadać przez jeden pieprzony pozew sądowy, w którym on przecież nie zabiera nam wszystkiego, nie grozi śmiercią, nie czyni fizycznej krzywdy. Skarży się tylko na swoją niedolę i wielkodusznie oferuje 20 zł na utrzymanie dzieci… I przez taki pieprzony list wszystko wraca jak bumerang – wspomnienia, strach, paraliżujące poczucie beznadziejności całej sytuacji i przeświadczenie, że gdziekolwiek będę, on mnie znajdzie i będzie wywierał najpierw presję psychiczną, a kiedy będzie na wolności przyjdzie po moje życie. Lepiej, gdyby nie żył… Ale on syci się strachem innych, cieszy go poniżanie i odbieranie nadziei, satysfakcjonuje go przewaga fizyczna i rozładowuje emocjonalnie znęcanie się nad kimś, kto jest od niego zależny. I ten pierdolony klosz, który nad nim rozciągnęli. Magiczne słowo – schizofrenia, jakby to wszystko wyjaśniało. Lekarze, jak Piłat, umywają ręce, tłumacząc o jego niepoczytalności. Sądy przepuszczają na wokandę pokręcone sprawy a ja muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem.

Dobra, dość tego dołowania się. Nic to nie da.

Dziś spotkanie z panią adwokat.

Ten miesiąc jest dla mnie masakryczny pod względem finansowym. Masaaaaakra!

Syn wyjeżdża na praktyki do Grecji i trzeba go przygotować, ubezpieczenie i naprawy samochodu,  rekolekcje też były płatne… Masakra

Dziś muszę się dowiedzieć ile będę płacić pani adwokat

….

Dam radę?????

******

20:15

No i już wiem, ile będzie mnie kosztowała „opieka” prawna.

Zabolało… :-(

No więc, siostro tlen

Siostro bandaż i opatrunek!

Nie będę pisać, ale duuuuuużo! Mam tylko nadzieję, że ta „seksowna blondi” wie co robi. Z tego, jak zachowywała się w sądzie, raczej wie. Lepsze to niż marazm i wycofanie.

Zaskoczyła mnie uwaga córki. Dziś po „poważnej rozmowie”, wykrzyczała do mnie „Bo ty się ostatnio ze wszystkimi kłócisz!!!!”
Zapytałam, czy ma z tego powodu jakieś nieprzyjemności (wiadomo grupa rówieśnicza). Powiedziała, że nie.
Nie, ja się nie kłócę. Ja obstaje w końcu za sobą. Zaczynam o siebie dbać. Może to ją przeraża. Kiedyś wszystkim ustępowałam i kuliłam ogon a teraz twardo obstaję za swoim. Z boku może tak wyglądać, że jestem z każdym w konflikcie, ale ja po prostu nie pozwalam jeździć po sobie.

Tak, jest we mnie dużo zmagazynowanej złości. Wkurwienia, które tłamsiłam przez lata. Coraz częściej otwieram gębę i mówię, co myślę, bez cukrowania. Ona obserwuje i to może ją niepokoić. Zna mnie z tej potulnej strony, tej wycofanej. Takiej, jaką widzi teraz nie znała.

Życie wszystkiego nauczy…

Poniedziałek, 15:01 – prawie lato?!

Kurde, chyba herbatka z szałwii nie skutkuje. Jestem mega zmęczona

Dwa lata temu strasznie negatywnie przeżywałam rekolekcje a w tym roku…

Luzik…

Ludziom potrzebna jest odrobina magii, magiczne rytuały i zrzucenie odpowiedzialności za siebie na siłę wyższą…

Była dziś magia. Jak dwa lata temu… „Święte” omdlenia, łzy, niedowierzanie, zaskoczenie… Młodzi, jedni zaskoczeni a drudzy roześmiani i robiący sobie z tego jaja. Ogólnie mało osób. Na cztery szkoły, z których jedna ma ponad 1200 uczniów, na hali ok 800 uczniów. Z mojej szkoły może 20 (na 200).

Nie mogłam spać w nocy. Kot dokazywał…

AAA jest jeden plus herbatki – wieczorem jest mi ciepło i nie muszę owijać się w koce.

Za oknem piękna, letnia pogoda. Ogromny przeskok z niskich temperatur, zimowych na letnie, 22 stopnie.

A ja taka zmęczona….

…. hm…

 

***

22:08

W środę terapii nie bedzie

***

Wzięłam świadectwo chrztu dla małej. Spotkanie z proboszczem z mojej dawnej parafii. Usłyszał moje nazwisko i zapytał:
- Z tych Z?
- Tak
Popatrzył na mnie.
-  W jakim on jest szpitalu?
- Nie wiem.
- Próbował się kontaktować z dziećmi?
- Tak, ale dzieci nie chcą a nim rozmawiać.
Wywiązała się rozmowa o sytuacji chorych na schizofrenię i ich rodzin.
Spokojnym, mocnym i niskim głosem mówiłam o teściowej, dla której J był ukochanym synem. Ani słowa o tym, że nie broniła nas a dużo o tym, że wciąż broniła jego.
- Kto by pomyślał, że tak to się skończy?
- Ja wiedziałam. Dwa lata wcześniej byłyby trzy trupy zamiast jednego. Cudem udało nam się uciec.
Ja wiedziałam.
Ksiądz porównał jego chorobę do sytuacji uzależnionych.
- Tak, tylko uzależnieni od alkoholu mają terapię…
- Tak, opiekę – dodał ksiądz
- A rodziny chorych na schizofrenię nie mają żadnej pomocy. Są pozostawieni samym sobie – powiedziałam.
Popatrzył na mnie.
- Ma pani rację. Takich chorych trudno zrozumieć…
- Ich nie da się zrozumieć – pomyślałam.

Zdziwił mnie mój niski i spokojny głos.

On nic nie chciał za świadectwo chrztu.

Wyszłam

Tak, chorzy na schizofrenię to inny kosmos. Tego się nie rozumie. To można jedynie obserwować… I mieć swój równoległy, zrównoważony świat. Niemożliwe, gdy zdrowi i chorzy są razem.

Dla mnie niemożliwe.

Dlatego wolę być sama.

Wtorek, 21:35. Dziś są moje urodziny

 

Jeszcze ten jeden raz
Czy ostatni kto wie
Niech mnie porwie prąd
I w nieznane niech niesie
Jeszcze ten jeden raz
Kości rzucić ot tak
I całkiem nowy los
Wylosować w ciemno, w ciemno

Nie rosnąć i nie chodzić spać
Przyzwoitości w twarz się śmiać
Przyjaciół nigdy nie bać się
I z romansów tylko miłość znać
Wierzyć, że można zmienić świat
Nie czuć, jak szybko mija czas
„Żyć nie umierać” słów poznać sens
Nim na opak całkiem zmienią się

Jeszcze ten jeden raz
Nie słuchać niczyich rad
Robić za błędem błąd
Walczyć o byle co, byle co
Jeszcze ten jeden raz
Na wsi gdzieś jabłka kraść
Przeżyć znów pierwszy dreszcz
Wiedząc to, co dziś wiem, co dzisiaj wiem

(Ania Dąbrowska)

Właśnie tak! Nie czuć, jak szybko mija czas! Wierzyć, że można zmienić świat!

Dziś są moje 45 urodziny!

Dwa dni szkolenia

Mam doła

Moje kochane dzieci zrobiły mi piękne niespodzianki. Mała zrobiła magiczna kartę z życzeniami. Kiedy wyciąga się kartkę z napisem z okienka, napis zmienia kolor a w środku karty wkleiła nasze zdjęcie ze „snapa”. Obie mamy zajęcze uszy i pyszczki. Słodkie… Młody kupił różyczki i czekoladę. Pamiętają…

W takie dni czuje się mega samotna. Mega…

Jeszcze te szkolenie…

Pary małżeńskie. Ta ich bliskość… Ta możliwość polegania na sobie, rozumienia się bez słów… Wiem, idealizuje. Widzę tylko to, co chcę widzieć. Widzę lukier na torcie. Oni mają chociaż jakiś tort…

Wiem, ten dół minie

Czas szybko leci

To moje przesrane życie też musi kiedyś w końcu minąć…

Jestem zmęczona

Jutro wolne od terapii

Trzeci tydzień

Na szkoleniu wykład miała żona terapeuty. Wysoka, szczupła starsza pani, z króciutką, męską fryzurką. Przyglądałam się jej. Po raz pierwszy widziałam ją w roli wykładowcy. W moim życiu pojawiła się jako psycholog – na moment (w 2004 r). Na jesieni 2013 zobaczyłam ja w przychodni. Trzeba było do niej mówić głośno, bo niedosłyszy. Czułam się niezręcznie, kiedy musiałam powtarzać kilka razy jakieś zdanie. Przybita i przestraszona, było to dla mnie ogromna torturą. W 2014 r. trzy razy orzekała jako biegła w sprawie poczytalności męża. Wydawała opinię o nim.
Podczas wykładu spoglądała w moją stronę…
Pod koniec 2014 rozmawiała ze mną w przychodni. Rozmawiałyśmy przez przypadek. Byłam w szpitalu i nie mogłam poinformować o tym przychodni. Naskoczyła na mnie, że przerwałam terapię. Musiałam się grubo tłumaczyć. Nie chciałam przerywać terapii. Ona była zła.  Później zgadałyśmy się na temat mojego głupiego zauroczenia okularnikiem. Wydawała się bardzo władcza, oschła, apodyktyczna a w prywatnej rozmowie okazała trochę ciepła.
Podczas przerw pomiędzy wykładami, w holu widziałam też terapeutę. Przechodził kilka razy przede mną.
Pamiętam jego słowa, że poza gabinetem się nie znamy. Więc go „nie poznałam”. Nie było kurtuazyjnego „dzień dobry”, nawet wymiany spojrzeń. Po prostu go widziałam. Kręcił się dookoła swojej żony, wziął jej laptop, wychodził na dwór na papierosa. Niska, krępa sylwetka, w szarej bluzie. Pochylona głowa i zgarbione barki, jakby dźwigał na tych barkach problemy swoich pacjentów. Na dworze stał z papierosem, a głowę miał schowaną w obszerny kaptur bluzy. Dojrzały, niepokorny, w wyciągniętej bluzie i trampkach na nogach. Na luzie, młodzieżowo, mimo wieku.

Kurwa, jak ja bym zapaliła papierosa… Matko…

Właśnie w takich chwilach, kiedy widzę znajomych – terapeutę i jego żonę, M i jej męża i wręcz „widzę” tę ich bliskość, otwiera mi się w piersiach jakaś dziura, przepaść, rozpadlina i zionie mroźnym powietrzem. Tęsknię za odrobiną ciepła, którą wytwarzają między sobą. Chciałabym pooddychać ich  powietrzem. Stać się ich atmosferą… I wyobrażam sobie, że są taką jednością, że rozumieją się bez słów. Zazdroszczę im tej symbiozy i umieram na samotność. Nigdy nie byłam w stanie utworzyć takiej rzeczywistości dla siebie. I tego im zazdroszczę. I tego mi brak…

No więc jutro mam wolny poranek.

Do pracy zamówiłam ogromny tort. Na 45 urodziny…

Podobno nie wyglądam na tyle lat…

No cóż, kurwa, mam doła :-(

Czwartek, 18:27

Jestem zmęczona

Dzień w drodze

Pojechałam na szkolenie. Około 50 km w jedną stronę.

Może żaden wyczyn… Samochód wył jak potępieniec. Podobno łożyska w alternatorze. Przestawało wyć dopiero przy prędkości 70 km/h.
Szkolenie króciutkie. Dwie godziny…

W domu byłam już o 12.30

Byłabym po jednej lekcji… Gdybym była w pracy.

Zrobiłam sobie wolne. Miałam delegacje.

W domku rzuciłam się w wir gotowania. Brokuły dla małej. Pyszny krupniczek w „cudownym garze”. Sałatka krabowa. Szaleństwo ;-)

O 16 spotkanie z grupą. Godzina w szkole.

Dziś u nas była pierwsza, wiosenna burza. Z grzmotami, błyskawicami, ulewą… Pierwsza wiosenna burza… Uwielbiam burze… Uwielbiam patrzeć na błyskawice i słuchać grzmotów.

Kiedy jechałam do Ł-ży świeciło słońce.

Ziemia pachnie wiosennie. Wiosna…

I ta dzisiejsza burza :-D

Jestem mega zmęczona…

Myślałam  o wczorajszej terapii i o tym, co mówiłam. Mimowolnie na usta wypływał uśmiech zażenowania a nawet śmiech spowodowany sarkastycznymi uwagami na temat siebie samej. Wstydzę się tamtej kobiety. Słabej i zapłakanej, która mówi, że jej jedynym marzeniem jest uwaga ze strony rodziców i ich miłość. Byłam taka słaba i zagubiona. Patrzyłam w okno i ze skrzywioną głową mówiłam, że chciałam, aby ktoś się nade mną pochylił, otoczył opieką… B wykonał gest głową, jakby pochylał się nad leżącym przed nim niemowlakiem. Widziałam to kątem oka… Rozśmieszyło mnie to i zażenowało. Pomyślałam, że muszę teraz pleść okropne głupoty, ale dalej brnęłam w tę sytuację, zaciekawiona, co jeszcze przyjdzie mi do głowy i co jeszcze powiem. Taki sadystyczno-masohistyczny eksperyment.

Dobrze, że nie było mnie dziś w pracy…

Mamy wiosnę :-D

Ania Dąbrowska nagrała piosenkę do filmu. Fajna ta piosenka

 

Może być dobry film…

Seks mobbing ekstremalny ;-)

Albo tak Ewcia Farna i … Wszystko, albo nic…

Wiosna. Marzec. Wszystko, albo nic