Niedziela, 09:49

Młody pojechał do Grecji. Na dwa tygodnie.

W piątek wzięłam zaświadczenie z przychodni. Zaświadczenie do sprawy rozwodowej.

Czuję ogromne zniechęcenie, pustkę, bolącą niechęć…

Byłam w miejscowości, w której kiedyś mieszkałam. Córka podsunęłam mi pomysł, żeby nasza sąsiadka była świadkiem w sprawie. To do niej wtedy uciekliśmy. U niej znaleźliśmy schronienie.
Nie chciałam tam jechać. Za dużo złych wspomnień. Za dużo bólu, ale…
Była zdziwiona naszą wizytą, i zgodziła się.
Jedna osoba więcej.

I tak to moje życie przeminęło…

Miało być takie wspaniałe. Taka wspaniała rodzina. Mąż, ja, dzieci. MIŁOŚĆ! Opieka. Dbanie, żeby nikomu niczego nie zabrakło. Siłaczka, która miała dać radę ze wszystkim składa broń. Z mojej perspektywy to przegrana a z perspektywy osoby nieuwikłanej w takie relacje jak moje (zdrowej) to krok do przodu. Dzieci z przemocowych domów mają na oczach „filtry”. Chcą zbawiać świat, pomagać innym. Dla nich to normalne, że mają być „do pomocy i opieki” a nienormalne jest oczekiwanie, że ktoś się nimi zaopiekuje.
Gubiłam się między tym, czego chciałam a tym „co powinnam robić”. Oczekiwałam od niego, że mnie pokocha i zaopiekuje się mną, że wszystkie dobre uczucia w nim znajdę, tylko muszę być cierpliwa i najpierw sama mu wszystko ofiarować. On, osoba po przejściach. On, osoba, której nikt nie kochał, syn alkoholika i ja osoba po przejściach, córka alkoholika, wzięli ślub… I co? Ano 15 lat płaczu, 15 lat niespełnienia i wzajemnych pretensji i jeszcze ta jego paskudna przyjaciółka SCHIZOFRENIA.  Osoby, które były niekochane od początku swojego istnienia mają zawsze trudności z okazywaniem uczuć. Ta miłość jest w nas, jest w nas idealny obraz, wykreowany przez naszą wyobraźnię, który niczym kryształ rozpryskuje się na tysiące kawałków w zetknięciu z realnym życiem. Dwa ptaki z połamanymi skrzydłami nigdy nie wzbiją się w powietrze. NIGDY! Pozytywne myślenie w takich przypadkach trzeba zastąpić realizmem. Niekochane osoby mają w sobie ogromny głód miłości – nie potrafią kochać samych siebie a przez to nie pokochają innych. Zawsze będzie czegoś brak. Uczuciowa pustynia…

No, taka prawda niestety boli.

Czego ja chcę?

Już niczego. Terapia powoli zdejmuje mi filtry. Pożegnałam ojca i matkę a teraz pora rozstać się z mężem.

Pewnie, że boli, bo jeszcze bym coś ponaprawiała, kogoś zbawiła, komuś uchyliła nieba i kimś bym się zaopiekowała, a tu… Dzieci już duże. Znajomi… A właśnie, jacy znajomi?

Wychodzę z domu a tam każdy pędzi za swoimi sprawami. Uśmiecham się więc, mówię, że wszystko ok. Jest super. Słucham… A później wracam do domu, gdzie czeka na mnie S.

S nigdy mnie nie opuści. Była ze mną od urodzenia i zostanie do śmierci.

Moja S. Moja Samotność

 

 

Piosenka psuje jak ulał!

Po prosty przestań płakać!!!

Taka jest kolej rzeczy…

 

Poniedziałek, 08:07. Wolne

Przeżyłam!!! Uffff!

Trzy dni wyjęte z życiorysu

Agnostyczka na rekolekcjach

Z jednej strony patrzę na to, jak na coś, co było potrzebne.

Owszem, trzy dni spędzone na modłach, ale też na wysłuchiwaniu rozważań. Na szczęście mieliśmy mądrego księdza rekolekcjonistę. Człowiek, który zna (chyba) wszystkie języki. Chyba… Łacina, greka, jidisz, hebrajski, aramejski, francuski, rosyjski, angielski… Zna Pismo święte na pamięć (jest biblistą). Spotykał się z Janem Pawłem II, matką Teresą z Kalkuty, przebywał w zakonach koptyjskich… Pięćdziesięcioletni, skromny mężczyzna, który mówi, że jest nikim, nic nie znaczącym człowiekiem. Wow! Oczywiście rozważania pod jego kierunkiem były czystą przyjemnością, nawet dla mnie. Czasami potrzebne są takie spotkania. Spotkania z człowiekiem o ogromnej wiedzy, terapeutycznym podejściu i ogromnej skromności. Tacy powinni być prawdziwi księża!

Za oknami gorący maj w pełni. Podczas przerw uciekałam do pobliskiego parku, żeby posiedzieć na ławeczce i wygrzać się w słońcu. Zaczęłam czytać nową książkę autorki „Dziewczyny z pociągu” – „Zapisane w wodzie”. Na razie pomieszanie i nadmiar bohaterów. Rzecz dzieje się w małym miasteczku, które w średniowieczu słynęło z pławienia czarownic. Niejedna straciła życie utopiona w miejscowej rzece, podczas sprawdzania, czy jest czarownicą.
Akcja toczy się współcześnie. Siostra głównej bohaterki popełnia samobójstwo skacząc do rzeki. Zdarzenie rozpoczyna lawinę wspomnień osób jej najbliższych, a więc siostry, córki, znajomych. Kręcą się policjanci zaangażowani w sprawę… Na razie dupy nie urywa :-( , ale „Dziewczyna z pociągu” też mnie nie uwiodła. Do dzisiaj jej nie doczytałam do końca. Film obejrzałam z wielkim zainteresowaniem, ale książka jest dla mnie nudna. Nie w moim typie :-(

W piątek, na rekolekcjach, usłyszałam fragment z Księgi Syracha i pomyślałam, tak jak kiedyś, kiedy czytałam Biblię z nadzieją na wskazówkę, jak mam podchodzić do tego, co działo się w moim życiu, że teraz też to może być pewnego rodzaju wskazówką, pocieszeniem i informacją, jak podejść do ostatnich wydarzeń, do tego poczucia zagrożenia, matni. Uczucia, które mnie paraliżuje, zniechęca i wyciąga na wierzch myśli, które już dawno mnie nie gnębiły. Myśli, których się boję, bo podsuwają najłatwiejsze wyjście. Najłatwiejsze i ostateczne. Przekroczenia granicy, za którą on mnie już nie dorwie, granicy spokoju i ostatecznego rozwiązania tego problemu… A tak kocham to życie. Kocham siedzieć w pełnym słońcu i wdychać zapachy rozkwitłych drzew, patrzeć na piękno przyrody a w lipcu będę przecież (taką mam nadzieję) nad morzem.

Fragment z Syracha tak bardzo pasuje do teraźniejszości. I daję nadzieję, której tak mi potrzeba.

„Mądrość Syracha, 2

1.(…) przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.
6. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
  (…) nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli.
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym i grzesznikowi chodzącemu dwiema ścieżkami.
13. Biada sercu zniechęconemu: ponieważ nie ma ufności, nie dozna opieki.
14. Biada wam, którzy straciliście cierpliwość (…)



http://www.bibliacatolica.com

 

No i co? Co mam teraz myśleć?

Granica między nadzieją i robieniem wszystkiego, żeby się w końcu wyrwać a zniechęceniem i wycofaniem jest taka krucha. Starałam się jak mogłam przez te cztery lata, aby wyjść na prostą, zostawić za sobą to piekło, przez które przeszłam i wszystko zaczyna się rozpadać przez jeden pieprzony pozew sądowy, w którym on przecież nie zabiera nam wszystkiego, nie grozi śmiercią, nie czyni fizycznej krzywdy. Skarży się tylko na swoją niedolę i wielkodusznie oferuje 20 zł na utrzymanie dzieci… I przez taki pieprzony list wszystko wraca jak bumerang – wspomnienia, strach, paraliżujące poczucie beznadziejności całej sytuacji i przeświadczenie, że gdziekolwiek będę, on mnie znajdzie i będzie wywierał najpierw presję psychiczną, a kiedy będzie na wolności przyjdzie po moje życie. Lepiej, gdyby nie żył… Ale on syci się strachem innych, cieszy go poniżanie i odbieranie nadziei, satysfakcjonuje go przewaga fizyczna i rozładowuje emocjonalnie znęcanie się nad kimś, kto jest od niego zależny. I ten pierdolony klosz, który nad nim rozciągnęli. Magiczne słowo – schizofrenia, jakby to wszystko wyjaśniało. Lekarze, jak Piłat, umywają ręce, tłumacząc o jego niepoczytalności. Sądy przepuszczają na wokandę pokręcone sprawy a ja muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem.

Dobra, dość tego dołowania się. Nic to nie da.

Dziś spotkanie z panią adwokat.

Ten miesiąc jest dla mnie masakryczny pod względem finansowym. Masaaaaakra!

Syn wyjeżdża na praktyki do Grecji i trzeba go przygotować, ubezpieczenie i naprawy samochodu,  rekolekcje też były płatne… Masakra

Dziś muszę się dowiedzieć ile będę płacić pani adwokat

….

Dam radę?????

******

20:15

No i już wiem, ile będzie mnie kosztowała „opieka” prawna.

Zabolało… :-(

No więc, siostro tlen

Siostro bandaż i opatrunek!

Nie będę pisać, ale duuuuuużo! Mam tylko nadzieję, że ta „seksowna blondi” wie co robi. Z tego, jak zachowywała się w sądzie, raczej wie. Lepsze to niż marazm i wycofanie.

Zaskoczyła mnie uwaga córki. Dziś po „poważnej rozmowie”, wykrzyczała do mnie „Bo ty się ostatnio ze wszystkimi kłócisz!!!!”
Zapytałam, czy ma z tego powodu jakieś nieprzyjemności (wiadomo grupa rówieśnicza). Powiedziała, że nie.
Nie, ja się nie kłócę. Ja obstaje w końcu za sobą. Zaczynam o siebie dbać. Może to ją przeraża. Kiedyś wszystkim ustępowałam i kuliłam ogon a teraz twardo obstaję za swoim. Z boku może tak wyglądać, że jestem z każdym w konflikcie, ale ja po prostu nie pozwalam jeździć po sobie.

Tak, jest we mnie dużo zmagazynowanej złości. Wkurwienia, które tłamsiłam przez lata. Coraz częściej otwieram gębę i mówię, co myślę, bez cukrowania. Ona obserwuje i to może ją niepokoić. Zna mnie z tej potulnej strony, tej wycofanej. Takiej, jaką widzi teraz nie znała.

Życie wszystkiego nauczy…

Czartek, 14:01. Nie spię…

Nie mogę spać w nocy

Budzę się około pierwszej i nie śpię

Znów czuję wewnętrzny strach

No, to jest moja „korzyść” :-(

Na terapii rozmawialiśmy też o FB, o blokowaniu mojego konta, o ukrywaniu…

ZNÓW O UKRYWANIU!!!

Dlaczego to JA mam się ukrywać??? Likwidować konta FB i udawać, że nie istnieje???

A on?

Schizofrenik i oprawca żyje sobie bardzo wygodnie i wciąż obserwuje

To globalna paranoja

Jak w tym kawale o uciekających ludziach, których gonił jeden rozjuszony chuligan. Kidy zapytano dlaczego wszyscy uciekają, przecież on jest jeden, ktoś z uciekających odpowiedział: „A wiadomo komu w mordę przywali?”

Więc dalej mam uciekać?

Ale ja już nie chcę, nie mam zamiaru i nie mam zamiaru niczego likwidować i usuwać. Owszem zablokowałam konkretne osoby, ale nie wiadomo z kim jeszcze przebywa w szpitalu i kto ma utworzone konto na FB.

Jestem rozbita i niewyspana.

Wczoraj bierzmowanie u córki i mojej grupy. Poszłam. Spełniłam swoje obowiązki jako animator. Gnojki nawet nie powiedziały dzień dobry. Wszystko się im należy. Oni mogą być chamscy a ja mam występować z pozycji służącej. Więc z pięknym uśmiechem dopełniłam ostatnie formalności. Odebrałam drobny upominek od księdza, który był odpowiedzialny za sakrament. Książkę dostali też inni animatorzy. Jedną różę od dziewczyn, które w moje grupie nie sprawiały żadnych problemów i po mszy poszłam do samochodu. Córka przyszła po zdjęciach. Powiedziała, że rodzice czekają na mnie w kościele z kwiatami i prezentem. O nie! Od chamskich rodziców nie mam zamiaru odbierać żadnych upominków. Oni mi już podziękowali tydzień temu, wylewając na mnie krzyki i okazując chamską postawę. Prezenciki niech w sobie wezmą sami.

Jedna rzecz bardzo mi się spodobała. Ksiądz wyczytał moje panieńskie nazwisko. Boże, jak ono pięknie zabrzmiało w kościele. Leciałam po tę książkę jak na skrzydłach.

Tak, bardzo chwiałabym wrócić do swojego nazwiska. Odzyskać wolność! Dla siebie samej!!

Jutro mam spotkanie z adwokatką.